Dzisiaj jest

wtorek,
06 grudnia 2022

(340. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
21271792

Wyszukiwanie

II Niedziela Adwentu (A), 4 XII 2022 – komentarz do Ewangelii

„Chrzest Janowy” nie wystarczy!
● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●

II Niedziela Adwentu, rok A (4 grudnia 2022)
Ewangelia: Mt 3, 1-12 ●

Jeśli spojrzelibyśmy na dzisiejsze zachodnie, „nowoczesne” społeczeństwo i porównalibyśmy idee, które w nim panują, z ideałami ewangelicznymi, to moglibyśmy dojść do wniosku, że właściwie w prawie każdej kwestii są one ze sobą zgodne. Przykładowo, Jezus kazał troszczyć się o ubogich, ta troska w dzisiejszych państwach Zachodu objawia się w niezliczonych programach społecznych. Jezus wzywał do jedności, pokoju,  a pomiędzy państwami Zachodu już od dłuższego czasu ten pokój panuje. Jednak właśnie współcześni ludzie Zachodu coraz bardziej odrzucają wiarę w Boga.

 Przeznaczony na dzisiaj fragment Ewangelii według św. Mateusza przenosi nas na Pustynię Judzką. Czytamy w nim, że Jan Chrzciciel wzywa swoich rodaków do nawrócenia, czyli zmiany myślenia, powrotu do Boga i Jego przykazań. Znakiem takiej decyzji było zanurzenie się w rzece Jordan, czyli chrzest (greckie słowo oznaczające chrzczenie: „baptizein”, oznacza po prostu ‘zanurzać’). Miejsce i okoliczności działalności Jana nie są przypadkowe. Prorocy starotestamentalni zapowiadali, że właśnie na pustyni dokona się ponowne zjednoczenie się Ludu Wybranego z Bogiem. To głos wołającego na pustyni miał przygotować słuchaczy na przyjście Pana, którym dla Izraelitów jest jedyny Bóg Jahwe.

Jan Chrzciciel, w swoim sposobie życia i ubioru naśladujący proroka Eliasza, prowadząc swą działalność w takich, a nie innych okolicznościach, musiał bardzo zaintrygować ówczesnych Żydów, a szczególnie elitę żydowską, która najlepiej znała zapowiedzi proroków. Tak rzeczywiście się stało. Do Jana Chrzciciela, oprócz żołnierzy, rybaków, robotników, kupców, przybyło wielu faryzeuszów i saduceuszów, którzy także chcieli otrzymać chrzest.

Jednak syn św. Elżbiety i Zachariasza zwrócił się do nich w bardzo ostrych słowach: „Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Wydajcie więc godny owoc nawrócenia (…). Już siekiera jest przyłożona do korzenia drzew”. Skąd taka reakcja Jana? Podpowiedź znajdujemy w jego dalszych słowach: „Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną (…) chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. Jan wiedział doskonale, że decyzja człowieka, by się nawrócić, jest ważna, ale ostatecznie zbawić człowieka, wyrwać go z niewoli grzechu może jedynie łaska Boża, Duch Święty, którego człowiek nie może sobie zapewnić własnym wysiłkiem, ale musi go otrzymać ze Źródła łaski.

Jan wiedział także, że faryzeusze i saduceusze, jako ci strażnicy Prawa, zapatrzeni we własną doskonałość, nie są w stanie uznać tej prawdy. Swoimi słowami pełnymi grozy, chciał skruszyć pyszne serca swoich rozmówców, przygotować je na przyjście Jezusa. Ostatecznie tylko nieliczni z nich zostali później wyznawcami Mistrza z Nazaretu.

Faryzejski sposób myślenia grozi nam dzisiaj w sposób szczególny, ponieważ cała współczesna kultura promuje go. Mówi się nam dzisiaj, że sami możemy stać się dobrymi ludźmi, że sami możemy zaprowadzić sprawiedliwość, że sami możemy zapewnić pokój w naszych rodzinach, sąsiedztwach, państwach. Ale właśnie takie myślenie ostro krytykuje dzisiaj Jan Chrzciciel. Prawdziwą wolność, prawdziwe wyzwolenie, prawdziwą sprawiedliwość może dać jedynie Bóg i On rzeczywiście je nam daje przez Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym.

