Dzisiaj jest

czwartek,
13 sierpnia 2020

(226. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
11330983

Wyszukiwanie

XIX niedziela zwykła, 9 sierpnia 2020 – komentarz do Ewangelii

„Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym»”  (Mt 14, 22-33)

 „Jeśli chcesz chodzić po wodzie, musisz wyjść z łodzi.”
John Ortberg

 

Do kostek czułem wodę, a poniżej było twardo

Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS

jezuspowodzieDzisiejsza Ewangelia jest mocną katechezą o wierze. Oto Piotr – myślę, że pełen strachu – słyszy wezwanie Jezusa, aby wyszedł z łodzi i przyszedł do Niego. To, co robi Piotr jest doświadczeniem wiary. Idąc po wodzie doświadcza mocy chodzenia ponad tym wszystkim, co po ludzku, wydaje się niemożliwe!

Inna noc

Przed kilkunastu laty stanąłem po raz pierwszy nad brzegiem Jeziora Genezaret. Robiło się już ciemno.. Łodzie przycumowane do brzegu kołysane były przez fale. Światła przybrzeżnych latarni rozpraszały ciemności. Pomyślałem, że to jezioro jest niemym świadkiem jak kiedyś na jej falach, Jezus i Piotr szli ku sobie.

Dlaczego Jezus zostawił modlitwę i przyszedł do uczniów? Z pewnością wyprzedził nauczanie ojców pustyni, że dla wsparcia bliźniego w potrzebie można przerwać modlitwę. Ważne jest jeszcze podkreślenie miejsca modlitwy – był na górze! Z góry zawsze widać dalej, więcej, inaczej. Ale, co można widzieć w nocy, nawet z góry? Można zobaczyć wiele, bo tamta noc była inna od innych nocy. Była to noc przed pierwszą wiosenną pełnią. Światło księżyca niczym mocny reflektor oświetlało całą taflę jeziora. Jezus widział łódź miotaną falami, widział jak uczniowie zmagają się z przeciwnym wiatrem. Nie jest Mu obojętne, co dzieje się z Jego uczniami. Idzie ku nim…

To jest dobra nowina dla nas, którzy przeżywamy w życiu podobne zmagania jak uczniowie na Jeziorze Genezaret. Bywa, że w życiu wieje wiatr przeciwny, że łódź naszego życia jest miotana falami i wydaje się nam, że giniemy. Może właśnie wtedy myślimy, że Bóg o nas nie pamięta, że nie widzi tego, co przeżywamy. To słowo zaprzecza takiemu myśleniu. To nie jest prawa. Bóg widzi moje życie i tak jak kiedyś przyszedł do uczniów, tak przychodzi do mnie!

Chodzić po wodzie

W psalmie czytamy: „Twoja droga wiodła przez wody, Twoja ścieżka przez wody rozległe i nie znać było Twych śladów” (Ps 77, 20). Ten psalm koresponduje z tą Ewangelią. Woda oprócz tego, że podtrzymuje życie, jest także obrazem śmierci.

Chrystus pojawił się krocząc po falach. Piotr powiedział do Niego: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!” Chrystus wezwał Piotra: „Chodź!” Wtedy Piotr wychodzi z łodzi i idzie po wodzie. Tak długo idzie po wodzie, dopóki patrzy na Jezusa. To, co Jezus robi z Piotrem jest fantastyczne. Mistrz uczy ucznia wiary. Wierzyć to znaczy patrzeć na Jezusa i chodzić po wodzie! Piotr wychodzący z łodzi i idący w stronę Pana, staje się świadkiem. Piotr robi doświadczenie paschy.

Piotr jest figurą chrześcijanina. Wiara – to patrzeć na Jezusa i iść po wodzie, iść po tym wszystkim, co jest po ludzku niemożliwe.

Czy jest możliwe żyć w wierności małżeńskiej? Czy jest możliwe przyjmować dzieci, które Bóg daje? Czy jest możliwe być uczciwym w nieuczciwym świecie i być prawym w zdeprawowanym świecie? Nawet jeśli wszystko jest przeciwne – jak ten nocny wiatr – to jednak jest to możliwe. Bo dla tego, kto ma wiarę – wszystko jest możliwe. Wiara, to patrzeć na Chrystusa!

Tonąć

Dopóki Piotr patrzył na Chrystusa, kroczył po wodzie, a kiedy zaczął patrzeć na wody, wtedy zaczął tonąć.

Piotr tonący woła: „Panie ratuj!” Jezus odpowiada mu: „Odwagi Ja Jestem”. Ja jestem tym, który daje ci moc chodzenia po wodzie. Ja jestem tym, który prowadzi twoje życie.

Wiara to jest gwarancja, że Bóg mnie nie zostawi, nie zapomni o mnie. Wiara to jest gwarancja, że nie tylko Bóg istnieje, ale to jest absolutna pewność, że On mnie kocha.

Wszyscy boimy się śmierci. Ale jak długo patrzymy na Zmartwychwstałego, tok możemy chodzić po jej falach. Jak długo w nas jest życie Zmartwychwstałego, tak długo  możemy wchodzić w każde wydarzenie.

I właśnie wtedy doświadczamy, że nie możliwe jest możliwe.

Czegoś podobnego doświadczył abba Besarion, który mając jakąś sprawę, pomodlił się i przeszedł pieszo rzekę Chryzoroas (Nil), aż na drugi brzeg. Wtedy jeden z uczniów zdumiony upadł do jego nóg, mówiąc: „Co czuły twoje stopy, kiedy szedłeś po wodzie?” Starzec odpowiedział: „Aż do kostek czułem wodę, a poniżej było twardo”.

XVIII niedziela zwykła, 2 sierpnia 2020 – komentarz do Ewangelii

Osiemnasta niedziela zwykła, rok A (2 sierpnia 2020)
Czytania: Iz 55, 1-3a; Rz 8, 35, 37-39
Ewangelia: Mt 14, 13-21 ●

Słowa Ewangelii wg św. Mateusza
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».
Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»
Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».
On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

 

 

ks. Tomasz Blicharz
XVIII Niedziela Zwykła

Ewangelia dzisiejsza opisuje sytuację, w której ludzie gromadzą się wokół Jezusa. Nie ma człowieka, który by czegoś od Chrystusa nie potrzebował. Na uwagę zasługuje jednak nie to, że ludzie potrzebują Chrystusa, ale to, że Chrystus dostrzega nawet najmniejsze i wydawałoby się błahe potrzeby ludzi.

Widzi zarówno tych, którzy Go potrzebują, aby być blisko Niego i karmić się Jego słowem, którzy do Niego przychodzą, bo potrzebują uzdrowienia, ale zauważa także tych, którzy są zmęczeni i utrudzeni znojem całego dnia. Nie ma człowieka, którego Chrystus by nie dostrzegł.

Biblijny fragment o rozmnożeniu chleba opisuje bardzo ciekawy dialog Jezusa ze swoimi uczniami. Pragnieniem uczniów jest to, aby Chrystus rozesłał ludzi po skończonym nauczaniu, by rozeszli się do domów i coś zjedli. Chrystus jednak zwraca im uwagę, że to ich zadaniem jest karmić zgromadzony lud. Duchowa wymowa tego dialogu jest taka: człowiek ma pragnienie karmienia się Bożym Słowem. Kiedy Bóg kończy przemawiać, zadanie karmienia ludzi Słowem Bożym przechodzi na uczniów Chrystusa. Bóg przemawia przez swoje Słowo, wydarzenia życia, ale zadaniem pasterzy Kościoła jest komentowanie i wyjaśnianie tego, co mówi Bóg. Ewangelista św. Mateusz opisał, że po dokonaniu cudu rozmnożenia chleba nie sam Chrystus rozdaje ludowi chleb, ale czynią to jego uczniowie: Dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Bo właśnie tak ma to wyglądać. Uczniowie Chrystusa mają rozdawać ludowi to, co otrzymają od Niego. Niczego więcej i niczego mniej. To co otrzymają z ręku Chrystusa, to samo mają przekazać ludowi.

Zatrzymajmy się jeszcze nad tajemnicą dokonanego przez Chrystusa cudu. Chrystus nie dokonałby cudu rozmnożenia chleba, gdyby nie to, że lud miał pięć chlebów i dwie ryby. Z cudami jest zawsze tak, że Chrystus może dokonać cudu, ale do niego potrzebny jest wkład człowieka. My często pragniemy, aby Bóg działał cuda w naszym życiu. Zapominamy jednak o tym, że my także w ten cud mamy wkładać swoją wiarę, pragnienie, serce.

———-
Ks. Tomasz Blicharz – ceniony młody kaznodzieja i rekolekcjonista z diecezji rzeszowskiej. Ostatnio nazywany również duszpasterzem blokowisk rzeszowskich. Pisał rozważania biblijne do rzeszowskiego dodatku do „Niedzieli”. Jak sam twierdzi: Biblii nie studiował, tylko próbuje nią żyć.

