Dzisiaj jest

czwartek,
28 maja 2020

(149. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
10786005

Wyszukiwanie

Wniebowstąpienie Pańskie (A), 24 V 2020 – komentarz do Ewangelii

„Chrystus Pan w niebo wstępuje; niech się wierny lud raduje!”
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Wniebowstąpienie Pańskie, rok A (24 maja 2020)
Czytania: Dz 1,1-11; Ef 1,17-23
Ewangelia: Mt 28,16-20 ●

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

Chrystus Pan w niebo wstępuje;
niech się wierny lud raduje!
Na cześć Jego zawołajmy,
chwałę Panu zaśpiewajmy:
Alleluja, alleluja.
(…)
Miejsce nam gotuje w niebie,
chcąc nas wszystkich mieć u siebie;
niebaśmy już dziedzicami,
porównani z Aniołami.
Alleluja, alleluja.

Piękna jest ta tradycyjna pieśń religijna, której dwie wybrane strofy tutaj przytoczyłem. Przypomina coś, o czym niekiedy zapominamy – że Wniebowstąpienie to (podobnie jak Zmartwychwstanie i Zesłanie Ducha Świętego) święto, które tchnie radością. To nie – jak mogłoby się wydawać – pożegnanie Pana Jezusa, ale moment Jego wywyższenia, objawienia Jego chwały. „Niechaj ustępuje trwoga, mamy Zbawiciela Boga!” – jak śpiewamy w dalszym fragmencie tej pieśni. Warto przy dzisiejszej okazji rozważyć sobie tekst tej pieśni w całości.

Podobną wymowę ma śpiewany dziś w liturgii Psalm 47:

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

W Ewangelii z poprzedniej niedzieli także czytaliśmy o tym, że my jako wierzący powinniśmy się cieszyć wstąpieniem Chrystusa do Ojca, to odejście przynosi bowiem dwojaki skutek: po pierwsze zesłanie Ducha Prawdy, Adwokata, Pomocnika, na którego czekamy; po drugie nasze zjednoczenie z Jezusem i Ojcem.

Nie zostawię was sierotami. Przyjdę do was. Jeszcze chwila, a świat nie będzie już Mnie widział. Ale wy Mnie widzicie; ponieważ Ja żyję, i wy żyć będziecie. W owym dniu poznacie, że Ja jestem w Ojcu moim, a wy we Mnie i Ja w was.

Nie bez powodu zaraz po zakończeniu świąt związanych z Paschą obchodzimy niedzielę Trójcy Świętej.

Pochylając się już ściśle nad Ewangelią z Wniebowstąpienia, trzeba zwrócić uwagę na ostatni nakaz otrzymany od Jezusa przez uczniów i rodzący się Kościół:

  • nauczanie,
  • udzielanie chrztu,
  • uczenie zachowywania wszystkiego, co Jezus przekazał.

To takie punkty do rachunku sumienia – przede wszystkim dla hierarchii Kościoła, dla biskupów. Ale także dla księży, którzy oddali życie Jezusowi. A w szerszej perspektywie i dla nas, świeckich, bo przecież każdy z nas na jakimś odcinku ponosi odpowiedzialność za wiarę innych. Szczególnie w stosunku do swoich dzieci, ale także względem tych, z którymi na co dzień żyjemy lub się spotykamy. Zachowanie wierności tym trzem zaleceniom jest gwarancją obecności Jezusa z nami aż do skończenia świata.

Na koniec, jak to czasami czyniliśmy na naszej stronie już w poprzednich latach, chcę wyrazić żal, że w Polsce od kilkunastu lat Wniebowstąpienie obchodzimy w niedzielę, a nie w swoim klasycznym miejscu we czwartek (jak np. w Rzymie). Zakłóca nam to nieco cykl paschalny. Nie odliczamy prawdziwych 40 dni od Zmartwychwstania. Powoduje kłopot z umiejscowieniem Dni Krzyżowych (dlaczego nie od czwartku do soboty?). Brakuje też w liturgii Niedzieli po Wniebowstąpieniu Pańskim z bogactwem jej przesłania i podprowadzeniem ku Zesłaniu Ducha Świętego. Może warto częściej wspominać o tym w kazaniach, bo to poszerza świadomość religijną wiernych.

Szósta Niedziela Wielkanocna, 17 maja 2020 – komentarz do Ewangelii

VIEWS: 36

Umiłować Jezusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Najswietsze-Serce-Pana-Jezusa-1Szósta Niedziela Wielkanocna (17 maja 2020)
Czytania: Dz 8, 5-8.14-17, 1 P 3, 15-18
Ewangelia: J 14, 15-21

„Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę”. Te słowa są jak klamra otwierająca i zamykająca dzisiejszą Ewangelię.

Miłość Jezusa, Pana, stanowi centrum chrześcijaństwa. Jest wypełnieniem przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga twego, z całego swego serca, z całej swej duszy, ze wszystkich swoich sił”. Teraz uczniowie są w stanie Go już miłować. Widzieli, że On ich miłuje całym swym sercem i wszystkimi swymi siłami. Stał się ich sługą i oddał za nich życie, mimo że się Go zaparli i Go zdradzili. On pozostaje nam wierny i miłuje nas miłością odwieczną. Nasza miłość do Niego jest odpowiedzią na Jego miłość do nas, który pragnie, abyśmy byli podobni do Niego. Miłować oznacza konkretnie przyjąć Jego słowo i żyć nim.