I Niedziela Adwentu (A), 1 XII 2013 – komentarz do Ewangelii

Kiedy będzie koniec świata?
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

I Niedziela Adwentu, rok A (1 grudnia 2013)
Czytania: Iz 2, 1-5; Ps 122(121); Rz 13, 11-14
Ewangelia: Mt 24, 37-44 ●

Na początku Adwentu, czasu oczekiwania, Ewangelia wzywa nas do czujności. Jej słowa dotyczą powtórnego przyjścia Chrystusa. Kiedy to będzie? Ewangelia uświadamia nam, że godzina tego wydarzenia znana jest Bogu i tylko Bogu. Jasno z tego wynika, że wszelkie spekulacje dotyczące czasu powtórnego przyjścia są niczym innym jak bluźnierstwem, ponieważ człowiek, który próbuje zgłębić datę powtórnego przyjścia Chrystusa, wdziera się w święte tajemnice samego Boga. Żaden człowiek nie jest powołany do wyliczania Bogu czasu. Ludzie powołani są do przygotowania się i czuwania.

Czas ten nadejdzie nagle i zaskoczy wszystkich tych, którzy pogrążeni są w sprawach materialnych, doczesnych. W przywołanej w Ewangelii historii widzimy, jak Noe przygotowuje się w czasie pięknej pogody na potop, który ma nadejść. Kiedy rozpoczyna się ulewa, jest gotowy. Jak reagowali sąsiedzi i znajomi No­ego, kiedy ten nagle zaczął budować olbrzymią łódź, długości boiska pił­karskiego i wysokości czteropiętrowego bloku? Gdyby to jeszcze działo się nad brzegiem morza! Ale przecież Noe mieszkał w górach, więc tym bardziej musiało to dziwić. Co myśleli ludzie z sąsiedztwa Noego, kiedy on razem ze swoją rodziną i zwierzętami wszedł do arki i jeszcze przez ty­dzień nic się nie działo? Być może pukali się w czoło i mieli temat do sym­patycznych żartów na temat, jak to stary Noe (miał wtedy, według Biblii, 600 lat) postradał zmysły i na starość zaczął bawić się w marynarza. Czy zdążyli jeszcze zmienić zdanie, zanim pochłonęła ich woda?

Ludzkość zginęła zalana wodami potopu w czasie swoich zajęć: jedzenia, picia, wychodzenia za mąż, żenienia się, i została zaskoczona, całkowicie nieprzygotowana, dlatego została starta z powierzchni ziemi. Ewangelia ta jest ostrzeżeniem, aby nigdy nie dać się tak pochłonąć doczesności, byśmy zapomnieli o wieczności. Byśmy nigdy nie pozwolili doczesnym sprawom, chociażby bardzo ważnym, do tego stopnia odwrócić naszą uwagę od Boga, abyśmy zapomnieli o Jego istnieniu. Koniec naszego życia znajduje się w Jego rękach i powinniśmy być zawsze gotowi, w każdym czasie. Bóg powoła nas kiedyś do siebie. Nie wiemy, czy rankiem, czy w południe, czy wieczorem.

Życie bez czuwania sprowadza nieszczęście. Uświadamia nam to przykład gospodarza z Ewangelii. Złodziej nie wysyła listu zawiadamiającego, że ma zamiar okraść dom. Jego najważniejszą bronią jest zaskoczenie. Dlatego gospodarz, jeśli posiada jakieś drogocenne rzeczy, musi mieć się wciąż na baczności. Ale żeby zrozumieć tę przypowieść właściwie, musimy pamiętać, że czuwanie chrześcijan dotyczące przyjścia Chrystusa nie jest oczekiwaniem w strachu i trwodze. Jest to raczej gorliwe oczekiwanie chwały i radości.

Rozpoczynamy kolejny Adwent – czas oczekiwania. Mamy przed sobą 34,5 tys., a po uwzględnieniu czasu na sen – ok. 24 tys. minut do tegorocznej Pasterki, do pierwszej Mszy Świętej Uroczystości Wcielenia Bożego. 24 tys. chwil, które mamy do dyspozycji według naszego uznania. Jest to dany nam przez Boga dar czasu. Wyłącznie od nas będzie zależało, jak go wykorzystamy. Niech ten Adwent wyda owoce, abyśmy byli gotowi na spotkanie z Jezusem, nie tylko za 24 tys. minut, ale i w chwili naszej śmierci i ostatecznego Jego przyjścia.