XV niedziela zwykła, 12 lipca 2020 – komentarz do Ewangelii

Nie zioła ich uzdrowiły ani nie okłady,
lecz słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia.
Bo Ty masz władzę nad życiem i śmiercią
.”
(Mdr 16,12-13)

Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS

Zasiew w Nowej Ewangelizacji

Zasiew – kerygmat – przyjmą tylko ci, którzy czekają na słowo zbawienia tak, jak więzień czeka na wolność, głodny na chleb, a spragniony na wodę. Ci, którzy nie są głodni ani spragnieni, ani tym bardziej zniewoleni, którym często tylko się wydaje, że tacy nie są – oni nie przyjmą tego słowa.

Ważne jest postawić dwa pytania: czym jest żyzna gleba i o jakim plonie mówi Jezus?

Żyzna gleba

Dla siewcy, rolnika najważniejsza jest żyzność gleby. O jakości gleby decyduje przede wszystkim ilość zawartej w niej próchnicy – im jest jej więcej, tym gleba jest bardziej żyzna. Próchnica powstaje w wyniku gnicia materii organicznej, podczas której wydziela się siarkowodór, mający nieprzyjemny zapach. Takie żyzne gleby znajdują się na przykład na Bawarii. Kiedy wjeżdżamy w tamte tereny, to nie jest nam potrzebny GPS, gdyż wszędzie czuć odór gnojówki.

W odniesieniu do gleby-człowieka możemy powiedzieć, że chodzi tu o tego, którego życie jest spróchniałe, zniszczone, niosące odór. Jest to ktoś, kto doświadczył jakiejś formy śmierci – przynajmniej duchowej.

Od wielu lat głoszę katechezy dla dorosłych w ramach Drogi Neokatechumenalnej i widzę, jak to słowo o siewcy naprawdę się realizuje. Kiedyś do wspólnot wchodzili wszyscy: ci z pierwszych ławek w kościele, przyjaciele proboszcza, także powracający z daleka. Dziś są to zazwyczaj tylko ci, którzy mają życie spróchniałe, którzy w różny sposób doświadczyli śmierci duchowej: rozwodnicy, oddaleni od Boga, doświadczeni jakimś nałogiem, niewidzący sensu w swoim życiu. Często to są ci, na widok których zatyka się nos lub zasłania oczy. To właśnie oni przyjmują słowo sercem otwartym.

Plon

Czym jest plon obfity: stokrotny, sześćdziesięciokrotny, trzydziestokrotny? To jest nowy człowiek! Pierwsza wspólnota neokatechumenalna powstała w Hiszpanii, w barakach Palomeras w Madrycie, i głównie była złożona z żebraków, prostytutek, złodziei, kryminalistów i analfabetów. Ten, który to rozpoczął – Kiko Arguello – nie moralizował, ale głosił Jezusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Ubogie słowa Ewangelii przemieniały życie tych ludzi. Jeden Cygan, José Agudo, który nigdy nie pracował legalnie, któregoś dnia uwierzył, że opierając się na słowie z Ewangelii może zmienić swoje życie. Oddał skradzione pieniądze, znalazł pracę, dzieci posłał do szkoły, a żonę obdarzył miłością… Dziś głosi Dobrą Nowinę innym! To, co niemożliwe, okazało się możliwe. Tym właśnie – jest plon obfity!

Siewca

Kapłan to ten, który ma oczy proroka. Widzi przyszłość, rozpoznaje znaki czasu, które są niewidzialne dla innych. Kapłan naszego czasu musi być siewcą, który hojnie sieje Słowo Boga. Nie zaniedbując duszpasterstwa tradycyjnego, otwiera się na duszpasterstwo misyjne. Dziś już nie wystarczy mieć dyżur w kancelarii czy zakrystii; dziś jest pilna potrzeba wyjścia poza opłotki kościelne i szukania żyznych gleb, aby wrzucać w te gleby ziarna miłości. Naprawdę nadszedł najwyższy czas, aby wprowadzić w czyn przesłanie Jana Pawła II, które zostawił nam kiedyś w Warszawie na Placu Defilad: „Polska, Ojczyzna nasza, potrzebuje nowej ewangelizacji, podobnie jak inne kraje Europy”.

XIII niedziela zwykła, 28 czerwca 2020 – komentarz do Ewangelii

Ewangelia: Mt 10,37-42
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Na Synaju, kiedy Bóg po raz pierwszy ukazał swoje Oblicze ludowi Wybranemu w Słowie, wypisał na kamiennej tablicy: nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

A ludzie myślą, że ci inni bogowie są konkurencją dla Boga Jedynego i dlatego On nie pozwala ich czcić.

Mieć relację ze Stwórcą, relację intymnej miłości, to połączyć całego siebie ze wszystkich sił, całym sercem i umysłem z Nim. To zaistnieć w harmonii i szczęśliwości istoty ludzkiej w tym ziemskim wędrowaniu przez życie.

Wybór w tej wspaniałomyślnej wolności zależy tylko ode mnie.

Uświadomić sobie muszę, którego boga wybieram jako przedmiot mojej aktywności, sensowności, pragnień i troski. Boga Jedynego Wszechmocnego, czy idola rodziców, pracy, pieniądza, kariery, dziecka, ideologii etc. etc. Komu chcę podlegać i czyją pełnić wolę.

Dzisiaj Jezus w Ewangelii św. Mateusza kładzie nam przed oczy duszy przypomnienie Słów Dziesięciu Przykazań.

„Jeżeli ktoś kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godny”.

Rażą nasze uszy te słowa – jak to, przecież w innym miejscu nakazuje kochać bliźniego jak siebie samego, a i rodziców szanować!

Jezus mówi o naszych głębokich skłonnościach do idolatrii, do zastępowania sensu życia substytutem miłości. Wręcz niewoli, której obrazem jest nasze zniewolenie potrzebą zaspakajania oczekiwań innych ludzi. Sprzedajemy siebie, starając się zapracować na ich miłość, a rezygnujemy z darmowej i pełnej miłosierdzia miłości Boga względem nas. Dzieje się tak zawsze, gdy Bóg nie jest na pierwszym miejscu.

Bo jeśli twoje i moje priorytety życiowe biorą się z konieczności zadowalania rodziców, pełnienia ich woli, nerwowego łapania się na myśli, a co by tato powiedział – to jesteśmy biedaczkami z daleka od Pana. Jeśli ty, ojcze, i ty, matko, wpatrujesz się w dorosłe życie swoich dzieci, ingerujesz i nie akceptujesz ich wyborów, to także jesteś idolatrą z daleka od Pana.

Nie masz nic wspólnego z Jezusem – ocknij się i usłysz, co mówi Pan.

Jego kochaj, Jemu ufaj, twoje działanie i wybory życiowe nich będą zgodne z Jego nauką, a nie nauką tych, którzy projektują twoje życie – albo którym ty chcesz projektować i kontrolować.

Być blisko z Bogiem oznacza być z Nim w nieustannym dialogu, to cudowne napięcie, które budzi w nocy, wstaje rano, modli się Słowem, karmi Liturgią i Jego Ciałem. To szczęście człowieka.

To prawda, że dzisiejsze Słowa są wymagające, lecz mają moc uzdrowienia relacji między Bogiem a ludźmi. Uzdrawiają duszę i ciało.

Przyjęcie z akceptacją tego, co dzisiaj masz, tych bliźnich, tego miejsca, tych braków i nadmiarów oznacza, że jesteś uczniem Chrystusa, że godnie niesiesz swój krzyż, który ma cię doprowadzić do śmierci. Tak, do śmierci i do Zmartwychwstania w Nim.

Taką gwarancję miłości przekazuje nam Jezus.

I bądźcie wdzięczni.

Dwunasta niedziela zwykła, 21 czerwca 2020 – komentarz do Ewangelii

Tajemnica zła
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwunasta Niedziela zwykła (21 czerwca 2020)
Czytania: Jr 20,10-13, Rz 5,12-15
Ewangelia: Mt 10,26-33

Pan Jezus przez całe swoje życie był zjednoczony z Ojcem, kochał Go i był Mu posłuszny. Jednak, tak jak w symfonii, kulminacja posłuszeństwa osiągnięta została na krzyżu. Także życie chrześcijan musi toczyć się w znaku takiej symfonii krzyża. Zawsze będziemy dalecy od doskonałości pierwotnego przykła­du, ale naszym zadaniem jest najpierw nauczyć się Go kochać, a potem starać się Go naśladować.

Odkupienie krzyża nie dokonuje się w cierpieniu, lecz w mocy du­cha, który w cierpieniu i w porażce zachowuje wiarę, iż wszystko po­chodzi od Boga, w którym pokłada zaufanie pomimo wszelkich trud­ności. To właśnie stwierdza Jezus, kiedy mówi o losie wróbla. Polowanie na małe ptaki w tam­tych czasach było czymś zwyczajowo praktykowanym. Złapane ptasz­ki zalewano olejem: mięso rudzika było niezwykle drogie i stanowiło przysmak, natomiast wróbel był bardzo ekonomiczny. Ile dokładnie kosztował? Łaciński tekst mówi o asie, w grece assarion, czyli kilka pieniążków. Znaleźli się tacy, którzy starali się dojść, ile mogła ta waluta wynosić, opierając się na cenie chleba, który kosztował właśnie jednego asa. Krótko mówiąc, zostać porównanym do wróbli sprze­dawanych na targu nie było powodem do zaszczytu. Jednak naucza­nie duchowe podanego przykładu jest jasne. Św. Bazyli podsumowuje je w jednym zdaniu: nie ma na świecie niczego, co umknęłoby Bożej Opatrzności.