W dzisiejszej Ewangelii uczniowie są w sytuacji, kiedy za kilka godzin Jezus ofiaruje swoje życie. Jest pożyteczną rzeczą dla nas, aby odszedł. Właśnie w ten sposób przygotuje nam miejsce i otworzy drogę prawdy i życia, abyśmy byli tam, gdzie On jest. Dlatego wraz z Ojcem posyła nam Pocieszyciela.

Nie pozostawia nas samymi – jeśli Go miłujemy, nosimy Go w sercu, a On mieszka w nas. Jest to Jego definitywny powrót do nas. Przez swoje odejście rozpoczyna swoją nową obecność, nowe i wieczne przymierze obiecane przez proroków. Temat przymierza stanowi podłoże dla mowy pożegnalnej Jezusa. Chociaż nigdzie nie jest wyraźnie wspomniane, opisane jest za pomocą swych cech charakterystycznych: miłości i zachowania Słowa, obecności i immanencji wzajemnej, daru Ducha i nowego serca.

Te słowa Jezusa trudne są do wyjaśnienia, gdyż są proste jak woda i chleb: zna je ten, kto ich kosztuje. Podają one to, co stanowi każdą pozytywną relację między osobami: miłość i zachowanie słowa, trwanie i widzenie, życie i poznanie, okazywanie i mówienie, wspominanie i nauczanie, pokój i radość. Określenia są powiązane ze sobą. Kto bowiem miłuje, zachowuje słowo, mieszka z Nim; a zatem widzi Go, żyje Nim i zna Go. Słowo głoszone i wspominane, które Go objawia, jest dla niego źródłem pokoju i radości.

Tkanką łączącą tekst jest słowo „miłować” powtórzone w dzisiejszej Ewangelii aż pięć razy. Słowo to opisuje relację ucznia z Jezusem i z Ojcem. Miłość Jezusa wprowadza nas w nowe przymierze, ustanawiając relację z Bogiem opartą na Jego ojcowskiej miłości, którą Syn przyszedł nam przekazać. Bóg nie jest już daleki: jest z nami i przy nas, co więcej – w nas poprzez Ducha napełniającego nas swym poznaniem i czyniącego z nas swoje mieszkanie. Odejście Jezusa jest uwielbieniem Syna Człowieczego i każdego człowieka.

Cała mowa ukazuje, jaki jest owoc miłości Jezusa: zjednoczenie z Nim, Synem, wprowadza nas w relację z Ojcem i sprawia, że żyjemy ich miłością. Miłość Jezusa to zachowywanie Jego słowa, które daje nam Ducha prawdy. Jeśli nawet Jezus odchodzi, to ten, kto Go miłuje, widzi Go, gdyż ma udział w Jego życiu.

Jezus jest Panem, który nas miłuje: miłość Jego jest przykazaniem, które czyni nas podobnymi do Niego.

Kościół rodzi się z miłości Jezusa do niego, która to miłość Kościoła staje się miłością do Jezusa. Nie chodzi tu o jakieś nieokreślone uczucie, ale o poznanie i zachowywanie słów Jezusa.

V Niedziela Wielkanocna (A), 10 V 2020 – komentarz do Ewangelii

Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę». Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?» Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście». Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy». Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca?” Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię (J 14, 1-14).

Abba, Tatusiu!
Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS •
Piąta Niedziela Wielkanocna, rok A (10 maja 2020) •

Bóg kocha nas bardziej niż najlepszy ojciec, niż najbardziej kochająca matka.
Wystarczy, abyśmy z sercem dziecka się poddali i zawierzyli Jego woli.

św. Jan Vianney

W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy wspomina Ojca. Apostoł Filip mówi wprost: „Pokaż nam Ojca”. Kim jest i jaki jest nasz Bóg Ojciec, dowiadujemy się od Jezusa, który nam powiedział o Nim słowami i ukazał Go czynami.

Ojciec daje życie

Kończę czytać książkę „Mnich z Wall Street”, która jest zapisem drogi duchowej Henry’ego Qinsona, młodego bankiera, przed którym rysowała się zawrotna kariera i ogromne pieniądze, a który porzuca wszystko, aby pójść za głosem powołania. Odnalazł w Bogu Ojca i tak o Nim pisze:

„Zaprawdę, moi widzialni rodzice – mój ziemski ojciec i moja ziemska matka – są dla mnie siostrą i bratem. Mój Abba z nieba po prostu powierzył mnie im na jakiś czas. Moi metrykalni rodzice są jedynie współpracownikami Tego, z którego naprawdę się narodziłem – to niesamowite! Narodziłem się z Boga, mojego prawdziwego Taty, przez Kościół – który jest moją prawdziwą matką. Tak, moi ziemscy rodzice to tylko rodzice adopcyjni: otrzymali mnie od Taty, mojego Abba”.

Ostatnio jeden ze współbraci saletynów powiedział na kazaniu, że kiedy był już księdzem, wtedy jego matka powiedziała, że nie był dzieckiem planowanym. Może ktoś z nas urodził się podobnie… To, czy byliśmy planowani, czy nie, chciani czy nie – to nie ma większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że Bóg mnie zaplanował, że On mnie chciał, że mnie pragnął.

Bóg Ojciec jest tym, który dał mi życie. On daje prawdziwe życie, które jest życiem w Bogu.

Czy modliłem się kiedyś, mówiąc do Boga Tatusiu?

Nie jest to proste, zwłaszcza dla kogoś, kto nie miał ojca albo był zraniony przez ojca… Może być ktoś, kto w ogóle nie wie, co znaczy być ojcem, bo ojciec to jest puste słowo… Abp Józef Michalik w książce „Raport o stanie wiary” przytacza rozmowę z klerykiem, który w ogóle nie znał swojego ojca:

„Ojciec nie istniał w naszym domu, ale mama nigdy o nim źle nie mówiła”. Pytam go więc: „A czy ty się modlisz za swojego ojca?”. Na co on odpowiada: „Ojciec to jest dla mnie puste słowo”. „Ale dzięki niemu masz przecież życie. Byłeś owocem, być może zagubionej, zaplątanej, słabej, ale miłosnej relacji”.

