Trzydziesta druga Niedziela zwykła, 12 XI 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Kobiety z lampą wiary i początek!

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Trzydziesta druga Niedziela zwykła (12 listopada 2017)

Czytania: Mdr 6, 12-16; 1 Tes 4, 13-18

Ewangelia: Mt 25, 1-13

Celem życia chrześcijanina jest nabycie Ducha Świętego”.

Serafin z Sarowa

Zbliża się koniec Roku Liturgicznego, stąd czytania mszalne dotykają tematu końca życia, świata, końca… Mimo takiej perspektywy chcę odczytać Ewangelię w odwrotnym kluczu, a mianowicie początku, czegoś nowego…

Sen o północy

O północy większość z nas już śpi. Ale sen z przypowieści możemy odczytać metaforycznie.

Ktoś powiedział o sobie, że przespał życie… tzn. żył w zapomnieniu o Bogu! Takim przykładem jest życie Blaise’a Pascala, który z takiego snu został przebudzony w nocy 25 listopada 1654 r. Opisał to w tekście „Pamiątka”: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, nie filozofów i naukowców. Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa. Mój Bóg i twój Bóg. (…) Radość, radość, łzy radości (…), niech nie zapominam Twoich pouczeń”. To był jego początek!

Nocne wołanie

Wołanie w nocy: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Słyszałem świadectwo trzeźwego alkoholika. Nałóg poprowadził go przez życie pełne grzechu, poniżenia (bezdomność), samotności (opuszczony przez żonę i dzieci) i pogardy do samego siebie, aż na samo dno… Żył w ciemności twierdząc, że „dokoła niego była noc”. Wydawało mu się, że Bóg nie chce nawet na niego popatrzeć, a prawda okazała się zupełnie inna. Tej nocy usłyszał wołanie, żeby wyszedł na spotkanie Boga. Dziś jest w jednej ze wspólnot w Kościele… drzwi się otworzyły, ucztuje. Zasmakował nowego początku!

Oliwa?

Oliwa jest duszą lampy, bo bez niej lampa utraciłaby sens istnienia. Ewangelista mówi o drzwiach zamkniętych. Myślimy, że aby nie znaleźć się na zewnątrz i wejść przez nie, potrzebne jest do tego dobre życie i potrzebne są dobre uczynki, a także – jak mówią rabini –  studiowanie Tory. To wszystko jest prawdą, ale nie do końca! Bo alkoholik, który usłyszał wołanie, nie miał nic z tych rzeczy, więcej – myślał, że Bóg patrzy tylko na dobrych, którym on nie był. Ale miał jedną rzecz, która wystarczyła – odrobinę wiary.

Przez chrzest otrzymaliśmy od Chrystusa Zmartwychwstałego lampę wiary, która nieustannie potrzebuje oliwy. Tą oliwą jest Duch Święty, zamieszkujący serca wierzących (Zach. 4, 1-6). Jest czymś oczywistym, że lampa bez oliwy jest nieprzydatna, nie zaświeci (J 5, 39-40). Lampa ma wiele znaczeń. Dla przykładu w Piśmie św. symbolizuje Słowo Boże (Ps. 119, 105), w nauczaniu papieża Franciszka „jest modlitwą”!

Naprawdę potrzebujemy oliwy… Potrzebujemy Ducha Świętego, potrzebujemy Słowa Bożego i modlitwy, bo bez tego nie ma początku!

Trzydziesta pierwsza Niedziela zwykła, 5 XI 2017 – komentarz do Ewangelii


Jeden jest nasz Nauczyciel

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzydziesta pierwsza Niedziela zwykła (5 listopada 2017)

Czytania: Ml 1, 14b – 2, 2b. 8-10; 1 Tes 2, 7b-9. 13

Ewangelia: Mt 23, 1-12

Niektórzy pracują zawodowo jako nauczyciele, jednak w pewnym sensie każdy z nas jest nauczycielem. Każdy uczy czegoś innych i czyni to przy różnych okazjach, nawet zwyczajnie wskazując drogę.

Nauczyciel musi znać przedmiot, którego naucza, aby nie wprowadzać innych w błąd. Wart jest również tyle, ile to, czego naucza. Chrystus jest uniwersalnym nauczycielem. Przez Niego wszystko zostało stworzone. On zna Ojca i prowadzi nas do Niego.

Niektórzy ironizują na temat Chrystusa jako Nauczyciela, mówiąc: czy Chrystus naucza także matematyki albo medycyny? Może wydawać się to dziwne, ale tak właśnie jest. On stworzył rozum, który otrzymali lekarze i matematycy i z którego pomocą uczestniczą w planie zbawienia. Od Chrystusa pochodzi pośrednio wszystko to, co ludzie wiedzą i czego mogą się nauczyć. W sposób bezpośredni Chrystus objawia nam wiedzę na temat życia wiecznego.