Jeśli sprawdza się to w przypadku stworzeń, tym bardziej spraw­dzić się musi w przypadku człowieka. Opatrzność Boża nie porzuca go, nawet jeśli będzie cierpiał i będzie prześladowany.

Ale tutaj pojawia się odwieczny problem teologiczny: skoro Opatrzność Boża się nie myli, skąd zatem pochodzi zło, jakie nęka świat? Jeśli Bóg jest Stwórcą nieba i ziemi i ich cudownego porządku, skąd biorą się kata­strofy, trzęsienia ziemi, powodzie? Dlaczego istnieją choroby i cierpie­nie? Niektórzy autorzy byli zdania, iż Bóg zsyłał zło na ziemię, mając na celu większe dobro. Do tej myśli odwołuje się Orygenes, kiedy ko­mentuje wers Pisma Świętego, w którym Bóg zatwardza serce fara­ona. W naszych czasach Bierdiajew, rosyjski filozof, zaliczany do największych myślicieli prawosławnych XX wieku, uważa, iż bez istnienia zła, nie byłoby wolności wyboru dobra.

Wszystkie te teorie są dosyć niebezpieczne. Ojcowie Kościoła uważali coś całkiem przeciwnego, co wyrażali jednym tylko zdaniem: Bóg nie jest przyczyną zła! Jedyną przyczyną, z powodu której na świecie istnieje zło fizyczne i moralne, jest świadomy i dobrowolny grzech. Całe zło występuje przeciwko Bożej Opatrzności.

Jednak natychmiast po tym, jak zło zostaje popełnione, dochodzi do czegoś cudownego, niewyjaśnionego z ludzkiego punktu widzenia: Bóg może wykorzystać zło, by powstało dobro. Według pewnej legen­dy, święty Prokopiusz Czeski zmusił diabła do orania ziemi. Oczywi­ście wydarzenie to jest czysto symboliczne, ale dla Opatrzności Bożej nawet upadki i śmierć służą powstawaniu życia.

Uroczystość Najświętszej Trójcy (A), 7 VI 2020 – komentarz do Ewangelii

Tajemnica Bożej Miłości
● Rozważa: ks. Tomasz Blicharz ●

Uroczystość Najświętszej Trójcy, rok A (7 czerwca 2020)
Czytania: Wj 34,4b-6.8-9; 2 Kor 13,11-13
Ewangelia: J 3,16-18 ●

Teologiczny wywód Jana Ewangelisty dany nam do rozważenia przez Kościół w Niedzielę Trójcy Świętej ma nam pomóc w zrozumieniu jednej z najtrudniejszych prawd wiary.

Bóg Trójjedyny jest samą miłością i chce – jak podpowiada rozmowa Jezusa z Nikodemem – tę miłość ofiarować człowiekowi. Ewangelia dzisiejszego dnia podpowiada nam, że kluczem do zrozumienia tajemnicy Trójcy Świętej jest miłość Boga do człowieka, objawiona w osobie Jezusa Chrystusa i napełniona mocą do jej odkrycia w osobie Ducha Świętego. Bóg objawia się człowiekowi jako kochający Ojciec Stwórca, jako zbawiający Syn Boży, Bóg Człowiek i jako uświęcający Duch Święty Pocieszyciel. I nie jest dla nas najważniejszy wywód dogmatyczny, jakie są wewnętrzne relacje w Trójcy Świętej, ale to, że Bóg nas kocha, że pragnie nas zbawić i uświęcić, że pragnie nam siebie udzielić.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Słowo świat pojawiające się w tej perykopie należy odczytać jako ogół ludzi stworzonych i miłowanych przez Boga, dla których jest przeznaczona miłość ujęta w pierwszych słowach tej perykopy. Jednorodzony jest uroczystym tytułem Jezusa. Jest on dla Boga Ojca kimś tak bliskim że łączy Ich wyłączna więź. Ponieważ Jezus jest Jednorodzonym Synem Bożym, Jego misja stanowi najwyższy dowód miłości Boga do świata. Jako Jednorodzony Syn Jezus żyje w najściślejszej więzi z Bogiem i dlatego tylko On może objawić ludzkości najskrytszą tajemnicę Boga i pełny wymiar Jego miłości.

Również głęboko należy pochylić się nad pojawiającym się tutaj słowem dał. Gdy się coś komuś daje, trzeba liczyć się z tym, że się to traci. Nie można komuś czegoś dać i żądać zwrotu. Plan Bożej Opatrzności jest taki, że Bóg, nie oczekując niczego w zamian, oddaje swego Syna Światu.

Kompilacja umieszczonych tutaj słów jasno wskazuje, że Trójca Święta jest Miłością i tą miłością dzieli się z ludźmi.

Najświętsza Trójca, Jedność Osób Bożych – Ojca, Syna i Ducha Świętego – na zawsze pozostanie tajemnicą wiary. Nie jest to jednak tajemnica w znaczeniu wiedzy tajemnej, dostępnej tylko dla wybranych i wtajemniczonych. Bóg sam zechciał nam objawić tę tajemnicę, zechciał objawić siebie samego w Osobach Ojca, Syna i Ducha, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.
————–
Powyższy komentarz został napisany dla Dziennika Parafialnego w roku 2011 (zobacz tutaj z notką o autorze).
Przeczytaj też komentarz ks. Bohdana Dutki MS do tej Ewangelii opublikowany w roku 2017 (tutaj).
————–
Słowa Ewangelii wg św. Jana
Jezus powiedział do Nikodema:
«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego».

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, 31 maja 2020 – komentarz do Ewangelii

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, 31 maja 2020 – komentarz do Ewangelii
Ewangelia św. Jana 20,19-23 •
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Od Zmartwychwstania Pańskiego przygotowywało nas Słowo Boże do poznania tajemnicy życia przez uczniów Chrystusa. Ewangelie i Dzieje Apostolskie podczas codziennych liturgii mówiły nam o licznych spotkaniach żywego Pana z Apostołami, o obietnicy zesłania Ducha Pocieszyciela, o pielęgnowaniu jedności i miłości, o wytrwałej przynależności do Kościoła wybranych. W tej dzisiejszej, jakby kulminacyjnej w oczekiwania niedzieli, otrzymaliśmy w obfitości najpierw czytania ze Starego Testamentu. Mówiące o tym, że (Rdz 11,1-9) najchętniej budujemy złudzenia sukcesu – czyli nasze wieże Babel, aby umocnić swój egoizm i żądzę władzy. Skutkiem tej budowy jest brak porozumienia.

Kolejne perykopy, z Księgi Ezechiela (37,1-14), to opis suchych, bezużytecznych kości. Niestety, tak o sobie często myślą ludzie starzy i młodzi pogrążeni w smutku i zniechęceniu, bez perspektyw i pomysłów na rozwój (nawet bywa, że ubrania przyozdabiają wizerunkami kościotrupów i czaszek). W tej księdze prorockiej poznajemy moc Ducha, który tchnieniem ożywia to, co martwe i wysuszone, obleka ścięgnami i mięśniami, które rozpoczynają ruch życia. Wychodzą z grobów rozpaczy i nijakości.

Dalej, lektury pokazują nam wierzącym bezmierny obszar mocy i działania Trzeciej Osoby Trójcy Świętej – Ducha Świętego – Ruach haKodesz. Ducha, który zstępuje często na ziemię, choćby przy każdym celebrowaniu liturgii, przy sakramentach lub tam „gdzie dwóch lub trzech zbiera się w imię Pana”. A więc nie tylko tej niedzieli, ale zawsze, gdy Go przyzywamy i pragniemy. Jednak dzisiaj kończy się pewien okres liturgiczny, który prowadził nas do Pentecoste.

Zstąpienie Ducha – Parakleta obiecanego przez wstępującego do nieba Syna Człowieczego – gwarantuje nam, że nie zostajemy na tej ziemi sierotami i pionkami historii. Nie, nie! Duch obdarza nas „zdolnością rozumu, abyśmy poznawali Prawdziwego. Jesteśmy w prawdziwym Bogu, w Synu Jego, Jezusie Chrystusie. On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem Wiecznym (1 J 20,19-23).

Ostatnia lektura dzisiejszej uroczystości zwana jest sekwencją i pochodzi z Ewangelii św. Jana 20,19-23. „Drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami” – wtedy tak ich nie nazywano, lecz używano słowa „Judejczycy”; myślę, że należałoby wrócić do tłumaczenia historycznego i mniej emocjonalnego. Ale zostawmy ten szczegół przekładu biblistom. Ważne w tym czytaniu jest to, co działo się z Apostołami za drzwiami Wieczernika. Doświadczali lęku, niepewności, utraty, zagubienia. To uczucia, które i my dobrze znamy. Więc do swoich wybranych uczniów przychodzi Pan, dokładnie tak samo jak przychodzi dzisiaj poprzez zamknięcie w nas samych.

