Dzisiaj jest

środa,
27 marca 2019

(86. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
7659501

Wyszukiwanie

Rozważa: Lucyna Montusiewicz •
Perykopa: Łk 13,1-9

Natalia-Klocek-DSC-0729Wszyscy ekscytujemy się wiadomościami napływającymi ze świata. Katastrofy, powodzie, zamachy, samobójstwa, zawalenia, osunięcia, trzęsienia ziemi. Każdy kanał informacyjny, każda gazeta oraz portal internetowy ma ich pod dostatkiem. Pod ich wpływem angażujemy się w tragedie ludzi na całej kuli ziemskiej, dzielimy się wiedzą o skandalach w naszym mieście albo parafii.

„Wiadomości” są dla ludów jak trucizna odurzająca teraźniejszość, jak opium.

Większość z nas nie ma wpływu na to, co się dzieje na świecie, ale wszyscy potrafimy się martwić i osądzać grzechy innych zamiast zająć się własnym życiem i swoimi upadkami.

Bardzo mocne są słowa dzisiejszej Ewangelii. Myślicie, że ci, którym przydarzyło się nieszczęście, zasłużyli sobie na nie? Jezus, który zna naszą naturę, wcielił się w Człowieka, inaczej nie wydobylibyśmy się z otchłani sądów i powierzchowności życia. Potrzebny jest nam Nauczyciel Zbawiający.

Tej trzeciej Niedzieli Wielkiego Postu przychodzi, aby nas zbudzić: „powstań o śpiący”!

Prawda o mnie i o tobie jest taka sama, jesteśmy grzesznikami. To tylko przypadek, że akurat ty nie stałeś pod wieżą, kiedy się zawaliła. Zasługujemy na ten sam los co oni.

Zła Nowina

Dlatego wprost słyszymy Złą Nowinę: jeśli nie będziecie się skupiać nad waszym złym życiem, „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie”. Człowiek nienawrócony do Boga to ten, który sam nadaje sens swojemu życiu, a kiedy mu nie wychodzi, dopasowuje wiarę i prawo do swoich potrzeb. Nie liczy się z nikim, bo sam sobie schlebia.

Jednak zawsze przychodzi niespodziewanie doświadczenie, któremu nie jest w stanie sprostać, bo w nim jest tylko pustka. Ludzie znają go jak przysłowiowe drzewo figowe, dorodne, z szumiącymi liśćmi, zajmujące dużo przestrzeni, widoczne zewsząd. To symboliczne drzewo biblijne przedstawia Lud Wybrany, który powinien owocować. Mimo że ma okazały wygląd i jest obecny na każdej liturgii w parafii, to nie ma w nim owoców obiecanych każdemu ochrzczonemu, nie ma owoców Zmartwychwstania.

Dobra Nowina

Taki ktoś, powinien być wyrzucony ze zgromadzenia, Jezus jednak ukazuje nam Dobrą Nowinę, Bożą cierpliwość wobec ludzkości i każdego pojedynczego człowieka. Tym Ogrodnikiem jest On sam – obkłada nas nawozem Słowa Bożego, karmi swoim Ciałem, daje szansę przemiany, wybacza nam grzechy. Nie jest zgorszony, lecz pochyla się z czułością Ogrodnika, aby ponownie dać nam szansę na Życie w Pełni.

Kto Jemu zaufa „nigdy się nie zachwieje” i – jak mówi Pismo – „nawet w starości wydadzą owoc, zawsze pełni życiodajnych soków”.

Ten kolejny tydzień duchowych zmagań zaprasza nas do zgody na nasze zbawienie w Jezusie, na porzucenie własnych knowań, do wewnętrznej ciszy, rozważania i modlitwy ze Słowem, które przemienia i nawraca. Do powściągliwości języka w komentowaniu rzeczywistości.

Twarz Boga
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

II niedziela Wielkiego Postu, (17 marca 2019)
TransfigurationraffaeloCzytania: Rdz 15,5-12.17-18; Flp 3,17-4,1
Ewangelia: Łk 9,28b-36 ▼

Uważny obserwator dostrzeże, że ważne wydarzenia z ziemskiego Jezusa Chrystusa dokonywały się na górach. Przywołać można m.in. kazanie na górze, przemienienie na Taborze oraz górę krzyżowania, czyli Kalwarię. Dzisiaj ewangelia zabiera nas na wysoką górę, aby tam dokonało się przemienienie.

