Dzisiaj jest

czwartek,
16 września 2021

(259. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
15142797

Wyszukiwanie

XXII Niedziela zwykła (rok B), 29 sierpnia 2021 – komentarz do Ewangelii

Chrześcijanin człowiekiem autentycznym

XXII Niedziela zwykła rok B (29.08.2021)
Ewangelia: Mk 7, 1-8a. 14-15. 21-23. ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieobmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?»

Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji».

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».

● Rozważa: dk. Piotr Wąsacz ●

jezus faryzeusze

Grupie młodych ludzi zadano kiedyś pytanie: jakiej postawy za wszelką cenę chcieliby uniknąć. Wśród wielu odpowiedzi, najczęściej mówiono o obłudzie, czyli dwulicowości. Z pewnością każdy z nas w swoim życiu spotkał człowieka, u którego można było dostrzec rozbieżność między tym co mówi, a tym co robi. Taka osoba wzbudza ogólną niechęć i odrzucenie. To dowód na to, że człowiek chce być przejrzysty i spójny.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus prowadzi dialog z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie. Rozmowa przybiera bardzo ostry, wręcz agresywny przebieg. Słowa użyte przez Jezusa mogą nas nawet gorszyć, ale tak naprawdę mają one podkreślić jak ważny jest temat poruszany przez Mesjasza, jak bardzo musi Mu zależeć na tym, żeby jego uczeń był autentyczny. Zbawiciel cytuje słowa proroka Izajasza, które choć wypowiedziane dawno temu, są szczególnie aktualne w dzisiejszych czasach: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie”. Nietrudno zauważyć, że ludziom w naszym otoczeniu i nam samym zdarza się jedno mówić, drugie robić. Uświadomienie sobie tego powinno powodować w nas pewien dyskomfort.

Bardzo podobnie może być na płaszczyźnie duchowej. Właśnie na to Jezus zwraca szczególną uwagę, gdy przywołuje tak mocne oskarżenie dotyczące modlitwy Izraelitów. Chce nas ostrzec przed modlitwą na pokaz, która, choć na zewnątrz piękna i godna podziwu, wewnętrznie jest pusta i nieszczera. Bardzo łatwo jest zatrzymać się na wyznaniu wiary samymi tylko ustami, nieco trudniej  jest realizować na co dzień to wszystko do czego ta wiara nas zobowiązuje.

Możemy zobaczyć, że także nam zdarza się być nieautentycznymi,  że czasami w naszych słowach i czynach nie ma spójności. W pewnym sensie jest to normalne, bo wynika to z naszej słabości spowodowanej grzechem pierwszych rodziców. Jednak można odnieść mylne wrażenie, że Słowo Boże wielu z nas dziś dobija, pogrąża. Wręcz przeciwnie! Jest ono owocem miłości Boga, który chce, abyśmy byli jeszcze bliżej Niego. Podobnie jest w całym Piśmie Świętym. Jeśli Jezus wykazuje człowiekowi błąd, to tylko po to, by ten zszedł z drogi grzechu, a wszedł na drogę zbawienia. Prośmy dziś Pana, aby nam dawał siły do stawania się autentycznymi, spójnymi i przejrzystymi ludźmi.

XXI niedziela zwykła, rok B (22 VIII 2021) – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-fragment-okladki-rozwazania-6

„Jezus Chrystus nie przyszedł nam opowiadać błahostek…
Nie przyszedł na ziemię po to, aby opowiadać nam zagadki i dowcipy…
To nie czas na zabawę…
Nie oddał On swego życia po to, aby opowiadać nam bajki.”

Ewangelia (J 6,55.60-69)


rozważa: ks. Bohdan Dutko MS


Słowo życia

Dzisiejszy fragment Ewangelii kończy się wyznaniem Piotra Apostoła: „Panie, do kogóż pójdziemy, Ty masz Słowa życia wiecznego”.