„Pokój Wam” – Szalom alejhem. Uobecnia sobą to, czego pragnie najbardziej nasza dusza. Pokój. Wszedł mimo zamkniętych drzwi, mimo braku wiary, mimo smutku uczniów. Odwagi! Przychodzi także do nas!

Pokój Wam!

Weźmy zatem ten dar z otwartością i wdzięcznością. Kolejne wersety Ewangelii są bardzo znane i bliskie, bowiem były wielokrotnie i na różne sposoby interpretowane przez teologów, biblistów i uczonych. Mamy zrozumieć wypowiedziane w dniu Pięćdziesiątnicy słowa Jezusa „Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im:  «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»”.

Dzisiaj nie chcę mówić o teologii odpuszczania grzechów w sakramencie pokuty ani o mocy udzielanej prezbiterom, myślę, że jest to wiedza powszechna i oczywista. Pragnę raczej zwrócić uwagę, że Jezus mówi do wszystkich obecnych: „którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Tu chodzi o nasze konkretne życie, także naszych rodzin wyjściowych, krewnych, sąsiadów, pracowników. Tak! właśnie tak, komu zatrzymasz grzech… Na tego się obrazisz i nie będziesz rozmawiał przez lata albo całe życie. Zatrzymasz się w rozwoju ty i on! Życie zatrzyma się, zaschnie aż do „kości”.

Zdarza mi się często myśleć o ludziach, kiedy jestem w zgromadzeniu modlitewnym podczas modlitwy „Ojcze nasz”, gdy głośno mówimy: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – więc wtedy myślę, ilu ludzi zostanie dzisiaj obdarowanych szczęściem przebaczenia. To jest, siostro, bracie, Zesłanie Ducha Świętego!  Najistotniejsze, abyśmy mieli jednego Ducha miłości i przebaczenia, mimo naszych grzechów i słabości. Odwagi! Zacznijmy od nowa. Dokonajmy wyboru w naszym życiu osobistym. Pokój Wam.

PS. Tego roku będę przeżywała Zesłanie Ducha Świętego w Galilei, będę się modliła za czytelników naszej strony, jeżeli tacy są.

Wniebowstąpienie Pańskie (A), 24 V 2020 – komentarz do Ewangelii

„Chrystus Pan w niebo wstępuje; niech się wierny lud raduje!”
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Wniebowstąpienie Pańskie, rok A (24 maja 2020)
Czytania: Dz 1,1-11; Ef 1,17-23
Ewangelia: Mt 28,16-20 ●

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Chrystus Pan w niebo wstępuje;
niech się wierny lud raduje!
Na cześć Jego zawołajmy,
chwałę Panu zaśpiewajmy:
Alleluja, alleluja.
(…)
Miejsce nam gotuje w niebie,
chcąc nas wszystkich mieć u siebie;
niebaśmy już dziedzicami,
porównani z Aniołami.
Alleluja, alleluja.

Piękna jest ta tradycyjna pieśń religijna, której dwie wybrane strofy tutaj przytoczyłem. Przypomina coś, o czym niekiedy zapominamy – że Wniebowstąpienie to (podobnie jak Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego) święto, które tchnie radością. To nie – jak mogłoby się wydawać – pożegnanie Pana Jezusa, ale moment Jego wywyższenia, objawienia Jego chwały. „Niechaj ustępuje trwoga, mamy Zbawiciela Boga!” – jak śpiewamy w dalszym fragmencie tej pieśni. Warto przy dzisiejszej okazji rozważyć sobie tekst tej pieśni w całości.

Podobną wymowę ma śpiewany dziś w liturgii Psalm 47:

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

W Ewangelii z poprzedniej niedzieli także czytaliśmy o tym, że my jako wierzący powinniśmy się cieszyć wstąpieniem Chrystusa do Ojca, to odejście przynosi bowiem dwojaki skutek: po pierwsze zesłanie Ducha Prawdy, Adwokata, Pomocnika, na którego czekamy; po drugie nasze zjednoczenie z Jezusem i Ojcem.

Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.

Nie bez powodu zaraz po zakończeniu świąt związanych z Paschą obchodzimy niedzielę Trójcy Świętej.

Pochylając się już ściśle nad Ewangelią z Wniebowstąpienia, trzeba zwrócić uwagę na ostatni nakaz otrzymany od Jezusa przez uczniów i rodzący się Kościół:

  • nauczanie,
  • udzielanie chrztu,
  • uczenie zachowywania wszystkiego, co Jezus przekazał.

To takie punkty do rachunku sumienia – przede wszystkim dla hierarchii Kościoła, dla biskupów. Ale także dla księży, którzy oddali życie Jezusowi. A w szerszej perspektywie i dla nas, świeckich, bo przecież każdy z nas na jakimś odcinku ponosi odpowiedzialność za wiarę innych. Szczególnie w stosunku do swoich dzieci, ale także względem tych, z którymi na co dzień żyjemy lub się spotykamy. Zachowanie wierności tym trzem zaleceniom jest gwarancją obecności Jezusa z nami aż do skończenia świata.

Na koniec, jak to czasami czyniliśmy na naszej stronie już w poprzednich latach, chcę wyrazić żal, że w Polsce od kilkunastu lat Wniebowstąpienie obchodzimy w niedzielę, a nie w swoim klasycznym miejscu we czwartek (jak np. w Rzymie). Zakłóca nam to nieco cykl paschalny. Nie odliczamy prawdziwych 40 dni od Zmartwychwstania. Powoduje kłopot z umiejscowieniem Dni Krzyżowych (dlaczego nie od czwartku do soboty?). Brakuje też w liturgii Niedzieli po Wniebowstąpieniu Pańskim z bogactwem jej przesłania i podprowadzeniem ku Zesłaniu Ducha Świętego. Może warto częściej wspominać o tym w kazaniach, bo to poszerza świadomość religijną wiernych.

Szósta Niedziela Wielkanocna, 17 maja 2020 – komentarz do Ewangelii

VIEWS: 36

Umiłować Jezusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Najswietsze-Serce-Pana-Jezusa-1Szósta Niedziela Wielkanocna (17 maja 2020)
Czytania: Dz 8, 5-8.14-17, 1 P 3, 15-18
Ewangelia: J 14, 15-21

„Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”. Te słowa są jak klamra otwierająca i zamykająca dzisiejszą Ewangelię.

Miłość Jezusa, Pana, stanowi centrum chrześcijaństwa. Jest wypełnieniem przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga twego, z całego swego serca, z całej swej duszy, ze wszystkich swoich sił”. Teraz uczniowie są w stanie Go już miłować. Widzieli, że On ich miłuje całym swym sercem i wszystkimi swymi siłami. Stał się ich sługą i oddał za nich życie, mimo że się Go zaparli i Go zdradzili. On pozostaje nam wierny i miłuje nas miłością odwieczną. Nasza miłość do Niego jest odpowiedzią na Jego miłość do nas, który pragnie, abyśmy byli podobni do Niego. Miłować oznacza konkretnie przyjąć Jego słowo i żyć nim.

W dzisiejszej Ewangelii uczniowie są w sytuacji, kiedy za kilka godzin Jezus ofiaruje swoje życie. Jest pożyteczną rzeczą dla nas, aby odszedł. Właśnie w ten sposób przygotuje nam miejsce i otworzy drogę prawdy i życia, abyśmy byli tam, gdzie On jest. Dlatego wraz z Ojcem posyła nam Pocieszyciela.

Nie pozostawia nas samymi – jeśli Go miłujemy, nosimy Go w sercu, a On mieszka w nas. Jest to Jego definitywny powrót do nas. Przez swoje odejście rozpoczyna swoją nową obecność, nowe i wieczne przymierze obiecane przez proroków. Temat przymierza stanowi podłoże dla mowy pożegnalnej Jezusa. Chociaż nigdzie nie jest wyraźnie wspomniane, opisane jest za pomocą swych cech charakterystycznych: miłości i zachowania Słowa, obecności i immanencji wzajemnej, daru Ducha i nowego serca.

Te słowa Jezusa trudne są do wyjaśnienia, gdyż są proste jak woda i chleb: zna je ten, kto ich kosztuje. Podają one to, co stanowi każdą pozytywną relację między osobami: miłość i zachowanie słowa, trwanie i widzenie, życie i poznanie, okazywanie i mówienie, wspominanie i nauczanie, pokój i radość. Określenia są powiązane ze sobą. Kto bowiem miłuje, zachowuje słowo, mieszka z Nim; a zatem widzi Go, żyje Nim i zna Go. Słowo głoszone i wspominane, które Go objawia, jest dla niego źródłem pokoju i radości.

Tkanką łączącą tekst jest słowo „miłować” powtórzone w dzisiejszej Ewangelii aż pięć razy. Słowo to opisuje relację ucznia z Jezusem i z Ojcem. Miłość Jezusa wprowadza nas w nowe przymierze, ustanawiając relację z Bogiem opartą na Jego ojcowskiej miłości, którą Syn przyszedł nam przekazać. Bóg nie jest już daleki: jest z nami i przy nas, co więcej – w nas poprzez Ducha napełniającego nas swym poznaniem i czyniącego z nas swoje mieszkanie. Odejście Jezusa jest uwielbieniem Syna Człowieczego i każdego człowieka.