Czym jest przemienienie? Jest ono ukazaniem trzem uczniom bóstwa Mistrza z Nazaretu. Dotąd widzieli oni jedynie Jego ludzką naturę, nie mieli wątpliwości, że jest człowiekiem. Na górze Tabor Jezus Chrystus jawi się jako prawdziwy człowiek, ale także jako prawdziwy Bóg. Można powiedzieć, że góra przemienienia jest bardzo ważna dla kształtowania się dogmatu chrystologicznego, gdy pytano: kimże On jest? Bogiem i człowiekiem w jednej osobie?

Dzisiaj także pojawiają się pytania znane ze starożytnych pasjonujących sporów chrystologicznych. Wielu udziela jedynie połowicznej odpowiedzi, uważając, że Jezus Chrystus był, owszem, wyjątkowym człowiekiem, ale tylko człowiekiem. Czas Wielkiego Postu i dzisiejsza ewangelia przypominają, że chrześcijaństwo nie jest wiarą i spotkaniem z myślicielem, filozofem lub kimś szczególnym, ale z Bogiem mającym twarz Jezusa Chrystusa. W Jego obliczu widzimy oblicze samego Boga.

„Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu, a wiedziony był przez Ducha na pustyni czterdzieści dni, i był kuszony przez diabła. Nic przez owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby stał się chlebem». Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek”». Wówczas powiódł Go diabeł w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je dać, komu zechcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”». Zawiódł Go też do Jerozolimy, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, żeby cię strzegli, i na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”». Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”». Gdy diabeł dopełnił całego kuszenia, odstąpił od Niego do czasu” (Łk 4, 1-13).

Pokusy są pewnym i nieomylnym wyraźnym znakiem przyjaźni Boga. Jeśli Bóg chce przedłużyć godzinę próby, nie narzekaj i nie dociekaj dlaczego”.

św. o. Pio

Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS,
dyrektor domu rekolekcyjnego „Centrum Pojednania” w Dębowcu

Egzamin serca

Pustynia Judzka, klasztor św. Jerzego

Pustynia Judzka, klasztor św. Jerzego / zdjęcie własne autora

Ewangelia kieruje nasze myśli ku pustyni i przypomina zmagania Jezusa z pokusami.

Dwa tygodnie temu znalazłem się na Pustyni Judzkiej i przez krótki czas byłem sam na sam z Panem. Tylko z Nim były moje myśli, wewnętrzne podróże, wspomnienia i pragnienia… Dookoła były tylko skały i kamienie. Może w podobnych warunkach Jezus toczył bój z diabłem. To nie był mój pierwszy pobyt na pustyni, ale po raz pierwszy wiał zimny wiatr. Nie przenosił ziaren piasku z miejsca na miejsce, gdyż pustynia jest ogołocona, jakby odarta ze wszystkiego.

Pod wiatr

Ten wiatr przypomniał mi pilota Kacpra, który mówił mi, że samolot startuje pod wiatr, nie z wiatrem… to brzmi jak wyzwanie. Żyć pod wiatr! To jest wyzwanie na Wielki Post. Wszystko we mnie woła, abym żył z wiatrem… Tak mogę odczytać pierwszą pokusę Jezusa, pokusę chleba – nie zaakceptować swojego życia takim, jakie ono jest.

Ten wiatr przypomniał mi wywiad z Adamem Bieleckim, himalaistą, który powiedział, że największym przeciwnikiem himalaisty jest wiatr… Może być bardzo niska temperatura, ale gdy wtedy wieje wiatr z dużą prędkością… zagrożone jest życie! Trzeba uważać. Wiatr i pustynia przypominają słowa psalmu: „Do tchnienia wiatru podobny jest człowiek – dni jego jak cień przemijają” (Ps 144,4). „Jestem gościem na ziemi” (Ps 119,19).

Pustynia Judzka

Pustynia Judzka / zdjęcie własne autora

Naprawdę pustynia uczy o kruchości życia, ale całą sobą mówi: „Nabierz odwagi i oczekuj Pana” (Ps 27,13). Słowo ratuje, by nie ulec pokusie władzy, aby pełnić swoją wolę.