 

Przekazywanie Ducha Świętego

Przed wielu laty przeżywałem ogromną niechęć do głoszenia rekolekcji. Tłumaczyłem sobie i innym, że to daremny trud, gdyż brakuje w parafii wspólnot ruchów czy grupy, bez których trudno mówić o ciągłej formacji. Rekolekcje są tylko pewną akcją duszpasterską. Nawet jeśli ktoś z uczestniczących doświadczy nawrócenia, to później, po spowiedzi, nie ma gdzie go posłać, aby mógł wzrastać w wierze.

W wyjściu z tego kryzysu pomógł mi jeden z moich przyjaciół księży, kiedy  powiedział: „Bohdan, najważniejsze w rekolekcjach jest przekazywać słuchającym Ducha Świętego. Ty czyń wszystko, żebyś  miał Ducha Świętego, a o resztę zatroszczy się Bóg!”

Wiara rodzi się ze słuchania, ale tym, czego się słucha nie są legendy czy wierszyki, ale Boże Słowo. Ciekawą i bardzo prawdziwą myśl zapisał Charles Peguy: „Jezus Chrystus nie przyszedł nam opowiadać błahostek… Nie przyszedł na ziemię po to, aby opowiadać
nam zagadki i dowcipy… To nie czas na zabawę… Nie oddał On swego życia po to, aby opowiadać nam bajki.”

Kapłan jest sługą Bożego Słowa – rozważa je i nosi w swoim sercu, a później, jak mówi psalm: „jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą”. Woda jest symbolem Ducha Świętego. Dlatego słowo głoszone przez kapłana, nie jest jak słowo dziennikarza, poety czy aktora, ale to jest słowo samego Boga, które ma moc uzdrawiania i przywracania życia. A zatem głoszenie kapłańskie nie polega tylko na głoszeniu słowa, ale przede wszystkim na przekazywaniu życia, które to słowo niesie.

 

Sen

Miałem kiedyś sen. Zasadniczo nie przywiązuję wagi do snów, ale ten był dla mnie bardzo wymowny. Celebrowałem Eucharystię i kiedy miałem przeczytać Ewangelię, okazało się, że nie mogę tego uczynić. Widziałem tekst, ale litery się zlewały i nic na to nie mogłem poradzić. Obracałem Ewangeliarz pod światło, także to nie pomagało. Te próby musiały trwać długo, bo kiedy podniosłem oczy, zobaczyłem, że ludzie opuszczają kościół. Próbowałem dalej… Czułem wewnętrzny ból. Kiedy ponownie spojrzałem na kościół zobaczyłem, że wyszli prawie wszyscy. Ostatni wychodzący to były osoby, które bardzo dobrze znałem i zwracając się do nich, powiedziałem: także i wy wychodzicie? Zrobiło mi się smutno i z bólu zacząłem płakać. Obudziłem się.

Ludzie zaczęli opuszczać kościół, kiedy nie głosiłem im Ewangelii…

Siostra Emmanuelle, znana z posługi wśród ubogich w Egipcie, w jednym z wywiadów powiedziała, że gdy wróciła do Francji, była zaskoczona pustymi kościołami, ale nie dziwiła się, że ludzie odchodzą…  bo wielu pasterzy głosi morały, a nie Jezusa Chrystusa. Odchodzą bo szukają Słowa Życia!

 

Módlmy się za głoszących

Módlmy się za księży, aby z pasją głosili miłość Jezusa, aby Duch Święty ich niósł, porywał, obdarzał wewnętrznym żarem.

Święty Augustyn o głoszeniu kazań mówił, że jest ono „wielkim ciężarem, wielkim brzemieniem i wielkim trudem”.

Głoszenie musi kosztować. Myślę, że to odnosi się do wszystkiego: do modlitwy, medytacji, bólu kolan, ścisku serca i potu umysłu.