Rodzice także nauczają, ale w odróżnieniu od nauczycieli nie przekazują jedynie wiedzy; oni dają życie. Chrystus jest Nauczycielem, który daje życie, a jednak nie chce być nazywany Ojcem. On również otrzymał życie od Ojca Niebieskiego, od którego pochodzi całe dobro w niebie i na ziemi. Jezus nie chce, aby nawet uczniowie byli zwani „ojcami”. Jednak zdaje się, iż oni tego nie posłuchali. Tytuł „ojca” w tradycji chrześcijańskiej zostaje zwyczajowo nadawany zakonnikom i kapłanom, czasami nawet w samym języku Jezusa, abba. Dlaczego? Funkcją słowa „ojciec” jest przypominanie zakonnikom i kapłanom, iż nie mają przekazywać jedynie wiedzy, ale także życie Boże. A mogą to czynić jedynie w łączności z Chrystusem i zgodnie z powołaniem, jakie otrzymali od Ojca Niebieskiego. Ojciec jest jedynym źródłem życia dla tych, którzy wierzą, słuchają słowa Bożego i przestrzegają go.

Nikt nie może mieć Boga za Ojca, nie mając Kościoła za Matkę, mówi św. Cyprian. Tak jak Chrystus jest mistrzem, również Kościół uczy i rodzi dzieci do życia wiecznego, według powołania otrzymanego od Boga Ojca. Kościół jest ciałem Chrystusa. Jak głosi Sobór Watykański II, nie można porównywać Kościoła do żadnej innej ludzkiej organizacji. Istnieje wiele instytucji stawiających sobie różne cele, które czasami, aby je osiągnąć, działają posługując się środkami przymusu. Ci, którzy do nich należą, są członkami, nie zaś dziećmi.

W Kościele natomiast przeżywa się tajemnicę jego macierzyństwa, od chrztu aż po wiatyk. To nie tylko stwierdzenie, to fakt realny. Sakramenty i modlitwy Kościoła czynią to, co głoszą, a możliwe to jest, ponieważ Kościół głosi słowa Chrystusa obecnego w każdym jego akcie. Jak Matka dała swoje ciało, aby narodził się Zbawiciel, tak też Kościół użycza Mu swojego głosu, aby mógł przemawiać do ludów. Mistycznie udziela Mu widzialności poprzez tych, których On posyła na cały świat w swoim imieniu.

Natalia Klocek (DSC_0810)Dwa przykazania miłości

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Trzydziesta Niedziela zwykła (29 października 2017)

Czytania: Wj 22, 20-26; 1 Tes 1, 5c-10

Ewangelia: Mt 22, 34-40

Podczas rozmowy z faryzeuszami, Jezus, zapytany, „które przykazanie w Prawie jest największe”, podaje z pozoru prostą, a jednak bardzo trudną odpowiedź: największe są dwa przykazania miłości – Boga i bliźniego. „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.

Odpowiedź Mesjasza stanowi kwintesencję chrześcijaństwa. Tak, chodzi o miłość. O tylko i aż tyle.

W pierwszej kolejności Jezus wymienia miłość Boga. Tak, Bóg – kochający Ojciec, ale i Pan życia – powinien być w naszym życiu na pierwszym miejscu. Bo – jak mówił św. Augustyn – „jeżeli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu, wszystko znajdzie się na właściwym miejscu”.

Jezus wskazuje, że mamy kochać Boga „całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. A więc miłością całkowitą, by nie rzec – „totalną”. Tu nie ma miejsca na półśrodki, na miłość „na próbę” czy tylko na trochę. W tę miłość mamy zaangażować „całego siebie” – umysł, uczucia (serce) i duszę.

Z miłości do Boga wypływa miłość bliźniego. Jeżeli nie kochamy Boga, który jest Miłością, miłość do ludzi jest jedynie imitacją, iluzją prawdziwej miłości. Ale działa to także w drugą stronę: Bóg, Jezus przychodzi do nas często w ludziach, których spotykamy na drogach naszego życia. Jeżeli ich nie kochamy, to jakże  będziemy zdolni kochać Boga? Jezus wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie da się tych dwóch miłości oddzielić. Nie mamy „dwóch serc”, nie możemy mówić, że kochamy Boga, a jednocześnie nienawidzić ludzi (i vice versa), bo wtedy sami siebie oszukujemy.