Pustynia uczy pokory. Pokazuje nam naszą ludzką kondycję: nasz grzech, słabość, że nie jestem samowystarczalny. Broni mnie przed wejściem w pokusę bycia Bogiem…

Arena walki duchowej

Pokusy nie istnieją tam, gdzie człowiek trwa w grzechu. Pewnego dnia przyszedł młody mnich do starego: «Ojcze, kusi mnie demon» i starzec odpowiada: „Nie, demon ciebie nie kusi. On kusi tylko tych, którzy są jak Mojżesz, którzy są pokorni, którzy chodzą z Panem, którzy mają misję w Kościele. To dla tych demon przygotował pokusy, próby, pułapki, sidła. Tobie wystarczą pożądliwości, świat i ciało”.

Pustynia Jezusa… On, nowy Mojżesz, toczy walkę z demonem i zwycięża. Nie wyszedł na pustynię sam, ale napełniony Duchem Świętym. W tej bitwie Jego orężem było Słowo Boże! To jest światło dla nas – wołać o Ducha Świętego i nosić w sobie Słowo Boga, aby nie ulec pokusie.

Pokusa

Życie duchowe jest walką. Starożytni mnisi nazywali sie­bie „bojownikami”, a swoje życie „ciągłą walką”. „Człowiek nie podlegający poku­sie jest nieporadny” – czytamy w (Didaskaliach Syryjskich 2,81). „Pokusa wcale nie jest złem, ale wstępnym warunkiem zwycięstwa” (św. Augustyn).

Pokusa jest próbą dopuszczoną przez Boga, aby się okazało, co jest na dnie naszego serca. Tak Bóg uczynił Jezusem. Rabini mówią, że dla Boga łatwiejszą rzeczą było wyprowadzenie Izraela z niewoli Egiptu niż Egipt z serc Izraelitów.

Przez pokusę Bóg bada naszą wiarę. Jeśli mamy wiarę, to wiemy, że wszystko jest dla naszego dobra. Wiara mówi: „Zostaw wszystko i zwróć się do Jezusa i zacznij pełnić Jego wolę”.

Ewangelista na koniec zmagań Jezusa na pustyni zanotował: „(…) opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu” (Mt 4,11). Bóg jest wierny i tak, jak nie opuścił swego Syna, tak nie opuści Ciebie i mnie, lecz objawi moc swej miłości.

Duchowa ślepota
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

VIII niedziela zwykła (3 marca 2019)
Czytania: Syr 27, 4-7; 1 Kor 15,54b-58
Ewangelia: Łk 6, 39-45 ●

Na słynnym obrazie Bruegla „Ślepcy” jeden ślepiec prowadzi innych. Flamandzki artysta uwielbiał przedstawiać nietypowe sceny i nie tylko ze względu na czystą przyjemność estetyczną. Jego wizja świata była tragiczna, dlatego odmalowywał ludzką głupotę w sposób ironiczny, humorystyczny, który jednak nie wzbudza uśmiechu. Jego obrazy pełne są ludzi śpieszących się, biegających na oślep, zderzających się ze sobą pośrodku wielkiego zamieszania.

W niektórych językach „bruegel” oznacza właśnie zamieszanie, nieporządek, hałas. Na obrazach tego artysty umieszczone zostały liczne sceny, które trudno dostrzec na pierwszy rzut oka. Jako że Bruegel żył w społeczeństwie chylącym się ku upadkowi, na jego malowidłach odnajdujemy w pewnych miejscach postaci kaznodziejów sekt, którzy z rozpalonymi oczami przemawiają potajemnie do małych grup chłopów. Ich sposób mówienia jest również chaotyczny, jak gdyby ogarnięci ślepotą i egzaltacją nie zwracali się do swojego audytorium.

Obrazy Bruegla są niezwykle aktualne w dzisiejszych czasach i dobrze oddają naszą rzeczywistość.