Uroczystość Chrystusa Króla, rok C, 20.11.2022 – komentarz do Ewangelii

Ten Król ma ostatnie słowo!
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

Uroczystość Chrystusa Króla, rok C (20.11.2022 r.)
Ewangelia: Łk 18, 1-8 ●

Czy miałeś kiedyś tak, że wszystko dokoła mówiło Ci „sytuacja przegrana, nic się nie da zrobić”? Ile razy zwątpiłeś i poddałeś się wobec jakiejś przeszkody po ludzku nie do przejścia? Czy jest jeszcze ktoś, kto może mieć tu ostatnie, pozytywne słowo?

Czytając fragment Ewangelii przeznaczony na tegoroczną uroczystość Chrystusa Króla, można by zapytać: co jeszcze Chrystus mógł przegrać? Ukrzyżowany był jednocześnie osaczony, niemal z każdej strony otrzymywał bolesne, upokarzające ciosy. Tłum stoi i patrzy, nie wiedząc, co się dzieje; żołnierze szydzą, arcykapłani kpią i kuszą do samego końca; jeden z powieszonych złoczyńców urąga… Tak jakby całe piekło w tym ostatecznym momencie sprzymierzyło się przeciw jednej Osobie – cierpiącemu Królowi… Wydaje się, że ten Król jest przegrany – w momencie agonii piekło myślało, że cel został osiągnięty: „ten, który miał się za Króla, został unicestwiony”.

Tymczasem styl umierania Jezusa (jeśli w ogóle umieranie może mieć jakiś styl) pokazuje coś zupełnie innego. Ten fragment, jak również opis męki u świętego Jana ukazują Jezusa jako Króla, który jest jednocześnie Ukrzyżowany i Zwycięski. Choć pozory są inne, tak naprawdę On panuje nad sytuacją. Umiera pełen bólu, ale jednocześnie majestatycznie, z pełną świadomością i zgodą na to, co się dzieje. Ci, którzy mieli w sobie odrobinę pokory i uznania własnej małości, doświadczyli w tym momencie ogromu miłosierdzia. Tak jak ten „dobry łotr” – zobaczył swoją nędzę, uwierzył w miłość i niewinność Jezusa, przeprosił i… wygrał. Pod krzyżem byli także ludzie, którzy mieli w sercu miłość do Zbawiciela: Jego Matka, Maria Magdalena, Jan, setnik, który uwierzył i inni…

Jako chrześcijanie jeszcze nieraz doświadczymy momentów, gdy z każdej strony będą nas atakować. Będą podważać sens wiary, Kościoła, kapłaństwa, posłuszeństwa Bogu. Będą kusić do ucieczki od Chrystusa, do „wyzwolenia się”. Doświadczymy momentów wielkiego cierpienia, choroby. Przyjdzie pokusa ucieczki, poddania się. Jednocześnie jednak zawsze pojawią się osoby, które nas podniosą – „anioły” posłane przez Boga. „Kto wytrwa do końca, TEN WŁAŚNIE będzie zbawiony”.

Bo ten Król ma ostatnie słowo.

XXXIII niedziela zwykła (C), 13.11.2022 – komentarz do Ewangelii

Wiara przynosząca pokój
● Rozważa: ks. Marcin Murawski ●

XXXIII niedziela zwykła, rok C (13.11.2022)
Ewangelia: Łk 21,5-19 ●

Kolejne zapowiedzi o zbliżającej się apokalipsie stały się już chlebem powszednim. Niektórzy z „wizjonerów” prześcigają się we wskazywaniu kolejnych dat mającego nadejść „końca świata”. W ich przepowiedniach koniec świata będzie wydarzeniem tragicznym dla wszystkich, zniszczeniem świata, ziemi, wszelkiego życia. To budzi niepokój, co jest zrozumiałe. Liczne wojny i tragedie dotykające nas każdego dnia wcale nie pomagają zachować w tym wszystkim spokoju ducha. Człowiek próbuje się zabezpieczyć, mieć „zapasy na czarną godzinę”, aby w ten sposób jakoś przetrwać trudne czasy.