Warto, rozważając ten fragment Ewangelii, zrobić mały rachunek sumienia: jak wygląda moja miłość do Boga i ludzi? Jak walczyć z własnym egoizmem, bym kochał(-a) mocniej?

Dwudziesta dziewiąta Niedziela zwykła, 22 X 2017 – komentarz do Ewangelii

denarAlbo Bóg, albo nic

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Dwudziesta dziewiąta Niedziela zwykła (22 października 2017)

Czytania: Iz 45, 1. 4-6; 1 Tes 1, 1-5b

Ewangelia: Mt 22, 15-21

Zacznę dzisiaj od przejmującego wersetu z pierwszego czytania dzisiejszej liturgii, z księgi proroka Izajasza (Iz 45, 6): „Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że poza Mną nie ma nic. Ja jestem Pan i nikt poza Mną”.

Ono wprowadza nas w Ewangelię i stan czujności. Nie ma nic poza Bogiem. Albo Bóg, albo nic.

Oto hałastra skłóconych zwolenników różnych partii politycznych będących w opozycji do nauczania Jezusa. Faryzeusze, którzy sprzeciwiali się okupacji Rzymu i płaceniu podatków, oraz stronnicy Heroda, oczywiście polityczni, a nie religijni. Oni wspierali dynastię Herodian wprowadzoną na tron przez Rzymian i dlatego wręcz zachęcali do utrzymania rzymskich podatków. Oba przeciwstawne stronnictwa chwilowo zawiesiły swoje animozje, aby postawić Jezusa wobec pytania, na które każda odpowiedź będzie przeciwko niemu.

Zadają więc pytanie, jednocześnie komplementując Go. Mówią: nie martwisz się o opinię na swój temat, masz niezależne zdanie, więc to, co powiesz, będzie słuszne.

O biedacy, oni wtedy, my teraz. Bowiem nasze myślenie jest podobne. Sami sobie chcemy wyznaczać sprawiedliwość względem władzy, której podlegamy, w każdym pokoleniu. Ja „ich” nie lubię, ja „ich” nie chcę, nie będę płacił podatku, zakombinuję, ukryję. Historia naszego życia tylko potwierdza, że mamy tę samą mentalność co przeciwnicy Jezusa.

Gdzie więc leży ukryty problem? Czy w naszej chciwości na pieniądz? Owszem, ale to, co Bogu się podoba, to posłuszeństwo i płynące z tego konsekwencje.

Zatem „czy należy płacić podatek?” Jezus odpowiada: „Pokażcie mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał:” Czyj jest ten obraz i napis?”. Odpowiedzieli „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to co należy do Boga”.

W tym krótkim starciu między różnymi tendencjami politycznymi, Jezus nadaje właściwy i jedyny kierunek naszemu życiu. To, co jest Boga, a więc życie, oddaj Ojcu, reszta, a więc dobra, o które tak intensywnie zabiegamy, są własnością tego świata. One tu pozostaną. W cyklu kolejnych niedziel, kiedy to słuchaliśmy Ewangelii o królestwie niebieskim i o tym, kto tam się dostanie, ta dzisiejsza mówi precyzyjnie.

Jesteś człowiekiem utworzonym na obraz i podobieństwo Boga. Należysz do Niego, twoje ciało i dusza są Jego własnością. Dbaj zatem o to, co jest boże, nie truj, nie niszcz, szanuj, kochaj. Sam wiesz najlepiej, jak możesz zatroszczyć się o siebie, o królewski obraz Boga w tobie.

Zaś tych wszystkich dóbr, pieniędzy, używaj tak, aby tobie i innym służyły, a nie były przeszkodą w drodze do życia wiecznego. Albo Bóg, albo nic.

 

Dwudziesta siódma Niedziela zwykła, 8 X 2017 – komentarz do Ewangelii

mt 21 33-43Zwykli ludzie

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dwudziesta siódma Niedziela zwykła (8 października 2017)

Czytania: Iz 5, 1-7; Flp 4, 6-9

Ewangelia: Mt 21, 33-43

Zwykli ludzie są najlepsi na świecie: oto powód, dlaczego Bóg uczynił ich tak wielu”.

Abraham Lincoln

Dostrzegam skandaliczne zachowanie rolników dzierżawiących winnicę! Co za bezczelność, niewdzięczność, tupet i arogancja… Widzę, jak zakradł się we mnie ton moralizatorski i natarczywie atakuje mnie myśl: powinni uczynić inaczej! Oczywiście, dałem się oszukać. Zapomniałem, że ci rolnicy to zwykli ludzie, tacy jak ja: grzesznicy, obłudnicy, kłamcy, złodzieje. Gdybym był w tej winnicy i miał tego samego ducha co oni, pewnie zrobiłbym dokładnie tak samo. Taka jest prawda o nas.