Przyczyna powstania ślepoty może posiadać różną naturę: niektórzy rodzą się niewidomi, inni tracą wzrok w wyniku nieszczęśliwych wypadków. Ewangelia mówi jednak o belce w oku w sensie metaforycznym. Nasz umysł, nasze wewnętrzne oko, musi troszczyć się o zbawienie duszy i o poznanie Boga. Stwórca obdarzył nas w tym celu wyjątkowym darem jasnowidzenia. Ale, jak ostrzegają autorzy duchowi, także diabeł czyni podobnie. Nakłania nas do skoncentrowania naszej uwagi na rzeczach, które nas nie dotyczą i których nie powinniśmy poprawiać, na przykład na wadach innych. Chodzi czasami o drobnostki, podobne do drzazg, które jednak tak nas absorbują i przyciągają, że zabierają nam czas, jaki powinniśmy poświęcić innym sprawom. Także święci doświadczani byli przez tego rodzaju pokusy, dlatego więc powtarzali zdanie, jakie Chrystus skierował do Piotra, kiedy ten zapragnął poznać los Jana: „(…) co tobie do tego? Ty pójdź za Mną!” (J 21,22).

Czy powinniśmy zatem troszczyć się o zbawienie innych? Dlaczego mamy egoistycznie koncentrować uwagę na nas samych? Chrześcijanin myśli również o doskonałości bliźniego, a nie tylko o swojej własnej. Aby jednak móc naprawdę się o nią troszczyć, trzeba wpierw tego bliźniego dobrze poznać. A któż może twierdzić, że go zna? Psychologowie mawiają, iż poznajemy innych poprzez analogię, wychodząc od wiedzy, jaką posiadamy o nas samych. Aby ocenić śpiew artysty muszę mieć muzyczny słuch, aby osądzić malarza, muszę posiadać zmysł artystyczny. Także aby ocenić wady drugiego człowieka, wpierw musimy poznać nasze grzechy i nauczyć się je eliminować.

„Panie, Ty pokonaj moich wrogów, bo ja do tego ręki nie przyłożę” (Król Dawid)
Rozważa: Lucyna Montusiewicz

Siódma Niedziela Zwykła
Perykopa ewangeliczna: Łk 6,27–38

Słowo dzisiejszej Ewangelii wprowadza słuchających w sam środek Jezusowej misji, czyli sensu posłania na ziemię Bożego Syna.

W Kazaniu na Górze skierowanym do tłumów odsłania On wartość ludzkiego życia i perspektywę odziedziczenia Królestwa Bożego. Uczy ludzi nowych, właściwych postaw względem siebie.

Zaiste intrygujące słowa, które ciągle, mimo upływu dwóch tysięcy lat od ich ogłoszenia, sprawiają nam trudność, a nawet wprawiają nas w zakłopotanie.

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół, dobrze czyńcie, tym, którzy was nienawidzą”. Przecież słysząc to, podskakujemy jak poparzeni, obruszamy się, z oburzeniem mówimy: Niemożliwe, abym temu kłamcy, oszustowi, oponentowi politycznemu miał bym czynić dobrze. Ble! Przecież tylko utrwalę jego złe zachowania.

„Błogosławcie, tym którzy was przeklinają”. Tego już za wiele! Przecież to oni przeklinają niesprawiedliwie, oczerniają niezgodnie z prawdą. W tej sytuacji musimy się bronić, wystosować odpowiednie protesty i manifestacje.

„Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu”. Przecież to „moje” nie jest do roztrwonienia dla nieudaczników!

Słowo Ewangelii dotyczy dzisiaj naszych „wyimaginowanych” dóbr, szczególnie poczucia kontroli życia naszego i innych oraz posiadania rzeczy doczesnych jako własności.

To są nasze skarby, zatem każdy, kto je odbiera czy narusza, staje się wrogiem. Chociaż nic ze sobą nie zabierzemy do wieczności z wyjątkiem zapisanych w Księdze Życia czynów, to bronimy ich do upadłego, prawie.

Nie jesteś panem swoich dóbr.

O Błogosławiona Mądrości Boża!

Jezus mówi dalej w swoim przesłaniu: „ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych”.

Po tych słowach, kiedy opadnie nasze sprawiedliwe oburzenie, zrozumiemy, jak wielka i nieograniczona jest miłość Boga do człowieka. Niczym nieuwarunkowana! Potężny strumień łaski, szczodrej dobroci, jest skierowany absolutnie do każdego.

A ty masz tylko brać i tę dobroć jak w lustrze odbijać w swoim życiu, stając się potwierdzeniem obecności Boga.