Zadaniem ojca ziemskiego jest pomóc dziecku odkryć Ojca w niebie, że to On jest jedynym Ojcem!

Kto z nas nie pamięta św. Franciszka, który po wydziedziczeniu przez ojca, zdjął z siebie ubranie i publicznie wyznał: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”.

Ojciec kocha

Być ojcem, to znaczy kochać i dawać siebie. U proroka Jeremiasza czytamy, że Bóg umiłował nas odwieczną miłością (por. Jer 31,3). On mnie kochał, kiedy nikt jeszcze mnie nie kochał. On mnie znał, kiedy jeszcze nawet moi rodzice biologiczni mnie nie znali.

Jest to Ojciec, który wszystkie dzieci kocha jednakowo, jest dobry dla dobrych i złych, kocha, nie żądając niczego w zamian.

Rembrandt przeniósł przypowieść o Synu Marnotrawnym na płótno i ukazał ojca, który ma dwie różne dłonie: jedna jest kobieca, a druga męska. Taki jest Ojciec Bóg. Jest w Nim jednocześnie miłość matki i ojca. On wybiega wzruszony i przygarnia syna do siebie. Wystarczy tylko wołać: Ojcze, Tatusiu…

Jezus mówił, że mamy być jak dzieci. Ale nie chodzi tu o dziecko kilkuletnie. Mamy być jak niemowlę, które we wszystkim jest całkowicie zależne od ojca. Mam być takim dzieckiem, które opiera swoje życie w Bogu Ojcu!

Są ludzie, którzy boją się Boga, bo popadli w wielkie grzechy i zachowują się jak Adam i Ewa – chowają się i wstydzą. Nie muszą się bać Boga. On jest ich Tatusiem!

Ojciec wychowuje

Ojciec w życiu dziecka jest osobą najważniejszą. On daje poczucie bezpieczeństwa i jest autorytetem. Ukazuje, jak żyć, wskazuje na to, co w życiu jest najważniejsze, i pokazuje cel życia. Dziecko ufa ojcu, uczy się od niego i go naśladuje.

Jezus w słowach i dziełach objawił nam Boga Ojca. Pokazał, że kocha grzeszników, przebacza zdrajcy, nie oddaje złem za zło, daje siebie, że jest miłosierny, współczujący… Jezus, głosząc Słowo, dał nam poznać ścieżki i drogi Boga (por. Ps. 25,4). Objawił nam Nowe Przykazanie.

Stajemy się synami i córkami Ojca w niebie wtedy, kiedy wierzymy w Jego Słowo, kiedy żyjemy Słowem. Wtedy otrzymujemy „ducha przybrania za synów, w którym możecie wołać «Abba, Ojcze!»” (Rz 8,15).

Mój Ojciec jest w niebie i dlatego mój prawdziwy dom jest w niebie! Tu na ziemi jestem tylko chwilowo, jestem w podróży. Nie zadomawiam się w tym świecie, bo nie jestem z tego świata.

IV Niedziela Wielkanocna (A), 3 V 2020 – komentarz do Ewangelii

Czułość i bliskość Jezusa
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna, rok A
(3 maja 2020)

Czytania: Dz 2,14a.36-41; 1 P 2,20b-25
Ewangelia: J 10,1-10 ●

Uderzająca w dzisiejszym opisie ewangelicznym, podobnie zresztą jak w wielu innych fragmentach Ewangelii Janowej, jest czułość relacji Jezusa i tych, którzy w Niego wierzą, oraz ich – a właściwie… nasza – niesamowita wzajemna bliskość.

„Woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają” – można to czytać raz, drugi, trzeci… za każdym razem z wielkim wzruszeniem. Bo dobrze wiemy, że to my jesteśmy tymi owcami, które Jezus chce prowadzić, które znają Jego głos. Jakże bliscy jesteśmy Jezusowi – On zna nasze imiona, zna nas osobiście, zależy mu nas.

W niedzielę między czytaniami słuchamy Psalmu 23: „Pan jest moim pasterzem…”, ale mnie ten fragment Ewangelii Janowej natychmiast podsuwa skojarzenie z Psalmem 139, który można by śmiało określić rozwinięciem wskazanych wersetów:

Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.
Zbyt dziwna jest dla mnie Twa wiedza,
zbyt wzniosła: nie mogę jej pojąć (w. 1b-6).

Ten motyw bliskości Boga i człowieka pojawia się zresztą jeszcze nie raz w Ewangelii Janowej. W Modlitwie Arcykapłańskiej (rozdział 17) Jezus modli się: „Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno” (w. 20-21a). Powołaniem człowieka wierzącego jest tak głęboka więź z Chrystusem, jaką Chrystus ma z Ojcem. Gdy czytamy to ze zrozumieniem, możemy otworzyć szeroko usta ze zdumienia i zachwycić się tym zaufaniem, jakim On nas obdarza.

Podobne jest też przesłanie mowy pożegnalnej Jezusa: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. (…) Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie” (14,15.21). Wszystko jest zakorzenione w miłości – miłości wzajemnej Jezusa z Ojcem i, analogicznej do niej, Boga z człowiekiem.