Słowa dzisiejszej Ewangelii wpisują się w pewien sposób w to apokaliptyczne myślenie. Dzisiejsza perykopa zaczyna się od zachwytów ludzi odwiedzających Świątynię Jerozolimską nad pięknem tego miejsca. Pozornie nic w tym złego. Żydzi cieszyli się i podziwiali to, jak wiele zrobili dla Boga. Odbudowali świątynię, umożliwili sprawowanie kultu. Tym dziwniejsze są słowa Mistrza z Nazaretu, stojące niejako w opozycji do pochwalnych pień: „Przyjdzie czas, kiedy z tego na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”. Pokazuje, że to, co materialne w tej Świątyni, długo się nie ostoi. Faktycznie, w 70. roku naszej ery świątynia została zburzona przez rzymskie wojska. W kolejnych słowach Chrystus mówi o znakach zapowiadających czasy ostateczne.

Postawa Żydów z dzisiejszego Ewangelii może grozić także nam. Nasze dobre uczynki, nasze piękne postępowanie, nasze życie przykazaniami, sprawowany kult, różne wyrzeczenia mogą stać się powodem do samozachwytu: „Oto jak wiele dla Ciebie, Boże, uczyniłem”, „ja sam sobie tak doskonale poradziłem”. Żydzi, skupiając się na świątyni, zapomnieli o Bogu, który w niej zamieszkuje. My także możemy zapomnieć o Bogu, który mieszka w świątyni naszych serc, a wszystko co dobre przypisać tylko sobie i własnym zasługom.

Jezus mówi: „Strzeżcie się, aby was nie zwiedziono”. Potrzebujemy nieustannie być wrażliwi i uważni, aby nie zgubić Boga w codzienności swojego życia. Jezus zapowiada, że przyjdą fałszywi prorocy, uważający się za specjalnych wysłanników Boga. Z troski o nas Chrystus zostawił Kościół, który jest jedynym strażnikiem i interpretatorem Bożego Objawienia. Trwając w Kościele, trzymając się nauki Kościoła, będąc posłusznym – na pewno nie zbłądzimy.

Jednak przede wszystkim strzeżmy się, aby nas nie zwiódł szatan: abyśmy sami nie postawili się w miejscu Boga, abyśmy się nie nazwali jego imieniem „Ja Jestem”. Jezus zapowiada, że przyjdzie czas trudny: wojen, niespokojnych zjawisk przyrody, prześladowań. To będzie nasz papierek lakmusowy, który pokaże, czy naprawdę mamy relację z Jezusem. Czy ufam Bogu, czy raczej ufam sobie, siebie uznając za jedynego boga, nadając sobie boskie imię „Ja Jestem”?

Ufność pokładana w sobie samym długo się nie ostoi, doświadczenie naszej kruchości i słabości boleśnie sprowadzi nas na ziemię. Ufność pokładana w Bogu nigdy nie zawiedzie. Dostajemy obietnicę: „włos wam z głowy nie spadnie”. Wśród różnych utrapień Bóg nas nie opuści.

Bądźmy krusi i słabi. Ale mocni Bożą mocą. Zabezpieczmy się: ale przez wiarę i trwanie w łasce uświęcającej. Niech wiara owocuje pokojem serca – bo Bóg jest moją opoką. A moment końca świata nie będzie czasem bolesnym, ale radosnym – ponieważ Pan przychodzi!

Nie zachwycajmy się zbytnio sobą. Zachwyćmy się Bogiem i wołajmy: Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu!

Komentarz na 32 niedzielę zwykłą roku C – 6.11.2022: „Wierzę w zmartwychwstanie ciała”

Wierzę w zmartwychwstanie ciała
● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●

32. niedziela zwykła C (6.11.2022)
Ewangelia: Łk 20,27–38 

Niektórzy filozofowie, analizując zjawisko religii, doszli do wniosku, że wiara w życie po śmierci miałaby być czymś naturalnym dla ludzi doświadczających biedy, chorób i śmierci. W takim rozumieniu ludzie nieporadni życiowo usprawiedliwialiby swój stan przez taką wiarę, zamiast mężnie stawić czoła rzeczywistości. Ponadto wiara w życie po śmierci miałaby ułatwić klasie panującej wyzysk proletariatu („za ciężką pracę nagrodę otrzymasz po śmierci”). Współcześni Jezusowi saduceusze również nie wierzyli w możliwość zmartwychwstania umarłych, co stało się polem konfliktu z Jezusem ogłaszającym nadejście królestwa niebieskiego.