Ufam, że dobry Bóg

Przypomina mi się historia, jak pewien święty człowiek zadawał pytanie  napotkanym na ulicy ludziom: „Gdybyś znalazł worek złotych monet, jak byś postąpił?” „Oddałbym właścicielowi” – odpo­wiedział pierwszy. „Jesteś głupi” – rzekł starzec. Drugi odpowiedział: „Nie jestem naiwny. Zabrał­bym dla siebie”. „Jesteś podły” – zawyrokował święty. Trzeci powiedział tak: „Jak mogę ci na to odpowie­dzieć? Jak mogę przewidzieć, w jaki sposób w takiej sytuacji się zachowam? Czy mogę być z góry pewien tego, że znajdę siły, by ugasić zły odruch? Ufam jednak, że dobry Bóg pomoże mi przezwyciężyć go i pomoże mi oddać torbę właściwemu człowiekowi”. Starzec się ucieszył: „Jesteś mądry! Tak należy odpowiedzieć”.

Winnica i plon

Winnica jest jednym z wielu obrazów Kościoła. Każdy z nas przez przyjęcie chrztu świętego jest w winnicy Pana, a naszą misją jest w odpowiednim czasie przynosić plon. Plonem naszego życia ma być wino, które symbolizuje miłość Pana! We mnie ma się objawić miłość Jezusa Chrystusa, która „jest słodsza niż wino” (Pnp 1,2).

Miłość słodsza niż wino to kochanie grzeszników, kochanie nieprzyjaciół, noszenie grzechów innych na sobie, nieosądzanie, niepotępianie, niemówienie ani myślenie źle o innych, nieoddawanie złem za zło. Miłość, która jest zdolna oddać życie za drugich…, nie tylko za dobrych, ale i za złych, za prześladowców! To właśnie jest ten plon, którym mogę mieć w winnicy Pana. On mi go daje!

Kiedy patrzę na siebie, to myślę: Boże, jak komuś takiemu Ty zaufałeś, powierzyłeś tak wielką misję… Przed wielu laty usłyszałem pieśń o zwykłych ludziach, takich jak ci z winnicy, jak ja…

„Byli zwykłymi ludźmi jak ja, jak ty

zarzucali swe sieci w jezioro

lub ściągali podatki w bramach miasta.

Wśród nich, o ile pamiętam,

nie było żadnego uczonego,

a ten, którego nazywali mistrzem

umarł też i został pogrzebany…”

Nawrócenie

Bóg wzywa mnie do nawrócenia, ponieważ jestem obłudnikiem, grzesznikiem, nędznikiem. Bardzo łatwo przychodzi mi oskarżać innych, czuć się lepszym i okazywać faryzejskie zgorszenie. Jak długo będę zapominał, że ten drugi jest takim samym grzesznikiem jak ja, tak długo będę żył w zakłamanym świecie i chodził błędnymi ścieżkami. Nie będę częstował słodkim winogronem, ale cierpką jagodą. Ja, zwykły człowiek, spośród tak wielu zwykłych ludzi.

Dwudziesta szósta Niedziela zwykła, 1 X 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Szczerość uczynków

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwudziesta szósta Niedziela zwykła (1 października 2017)

Czytania: Ez 18, 25-28; Flp 2, 1-11

Ewangelia: Mt 21, 28-32

 

Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł.

Jeden z misjonarzy, pracujących na jednej z wysp Pacyfiku, opowiadał o trudnościach, jakie napotyka mieszkaniec Europy w przyzwyczajaniu się do innej mentalności. My – powiadał – karcimy dzieci, które kłamią i grozimy im karami. Tutaj jest inaczej. Na tej wyspie obowiązuje głównie zasada uczenia dzieci, by się nie sprzeciwiały. Raz misjonarz poprosił dzieci ze szkoły, by mu pomogły w przeniesieniu pewnych rzeczy. Wszystkie z uśmiechem zgodziły się, lecz potem nikt nie przyszedł. Gdy misjonarz skrzyczał je za to, wszystkie zaczęły płakać. Dlaczego był taki zły, skoro one tak grzecznie mu odpowiedziały?

Misjonarz tłumaczył, że dzieciaki nie były złe, tylko trzeba było im postawić pytanie w odwrotny sposób. Dla nich powiedzieć „tak” to normalna grzeczność, lecz owo „tak” do niczego nie zobowiązuje.