Sedno dzisiejszego fragmentu ewangelicznego wyraża się w stwierdzeniu, że Jezus chce być naszym Pasterzem po to, by doprowadzić nas do zbawienia. Bo nie ma innej drogi do Domu Ojca niż droga przez Jezusa.

„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce” – czytamy w kolejnych słowach Ewangelii o Dobrym Pasterzu. Do nich podprowadza cała perykopa wybrana przez Kościół na Niedzielę Dobrego Pasterza w roku A. Powodem i motorem napędowym każdego działania Jezusa jest miłość do człowieka i jego dobro – dobro wieczne, zbawienie.

W Niedzielę Dobrego Pasterza pamiętajmy też o modlitwie za naszych pasterzy – biskupów. Ale także za duszpasterzy – księży. I za wszystkich tych, którzy przewodzą innym w różnych dziedzinach życia. Nie zapominajmy, że takimi przewodnikami wielu z nas może się stawać w swoich domach – dla własnych dzieci. Módlmy się, by więcej było pasterzy, przewodników na wzór Jezusa.

III Niedziela Wielkanocna (A), 26 IV 2020 – komentarz do Ewangelii

W osłupieniu czytamy fragment o uczniach idących do Emaus
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Trzecia Niedziela Wielkanocna, rok A
(26 kwietnia 2020)

Czytania: Dz 2,14.22b-32; 1 P 1,17-21
Ewangelia: Łk 24,13-35 ●

Zadziwia nas, że uczniowie znali Jezusa przez tyle lat, chodzili z Nim, znali Jego zapowiedzi dotyczące tego, co się z Nim stanie. A mimo wszystko całkowicie zabrakło im narzędzi do poznania Jezusa – tak bardzo byli pewni, że to niemożliwe, by to był On.

Mogą w tym być bardzo podobni do nas. My też mamy – zazwyczaj od najmłodszych lat – dostęp do tak wielu argumentów przemawiających za prawdziwością Kościoła, naszej wiary. Tak wiele przykładów pięknych postaw, tak wiele argumentów biblijnych, logicznych, związanych ze zdrową doktryną, a nawet naukowych. Tak wiele spotkań z żywym Jezusem. A jednak wątpimy. A jeśli nawet nie wątpimy, to troski o różne kwestie przyziemne odwracają czasem nasze oczy od tego, co naprawdę ważne. Lekceważymy swoją wiarę. Idziemy z Jezusem, ale jakby z kimś obcym. Nie trafia do nas to, co nam mówi.

W osłupieniu czytamy fragment o uczniach idących do Emaus. Myślimy, jak to możliwe: tak dobrze Go znali, szedł z nimi i w zasadzie mówił w swoim stylu. To samo osłupienie towarzyszy zresztą i samym uczniom, gdy już wszystko staje się jasne: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? A jednak Go nie poznali.

Co powoduje, że wreszcie poznali Jezusa? Eucharystia. To właśnie po tym najłatwiej Go poznać. Po tym, że łamie i rozdaje Chleb. Eucharystia, prawdziwe Ciało Jezusa, wyróżnia Kościół. Jest najważniejszym, co dostał od Jezusa. Jak wierzymy, w każdej, nawet najmniejszej widocznej cząstce tego Chleba jest Jezus – żywy Bóg. Pamiętajmy o tym także teraz, w czasie pandemii, gdy go przyjmujemy, by robić to ze czcią. By żadna, nawet najmniejsza cząstka nie upadła z naszej winy na ziemię, by nie została na naszych rękach, nie została wytarta w ubrania. Dość już Jezus wycierpiał na krzyżu; dość cierpi w ludziach chorych, prześladowanych…

Uczniowie szli do Emaus – mieli do załatwienia coś ważnego. Gdy dotarli, mieli przenocować, odpocząć. Kiedy jednak poznali Jezusa, wszystko inne przestało się liczyć. Natychmiast zostawili swoje sprawy i po nocy pobiegli z powrotem do Jerozolimy, by oznajmić innym ze swego grona o tym, co się stało. Jak bardzo spotkanie z żywym Jezusem zmienia życie i priorytety! Takich spotkań z żywym Jezusem – szczególnie na ten okres wielkanocny – sobie i wszystkim Czytelnikom gorąco życzę.

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego, 19 kwietnia 2020 – komentarz do Ewangelii

Spotkać Zmartwychwstałego
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego
(19 kwietnia 2020)

Czytania: Dz 2,42-47, 1 P 1,3-9
Ewangelia: J 20,19-31

Jezus, po dopełnieniu swej misji, obecny jest w braciach przez dar swego Ducha, aby kontynuowali Jego dzieło: by byli świadkami miłości Jego Ojca, który jest też naszym Ojcem.

Po opowiadaniu o pustym grobie i spotkaniu z Marią następuje wizyta Jezusa u Jego uczniów. Podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział, że nie zostawi ich sierotami: że powróci, aby dać im swój pokój, radość i uczynić ich swoimi świadkami mocą Ducha. Teraz dotrzymuje słowa. W taki sposób Pięćdziesiątnica, antycypowana już na krzyżu, dokonuje się w sam wieczór Paschy. Ewangelia Jana jest w całości splotem antycypacji i dopełnień tej samej rzeczywistości. Jak w tkaninie naszego życia to, co dzisiaj jest dane, jest zapowiedzią i nasieniem tego, co jutro zakwita i dojrzewa.

W obecności Zmartwychwstałego grób naszych lęków otwiera się na pokój i radość. Słowo, które stało się ciałem w Jezusie i powróciło jako Słowo w Ewangelii, teraz ożywia również nasze ciało. Jego słowo bowiem jest Duchem i życiem.