Jeszcze jedno, od pewnego czasu zacząłem się modlić za tych, do których będę mówił (bo trzeba mieć pokorę, aby słuchać księdza), także w konfesjonale proszę ludzi, aby modlili się za księdza, który będzie głosił im homilię, aby było to SŁOWO ŻYCIA!

Istnieje opowiadanie o wielkim kaznodziei, którym zachwycały się tłumy. Przed jego mównicą pewien staruszek wiernie przysłuchiwał się wszystkim jego kazaniom. Kaznodzieja był bardzo uszczęśliwiony swym sukcesem. Pewnego dnia ukazał się mu anioł: „Chciałbym ci pogratulować tych wszystkich twoich wystąpień… Jesteś bardzo zdolny! Ale czy pamiętasz tego staruszka, który zawsze przychodzi na twoje kazania?” „Tak, widziałem go” – odpowiada kaznodzieja. A anioł: „Wiedz, że przychodzi on nie po to żeby cię słuchać, ale żeby się modlić za ciebie. To właśnie dzięki jego modlitwom twoje kazania sprawiają tyle dobra wiernym”.

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (rok B), 15.08.2021 – komentarz do Ewangelii

Świadkowie wojny o wszystko
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, rok B (15.08.2021 r.)
Ewangelia: Łk 1,39-56 ●

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza
Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.
Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała:
«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona.
A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana».
Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
święte jest Jego imię,
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, co się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak przyobiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».
Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.


Pokolenie moich dziadków dobrze pamięta czasy II wojny światowej i okrutnego terroryzmu ze strony hitlerowców oraz ludzi Stalina. Pokolenie moich rodziców pamięta z kolei trudne czasy komunizmu oraz walki z tym, co szlachetne i wartościowe. Mam jednak przekonanie, że każdy z nas uczestniczy w najgroźniejszej wojnie, jaką można sobie wyobrazić – wojnie o duszę, czyli o wszystko.

Zanim przejdę do skomentowania fragmentu Ewangelii przeznaczonego na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, pozwolę sobie zarysować kontekst, korzystając z pierwszego czytania (Ap 11–12). Święty Jan w swojej Apokalipsie opisuje starcie dwóch Potęg, jednak nie są to potęgi równe sobie. Chodzi o walkę pomiędzy Szatanem a Bogiem. Nietrudno się domyślić, że diabeł został przedstawiony w obrazie smoka, a Bóg (konkretnie Jezus) ma postać małego dziecka. Niewiastą jest Maryja. Ten obraz, służący Apostołowi do przekazania jakiejś ważnej prawdy, ukazuje nam wielką walkę duchową, która od dwóch tysięcy lat nieprzerwanie się toczy, a jej stawką jest ostateczny los dusz ludzkich.

Wiemy dobrze z treści pierwszego czytania, że diabeł nie wygrał tej walki z Bogiem. Wiemy również, że nie wygrał także żadnej innej ani nie wygra nigdy w przyszłości. Jest tylko Boskim stworzeniem i wobec Stwórcy nie ma żadnych szans. Zwróćmy jednak uwagę na szczegóły tego Janowego opisu, bo one mogą nas wiele nauczyć.

Szatan jest tym, który tworzy zamieszanie wokół siebie samego. To on zmiata trzecią część gwiazd z nieba, ukazując przy tym swoją moc. Działa poprzez zaskoczenie i zastraszenie przeciwnika, co ma go doprowadzić do porażki i ostatecznie do śmierci. Z drugiej strony widzimy Niewiastę wybraną przez Boga, która nie zwraca uwagi na samą siebie – Ona oddaje w bezpieczne ręce Dziecko, które jest porwane do tronu Boga, a sama ucieka na pustynię, gdzie On przygotował dla niej schronienie. Szatan przegrywa własną mocą, Niewiasta wygrywa mocą Boga. Ostatecznie diabeł jest tym, który zagarnia wszystko zachłannie dla siebie oraz jest w siebie wpatrzony, krzywdząc wszystkich dokoła; Niewiasta natomiast jest pokorna i oddana Bogu, a On jest Tym, który nieustannie daje: miłość, siłę i schronienie w trudnościach.