Mentalność zachodnia jest inna. Nikt nie obdarzy nas zaufaniem, jeżeli nawet szczerze mówimy „tak”, a później nie dotrzymujemy danego słowa. A przecież ileż razy mówimy „tak” Bogu! Ileż pięknych obietnic Mu czynimy, które są zawarte w modlitwach przez nas odmawianych. Pozostają one czystym gestem grzecznościowym, podobnym do tego, jaki okazują dzieci z tej wysepki na Pacyfiku!

 

Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł.

Apetyt jest oznaką zdrowia, chęć pracy objawia zdrowie duszy. Niestety, mało jest ludzi doskonale zdrowych na duszy i ciele. Być może, że jest wielu takich, którzy stracili apetyt, ale jeszcze więcej tych, którzy nie mają chęci do pracy. Jeżeli mówią to otwarcie, przynajmniej są szczerzy i nie potrzebują na swoje usprawiedliwienie wynajdywać urojonych chorób.

Lecz poza szczerym wyznaniem naszego lenistwa należy wspomnieć o innym doświadczeniu: można pracować także niechętnie. Filozofia scholastyczna używała dwóch terminów: voluntas, czyli wola decydowania, zdolność powiedzenia: ja chcę, oraz velleitas, czyli chęć, ochota, jakaś nieokreślona skłonność uczynienia czegoś. Charakter i moralność człowieka zależą od pierwszego słowa, od woli. Gdy człowiek jest zdolny powiedzieć: „Chcę, chociaż nie mam na to ochoty”, jego czyn zasługuje na większe uznanie niż wielka chęć, ale przy słabej woli.

 

Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.

Niekiedy widzimy, jak Ewangelia zestawia razem celników i nierządnice. Są to dwa typy grzeszników powszechnie pogardzanych ze względu na to, że lekceważyli prawo Boże. Z całą pewnością należą oni do tych, którzy uchylają się od pracy w winnicy Bożej. Fakt, że Jezus bierze ich w obronę, wywołuje wielki skandal. Zresztą żadna społeczność nie dopuszcza, by ludzie o złej reputacji byli porównywani z tymi, którzy cieszą się dobrą opinią. Lecz Jezus przy żadnej okazji nie broni ich sposobu życia, ponieważ znał dobrze ich grzechy. Wyraża on tylko swoje szczególne kryterium w ocenie ludzi według ich zdolności do nawrócenia.

W bajkach rozróżnia się dwa rodzaje ludzi: całkowicie dobrych i niepoprawnie złych. Lecz życie nie jest bajką. Pismo Święte nam wszystkim objawia naszą grzeszność i słabość, lecz także możliwość nawrócenia się. I właściwie nawrócenie stanowi główny temat Biblii.

Dwudziesta piąta Niedziela zwykła, 24 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

winnicaRobotnicy w winnicy

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

XXV Niedziela zwykła (24 września 2017)

Czytania: Iz 55, 6-9; Flp 1, 20c-24. 27a

Ewangelia: Mt 20, 1-16a ●

Dobiega końca czas lata, zbiorów płodów ziemi i prac w ogrodach. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia mówi o gospodarzu, który wczesnym rankiem wychodzi, by nająć robotników do pracy w winnicy.

Winnica jest symbolem uprawy roli, która wymaga wytężonej pracy człowieka, jego mądrej gospodarki, współpracy z naturą i wpływami pór roku. To praca, w którą trzeba włożyć swoje serce i zaangażowanie. Prawdziwa  winnica to – On, ale to także Jego Kościół, którego członkowie pozostają we wspólnocie z Nim. Nagrodą jest wino, które sprawia radość sercu człowieka (Ps 104, 15), bez którego nie może obejść się wiele rytualnych biblijnych błogosławieństw. Jest także niezbędnym elementem Wieczerzy Paschalnej, podczas której Jezus przemienia wino w Swoją krew. Bez której my z kolei nie możemy żyć.

A zatem powróćmy do winnicy. Pan-Gospodarz- Stwórca, bo to Jego ulubiony symbol świata, zaprasza już od rana, czyli od początku świata, od początku  twojego życia, od początku tygodnia, od początku tego dnia, od początku tej godziny… do pracy w Jego Edenie. Tak, dobrze czytasz, bo Eden dla mnie i ciebie to być we współpracy z Bogiem Jedynym. Pracować w Jego Ogrodzie i wykonywać to, co On uznaje za potrzebne i słuszne, w tej wolności, którą mamy na własność.

Nagroda jest wspaniała – denar, który symbolizuje bożą zapłatę. Jedni mówią, że chodzi tu o życie wieczne, a inni – że to jest szczęście bycia w harmonii z Bogiem, czyli doświadczania pierwotnej radości, zaufania i szczęścia.