Uczniowie, chociaż wiedzą, że grób jest pusty, i otrzymali wiadomość od Marii Magdaleny, nie spotkali jeszcze Zmartwychwstałego. Trzeba dojść do spotkania z Nim. Rozdział 20 Ewangelii wg św. Jana przedstawia w sposób stopniowy drogę paschalną. Jest to przede wszystkim szukanie Jezusa w grobie i znalezienie grobu pustym, kontemplowanie znaków jego nieobecnego ciała, dostrzeżenie ich znaczenia i uwierzenie w Niego i w Jego słowa; następnie spotkanie Go, objęcie i otrzymanie misji do przepowiadania Go.

Dobry Pasterz wchodzi do naszego grobu, pokazuje nam ręce i bok, znaki Jego miłości i wydobywa nas z więzienia. Ukrzyżowany nie jest bankrutem pokonanym przez zło. Zwycięzca śmierci jest rzeczywiście pośród nas w swojej chwale. Pokazuje nam rany, z których wypływa nasze zbawienie. Są to te same rany, o których daje świadectwo Ewangelia, abyśmy i my je kontemplowali i dotykali ich. W nich widzimy Pana, z nich płynie pokój przepełniony radością. A tą radością jest nasze zmartwychwstanie.

W ranach tych odkrywamy, jak Bóg umiłował świat. W nich znajdujemy nasze mieszkanie i naszą tożsamość synów: to miłość Ojca, którą dał nam Syn. Ale miłość jest zawsze „misją”: jest relacją, która posyła osobę poza nią samą, do drugiego człowieka. Miłość Ojca i Syna pobudza nas ku braciom, aby i oni ją odkryli i przyjęli.

Abyśmy mogli wypełnić to posłannictwo, Jezus daje nam swoje tchnienie życiowe: życie Boga staje się naszym życiem. To nowy Duch, który zabiera nam serce kamienne i daje serce z ciała, zdolne żyć według słowa Bożego i „zamieszkiwać” ziemię. Duch ten daje nam poznać Pana: „Poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę”.

To Duch Syna czyni nas zdolnymi do życia jako bracia, zwyciężając zło dobrem. Dlatego misja uczniów polega na przebaczaniu grzechów. Przebaczenie wobec braci realizuje na ziemi miłość Ojca. W ten sposób Kościół, sakrament zbawienia dla wszystkich, kontynuuje misję Ewangelii, misję Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.

W tych opowiadaniach o zmartwychwstaniu Jezus stwarza nową wspólnotę, zaczątki nowego stworzenia. Miejscem spotkania jest Wieczernik, gdzie Jezus antycypował dar z siebie; czas to wieczór, gdy wspólnota gromadzi się, aby czynić pamiątkę Pana. Żyjący znajduje się w centrum, ukazując rany swej męki; pokój i radość, które stąd płyną, są owocem Ducha, który uzdalnia uczniów do ich misji pojednania.

Kościół wychodzi z grobu, kontemplując poprzez rany miłość swego Oblubieńca: rodzi się z krwi i wody, z daru życia Jezusa i Jego Ducha, który wysyła Kościół, aby dawał światu świadectwo miłości Ojca przez przebaczenie braciom.

Ewangelia wg św. Jana jest przebogata w swej treści. Zachęcam do samodzielnej lektury i wsłuchiwania się w Boży głos, aby prawdziwie spotkać Zmartwychwstałego.

Ewangelia: J 9,1-41 •
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Zdaje się, że tak niedawno słuchaliśmy podczas Bożego Narodzenia Słowa z Ewangelii św. Jana „na początku było Słowo (…) wszystko zaistniało dzięki Niemu”. Może nawet bezwiednie go słuchaliśmy a oto teraz z całym majestatem Słowa „Światłość świeci w ciemności” (J 1,5), bo nadeszło to Słowo i realizuje się w naszej ludzkiej rzeczywistości na całym globie ziemskim. Słowo – zaraza.

Czytanie Ewangelii św. Jana z czwartej niedzieli Wielkiego Postu 2020 opowiada o spotkaniu Jezusa z człowiekiem niewidomym od urodzenia oraz obfitym dialogu z faryzeuszami, którzy generalnie prezentują pogląd: nie będziesz mnie pouczał.

 

Bóg przychodzi globalnie, ale dotyka nas indywidualnie.

Niewidomy świat, niewidomi ludzie. Podążają w ciemności do nicości, omija ich piękno stworzenia, piękno tworzenia, piękno kochania. To, co było zamysłem Stwórcy, a więc szczęście człowieka zbawionego od jego grzechów, przestało w skali ludzkości być Światłem.

Potrzebują uleczenia – rzekło Słowo.

Tak więc „gdy szedł Jezus, spostrzegł człowieka niewidomego od urodzenia”, aby w nim, czyli w tobie i we mnie, objawiła się Chwała Boża, więc nakłada błoto zmieszane z życiodajna śliną na jego powieki.

Ten gest jest raczej nieprzyjemny i jeszcze bardziej wzmaga frustrację, bo mieć błoto w tym czułym miejscu twarzy, a do tego nie mieć jeszcze pojęcia, w jakim iść kierunku, aby obmyć się w sadzawce Siloe – uff, okropne uczucie! Gdzie jej szukać, będąc ślepym?

Ta woda z Siloe (oznacza „posłany”) ma moc otwierania oczu.

Kto został posłany do ludzkości? Kto przyniósł nam zwycięstwo nad śmiercią?

 

Dlatego dzisiaj nasze oczy są obkładane błotem niewygody, strachu, zamknięcia, samotności, bezradności i to dotyczy wszystkich ludzi na całym świecie, nie tylko ciebie, uwięzionego w małym mieszkanku na siódmym piętrze.