Dzisiejsza Liturgia Słowa w znacznej mierze porusza temat życia po śmierci. Wiara w zmartwychwstanie i życie pozagrobowe nie była czymś oczywistym w czasach Starego Testamentu. Tora – Pięcioksiąg, czyli najważniejsze 5 ksiąg Biblii Hebrajskiej – nie zawiera nauki na ten temat. O zmartwychwstaniu po śmierci nieśmiało zaczynają nauczać niektórzy prorocy, jak Ezechiel czy Izajasz. W księgach Hioba i Daniela również pojawia się ten temat. Dopiero jednak Księgi Machabejskie, napisane niedługo przed przyjściem Jezusa na świat, wyrażają tę prawdę z całą otwartością.

Fragment z Drugiej Księgi Machabejskiej, który czytamy dzisiaj w trakcie Liturgii Słowa, pokazuje, że wśród Żydów z II wieku przed Chrystusem, wiara w zmartwychwstanie jest już bardzo silna. Jest ona na tyle duża, że siedmiu braciom i ich matce pozwala dokonać rzeczy niewyobrażalnej. W imię wierności Bogu odmawiają zjedzenia mięsa złożonego na ofiarę bożkom i w ten sposób skazują się na okrutne tortury i śmierć.

Drugi zaś brat, w chwili gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: «Ty zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego».
(…)
Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddawano czwartego. Konając, tak powiedział: «Lepiej jest tym, którzy giną z rąk ludzkich, bo mogą pokładać nadzieję w Bogu, że znów przez Niego zostaną wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie będzie zmartwychwstania do życia» (2 Mch 7,9.13-14).

Ta historia pokazuje, że duch człowieka może osiągnąć swoje maksimum, swój punkt szczytowy, właśnie dzięki wierze w zmartwychwstanie.

Jezus w Ewangelii doświadcza konfrontacji z saduceuszami. Przez odwołanie się do starotestamentalnego prawa lewiratu (mężczyzna miał dać potomka zmarłemu bezdzietnie bratu) Żydzi ci chcą pokazać niedorzeczność nauczania Jezusa. Odpowiadając na zarzuty swych oponentów, Mistrz z Nazaretu uchyla nam rąbka tajemnicy na temat tego, jak wygląda życie zbawionych w niebie. Święci ani się nie żenią, ani za mąż nie wychodzą, ponieważ jedyne, co dla nich się w tym momencie liczy, to fakt, że oglądają swojego Niebieskiego Ojca i całym sobą czują się Jego najukochańszymi dziećmi.

Dla zbawionych w niebie słowa Jezusa o tym, że kto „nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”, nie stanowią już problemu, jak dla nas, których te słowa najzwyczajniej w świecie szokują. Jest tak dlatego, że niebo jest doświadczeniem zjednoczenia z Bogiem – Miłością, jest przebóstwieniem. Jeśli wierzę w zmartwychwstanie, wtedy Bóg już tutaj na ziemi staje się dla mnie Kimś najważniejszym, Kimś, komu coraz bardziej ufam, Kimś, kto zaspokaja najgłębsze pragnienia mego serca.

Zatem dzisiaj Słowo Boże zachęca nas do tego, żeby jeszcze raz, jeszcze bardziej świadomie wypowiedzieć słowa: „Wierzę w zmartwychwstanie ciała”. To jest coś bardzo istotnego, co może sprawić, że osiągniemy szczyty naszego ducha i osiągniemy prawdziwe szczęście – szczęście wieczne.

XXXI niedziela zwykła (C), 30.10.2022 – komentarz do Ewangelii

Zaspokojenie w codzienności
● Rozważa: dk. Mikołaj Czurczak ●

 

by FreeBibleimages.org

XXXI niedziela zwykła, rok C (30. 10. 2022)
Ewangelia: Łk, 19,1-10 ●

 

Pośród codziennego zabiegania, o jakie dzisiaj nie trudno, bardzo łatwo popaść w nadmiar swoich obowiązków. Z czasem widzimy ich korzyści, chcielibyśmy jak najwięcej zagarnąć dla siebie, przez co wytwarzamy swój własny świat. W takim świecie wytworzonym po swojemu trudno z jednej strony otworzyć się na drugiego człowieka, który może coś do mojego życia wnieść, a z drugiej ja sam nie chcę się z nim dzielić. W takiej sytuacji wypieramy też ze swego wnętrza wartości duchowe, jakimi obdarzył nas Pan Bóg.