Ciekawym wydaje się obserwowanie ludzi czekających biernie na to, co im życie przyniesie. Tkwią w jakimś miejscu, bez żadnej inicjatywy, jakby nie mający pomysłu, siły czy chęci, aby coś zrobić. Pojawia się ktoś z wezwaniem: przyjdź i ty! Więc wyruszają owi robotnicy wezwani o różnej porze dnia pracy do winnicy. Każdy trudzi się na tyle, ile czasu ma do zachodu słońca. Przy wypłacie wszyscy są zaskoczeni. Ci pierwsi, chociaż umawiali się o denara, są niezadowoleni. Uważają, że im należy się więcej miłości, a nie tyle samo co tym, którzy krótko pracowali. Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest taka niewygodna. Bo my nie znamy Boga, Jego hojności i życzliwości względem nas. Chcemy ludzkiej „sprawiedliwości”, po równo, a dla siebie więcej.

Ten zaszczyt pracy w Winnicy – Kościele uzmysławia nam inny wymiar Bożych planów miłości względem nas, grzeszników. Każdy otrzyma w nagrodę denara – w swoim czasie. Zatem cierpliwość w oczekiwaniu jest tym, czego potrzebujemy w dzisiejszym doświadczeniu cierpienia czy utrudzenia. Ta nagroda na pewno nadejdzie, zaś osądzanie Gospodarza za to, co czyni, jest pułapką, w która wpadają bezbożni. Są to dary niezasłużone. Człowiek nie może sobie rościć do nich żadnego prawa, bo wszystko jest łaską.

Dwudziesta czwarta Niedziela zwykła, 17 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

 

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Szczęśliwa siódemka

 

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

 

XXIV Niedziela zwykła  (17 września 2017)

 

Czytania: Syr 27, 30-28,7; Rz 14, 7-9

 

Ewangelia: Mt 18, 21-35

 

Siódemka w Piśmie Świętym jest symbolem pełni. Pojawia się na pierwszych stronicach w Księdze Rodzaju i oznacza doskonałość oraz zupełność. Chrystus, pytany o konieczność przebaczania, nie tylko posługuje się siódemką, ale ją pomnaża. Liczba siedemdziesiąt siedem oznacza „pełniejszą pełnię” – doskonałość do potęgi.

 

Aby zilustrować imperatyw przebaczenia w życiu wierzących, Pan wyłożył to w przypowieści o nielitościwy dłużniku. Ta przypowieść posiada dwa motywy przewodnie. Po pierwsze, Bóg jest tym, który udziela człowiekowi przebaczenia. Nielitościwy dłużnik przychodzący do swojego pana jest obrazem człowieka, który prosi swojego Stwórcę o przebaczenie. Jako ludzie potrzebujemy w sposób widzialny zbliżyć się do Boga, dlatego Chrystus ustanowił w swoim Kościele sakrament pokuty i pojednania, podczas którego zazwyczaj wyznaje się grzechy.

 

Po drugie, dzisiejsza Ewangelia ukazuje przebaczenie jako inwestycję na przyszłość. Boże przebaczenie zależy od naszej postawy wobec proszących nas o wybaczenie. Przypowieść o nielitościwym dłużniku jest zilustrowaniem  jednej z próśb modlitwy “Ojcze nasz”: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

 

Liczba siedem, która występuje w dzisiejszej perykopie, ma wskazać na istotność przebaczenia w życiu chrześcijanina. Nie występuje Boże przebaczenie bez związku z przebaczeniem bliźniemu. I to jest myśl przewodnia tego niedzielnego fragmentu.

Dwudziesta trzecia Niedziela zwykła, 10 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)W cztery oczy

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dwudziesta trzecia Niedziela zwykła (10 września 2017)

Czytania: Ez 33, 7-9; Rz 13, 8-10

Ewangelia: Mt 18, 15-20

Wolałabym sama być tysiąc razy upomniana, niż upominać innych”.

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Jak najczęściej grzeszymy wobec drugiego? Obmową, sądem, podejrzeniem, fałszywym oskarżeniem, plotką…

Kiedy dotykają nas tego rodzaju grzechy, niestety najczęściej nie idziemy do brata, nie pukamy do jego drzwi, nie prosimy o chwilę rozmowy, nie wpraszamy się na kawę, aby być z nim w cztery oczy i wyjaśnić, lecz więzimy nasze pretensje i żal w sercu. Zaczynamy nasze zranienie celebrować i balsamować. A kiedy widzimy tego „wielkiego grzesznika”, to wzrok gdzieś nam ucieka. Już nasze spojrzenie na niego jest inne – patrzymy krzywym i podejrzliwym okiem. Tak naprawdę nasze oczy zaczynają kłamać. Także nasz ucho „staje na baczność” – jak u zająca, aby usłyszeć, co ma do powiedzenia. Nasze usta blokują język, aby nie wypowiadać się przy nim. Twarz mamy ściśniętą.