Tym sposobem przechodzimy do naszego fragmentu Ewangelii, gdzie znajduje się wspaniała pieśń Maryi-Niewiasty – Magnificat, czyli Wielbi dusza moja Pana. Jest to pieśń pokornego człowieka, który zwycięża mocą Bożą. Zresztą pieśń Matki Bożej jest wzorowana na pieśni Anny, matki proroka Samuela (1 Sm 2,1-10), gdzie czytamy: „On ochrania stopy pobożnych. Występni zginą w ciemnościach, bo nie [swoją] siłą człowiek zwycięża” (1 Sm 2,9). Walki duchowej nie zwycięża człowiek, który wszystko chce zagarnąć egoistycznie dla siebie i nie potrafi dostrzec wartości drugiego – taki człowiek zatraca się i odłącza się od Miłości. Tę walkę będzie potrafił zwyciężyć człowiek, który całe swoje życie z zaufaniem oddaje w ręce Boga – i to Jego chce słuchać i Jemu służyć. Bogu, któremu naprawdę zależy na nas najbardziej.

A Ty? Do której drużyny dołączysz?

IX Niedziela Zwykła rok B, 08.08.2021 – komentarz do Ewangelii

W drodze
● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

IX Niedziela Zwykła, rok B (08.08.2021)
Ewangelia: J 6, 41-51

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Żydzi szemrali przeciwko Jezusowi, dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może On teraz mówić: Z nieba zstąpiłem».
Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą! Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: „Oni wszyscy będą uczniami Boga”. Każdy, kto od Ojca usłyszał i przyjął naukę, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.
Ja jestem chlebem życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: Kto go je, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata».

zbiory-wlasne-2011-IMG_2538_WKIdziemy do klarownie wyznaczonego celu. Niestety droga nie zawsze jest prosta i czytelna. Czasem potrzebny jest przystanek, żeby na nowo się na niej odnaleźć, zregenerować siły, odbudować motywację, a co najważniejsze, odpowiednio się posilić, by móc ruszyć dalej.

Jesteśmy w drodze. To pewnie jedna z najlepszych (jeżeli nie najlepsza) metafor naszego życia. Dla nas wierzących, jej cel jest oczywisty – niebo, wieczne szczęście, zjednoczenie z Bogiem i bliźnimi. Najprawdopodobniej gorzej z samą drogą. Jednak raczej nie z kierunkiem, często wiemy, w którą stronę iść, zresztą Pan Bóg nam zostawił mnóstwo drogowskazów, pojawia się natomiast inny problem – jak tę ścieżkę zrealizować, jak te konkretne odcinki przewędrować? Wydają się bowiem nieraz śmiertelne, zabójcze, nie do przejścia. Kiedy przed nimi stajemy, wywołują w nas wówczas ogólna niechęć i zwątpienie. Zatrzymujemy się na przystanku naszej drogi życia, zastanawiając się co dalej, spotykając się z własna słabością i niemocą. To bardzo cenne doświadczenie. Przekonał się o tym prorok Eliasz. Pierwsze czytanie relacjonuje nam fragment jego egzystencjalnej wędrówki, kiedy to wszedł na pustynię. Nie tylko tę fizyczną, gorącą, piaszczystą, ale też tą duchową, osamotnioną, bezcelową. Chcę tam zakończyć swoją drogę. Tam postawić metę. Nie widzi sensu dalszego pielgrzymowania, stwierdza, że dalej nie da rady, stracił cel, stracił sens, brak mu sił. Wszedł w głębokie przygnębienie i rozpacz. Był rozczarowany sobą. „Nie jestem lepszy od moich poprzedników” – nie wierzył w siebie. Wydawało mu się, że jest z tym wszystkim sam. Ta pustynia naprawdę go wszechogarniała. Do czasu. Okazało się jednak, że Bóg z niego nie zrezygnował. Wysłał swojego anioła – jakby chciał mu powiedzieć – wstawaj, to nie koniec, jestem z Tobą! I pokrzepił go pokarmem, którym zapowiedział posiłek dający życie wieczne. Miał mu on wystarczyć (i wystarczył) do pokonania drogi do jego ziemi obiecanej.