Cała mowa ukazuje, jaki jest owoc miłości Jezusa: zjednoczenie z Nim, Synem, wprowadza nas w relację z Ojcem i sprawia, że żyjemy ich miłością. Miłość Jezusa to zachowywanie Jego słowa, które daje nam Ducha prawdy. Jeśli nawet Jezus odchodzi, to ten, kto Go miłuje, widzi Go, gdyż ma udział w Jego życiu.

Jezus jest Panem, który nas miłuje: miłość Jego jest przykazaniem, które czyni nas podobnymi do Niego.

Kościół rodzi się z miłości Jezusa do niego, która to miłość Kościoła staje się miłością do Jezusa. Nie chodzi tu o jakieś nieokreślone uczucie, ale o poznanie i zachowywanie słów Jezusa.

V Niedziela Wielkanocna (A), 10 V 2020 – komentarz do Ewangelii

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście». Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca?” Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię (J 14, 1-14).

Abba, Tatusiu!
Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS •
Piąta Niedziela Wielkanocna, rok A (10 maja 2020) •

Bóg kocha nas bardziej niż najlepszy ojciec, niż najbardziej kochająca matka.
Wystarczy, abyśmy z sercem dziecka się poddali i zawierzyli Jego woli.

św. Jan Vianney

W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy wspomina Ojca. Apostoł Filip mówi wprost: „Pokaż nam Ojca”. Kim jest i jaki jest nasz Bóg Ojciec, dowiadujemy się od Jezusa, który nam powiedział o Nim słowami i ukazał Go czynami.

Ojciec daje życie

Kończę czytać książkę „Mnich z Wall Street”, która jest zapisem drogi duchowej Henry’ego Qinsona, młodego bankiera, przed którym rysowała się zawrotna kariera i ogromne pieniądze, a który porzuca wszystko, aby pójść za głosem powołania. Odnalazł w Bogu Ojca i tak o Nim pisze:

„Zaprawdę, moi widzialni rodzice – mój ziemski ojciec i moja ziemska matka – są dla mnie siostrą i bratem. Mój Abba z nieba po prostu powierzył mnie im na jakiś czas. Moi metrykalni rodzice są jedynie współpracownikami Tego, z którego naprawdę się narodziłem – to niesamowite! Narodziłem się z Boga, mojego prawdziwego Taty, przez Kościół – który jest moją prawdziwą matką. Tak, moi ziemscy rodzice to tylko rodzice adopcyjni: otrzymali mnie od Taty, mojego Abba”.

Ostatnio jeden ze współbraci saletynów powiedział na kazaniu, że kiedy był już księdzem, wtedy jego matka powiedziała, że nie był dzieckiem planowanym. Może ktoś z nas urodził się podobnie… To, czy byliśmy planowani, czy nie, chciani czy nie – to nie ma większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że Bóg mnie zaplanował, że On mnie chciał, że mnie pragnął.

Bóg Ojciec jest tym, który dał mi życie. On daje prawdziwe życie, które jest życiem w Bogu.

Czy modliłem się kiedyś, mówiąc do Boga Tatusiu?

Nie jest to proste, zwłaszcza dla kogoś, kto nie miał ojca albo był zraniony przez ojca… Może być ktoś, kto w ogóle nie wie, co znaczy być ojcem, bo ojciec to jest puste słowo… Abp Józef Michalik w książce „Raport o stanie wiary” przytacza rozmowę z klerykiem, który w ogóle nie znał swojego ojca:

„Ojciec nie istniał w naszym domu, ale mama nigdy o nim źle nie mówiła”. Pytam go więc: „A czy ty się modlisz za swojego ojca?”. Na co on odpowiada: „Ojciec to jest dla mnie puste słowo”. „Ale dzięki niemu masz przecież życie. Byłeś owocem, być może zagubionej, zaplątanej, słabej, ale miłosnej relacji”.

Zadaniem ojca ziemskiego jest pomóc dziecku odkryć Ojca w niebie, że to On jest jedynym Ojcem!

Kto z nas nie pamięta św. Franciszka, który po wydziedziczeniu przez ojca, zdjął z siebie ubranie i publicznie wyznał: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”.

Ojciec kocha

Być ojcem, to znaczy kochać i dawać siebie. U proroka Jeremiasza czytamy, że Bóg umiłował nas odwieczną miłością (por. Jer 31,3). On mnie kochał, kiedy nikt jeszcze mnie nie kochał. On mnie znał, kiedy jeszcze nawet moi rodzice biologiczni mnie nie znali.

Jest to Ojciec, który wszystkie dzieci kocha jednakowo, jest dobry dla dobrych i złych, kocha, nie żądając niczego w zamian.

Rembrandt przeniósł przypowieść o Synu Marnotrawnym na płótno i ukazał ojca, który ma dwie różne dłonie: jedna jest kobieca, a druga męska. Taki jest Ojciec Bóg. Jest w Nim jednocześnie miłość matki i ojca. On wybiega wzruszony i przygarnia syna do siebie. Wystarczy tylko wołać: Ojcze, Tatusiu…

Jezus mówił, że mamy być jak dzieci. Ale nie chodzi tu o dziecko kilkuletnie. Mamy być jak niemowlę, które we wszystkim jest całkowicie zależne od ojca. Mam być takim dzieckiem, które opiera swoje życie w Bogu Ojcu!

Są ludzie, którzy boją się Boga, bo popadli w wielkie grzechy i zachowują się jak Adam i Ewa – chowają się i wstydzą. Nie muszą się bać Boga. On jest ich Tatusiem!

Ojciec wychowuje

Ojciec w życiu dziecka jest osobą najważniejszą. On daje poczucie bezpieczeństwa i jest autorytetem. Ukazuje, jak żyć, wskazuje na to, co w życiu jest najważniejsze, i pokazuje cel życia. Dziecko ufa ojcu, uczy się od niego i go naśladuje.

Jezus w słowach i dziełach objawił nam Boga Ojca. Pokazał, że kocha grzeszników, przebacza zdrajcy, nie oddaje złem za zło, daje siebie, że jest miłosierny, współczujący… Jezus, głosząc Słowo, dał nam poznać ścieżki i drogi Boga (por. Ps. 25,4). Objawił nam Nowe Przykazanie.

Stajemy się synami i córkami Ojca w niebie wtedy, kiedy wierzymy w Jego Słowo, kiedy żyjemy Słowem. Wtedy otrzymujemy „ducha przybrania za synów, w którym możecie wołać «Abba, Ojcze!»” (Rz 8,15).

Mój Ojciec jest w niebie i dlatego mój prawdziwy dom jest w niebie! Tu na ziemi jestem tylko chwilowo, jestem w podróży. Nie zadomawiam się w tym świecie, bo nie jestem z tego świata.

IV Niedziela Wielkanocna (A), 3 V 2020 – komentarz do Ewangelii

Czułość i bliskość Jezusa
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna, rok A
(3 maja 2020)

Czytania: Dz 2,14a.36-41; 1 P 2,20b-25
Ewangelia: J 10,1-10 ●

Uderzająca w dzisiejszym opisie ewangelicznym, podobnie zresztą jak w wielu innych fragmentach Ewangelii Janowej, jest czułość relacji Jezusa i tych, którzy w Niego wierzą, oraz ich – a właściwie… nasza – niesamowita wzajemna bliskość.

„Woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają” – można to czytać raz, drugi, trzeci… za każdym razem z wielkim wzruszeniem. Bo dobrze wiemy, że to my jesteśmy tymi owcami, które Jezus chce prowadzić, które znają Jego głos. Jakże bliscy jesteśmy Jezusowi – On zna nasze imiona, zna nas osobiście, zależy mu nas.

W niedzielę między czytaniami słuchamy Psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem…”, ale mnie ten fragment Ewangelii Janowej natychmiast podsuwa skojarzenie z Psalmem 139, który można by śmiało określić rozwinięciem wskazanych wersetów:

Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.
Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza,
zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć (w. 1b-6).

Ten motyw bliskości Boga i człowieka pojawia się zresztą jeszcze nie raz w Ewangelii Janowej. W Modlitwie Arcykapłańskiej (rozdział 17) Jezus modli się: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno” (w. 20-21a). Powołaniem człowieka wierzącego jest tak głęboka więź z Chrystusem, jaką Chrystus ma z Ojcem. Gdy czytamy to ze zrozumieniem, możemy otworzyć szeroko usta ze zdumienia i zachwycić się tym zaufaniem, jakim On nas obdarza.

Podobne jest też przesłanie mowy pożegnalnej Jezusa: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. (…) Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie” (14,15.21). Wszystko jest zakorzenione w miłości – miłości wzajemnej Jezusa z Ojcem i, analogicznej do niej, Boga z człowiekiem.

Sedno dzisiejszego fragmentu ewangelicznego wyraża się w stwierdzeniu, że Jezus chce być naszym Pasterzem po to, by doprowadzić nas do zbawienia. Bo nie ma innej drogi do Domu Ojca niż droga przez Jezusa.