Chodzi o mnie

Dlaczego mam iść i upomnieć drugiego? Pierwsza myśl, jaka mi się nasuwa, to ta, aby go zmienić, aby się poprawił, aby uważał na siebie i pamiętał, że tak się nie robi…

Może i tak… Myślę jednak, że Jezus ma na myśli także i mnie, a nie tylko brata! Bo po co iść do drugiego? Jezus chce, abym miał w sercu pokój i abym wewnętrznie wypoczywał i dlatego pokazuje drogę uwolnienia z osądzania. Bo tam, gdzie jest osąd, nie ma miłości, a jak nie ma we mnie miłości, to kim jestem?

Jestem wezwany, aby nosić na sobie jego słabości, ale to nie zwalnia mnie z życzliwości wobec niego, aby żyć z nim w prawdzie.

Upominam, bo kocham i nie upominam – bo nie kocham! Mocne, aż się przestraszyłem tych słów, ale to jest prawda. Widzę, jak ja nie kocham wielu moich braci, więcej – jak sam jestem mało kochany przez nich – bo kto mnie upomina? A przecież nieustannie grzeszę przeciwko nim! Upomnienie – to najtrudniejsza miłość. Kto cię upomniał ostatnio? Zobacz, kto ciebie kocha naprawdę…

Chodzi o niego

„To Twoja żona?” – zapytał Tomka Budzyńskiego zakonnik, dawny kolega z klasy. „Nie, dziewczyna” – wybąkał lider Armii. „Żyjesz w grzechu” – wypalił bez ogródek paulin. To był początek nawrócenia Tomka. Krótkie upomnienie. Paulinowi chodziło o kolegę… Miłości zależy na drugim. Miłość nie siada z założonymi rękoma i nie przygląda się jak drugi zatraca życie. Miłość słyszy to, co mówi Jezus: aby mój brat nie był jak „poganin i celnik”.

Jeśli nam zależy na drugim, to bardzo ważny jest sposób upominania Św. Alfons uczy, że „napomnienia przepełnione goryczą czynią więcej szkody niż pożytku, szczególnie gdy ten, kto ma być skarcony, również jest pełen niepokoju. Należy się wtedy powstrzymać od skarcenia i poczekać na moment, gdy ostygnie wzburzenie”. Upominać z miłością, łagodnością, delikatnie, pokornie, bez wyniosłości, aby nie poniżyć…

Ktoś powiedział, że wszyscy jesteśmy wrażliwi jak nastolatki, dlatego upominać trzeba z ostrożnością. Pamiętajmy, że tylko pokorni przyjmują upomnienie i tylko pokorni upominają!

Chodzi o nas

Brak upomnienia dzieli i oddala nas od siebie. Rozchodzą się nasze drogi. Nie jesteśmy już razem. Zgubiliśmy Jezusa, nie ma Go już między nami! Nie jesteśmy Jego świadkami wobec innych. Gubi się nasze braterstwo. Nie ma znaku jedności, a przecież świat ma poznać Jezusa także przez nasze życie w jedności ze sobą.

Zły duch, który jest przeciwnikiem jedności, zawsze nas prowadzi drogą oskarżeń i podejrzeń. Jaka to wielka łaska: móc myśleć o drugim dobrze, tłumaczyć i usprawiedliwiać go w jego upadkach – okazując miłosierdzie.

Nie wolno nam zapomnieć, że nasza moc w dawaniu świadectwa o Chrystusie tkwi w jedności. Upomnienie okazane z miłością i przyjęte pokornie buduje jedność.

Dwudziesta druga Niedziela zwykła, 3 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0835Weź swój krzyż

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwudziesta druga Niedziela zwykła (3 września 2017)