Niestety w swojej „sprawiedliwości” nie chcemy czerpać z tego wszystkiego co On nam daje, ograniczmy samych siebie oraz naszych bliźnich, stając się niezasłużonymi sędziami innych.

Kimże jesteś, biedaczku, że osądzasz swoje życie albo brata swego? Kimże jesteś, że zasiadasz na tronie sędziego? Robaczku! Co możesz zmienić w sobie lub innych? Poprzestań na błogosławieństwie i uwielbieniu.

Ta niesprawiedliwość czy trudność, na którą jeszcze dzisiaj się buntujesz, jest dla twojego dobra, bo Ojciec wasz jest miłosierny.

Potrzeba trochę pokory i czasu, aby zrozumieć swoją niewdzięczność i odkryć, że Bóg jest wierny i chce dobra każdego grzesznika.

Każdego – również Twojego i Twojego nieprzyjaciela.

Program Chrystusa
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

VI niedziela zwykła, (17 lutego 2019)
Czytania:
 Jr 17,5-81 Kor 15,12.16-20
Ewangelia: 
Łk 6,17.20-26

W dzisiejszej ewangelii można powiedzieć, że Jezus podał swój program – program błogosławieństw. Ten tekst jest doskonałym przykładem zastosowania metod mnemotechnicznych, czyli łatwego zapamiętywania. Podobną metodą jest tworzenie przez Chrystusa powiedzeń, np. „lekarzu, ulecz sam siebie”. W bliźniaczym tekście w Ewangelii Mateuszowej, czyli w ośmiu błogosławieństwach, oprócz metody łatwego zapamiętywania chodzi jeszcze o coś więcej.

Ktoś kiedyś powiedział, że błogosławieństwa należy czytać od tyłu, np. szczęśliwi będą ci, którzy zostaną pocieszeni po czasie smutku; lub: będą błogosławieni ci, którzy będą nasyceni po czasie głosu. Filozofowie już od czasów starożytnych zastanawiali się nad problemem szczęścia. Zadawano główne pytanie: jak osiągnąć szczęście? Jezus Chrystus na górze błogosławieństw jawi się jako prawdziwy Filozof, którego mądrość przekracza ramy ludzkiego rozumu. Ta objawiona Mądrość przychodzi do nas nie z tego świata.

Chociaż mądrość błogosławieństw może okazać się wizją pesymistyczną na pierwszy rzut oka, to jednak jest ona proroctwem co do pewnego szczęścia w przyszłości. Chrystus nie obiecywał swoim słuchaczom nieustannego szczęścia – można powiedzieć, że był realistą. Uczeń Pana to zatem nie pesymista, ale realista, który ufa słowom swojego Mistrza. Osiem błogosławieństw to tekst pełen nadziei na przyszłość.

Perykopa ewangeliczna: Łk 5,1–11 (Cudowny połów ryb i powołanie apostołów)
Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS

Jestem niczym, ale jestem Twój.
św. Bernard z Clairvaux

Jestem niczym

Jestem grzesznikiem i nic nie znaczę, jestem niczym… Takie wyznania słyszałem nie raz. Tak o sobie mówił także św. Paweł (por. 2Kor 12,2) i pewnie też to miał na myśli św. Piotr, mówiąc Jezusowi: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny».

Święta Teresa mówiła: „Jestem niczym, On jest wszystkim”, zaś św. Katarzyna ze Sieny stwierdziła: „Jestem niczym plus grzech!” Co za wyznanie! Jak to niczym? My ciągle chcemy być czymś. Czynimy wiele, aby coś znaczyć: stajemy na palcach, aby tylko nas ujrzano, pchamy się łokciami, aby być we właściwym miejscu.

A siostra?

Opowiadała mi siostra zakonna, że kiedy skończyła posługę przełożonej wspólnoty zakonnej i przestała być dyrektorką przedszkola, pewnego dnia znalazła się w zacnym towarzystwie. Wszyscy zgromadzeni zaczęli się przedstawiać. Był dyrektor, proboszcz, prałat, profesor. Przyszła kolej na nią. Padło pytanie w jej kierunku: a siostra, to kim jest? Pomyślałam chwilę – mówi, i odpowiedziałam: niczym!