Podobną sytuację możemy dostrzec w dzisiejszej Ewangelii. Akcja rozgrywa się w Jerychu, a miasto to jest położone bardzo nisko i określane jest jako miasto grzechu. Znajduje się w końcu na drodze do Jerozolimy, zatem jest tam wielki ruch związany z pielgrzymami, którzy podążają na różne święta. Skoro jest tam dużo ludzi, to i rozwija się handel, ponadto w związku z dużą liczbą przebywających ludzi znajduje się tam urząd celny, gdzie pobiera się opłaty za wjazd i wyjazd towarów z miasta. Jerycho pojawia się już w Starym Testamencie, gdzie dowiadujemy się o zamieszkałej tam nierządnicy Rachab, ale też w Ewangelii Łukaszowej jest wspomniane w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie.

Zauważmy pewną zależność w tejże Ewangelii. Człowiek, który wpadł w ręce zbójców, ,,schodził z Jerozolimy do Jerycha” i popadł w grzech; kapłan i lewita idący tą samą drogą nie dostrzegają cierpiącego człowieka. Można było się zapytać: dlaczego? Przecież skoro wracają z Jerozolimy, miasta, w którym jest Świątynia, które określane jest też miastem, gdzie mieszka Bóg, skoro znają Boga i nawet posługują w świątyni, powinni czynić dobro, być dla drugiego, czynić dobre rzeczy. Podobnie jest w naszym życiu. Wiemy, że trzeba być w niedzielę w kościele, uczestniczyć we Mszy Świętej, podczas Bożego Narodzenia i Wielkanocy świętujemy tajemnice z życia Jezusa, czasem zdarzy się pójść na różaniec czy roraty. Jednak pomimo tego, że znamy Boga i o Nim słyszeliśmy, wśród codziennego zabiegania nie umiemy o Nim świadczyć.

Podobny problem miał bohater dzisiejszej Ewangelii – Zacheusz. Ostatnie zdanie dzisiejszej perykopy mówi: ,,Albowiem Syn Człowieczy przyszedł odszukać to, co zginęło”. Wskazuje ono, że ten poważny dostojnik skądś słyszał o Jezusie, ale zapewne duma, praca, dochody doprowadziły go do tego, że zapomniał o Nim i zamknął się na innych. Nie był on też zwykłym celnikiem, ale ich zwierzchnikiem, co prowadziło do jeszcze mniejszego kontaktu z drugim człowiekiem, gdyż tylko zarządzał swoimi podwładnymi i ściągał swoje wynagrodzenie.

Jego problemem jest niski wzrost. Z jednej strony pokazuje to, że nie da się na wszystko wpłynąć i wszystkiego kupić czy załatwić. A z drugiej może świadczyć o tym, że Zacheusz sam dostrzegł w sobie brak i postanawia odszukać kogoś, kto jest większą wartością – takim kimś jest Jezus. Kiedy Zacheusz dowiaduje się, iż będzie przechodził, wdrapuje się na drzewo. Sykomora to drzewo sadzone przede wszystkim ze względu na jego drewno, z którego wyrabiano meble. Pierwsze gałęzie wyrastały przy samej ziemi, stąd łatwo było wdrapać się na górę. Kiedy tam siedzi, JEZUS go dostrzega, widzi, że Zacheusz Go szuka i Go pragnie, przez co od razu wypełnia Jezusową wolę – wpuszcza Pana do swego domu i zmienia swoje podejście do pieniędzy i obowiązków.

Jednak sytuację widzą też inne osoby i być może Zacheusz swoją postawą sprawił, że również inni się nawrócili.