„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” – czytamy w kolejnych słowach Ewangelii o Dobrym Pasterzu. Do nich podprowadza cała perykopa wybrana przez Kościół na Niedzielę Dobrego Pasterza w roku A. Powodem i motorem napędowym każdego działania Jezusa jest miłość do człowieka i jego dobro – dobro wieczne, zbawienie.

W Niedzielę Dobrego Pasterza pamiętajmy też o modlitwie za naszych pasterzy – biskupów. Ale także za duszpasterzy – księży. I za wszystkich tych, którzy przewodzą innym w różnych dziedzinach życia. Nie zapominajmy, że takimi przewodnikami wielu z nas może się stawać w swoich domach – dla własnych dzieci. Módlmy się, by więcej było pasterzy, przewodników na wzór Jezusa.

III Niedziela Wielkanocna (A), 26 IV 2020 – komentarz do Ewangelii

W osłupieniu czytamy fragment o uczniach idących do Emaus
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Trzecia Niedziela Wielkanocna, rok A
(26 kwietnia 2020)

Czytania: Dz 2,14.22b-32; 1 P 1,17-21
Ewangelia: Łk 24,13-35 ●

Zadziwia nas, że uczniowie znali Jezusa przez tyle lat, chodzili z Nim, znali Jego zapowiedzi dotyczące tego, co się z Nim stanie. A mimo wszystko całkowicie zabrakło im narzędzi do poznania Jezusa – tak bardzo byli pewni, że to niemożliwe, by to był On.

Mogą w tym być bardzo podobni do nas. My też mamy – zazwyczaj od najmłodszych lat – dostęp do tak wielu argumentów przemawiających za prawdziwością Kościoła, naszej wiary. Tak wiele przykładów pięknych postaw, tak wiele argumentów biblijnych, logicznych, związanych ze zdrową doktryną, a nawet naukowych. Tak wiele spotkań z żywym Jezusem. A jednak wątpimy. A jeśli nawet nie wątpimy, to troski o różne kwestie przyziemne odwracają czasem nasze oczy od tego, co naprawdę ważne. Lekceważymy swoją wiarę. Idziemy z Jezusem, ale jakby z kimś obcym. Nie trafia do nas to, co nam mówi.

W osłupieniu czytamy fragment o uczniach idących do Emaus. Myślimy, jak to możliwe: tak dobrze Go znali, szedł z nimi i w zasadzie mówił w swoim stylu. To samo osłupienie towarzyszy zresztą i samym uczniom, gdy już wszystko staje się jasne: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? A jednak Go nie poznali.

Co powoduje, że wreszcie poznali Jezusa? Eucharystia. To właśnie po tym najłatwiej Go poznać. Po tym, że łamie i rozdaje Chleb. Eucharystia, prawdziwe Ciało Jezusa, wyróżnia Kościół. Jest najważniejszym, co dostał od Jezusa. Jak wierzymy, w każdej, nawet najmniejszej widocznej cząstce tego Chleba jest Jezus – żywy Bóg. Pamiętajmy o tym także teraz, w czasie pandemii, gdy go przyjmujemy, by robić to ze czcią. By żadna, nawet najmniejsza cząstka nie upadła z naszej winy na ziemię, by nie została na naszych rękach, nie została wytarta w ubrania. Dość już Jezus wycierpiał na krzyżu; dość cierpi w ludziach chorych, prześladowanych…

Uczniowie szli do Emaus – mieli do załatwienia coś ważnego. Gdy dotarli, mieli przenocować, odpocząć. Kiedy jednak poznali Jezusa, wszystko inne przestało się liczyć. Natychmiast zostawili swoje sprawy i po nocy pobiegli z powrotem do Jerozolimy, by oznajmić innym ze swego grona o tym, co się stało. Jak bardzo spotkanie z żywym Jezusem zmienia życie i priorytety! Takich spotkań z żywym Jezusem – szczególnie na ten okres wielkanocny – sobie i wszystkim Czytelnikom gorąco życzę.

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego, 19 kwietnia 2020 – komentarz do Ewangelii

Spotkać Zmartwychwstałego
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego
(19 kwietnia 2020)

Czytania: Dz 2,42-47, 1 P 1,3-9
Ewangelia: J 20,19-31

Jezus, po dopełnieniu swej misji, obecny jest w braciach przez dar swego Ducha, aby kontynuowali Jego dzieło: by byli świadkami miłości Jego Ojca, który jest też naszym Ojcem.

Po opowiadaniu o pustym grobie i spotkaniu z Marią następuje wizyta Jezusa u Jego uczniów. Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział, że nie zostawi ich sierotami: że powróci, aby dać im swój pokój, radość i uczynić ich swoimi świadkami mocą Ducha. Teraz dotrzymuje słowa. W taki sposób Pięćdziesiątnica, antycypowana już na krzyżu, dokonuje się w sam wieczór Paschy. Ewangelia Jana jest w całości splotem antycypacji i dopełnień tej samej rzeczywistości. Jak w tkaninie naszego życia to, co dzisiaj jest dane, jest zapowiedzią i nasieniem tego, co jutro zakwita i dojrzewa.

W obecności Zmartwychwstałego grób naszych lęków otwiera się na pokój i radość. Słowo, które stało się ciałem w Jezusie i powróciło jako Słowo w Ewangelii, teraz ożywia również nasze ciało. Jego słowo bowiem jest Duchem i życiem.

Uczniowie, chociaż wiedzą, że grób jest pusty, i otrzymali wiadomość od Marii Magdaleny, nie spotkali jeszcze Zmartwychwstałego. Trzeba dojść do spotkania z Nim. Rozdział 20 Ewangelii wg św. Jana przedstawia w sposób stopniowy drogę paschalną. Jest to przede wszystkim szukanie Jezusa w grobie i znalezienie grobu pustym, kontemplowanie znaków jego nieobecnego ciała, dostrzeżenie ich znaczenia i uwierzenie w Niego i w Jego słowa; następnie spotkanie Go, objęcie i otrzymanie misji do przepowiadania Go.

Dobry Pasterz wchodzi do naszego grobu, pokazuje nam ręce i bok, znaki Jego miłości i wydobywa nas z więzienia. Ukrzyżowany nie jest bankrutem pokonanym przez zło. Zwycięzca śmierci jest rzeczywiście pośród nas w swojej chwale. Pokazuje nam rany, z których wypływa nasze zbawienie. Są to te same rany, o których daje świadectwo Ewangelia, abyśmy i my je kontemplowali i dotykali ich. W nich widzimy Pana, z nich płynie pokój przepełniony radością. A tą radością jest nasze zmartwychwstanie.

W ranach tych odkrywamy, jak Bóg umiłował świat. W nich znajdujemy nasze mieszkanie i naszą tożsamość synów: to miłość Ojca, którą dał nam Syn. Ale miłość jest zawsze „misją”: jest relacją, która posyła osobę poza nią samą, do drugiego człowieka. Miłość Ojca i Syna pobudza nas ku braciom, aby i oni ją odkryli i przyjęli.

Abyśmy mogli wypełnić to posłannictwo, Jezus daje nam swoje tchnienie życiowe: życie Boga staje się naszym życiem. To nowy Duch, który zabiera nam serce kamienne i daje serce z ciała, zdolne żyć według słowa Bożego i „zamieszkiwać” ziemię. Duch ten daje nam poznać Pana: „Poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę”.

To Duch Syna czyni nas zdolnymi do życia jako bracia, zwyciężając zło dobrem. Dlatego misja uczniów polega na przebaczaniu grzechów. Przebaczenie wobec braci realizuje na ziemi miłość Ojca. W ten sposób Kościół, sakrament zbawienia dla wszystkich, kontynuuje misję Ewangelii, misję Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.

W tych opowiadaniach o zmartwychwstaniu Jezus stwarza nową wspólnotę, zaczątki nowego stworzenia. Miejscem spotkania jest Wieczernik, gdzie Jezus antycypował dar z siebie; czas to wieczór, gdy wspólnota gromadzi się, aby czynić pamiątkę Pana. Żyjący znajduje się w centrum, ukazując rany swej męki; pokój i radość, które stąd płyną, są owocem Ducha, który uzdalnia uczniów do ich misji pojednania.

Kościół wychodzi z grobu, kontemplując poprzez rany miłość swego Oblubieńca: rodzi się z krwi i wody, z daru życia Jezusa i Jego Ducha, który wysyła Kościół, aby dawał światu świadectwo miłości Ojca przez przebaczenie braciom.

Ewangelia wg św. Jana jest przebogata w swej treści. Zachęcam do samodzielnej lektury i wsłuchiwania się w Boży głos, aby prawdziwie spotkać Zmartwychwstałego.

Ewangelia: J 9,1-41 •
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Zdaje się, że tak niedawno słuchaliśmy podczas Bożego Narodzenia Słowa z Ewangelii św. Jana „na początku było Słowo (…) wszystko zaistniało dzięki Niemu”. Może nawet bezwiednie go słuchaliśmy a oto teraz z całym majestatem Słowa „Światłość świeci w ciemności” (J 1,5), bo nadeszło to Słowo i realizuje się w naszej ludzkiej rzeczywistości na całym globie ziemskim. Słowo – zaraza.