Ale to nie jest prawda! My nie znaczymy coś wtedy, kiedy piastujemy urzędy, mamy tytuły przed nazwiskiem, czy nosimy właściwe stroje. Jesteśmy kimś dlatego, że jesteśmy, że jesteśmy chciani i kochani przez Boga.

Zapytano kiedyś rabbiego Aarona, czego nauczył się u swojego mistrza. – Niczego – odparł. – Nauczyłem się niczego. Nauczyłem się znaczenia niczego. Nauczyłem się, że jestem niczym, a przecież jestem.

Mam wszystko… jestem niczym

Włączyłem dziś radio w samochodzie. Byłem zaskoczony, śpiewał Robert Kasprzycki… Mam wszystko, jestem niczym!

„Jestem taki szczęśliwy bo niczego mi nie brak
może poza nieszczęściem żeby w szczęście je zmienić
jestem taki radosny bo niczego mi nie brak
może poza rozpaczą bym mógł szczęście docenić
Mam wszystko jestem niczym
Mam dom pełen wiatru rudy płomień na dachu
nie ma ścian pętla zwisa z sufitu na haku
mam litr wódki i bułkę i trującą ampułkę
i w kieszeni mam garście niepotrzebnych miedziaków
Mam wszystko jestem niczym
Pełno we mnie złej śmierci co oczami wypływa
i kołuje jak ptaki nim je deszcz spłucze z nieba
i czasu mam zbyt wiele żeby z czasem coś zrobić
więc się z nudów zabijam nic mi więcej nie trzeba
nic mi więcej nie trzeba
mam wszystko jestem…”

Bez miłości jestem niczym (1Kor 13, 2 )

Gdybym też miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.

Przeglądając strony internetowe znalazłem wpis kogoś pod pseudonimem Goyah:

Jestem niczym:
Tak bardzo nienawidzę siebie
Za to kim jestem
Za to kim chciałabym być
Świat pędzi, a ja zostaję w tyle
I trwam w bezdechu
Czekając na śmierć
Tak bardzo chciałabym być kimś
Niebo patrzy na mnie
I pojąć nie może
Czemu ziemia wydaje mi się zimna
A słońce tak bardzo jasne
Mam dosyć tego, że nie jestem człowiekiem
I tego, że ludzie mnie nie rozumieją
Skłaniam się coraz niżej
Przed wizerunkiem stworzenia doskonałego
I płaczę.

Odwagi, prawda jest inna, przed Bogiem zawsze jesteśmy kimś!

Trudna konfrontacja
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

IV niedziela zwykła (3 lutego 2019)
Czytania: Jr 1, 4-5, 17-19; 1 Kor 12,31 – 13,13
Ewangelia: Łk 14, 21-30 ●

Lubię takie rozmowy z ludźmi, których znam, kiedy możemy powymieniać się naszymi myślami i właściwie myślimy tak samo. Lecz nagle przychodzi taka chwila, gdy nasze ścieżki myślenia zaczynają się rozchodzić. A ja czuję opór przed powiedzeniem tego, co myślę, ponieważ nie chcę stracić tej dobrej atmosfery, tego porozumienia.

Nie wiem, może tylko ja tak mam. Ale ta scena w dzisiejszej Ewangelii właśnie w tym punkcie życia mnie stawia. Jezus jest bardzo mile przyjęty przez swoich rodaków w mieście, gdzie się wychował. Otacza Go bardzo życzliwa atmosfera. Być może wspominają sobie: Pamiętam Twojego tatę – Józka. Świetne robił stoły, Ty byłeś taki smyk, tam się kręciłeś pod tymi stołami. Jest miła atmosfera, żarciki.

I nagle Jezus decyduje się na to, aby stanąć po stronie własnych przekonań, własnych pragnień, własnej wizji, którą chce zaproponować – i to będzie trudna wizja. Bo to będzie wizja, która się wiąże z tym, że ludzie z Nazaretu odkryją, że się zablokowali na Boga. Że brakuje im otwartości. Trudna konfrontacja.

Czy masz odwagę na takie właśnie, śmiałe, konfrontujące kroki?

Święta

Środa, III Tydzień Wielkiego Postu
Rok C, I
Dzień Powszedni

Sonda