To jest potężne Słowo Boga dla nas dzisiaj, to zbawiające polecenie: idź do sadzawki chrztu, obmyj się, a otworzą się twoje oczy, nabierz Ducha. Ducha odwagi, który pozwala dialogować z nieprzyjaciółmi faryzeuszami, pozwala ci być wreszcie szczęśliwym, bo mówi psalm: „szczęśliwy człowiek, który mówi prawdę”.

Prawda jest taka, że umrzesz na pewno! Ale możesz mieć widzące oczy miłości, oczy błogosławiące swoje życie i wspaniałomyślne dary Boga. Możesz czuć radość i wdzięczność za swoją historię, możesz wreszcie uwolniony od współczesnej ślepoty wyszeptać: „Panie, już by starczyło”.

Idź zatem po zapomniane dary chrztu świętego, one tam czekają na twoje „tak”, na świadomą zgodę; jak mówi dzisiaj Jezus: „Dopóki trwa dzień, konieczne jest, abyśmy spełniali dzieła Tego, który mnie posłał”.

Tylko po czym poznam, że trwa dzień, skoro jestem niewidomy? Z pomocą całej – podkreślam: całej – ludzkości, która obecnie uświadamia sobie swoją dotychczasową ślepotę, abyś czuł solidarność z wszystkimi pogrążonymi w ciemności i cieniu śmierci, abyś nie lękał się tej zarazy, lecz przyjął jako znak i szansę dla własnego indywidualnego nawrócenia, a ocaleją narody.

Rozsypuje się dotychczasowy świat, lecą kolejne cegły wieży Babel, wszystko będzie inne, gdy otworzą się wasze oczy, zatem błoto, które dzisiaj czuję, niech wyzwoli we mnie pragnienie obmycia się we Krwi Baranka.

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu, 15 marca 2020 – komentarz do Ewangelii

VIEWS: 34

Woda Chrystusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu (15 marca 2020)
Czytania: Wj 17, 3-7, Rz 5, 1-2. 5-8
Ewangelia: J 4, 5-42

Pragnienie jest jedną z oznak życia. Bez wody życie zarówno zwierząt, jak i roślin byłoby niemożliwe. W krajach o gorącym i suchym klimacie pragnienie może stanowić także zjawisko dosyć dokuczliwe, jednak mimo wszystko pozostaje przejawem życia, które broni się przed śmiercią.

Samarytanka całkiem słusznie dziwi się obietnicy danej przez Jezusa. Mówi On jak mędrcy wschodni, stosując wyobrażenia i zakładając, iż na początku Jego słuchacze pojmą je na sposób materialny, dosłownie, aby następnie stopniowo doprowadzić ich do zrozumienia duchowego. Picie i dalsze odczuwanie pragnienia jest właściwym przykładem na życie duchowe, którego rytm uwarunkowany jest przez te dwa momenty. Zresztą nawet samo życie podzielone zostaje na tysiące chwil, które następują jedna po drugiej. Niestety często owe chwile bywają sprzeczne ze sobą, wówczas doświadczamy stanu wewnętrznego konfliktu. Jak bardzo chcielibyśmy już teraz przeżywać w nas samych i wewnątrz naszych relacji ostateczny pokój i piękno! Chrystus obiecuje nam, iż to się ziści, ale nie tutaj na ziemi, lecz w życiu wiecznym, które nie jest, jak niektórzy sobie wyobrażają, „długim czasem”, lecz wręcz przeciwnie, „czasem całym”, „pełnym”, stałą obecnością piękna, dobra i szczęścia.

Samarytanka wyraża swoją wolę w sposób prosty, słowami, które jako pierwsze przychodzą jej do głowy. W czasach, kiedy nie było jeszcze wodociągów, jednym z codziennych obowiązków każdej kobiety było przynoszenie wody. Niestety studnie, tak jak owa studnia Jakuba, która istnieje aż po dzień dzisiejszy, położone były w znacznej odległości od miasta. Gdyby pragnienie nie istniało, wówczas kobietom zostałby oszczędzony ten wielki wysiłek. W znaczeniu metaforycznym brak pragnienia odpowiada takiemu stanowi ducha, w którym czujemy się w pełni zadowoleni, kiedy osiągnęliśmy już wszystko, czego sobie życzyliśmy. Jest to jednak możliwe jedynie w ograniczonym wymiarze. Czasami zdarza się, iż otrzymujemy to, na co czekaliśmy od dłuższego czasu. Wówczas mówimy z satysfakcją: „Teraz mam już wszystko”. Jednak owo „wszystko” jest najwidoczniej bardzo ograniczone i ulotne, i z czasem zaczyna nas nużyć. „Serce nie zazna spokoju – pisze święty Augustyn – póki nie spocznie w Tobie”. Ponieważ dusza ludzka jest nieśmiertelna, jej pragnienie jest nieskończone i dlatego też nie może zatrzymać się na czymś, co jest jedynie tymczasowe. Chrystus, Człowiek i Bóg, może obiecać nam, iż zaspokoi nasze pragnienie. W tym życiu czyni to jednak, nie mając na celu samego zadowolenia człowieka, lecz to, aby człowiek wzrastał i osiągnął nieskończoną wielkość.

Woda jest tematem pieśni, wierszy, refleksji… Bez wody nie byłoby życia. Widać to wyraźnie w państwach cierpiących na suszę: tam, gdzie woda nie dociera, zaczyna się pustynia.