Eliasz potrzebował tego przystanku i my go potrzebujemy, żeby zrozumieć, że nie przeżyjemy życia dobrze sami. Nie dostaniemy się do celu bez Bożej pomocy. Potrzebujemy tego boskiego pokarmu, w nim jest nasza siła i moc. Pokarmu, który jest na wyciągnięcie ręki, a nie zawsze chcemy po Niego sięgać, nie zawsze też go doceniamy. Tym pokarmem jest oczywiście Ciało Chrystusa, które przyjmujemy w Komunii świętej. Realny Chrystus wchodzi do naszych wnętrz, serc i przemienia je. Eucharystia przypomina nam o życiodajnej ofierze Mistrza, o Jego Męce, Śmierci i zwycięskim Zmartwychwstaniu. To właśnie takiego Jezusa przyjmujemy, który pokonał grzech i śmierć, rozpacz i strach, niechęć i zwątpienie. To On nas uzdalnia do podejmowania dalszej wędrówki, wychodzenia z życiowych dołków, przystanków, pustyń. Jezus w Komunii daje jednoznacznie do zrozumienia, że On ten cel – Królestwo niebieskie – wyznaczył i będzie nas posilał w drodze do niego. Stąd nie możemy tracić nadziei, tylko z wiarą karmić się Jego Ciałem, docenić Jego wartość, znaczenie i obrać kurs na niebo.

XVIII Niedziela Zwykła (B), 1 sierpnia 2021 – komentarz do Ewangelii

Dwa rodzaje chleba
● Rozważa: dk. Piotr Wąsacz ●

XVIII niedziela zwykła (B), 1.08.2021,
Ewangelia: J 6,24-35 ●

hostiaJednym z warunków koniecznych do podtrzymania życia ludzkiego jest spożywanie posiłku, posilanie się.  Jedzenie jest absolutnie niezbędne, by żyć i dobrze funkcjonować na co dzień. Od początku dziejów człowiek poświęcał wiele czasu i sił, aby zdobyć pożywienie. Często jednak zapominamy o tym, że nie tylko nasze ciało potrzebuje nasycenia. Musimy też dbać o stan swojego ducha…

O tym wymiarze życia ludzkiego mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Nazywa siebie chlebem życia. Uświadamia słuchającym Go ludziom, że aby cieszyć się radością życia na wieki w Królestwie Niebieskim, muszą napełniać się Nim, być blisko Niego, czyli stworzyć relację.

Tak wielu walczy dziś o „codzienny chleb”. Poświęcają mnóstwo czasu na pracę, biorą kredyty, rezygnują z wielu przyjemności, skrzętnie wyliczając każdą złotówkę, żeby na wszystko wystarczyło pieniędzy. Jako ludzie jesteśmy w stanie wiele poświęcić, by przeżyć.

Często jednak to nasze zmaganie o dobre i godziwe życie na płaszczyźnie fizycznej może powodować zaniedbania w kształtowaniu życia duchowego.