Czytanie Ewangelii św. Jana z czwartej niedzieli Wielkiego Postu 2020 opowiada o spotkaniu Jezusa z człowiekiem niewidomym od urodzenia oraz obfitym dialogu z faryzeuszami, którzy generalnie prezentują pogląd: nie będziesz mnie pouczał.

 

Bóg przychodzi globalnie, ale dotyka nas indywidualnie.

Niewidomy świat, niewidomi ludzie. Podążają w ciemności do nicości, omija ich piękno stworzenia, piękno tworzenia, piękno kochania. To, co było zamysłem Stwórcy, a więc szczęście człowieka zbawionego od jego grzechów, przestało w skali ludzkości być Światłem.

Potrzebują uleczenia – rzekło Słowo.

Tak więc „gdy szedł Jezus, spostrzegł człowieka niewidomego od urodzenia”, aby w nim, czyli w tobie i we mnie, objawiła się Chwała Boża, więc nakłada błoto zmieszane z życiodajna śliną na jego powieki.

Ten gest jest raczej nieprzyjemny i jeszcze bardziej wzmaga frustrację, bo mieć błoto w tym czułym miejscu twarzy, a do tego nie mieć jeszcze pojęcia, w jakim iść kierunku, aby obmyć się w sadzawce Siloe – uff, okropne uczucie! Gdzie jej szukać, będąc ślepym?

Ta woda z Siloe (oznacza „posłany”) ma moc otwierania oczu.

Kto został posłany do ludzkości? Kto przyniósł nam zwycięstwo nad śmiercią?

 

Dlatego dzisiaj nasze oczy są obkładane błotem niewygody, strachu, zamknięcia, samotności, bezradności i to dotyczy wszystkich ludzi na całym świecie, nie tylko ciebie, uwięzionego w małym mieszkanku na siódmym piętrze.

To jest potężne Słowo Boga dla nas dzisiaj, to zbawiające polecenie: idź do sadzawki chrztu, obmyj się, a otworzą się twoje oczy, nabierz Ducha. Ducha odwagi, który pozwala dialogować z nieprzyjaciółmi faryzeuszami, pozwala ci być wreszcie szczęśliwym, bo mówi psalm: „szczęśliwy człowiek, który mówi prawdę”.

Prawda jest taka, że umrzesz na pewno! Ale możesz mieć widzące oczy miłości, oczy błogosławiące swoje życie i wspaniałomyślne dary Boga. Możesz czuć radość i wdzięczność za swoją historię, możesz wreszcie uwolniony od współczesnej ślepoty wyszeptać: „Panie, już by starczyło”.

Idź zatem po zapomniane dary chrztu świętego, one tam czekają na twoje „tak”, na świadomą zgodę; jak mówi dzisiaj Jezus: „Dopóki trwa dzień, konieczne jest, abyśmy spełniali dzieła Tego, który mnie posłał”.

Tylko po czym poznam, że trwa dzień, skoro jestem niewidomy? Z pomocą całej – podkreślam: całej – ludzkości, która obecnie uświadamia sobie swoją dotychczasową ślepotę, abyś czuł solidarność z wszystkimi pogrążonymi w ciemności i cieniu śmierci, abyś nie lękał się tej zarazy, lecz przyjął jako znak i szansę dla własnego indywidualnego nawrócenia, a ocaleją narody.

Rozsypuje się dotychczasowy świat, lecą kolejne cegły wieży Babel, wszystko będzie inne, gdy otworzą się wasze oczy, zatem błoto, które dzisiaj czuję, niech wyzwoli we mnie pragnienie obmycia się we Krwi Baranka.

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu, 15 marca 2020 – komentarz do Ewangelii

VIEWS: 34

Woda Chrystusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu (15 marca 2020)
Czytania: Wj 17, 3-7, Rz 5, 1-2. 5-8
Ewangelia: J 4, 5-42

Pragnienie jest jedną z oznak życia. Bez wody życie zarówno zwierząt, jak i roślin byłoby niemożliwe. W krajach o gorącym i suchym klimacie pragnienie może stanowić także zjawisko dosyć dokuczliwe, jednak mimo wszystko pozostaje przejawem życia, które broni się przed śmiercią.

Samarytanka całkiem słusznie dziwi się obietnicy danej przez Jezusa. Mówi On jak mędrcy wschodni, stosując wyobrażenia i zakładając, iż na początku Jego słuchacze pojmą je na sposób materialny, dosłownie, aby następnie stopniowo doprowadzić ich do zrozumienia duchowego. Picie i dalsze odczuwanie pragnienia jest właściwym przykładem na życie duchowe, którego rytm uwarunkowany jest przez te dwa momenty. Zresztą nawet samo życie podzielone zostaje na tysiące chwil, które następują jedna po drugiej. Niestety często owe chwile bywają sprzeczne ze sobą, wówczas doświadczamy stanu wewnętrznego konfliktu. Jak bardzo chcielibyśmy już teraz przeżywać w nas samych i wewnątrz naszych relacji ostateczny pokój i piękno! Chrystus obiecuje nam, iż to się ziści, ale nie tutaj na ziemi, lecz w życiu wiecznym, które nie jest, jak niektórzy sobie wyobrażają, „długim czasem”, lecz wręcz przeciwnie, „czasem całym”, „pełnym”, stałą obecnością piękna, dobra i szczęścia.

Samarytanka wyraża swoją wolę w sposób prosty, słowami, które jako pierwsze przychodzą jej do głowy. W czasach, kiedy nie było jeszcze wodociągów, jednym z codziennych obowiązków każdej kobiety było przynoszenie wody. Niestety studnie, tak jak owa studnia Jakuba, która istnieje aż po dzień dzisiejszy, położone były w znacznej odległości od miasta. Gdyby pragnienie nie istniało, wówczas kobietom zostałby oszczędzony ten wielki wysiłek. W znaczeniu metaforycznym brak pragnienia odpowiada takiemu stanowi ducha, w którym czujemy się w pełni zadowoleni, kiedy osiągnęliśmy już wszystko, czego sobie życzyliśmy. Jest to jednak możliwe jedynie w ograniczonym wymiarze. Czasami zdarza się, iż otrzymujemy to, na co czekaliśmy od dłuższego czasu. Wówczas mówimy z satysfakcją: „Teraz mam już wszystko”. Jednak owo „wszystko” jest najwidoczniej bardzo ograniczone i ulotne, i z czasem zaczyna nas nużyć. „Serce nie zazna spokoju – pisze święty Augustyn – póki nie spocznie w Tobie”. Ponieważ dusza ludzka jest nieśmiertelna, jej pragnienie jest nieskończone i dlatego też nie może zatrzymać się na czymś, co jest jedynie tymczasowe. Chrystus, Człowiek i Bóg, może obiecać nam, iż zaspokoi nasze pragnienie. W tym życiu czyni to jednak, nie mając na celu samego zadowolenia człowieka, lecz to, aby człowiek wzrastał i osiągnął nieskończoną wielkość.

Woda jest tematem pieśni, wierszy, refleksji… Bez wody nie byłoby życia. Widać to wyraźnie w państwach cierpiących na suszę: tam, gdzie woda nie dociera, zaczyna się pustynia.

Filozof Tales z Miletu mawiał, iż wszystko bierze swój początek z wody. Jest to dość naiwne stwierdzenie. Znacznie lepszą jest refleksja świętego Cyryla z Jerozolimy, który mówi o ogrodzie ze studnią. Jego woda służy do zraszania wszystkich kwiatów. Woda jest bezbarwna, jednak w lilii przybiera kolor biały, w róży czerwony, w fiołku – fioletowy. Każdy kwiat posiada swój charakterystyczny piękny kolor, zaś woda potrzebna mu jest, aby ten kolor mógł się zrealizować. U świętego Cyryla wyobrażenie ogrodu staje się obrazem łaski Chrystusa, Ducha Świętego wlanego do naszych serc, w których staje się źródłem umożliwiającym zrealizowanie wszystkich talentów, jakimi Bóg nas obdarzył, abyśmy umieli żyć, a zwłaszcza abyśmy osiągnęli życie wieczne. Jakiego koloru będą nasze kwiaty? To zależy już od osobistego powołania, dla wszystkich jednak przygotowane zostało miejsce w ogrodzie Boga.

II Niedziela Wielkiego Postu (A), 8 III 2020 – komentarz do Ewangelii

Obłok
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Ewangelia: Mt 17,1-9 ●

Już teraz rozumiem miłosierdzie Twoje, które mnie osłania jak obłok świetlany.
św. Siostra Faustyna

TransfigurationraffaeloW Ewangelii jest mowa o obłoku, który pojawił się na Górze Tabor. Wczoraj w Dębowcu rozpoczęły się rekolekcje dla małżonków. Małżeństwa, przedstawiając się, mówiły, że jadąc, zobaczyły nad sanktuarium obłok.