Filozof Tales z Miletu mawiał, iż wszystko bierze swój początek z wody. Jest to dość naiwne stwierdzenie. Znacznie lepszą jest refleksja świętego Cyryla z Jerozolimy, który mówi o ogrodzie ze studnią. Jego woda służy do zraszania wszystkich kwiatów. Woda jest bezbarwna, jednak w lilii przybiera kolor biały, w róży czerwony, w fiołku – fioletowy. Każdy kwiat posiada swój charakterystyczny piękny kolor, zaś woda potrzebna mu jest, aby ten kolor mógł się zrealizować. U świętego Cyryla wyobrażenie ogrodu staje się obrazem łaski Chrystusa, Ducha Świętego wlanego do naszych serc, w których staje się źródłem umożliwiającym zrealizowanie wszystkich talentów, jakimi Bóg nas obdarzył, abyśmy umieli żyć, a zwłaszcza abyśmy osiągnęli życie wieczne. Jakiego koloru będą nasze kwiaty? To zależy już od osobistego powołania, dla wszystkich jednak przygotowane zostało miejsce w ogrodzie Boga.

II Niedziela Wielkiego Postu (A), 8 III 2020 – komentarz do Ewangelii

Obłok
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Ewangelia: Mt 17,1-9 ●

Już teraz rozumiem miłosierdzie Twoje, które mnie osłania jak obłok świetlany.
św. Siostra Faustyna

TransfigurationraffaeloW Ewangelii jest mowa o obłoku, który pojawił się na Górze Tabor. Wczoraj w Dębowcu rozpoczęły się rekolekcje dla małżonków. Małżeństwa, przedstawiając się, mówiły, że jadąc, zobaczyły nad sanktuarium obłok.

Obłok w Biblii oznaczał miejsce obecności Boga – Szekina. Rabbi Reisz-Lakisz powiada, że Bóg spowity jest w siedmiu wspaniałych obłokach. Obłok unosił się nad namiotem Sary. Izraelitom, idącym przez pustynię, obłok wskazywał kierunek marszu i miejsce postoju. Kiedy się zniżył, oznaczało to, że trzeba się zatrzymać. Kiedy unosił się w górę – że trzeba ruszyć w drogę (por. Wyj 13, 21-22). W Dziejach Apostolskich czytamy, że przy wniebowstąpieniu Jezusa obecny też był obłok (por. 1, 9-11). Obłok przedstawia rzeczywistość duchową.

 

Obłok z Góry Moria

Istnieje midrasz mówiący o obłoku, który „spoczywa na górze”. Ten midrasz przypomina rozmowę Abrahama z synem tuż przed złożeniem Izaaka w ofierze na górze Moria. Abraham podniósł wzrok i ujrzał górę, której szczyt skrywała chmura i nabrał pewności, że jest to miejsce wybrane przez Boga. To jest łaska zobaczyć coś więcej niż tylko górę! Więcej zobaczyli Abraham i Izaak. Słudzy natomiast widzieli tylko górę, dlatego pozostali z osłami. Tylko Abraham i jego syn widzieli obłok, spoczywający na górze – i tylko oni poszli dalej w duchową wędrówkę na szczyt. To właśnie na tej górze – tuż przed złożeniem ofiary z Izaaka – Abraham usłyszał głos: „Abrahamie, Abrahamie… nie podnoś ręki na chłopca” (Rdz 22, 12).

To, co się wydarzyło na tej górze, Abraham zapamięta na całe życie. Ono wewnętrznie go przemieniło. Schodził z niej już jako inny człowiek – przemieniony.

 

Obłok z Góry Tabor

Podobne doświadczenie mają Piotr, Jakub i Jan. Także oni, będąc z Jezusem na szczycie góry, przeżyli wydarzenie duchowe, doświadczenie wiary. Zobaczyli Jezusa przemienionego, w chwale! Jeśli ktoś z nas miał podobne doświadczenie objawienia się Jezusa w swoim życiu, to podobnie jak apostołowie nie wie, co należy mówić. Podobnie jak Abraham i oni zobaczyli obłok, osłaniający ich, a później usłyszeli głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Piotr, Jakub i Jan już nie są tymi samymi ludźmi, którzy wchodzili na górę. Przeżycie na górze i ujrzenie Jezusa w chwale pozostawia w nich ślad. Schodzą już inni… Mają „pamiątkę” wiary, tak jak wcześniej Abraham czy Jakub z nocnego zmagania.

 

Obłok z Góry La Salette

Kiedy bywam na La Salette jako kapelan to często widzę unoszący się obłok nad tą górą, gdzie objawiła się Płacząca Maryja. Przybywający pielgrzymi są poruszeni. Cisza i samotność ich dotyka. Wielu z nich żałuje, że są tylko przejazdem, albo tylko jeden dzień, chcieliby pozostać dłużej… W tym zachwycie są podobni do Piotra i chcieliby rozbić namiot na kilka dni – tak im tu dobrze.

Bóg nas wyprowadza w górę, aby nam się objawić – tak jak Abrahamowi czy apostołom, ale wyprowadza nas także, aby nas przemienić. Bóg objawia swoją chwałę, aby przemienić nasze serce i nasze życie.

Pewnego dnia podeszła do mnie kobieta i powiedziała: Jestem właścicielką sklepu. Handluję także w niedzielę, ale słuchając dziś Orędzia Pięknej Pani, postanawiam, że po powrocie do domu mój sklep w niedzielę będzie zamknięty. Bóg ją dotknął, przemówił do niej na tej górze w jej obłoku. Zjedzie z tej góry z doświadczeniem usłyszenia głosu. Jest podobna do Abrahama i uczniów! Na zawsze zapamięta ten głos! Ona schroniła się w obłoku obecności Maryi.