Dziś to lekcja dla nas, aby wśród codzienności nie zapominać o Bogu, bo On na mnie i na Ciebie cały czas spogląda, tylko czeka, aż ja i Ty do niego przybiegniemy, właśnie ze swoimi wadami i kompleksami. A kiedy się w ten lub inny sposób do Niego przyznam, to nie musi być wcale tak, że stanę się pośmiewiskiem dla innych. Wręcz przeciwnie! Cała sytuacja może także innych pociągnąć do pójścia za Panem do Jerozolimy, czyli do Góry; tak, by wychodząc ze swojego świata, z grzechu, dojść do miejsca, gdzie mieszka Pan.

XXX niedziela zwykła (C), 23.10.2022 – komentarz do Ewangelii

Kochać jeszcze bardziej…
● Rozważa: ks. Piotr Wąsacz ●

XXX niedziela zwykła (C), 23.10.2022,
Ewangelia: 
Łk 18, 9-14 

Rozważając teksty Mszy Świętej przeznaczone na dzisiejszą niedzielę, możemy się po raz kolejny przekonać, że Kościół w bogactwie liturgii jest bardzo blisko współczesnego człowieka. Tę prawdę przepięknie wyraża tekst dzisiejszej kolekty, czyli modlitwy odczytywanej przez kapłana tuż przed rozpoczęciem pierwszego czytania. Wszyscy zgromadzeni na Mszy Świętej na te słowa odpowiadają dzisiaj „Amen”, czyli wyrażają pragnienie, by te słowa zrealizowały się w ich życiu. Warto na krótką chwilę zatrzymać się przy jej tekście, aby zobaczyć, o co każdy z nas prosi dziś Boga w czasie Eucharystii.

W pierwszym zdaniu oracji prosimy Boga, by pomnożył w nas łaskę wiary, nadziei i miłości. Jestem przekonany, że umocnienie wiary jest nam dzisiaj bardzo potrzebne, szczególnie kiedy dostrzegamy, jak wiele zła dokonuje się na całej ziemi. Potrzebujemy jeszcze więcej wiary w to, że zło nie ma ostatniego słowa, że Chrystus pokonał śmierć i grzech, odnosząc nad nimi zwycięstwo, i że ostatecznie zwycięży miłość i dobro. Ta wiara w zwycięstwo Pana Jezusa jest lekarstwem na coraz bardziej rozprzestrzeniającą się współcześnie chorobę zwątpienia i beznadziei, bezsensu i bezcelowości ludzkiego istnienia.

Potrzebujemy również umocnienia nadziei, że życie ludzkie nie kończy się na ziemi, że każdy człowiek bez wyjątku jest powołany do życia wiecznego. Trzeba nam nadziei, która nie zatrzymuje nas tylko na ziemskiej perspektywie życia, ale kieruje „oczy naszej duszy” ku życiu wiecznemu. Wreszcie trzeba nam jeszcze więcej miłości wobec Boga i drugiego człowieka, którego tak łatwo nam osądzić czy ocenić, wyrządzając przy tym wiele bólu i cierpienia. Wielu ludzi pyta: „Co możemy zrobić, żeby sytuacja na świecie się zmieniła? Co zrobić, by wreszcie zapanował pokój?”. Budowanie pokoju na świecie rozpoczyna się od budowania pokoju w naszej codzienności: w domu, szkole, pracy. Możemy być pewni, że przez okazywanie miłości, cierpliwości i życzliwości naszym bliźnim przyczyniamy się do budowania pokoju na całym świecie.

W drugim zdaniu kolekty prosimy Boga, by dał nam ukochać swoje przykazania. To bardzo odważna deklaracja. Pokochać kogoś, to znaczy wziąć odpowiedzialność za osobę, którą się kocha. Nasza prośba o pokochanie Bożych przykazań domaga się odpowiedzialności za ich przestrzeganie w codzienności. Jeśli kogoś kochamy, to bardzo często ta miłość wymaga od nas poświęcenia, przewartościowania swojego życia. Podobnie jest z przykazaniami Bożymi. Ich realizowanie niejednokrotnie wiąże się ze zmianą sposobu funkcjonowania.

W drugiej części tego zdania uświadamiamy sobie, do czego ta miłość Prawa Bożego ma nas doprowadzić. To ukochanie przykazań sprawia, że dążymy do obiecanego zbawienia, czyli do życia wiecznego. Człowiek wierzący nie przestrzega przykazań bez sensu, „bo tak trzeba”, życie według określonych zasad ma swój cel, czyli życie wieczne. Musimy prosić Boga, byśmy właśnie tak patrzyli na nasze życie według zasad Ewangelii. Przestrzeganie prawa Bożego jest drogą do nieba, a nie zbiorem zasad, które mają ograniczyć człowieka i utrudnić mu życie.