Chrystus chce dzisiaj zmienić nasze myślenie, skłonić nas, byśmy w naszym życiu troszczyli się przede wszystkim o trwanie w łasce uświęcającej i przyjmowanie Go w Eucharystii, bo taka postawa gwarantuje życie na wieki. Nie znaczy to, że od dzisiaj mamy przestać dbać o pracę, dom, rodzinę. Te wszystkie wartości są ważne i trzeba się o nie troszczyć, ale one nie mogą stać się centrum naszego istnienia, nie mogą przysłonić nam Stwórcy. Bo życie ziemskie, chociaż dobre i piękne, kiedyś dobiegnie końca i ten materialny chleb już na nic się nam nie przyda. O naszej wieczności zdecyduje to, czy w momencie śmierci będziemy napełnieni Chlebem Bożym, który daje życie światu (por. J 6, 33).


Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»
W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec».
Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?»
Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».
Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”».
Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu».
Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!»
Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

Siedemnasta niedziela zwykła (B), 25 lipca 2021 – komentarz do Ewangelii

Tak niewiele

Siedemnasta niedziela zwykła (rok B),
25 lipca 2021
J 6,1-15

Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ▪

„Eucharystia jest najczulszym znakiem miłości, bo Jezus unicestwia się w niej aż do stania się naszym pokarmem, by się z nami zjednoczyć”. (św. Franciszek Salezy)

Wiemy, dla jakiej liczby osób taka ilość wystarczy? To jest niewiele – ale to jest wszystko…

Różne są interpretacje pięciu chlebów i dwóch ryb. Jedna z nich mówi, że tych pięć ryb symbolizuje Pięcioksiąg Mojżesza – TORĘ, a dwie ryby są symbolem dwóch przykazań miłości.

Niebiański chleb

Sercem Tory nie są pouczenia czy napomnienia, ale miłość. Tym, co nas karmi, jest miłość Boga. Ojciec troszczy się o nas – swoje dzieci.

Jezus rozmnaża pięć chlebów i wszyscy jedzą do syta i jeszcze zostaje dwanaście koszy. Jedli wszyscy do syta! Chlebem, który nas nasyca, jest sam Chrystus! On chce nam dać chleb na życie wieczne.

To wydarzenie jest zapowiedzią Eucharystii, niebiańskiego Chleba. W Eucharystii Chrystus daje się człowiekowi! Daje samego siebie…

Miłość

Tym chlebem karmi się tylko ten, kto czuje się kochany przez Boga, kto narodził się na nowo, kto ma relację z Jezusem, kto wie, że bez tego pokarmu nie może żyć, kto wie, że tylko w Jezusie jest źródło życia.

Św. Katarzyna ze Sieny powiedziała, że „po spożyciu tego chleba życia, w duszy pozostaje łaska”. Tą łaską jest miłość. Mamy w sercu miłość prawdziwą. Mamy Jego moc! Możemy kochać innych za darmo i możemy tracić za nich życie! Możemy naprawdę żyć słowem Shema – kochać Boga i bliźniego. Kochać całym sercem! To jest możliwe tylko w Jezusie.

Mały chłopiec

Kto już ma takie doświadczenie, ten wie, że chleb z piekarni i ryba z rusztu nie wystarczą! Dlatego jest w Kościele. Bo Kościół jest jak ten mały chłopiec, który jest sługą Jezusa, który daje nam ten CHLEB ŻYCIA! Czytałem kiedyś wypowiedź Elżbiety, żony Darka Malejonka, znanego muzyka: „W Kościele czuję się bezpieczna. Ale nie w tym sensie, że nie dotyczy mnie sprawa cierpienia, bólu, chorób. To spotyka wszystkich. Tyle że w Kościele mam broń do walki: Eucharystię, liturgię Słowa Bożego, sakramenty i pewność zbawienia. Bez osobistej relacji z Jezusem to wszystko jest jednak martwe”. Taka niewielka, mała, słaba broń, ale ona wystarczy!

XVI niedziela zwykła (rok B), 18.07.2021 – komentarz do Ewangelii

PaulPaladin-Photoxpress-3458190-1

Paul Paladin, Photoxpress

XVI Niedziela Zwykła, rok B (18.07.2021 r.)
Ewangelia: Mk 6,30-34 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.
Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.