Jakże piękny jest obłok Pana w naszym życiu. W nim nie czujemy się jak we mgle. Obłok Pana to światło, to miłosierdzie, to kierunek, w którym mamy iść.

I Niedziela Wielkiego Postu (A), 9 III 2014 – komentarz do Ewangelii

Słuch absolutny
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu, rok A
(9 marca 2014)
Czytania: Rdz 2, 7-9; 3, 1-7; Rz 5, 12-19
Ewangelia: Mt 4, 1-11  ●

„Pokusa wcale nie jest złem, ale wstępnym warunkiem zwycięstwa”.
św. Augustyn

Czytam Słuch absolutny, wywiad-rzekę z Andrzejem Szczeklikiem. Jej tytuł stał się pewną inspiracją do zamyślenia nad Ewangelią o kuszeniu Jezusa.

Mówimy czasem, że ktoś ma słuch absolutny. Mówiąc najprościej – posiada rozszerzoną skalę słuchu (tzn. rozpoznaje kilka dźwięków równocześnie).

A jaki słuch miał Jezus? Jakie miał ucho? Jak słuchał i jak słyszał? Ewangelie nic o tym wprost nie mówią. Nie wiemy, czy był muzykalny, czy chodząc drogami Galilei i ścieżkami Judei podśpiewywał lub wygwizdywał jakieś melodie…

Pewnie te pytania brzmią śmiesznie zwłaszcza dla tych, co mnie znają i wiedzą jak śpiewam. Ja i słuch… Siostra Małgorzata Chmielewska napisała na swoim blogu: „Mam tak samo absolutny brak słuchu, jak inni mają słuch absolutny. Mogę tylko dawać posłuch. Oby dobrym myślom”. Mogę się pod tym stwierdzeniem podpisać i powiedzieć: to moje!

W wierze słuchem absolutnym jest dar rozróżniania dźwięków pochodzących od Boga i dźwięków pochodzących od diabła. Nazywany to darem rozeznania.

Pokusa chleba

Pustynia, czterdzieści dni i czterdzieści nocy bez chleba i wody… Jezus czuje głód, który dosłownie boli… I słyszy: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedzżeby te kamienie stały się chlebem”. Znał Jezus doskonale kamienie Pustyni Judzkiej, tak bardzo przypominające swoim kształtem chleby… Co za diabelski spryt. Działanie na wyobraźnię. Zły doskonale wie, że kiedy jest pusty żołądek, to oczy zjadłyby dosłownie wszystko! Mówi się, że okazja czyni złodzieja. A co z nami może czynić głód? W książce Inny Świat Gustaw Herling-Grudziński napisał: „Nie ma takiej rzeczy, której by człowiek nie zrobił z głodu i z bólu”.

Jezus odpowiada bardzo prosto: „Nie samym chlebem żyje człowiek”. A nam się zdaje, że tylko chlebem, że on najważniejszy, że gospodarka najważniejsza, że pełna lodówka musi być… Nie tym się zaspokaja głód, który mamy w sobie! Parafrazując klasyka, trzeba powiedzieć: głupcze! Słowo Boga!

Sukces!

Miasto Święte, tłumy, skok na bungee bez żadnej kontuzji, aniołowie i spektakularny sukces!

Wygrać! Absolutnie nie mogę przegrać… Nie mogę zaakceptować mojej historii. Chcę, żeby się realizował mój plan na życie.

Jeden z naszych księży mawiał, że kura by wygrała, gdyby karty miała. Wszyscy jesteśmy karciarzami. Każdy chce trzymać karty swojego życia we własnych dłoniach. Decydować o każdej z nich każdego dnia i w każdym wydarzeniu. Być graczem swojego życia. Tak dajemy się oszukać. Dużo jest prawdy w tej myśli o kurze. Czyżby była mądrzejsza od nas? Wygrać, odnieść sukces… Absolutnie nie mogę przegrać! Muszę być jak Bóg!

Paradoks ewangelii objawia się w tym, że porażka może być sukcesem, przegrana zwycięstwem, a bankructwo zamieni się w bogactwo! Pycha nie pozwala nam wejść w taką logikę myślenia i działania. Nie!

„Aniołom swoim rozkaże o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”. Nie dajmy się zwieść… bo „Diabeł cytuje Pismo Święte dla własnych celów”, jak napisał Szekspir.

Władza i pieniądze

„Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Święci pustelnicy mówią, że na pustyni wychodzą z człowieka demony, zwłaszcza demon władzy i pieniędzy.

A wtedy, podpowiada mi intuicja, Jezus zaśpiewał: SZEMA IZRAEL!

A później po Nim, aż po dziś, wielu odpowiada – jak dla przykładu święta Teresa od Jezusa – Bóg sam wystarczy!

Tak wiele razy doświadczyłem w moim życiu porażek diabła… Nieprawdaż, że cudowne jest, kiedy aniołowie są przy nas i nam usługują?

Zakończenie

Odpowiedzi Jezusa świadczą o Jego absolutnym słuchu! Oby Pan dał nam ten dar. Abyśmy nie dali się oszukać. Diabeł to kłamca, a kłamstwo prowadzi do śmierci, nigdy ku życiu!

Dziś rozmawiałem z Zofią, którą wielu nazywa dobrym aniołem. Powiedziała mi: „Kiedy ktoś czyta Słowo Boże czy głosi homilię, to słyszę… wiarę!” To jest słuch absolutny, pomyślałem.

Święta

Czwartek, VII Tydzień Wielkanocny
Rok A, II
Dzień Powszedni

Sonda