Kolekta

Wszechmogący, wieczny Boże, pomnóż w nas wiarę, nadzieję i miłość i daj nam ukochać Twoje przykazania, abyśmy mogli otrzymać obiecane zbawienie. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

XXIX niedziela zwykła, rok C, 16.10.2022 – komentarz do Ewangelii

Bądź wierny aż do końca, a dam ci wieniec życia!
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

XXIX niedziela zwykła, rok C (16.10.2022 r.)
Ewangelia: Łk 18, 1-8 ●

Trudna i ciągle pogarszająca się sytuacja Kościoła w Polsce oraz w Europie może nas dziś zasmucać i studzić gorliwość. Być może w naszych głowach pojawiają się wątpliwości i poważne pytania – czy wierność zasadom Ewangelii ma dziś jeszcze sens, skoro coraz mniej ludzi bierze je na serio?

Tekst Ewangelii przenosi nas w ostatni etap podróży Jezusa do Jerozolimy. Jest On coraz bliżej miejsca przeznaczenia, gdzie będzie czekała Go okrutna męka, śmierć na krzyżu, ale także – po trzech dniach – zmartwychwstanie. Końcowe etapy drogi w sposób naturalny pobudzają do bilansów, podsumowań, podsuwają myśli o końcu, zachęcają do dawania różnych zachęt na przyszłość. Jezus zdaje sobie sprawę, że ziemski etap Jego misji powoli dobiega końca i za chwilę uczniowie w pewien sposób zostaną sami z zadaniem kontynuowania tego, co On zostawił. Piszę „w pewien sposób” dlatego, że oczywiście Jezus nigdy uczniów nie zostawi, będzie z nimi w sposób duchowy, jednak nie będzie obecny w taki sposób jak dotychczas.

Pan chciał przygotować swoich uczniów na wydarzenia przyszłości, a szczególnie na koniec świata, gdy przyjdzie powtórnie i ostatecznie zwycięży nad złem. Jednak to zwycięstwo będzie poprzedzone różnymi prześladowaniami i trudnościami podsuwanymi przez złego ducha. Złemu również bardzo zależy na tym, aby jak najwięcej ludzi przeszło na jego stronę i zostało zniszczonych, dlatego im bliżej końca, tym bardziej będzie mieszał i wprowadzał zamęt. Uczniowie Jezusa, widząc szerzące się zło, mogliby zwątpić w moc Pana, dlatego On zawczasu daje im wskazówki. Jedną z nich jest opisana w naszym fragmencie potrzeba nieustannej modlitwy.

Jezus, posługując się obrazem niesprawiedliwego sędziego, chce pokazać, że skoro zły człowiek potrafi ugiąć się pod wielokrotną prośbą biednej kobiety, to tym bardziej dobry i kochający Bóg weźmie nas w obronę, jeśli będziemy szczerze i z wiarą prosić Go o pomoc. Jeśli będziemy wiernie trzymać się modlitwy, czyli budowania relacji miłości i przyjaźni z Bogiem, to On przeprowadzi nas przez każde niebezpieczeństwo i każdą zasadzkę złego ducha, które mogłyby grozić naszemu zbawieniu. O duszę każdego z nas toczy się ogromna walka pomiędzy siłami Boga a siłami szatana – musimy być tego świadomi. Nie jesteśmy jednak sami w tej walce – Bóg walczy w nas i często On walczy za nas. Popatrzmy na pierwsze czytanie: Mojżesz modlił się z pomocą swoich współpracowników, a Pan walczył po stronie Jozuego i Izraelitów – zwyciężyli tylko i wyłącznie dzięki modlitwie Mojżesza.

Jeśli uwierzymy w moc modlitwy i będziemy jej wierni – Pan będzie walczył z nami i za nas. Zwyciężymy i osiągniemy szczęśliwą wieczność. Sami nie mamy szans przeciwko siłom szatana.

Święta

Wtorek, II Tydzień Adwentu
Rok A, I
Dzień Powszedni albo wsp. św. Mikołaja, biskupa

Sonda