Obłok w Biblii oznaczał miejsce obecności Boga – Szekina. Rabbi Reisz-Lakisz powiada, że Bóg spowity jest w siedmiu wspaniałych obłokach. Obłok unosił się nad namiotem Sary. Izraelitom, idącym przez pustynię, obłok wskazywał kierunek marszu i miejsce postoju. Kiedy się zniżył, oznaczało to, że trzeba się zatrzymać. Kiedy unosił się w górę – że trzeba ruszyć w drogę (por. Wyj 13, 21-22). W Dziejach Apostolskich czytamy, że przy wniebowstąpieniu Jezusa obecny też był obłok (por. 1, 9-11). Obłok przedstawia rzeczywistość duchową.

 

Obłok z Góry Moria

Istnieje midrasz mówiący o obłoku, który „spoczywa na górze”. Ten midrasz przypomina rozmowę Abrahama z synem tuż przed złożeniem Izaaka w ofierze na górze Moria. Abraham podniósł wzrok i ujrzał górę, której szczyt skrywała chmura i nabrał pewności, że jest to miejsce wybrane przez Boga. To jest łaska zobaczyć coś więcej niż tylko górę! Więcej zobaczyli Abraham i Izaak. Słudzy natomiast widzieli tylko górę, dlatego pozostali z osłami. Tylko Abraham i jego syn widzieli obłok, spoczywający na górze – i tylko oni poszli dalej w duchową wędrówkę na szczyt. To właśnie na tej górze – tuż przed złożeniem ofiary z Izaaka – Abraham usłyszał głos: „Abrahamie, Abrahamie… nie podnoś ręki na chłopca” (Rdz 22, 12).

To, co się wydarzyło na tej górze, Abraham zapamięta na całe życie. Ono wewnętrznie go przemieniło. Schodził z niej już jako inny człowiek – przemieniony.

 

Obłok z Góry Tabor

Podobne doświadczenie mają Piotr, Jakub i Jan. Także oni, będąc z Jezusem na szczycie góry, przeżyli wydarzenie duchowe, doświadczenie wiary. Zobaczyli Jezusa przemienionego, w chwale! Jeśli ktoś z nas miał podobne doświadczenie objawienia się Jezusa w swoim życiu, to podobnie jak apostołowie nie wie, co należy mówić. Podobnie jak Abraham i oni zobaczyli obłok, osłaniający ich, a później usłyszeli głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Piotr, Jakub i Jan już nie są tymi samymi ludźmi, którzy wchodzili na górę. Przeżycie na górze i ujrzenie Jezusa w chwale pozostawia w nich ślad. Schodzą już inni… Mają „pamiątkę” wiary, tak jak wcześniej Abraham czy Jakub z nocnego zmagania.

 

Obłok z Góry La Salette

Kiedy bywam na La Salette jako kapelan to często widzę unoszący się obłok nad tą górą, gdzie objawiła się Płacząca Maryja. Przybywający pielgrzymi są poruszeni. Cisza i samotność ich dotyka. Wielu z nich żałuje, że są tylko przejazdem, albo tylko jeden dzień, chcieliby pozostać dłużej… W tym zachwycie są podobni do Piotra i chcieliby rozbić namiot na kilka dni – tak im tu dobrze.

Bóg nas wyprowadza w górę, aby nam się objawić – tak jak Abrahamowi czy apostołom, ale wyprowadza nas także, aby nas przemienić. Bóg objawia swoją chwałę, aby przemienić nasze serce i nasze życie.

Pewnego dnia podeszła do mnie kobieta i powiedziała: Jestem właścicielką sklepu. Handluję także w niedzielę, ale słuchając dziś Orędzia Pięknej Pani, postanawiam, że po powrocie do domu mój sklep w niedzielę będzie zamknięty. Bóg ją dotknął, przemówił do niej na tej górze w jej obłoku. Zjedzie z tej góry z doświadczeniem usłyszenia głosu. Jest podobna do Abrahama i uczniów! Na zawsze zapamięta ten głos! Ona schroniła się w obłoku obecności Maryi.

Jakże piękny jest obłok Pana w naszym życiu. W nim nie czujemy się jak we mgle. Obłok Pana to światło, to miłosierdzie, to kierunek, w którym mamy iść.

I Niedziela Wielkiego Postu (A), 9 III 2014 – komentarz do Ewangelii

Słuch absolutny
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu, rok A
(9 marca 2014)
Czytania: Rdz 2, 7-9; 3, 1-7; Rz 5, 12-19
Ewangelia: Mt 4, 1-11  ●

„Pokusa wcale nie jest złem, ale wstępnym warunkiem zwycięstwa”.
św. Augustyn

Czytam Słuch absolutny, wywiad-rzekę z Andrzejem Szczeklikiem. Jej tytuł stał się pewną inspiracją do zamyślenia nad Ewangelią o kuszeniu Jezusa.

Mówimy czasem, że ktoś ma słuch absolutny. Mówiąc najprościej – posiada rozszerzoną skalę słuchu (tzn. rozpoznaje kilka dźwięków równocześnie).

A jaki słuch miał Jezus? Jakie miał ucho? Jak słuchał i jak słyszał? Ewangelie nic o tym wprost nie mówią. Nie wiemy, czy był muzykalny, czy chodząc drogami Galilei i ścieżkami Judei podśpiewywał lub wygwizdywał jakieś melodie…

Pewnie te pytania brzmią śmiesznie zwłaszcza dla tych, co mnie znają i wiedzą jak śpiewam. Ja i słuch… Siostra Małgorzata Chmielewska napisała na swoim blogu: „Mam tak samo absolutny brak słuchu, jak inni mają słuch absolutny. Mogę tylko dawać posłuch. Oby dobrym myślom”. Mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać i powiedzieć: to moje!

W wierze słuchem absolutnym jest dar rozróżniania dźwięków pochodzących od Boga i dźwięków pochodzących od diabła. Nazywany to darem rozeznania.

Pokusa chleba

Pustynia, czterdzieści dni i czterdzieści nocy bez chleba i wody… Jezus czuje głód, który dosłownie boli… I słyszy: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedzżeby te kamienie stały się chlebem”. Znał Jezus doskonale kamienie Pustyni Judzkiej, tak bardzo przypominające swoim kształtem chleby… Co za diabelski spryt. Działanie na wyobraźnię. Zły doskonale wie, że kiedy jest pusty żołądek, to oczy zjadłyby dosłownie wszystko! Mówi się, że okazja czyni złodzieja. A co z nami może czynić głód? W książce Inny Świat Gustaw Herling-Grudziński napisał: „Nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i z bólu”.

Jezus odpowiada bardzo prosto: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. A nam się zdaje, że tylko chlebem, że on najważniejszy, że gospodarka najważniejsza, że pełna lodówka musi być… Nie tym się zaspokaja głód, który mamy w sobie! Parafrazując klasyka, trzeba powiedzieć: głupcze! Słowo Boga!

Sukces!

Miasto Święte, tłumy, skok na bungee bez żadnej kontuzji, aniołowie i spektakularny sukces!

Wygrać! Absolutnie nie mogę przegrać… Nie mogę zaakceptować mojej historii. Chcę, żeby się realizował mój plan na życie.

Jeden z naszych księży mawiał, że kura by wygrała, gdyby karty miała. Wszyscy jesteśmy karciarzami. Każdy chce trzymać karty swojego życia we własnych dłoniach. Decydować o każdej z nich każdego dnia i w każdym wydarzeniu. Być graczem swojego życia. Tak dajemy się oszukać. Dużo jest prawdy w tej myśli o kurze. Czyżby była mądrzejsza od nas? Wygrać, odnieść sukces… Absolutnie nie mogę przegrać! Muszę być jak Bóg!

Paradoks ewangelii objawia się w tym, że porażka może być sukcesem, przegrana zwycięstwem, a bankructwo zamieni się w bogactwo! Pycha nie pozwala nam wejść w taką logikę myślenia i działania. Nie!

„Aniołom swoim rozkaże o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Nie dajmy się zwieść… bo „Diabeł cytuje Pismo Święte dla własnych celów”, jak napisał Szekspir.

Władza i pieniądze

„Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Święci pustelnicy mówią, że na pustyni wychodzą z człowieka demony, zwłaszcza demon władzy i pieniędzy.

A wtedy, podpowiada mi intuicja, Jezus zaśpiewał: SZEMA IZRAEL!

A później po Nim, aż po dziś, wielu odpowiada – jak dla przykładu święta Teresa od Jezusa – Bóg sam wystarczy!

Tak wiele razy doświadczyłem w moim życiu porażek diabła… Nieprawdaż, że cudowne jest, kiedy aniołowie są przy nas i nam usługują?

Zakończenie

Odpowiedzi Jezusa świadczą o Jego absolutnym słuchu! Oby Pan dał nam ten dar. Abyśmy nie dali się oszukać. Diabeł to kłamca, a kłamstwo prowadzi do śmierci, nigdy ku życiu!

Dziś rozmawiałem z Zofią, którą wielu nazywa dobrym aniołem. Powiedziała mi: „Kiedy ktoś czyta Słowo Boże czy głosi homilię, to słyszę… wiarę!” To jest słuch absolutny, pomyślałem.

Święta

Czwartek, XIX Tydzień zwykły
Rok A, II
Dzień Powszedni albo wsp. św. męcz. Poncjana, papieża, i Hipolita, prezb.

Sonda