Weź oddech!
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

Pędzimy. Nakręcamy się pracą, utrzymaniem domu, projektami, jak najlepszymi wynikami w jak najkrótszym czasie. Chcemy po prostu dać radę – i wyczerpujemy się. To bardzo normalne, ludzkie. Podobnie bardzo normalny i ludzki, a nawet konieczny jest odpoczynek, aby po prostu oddalić się na chwilę na pustkowie i odpocząć nieco…

Ewangelia Marka od samego początku nabiera rozpędu. Gdy się czyta pierwsze wersety, bardzo często można znaleźć słowo „zaraz”, które w tym kontekście oznacza „zaraz potem”. Jezus robi coś, zaraz idzie gdzieś indziej, potem zaraz zmienia miejsce i robi jeszcze coś innego. Akcja się rozpędza, nie ma czasu na przestój. Język Ewangelisty w doskonały sposób oddaje jedną z cech Jezusa – wielką gorliwość w pracy.

Jezus uczył tej gorliwości swoich uczniów i udało Mu się to. Pewnego intensywnego dnia, gdy uzdrowił teściową Piotra, a potem pod drzwiami domu Apostoła zgromadziły się tłumy, Pan postanowił wieczorem po pracy udać się na nocną modlitwę i wypoczynek przy Ojcu. Jednak uczniowie nie dali mu spokoju, bo Piotr pobiegł za Mistrzem i z przejęciem powiedział: „Wszyscy Cię szukają!”.

Mijały dni intensywnej pracy, być może szczególnie wtedy, gdy uczniowie sami wybrali się na ewangelizację. Przeszli pierwszą próbę bez Jezusa obok. Musieli to bardzo mocno przeżyć, bo Ewangelista zanotował, że od razu opowiedzieli Panu o wszystkim, co zdziałali. Wtedy właśnie Jezus pozwolił uczniom na to, aby oddalili się osobno na pustkowie i odpoczęli. Choć ostatecznie ten odpoczynek im się nie udał – ludzie szybko ich zlokalizowali i pobiegli za nimi – jest to bardzo dobra wskazówka dla nas, ludzi zabieganych.

Pustkowie to miejsce, gdzie jestem sam i nikt mi nie przeszkadza. To miejsce, gdzie uczę się słuchać Boga. Tak, jak było z Izraelem-Oblubienicą Pana: Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca (Oz 2,16). Na pustyni mieszka się trudno, jest niebezpieczna, grasują tam dzikie zwierzęta. Kiedy my wybieramy się na duchową pustynię, by słuchać Boga, diabeł krąży jak lew i atakuje nas pokusami, abyśmy zarzucili modlitwę. Czas pustyni jest jednak konieczny, aby nabrać powietrza i zresetować głowę. Mieć czas na refleksję w samotności, na spokojną modlitwę. Mieć czas na nabranie dystansu do osób i rzeczy, na ocenę swojej pracy i swoich relacji z innej perspektywy. Gdy jestem w ferworze zajęć, nie będę potrafił właściwie ocenić, czy to, co robię, jest dobre. Mogę to zrobić dopiero wtedy, gdy na chwilę się zdystansuję.

Jak i gdzie się zdystansować? Może to być zwykły urlop, kiedy oprócz spędzania czasu z rodziną znajdę chwilę na to, by usiąść w samotności lub pójść na spacer i po prostu odetchnąć. Mogą to być również rekolekcje wyjazdowe, jeśli okoliczności na to pozwolą. Jedno jest pewne – taki czas MUSIMY mieć. Nawet najbardziej zapracowany i niezastąpiony człowiek potrzebuje duchowego odpoczynku. Nawet Jezus, Mistrz gorliwości, odpoczywał.

Odpocznij, weź oddech!

Święta

Czwartek, XXIV Tydzień zwykły
Rok B, I
Wspomnienie św. męcz. Korneliusza, papieża, i Cypriana, biskupa

Sonda