Czytania: Jr 20, 7-9; Rz 12, 1-2

Ewangelia: Mt 16, 21-27

Wiemy, co oznacza zaprzeć się kogoś. Święty Piotr uczynił to pod­czas męki Chrystusa, czyli wyraźnie stwierdził, iż nie zna Go i nie ma z Nim nic wspólnego. Święty Jan Chryzostom używa tego przykładu, aby wyjaśnić, czym jest zaparcie się siebie sa­mego: kiedy zrozumiesz, czym jest wyparcie się drugiego człowieka, wówczas pojmiesz też, co oznacza zaprzeć się siebie. Kto wypiera się bliźniego, nie wzrusza się, kiedy widzi, jak jest bity, zakuwany w kaj­dany, porzucony; jego cierpienie go nie dotyczy. Naucz się nie litować nad własnym ciałem, zbitym, zakutym i cierpiącym. Święty Jan Chry­zostom był wspaniałym mówcą i czasami popadał w przesadę, aby uczynić swoje kazanie bardziej dobitnym, ale zaproponowane przez niego wyobrażenie jest mimo wszystko dobre. Zbytnie skoncentrowanie na sobie i na własnych interesach czyni człowieka przewrażliwionym, nieśmiałym i delikatnym. Lekarstwem na tego typu chorobę jest zaparcie się siebie, czyli zapomnienie o sobie, nietroszczenie się o sie­bie, myślenie o Chrystusie i o bliźnim. Matka czuwająca przy chorym dziecku zapomina całkowicie o swoich osobistych dolegliwościach. I wówczas zachodzi coś zaskakującego: dolegliwości, o których prze­staje myśleć, same mijają.

Najwyższym wymiarem chrześcijańskiego poświęcenia się jest krzyż. Jednak krzyż jest także szczytem przemocy, jaką człowiek może zadać drugiemu człowiekowi.

Chrystus nie powiedział: zostań ukrzyżowany! Są to słowa Piłata. Jezus powiedział: weź swój krzyż! On sam dobro­wolnie go wziął na ramiona, a wolność ta objawiła się także w przemo­cy zawartej w wyroku wydanym przez Piłata.

W życiu rozróżniamy dwa typy czynów. Czyny, które inni nam na­rzucają: na przykład praca w biurze. I czyny, których my sami postana­wiamy dokonać: przyjemny spacer. Gdybyśmy brali dosłownie to roz­różnienie, skończyłoby się na tym, iż za cnotę uznalibyśmy jedynie spacer, a nie obowiązek.

Krzyż Chrystusa uczy nas natomiast, jak przemieniać przemoc i przy­mus w wolną wiarę. Wszystko znajduje się w rękach Ojca Niebieskiego i my podporządkowujemy się tylko Jemu, dobrowolnie i chętnie.

Święty Franciszek z Asyżu był przekonany, iż świat może się zba­wić jedynie przez krzyż i wyrzeczenie się. Jego towarzysz, Egidiusz, spróbował następująco podsumować naukę Franciszka: Chcesz sły­szeć lepiej? Stań się głuchy. Chcesz mówić lepiej? Milcz. Chcesz cho­dzić lepiej? Utnij sobie nogi. Chcesz pracować lepiej? Utnij sobie ręce. Chcesz prawdziwie kochać? Znienawidź siebie. Chcesz żyć lepiejUmartwiaj się. Chcesz zdobywać? Naucz się tracić. Chcesz się wzbogacić? Bądź ubogi. Chcesz być pocieszony? Płacz. Chcesz żyć w pewności? Zawsze bój się. Chcesz wchodzić do góry? Upokarzaj się. Chcesz być szanowany? Pogardzaj sobą i szanuj tych, którzy tobą pogardza­ją. Chcesz otrzymywać dobro? Staraj się znosić zło. Chcesz odczuwać pokój? Nie unikaj trudów. Chcesz, aby cię błogosławiono? Miej nadzieję, że przeklinać cię będą.

Takie życie jest znakiem wielkiej mądrości, ale nie dla wszystkich. Ten tekst zdaje się być wyliczeniem paradoksów, wszystkie one jednak służą zilustrowaniu tajemnicy krzyża: zysk poprzez stratę, życie po­przez śmierć.

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła, 27 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Uwierz dziś (na nowo)!

● Rozważa: ks. Robert Blama ●

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła (27 sierpnia 2017)

Czytania: Iz 22, 19-23Rz 11, 33-36

Ewangelia: Mt 16, 13-20

Jezus wyruszył z uczniami w drogę, w okolice pogańskiej Cezarei Filipowej, aby tam – w obliczu bałwochwalstwa – nauczyć ich i dzisiaj Ciebie, jak żyć i reagować na pogaństwo tego świata. Jedyna dobra reakcja to modlitwa –relacja z Ojcem w niebie – aby mieć prawdziwy obraz Boga, świata i siebie.

Piotr, dotknięty miłością i mądrością Boga Ojca, wyznaje wiarę w Jezusa: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego!

Wiara – to dar Ojca, który zaprasza Cię, byś nieustannie odpowiadał miłością na Jego miłość objawioną w Jezusie. Wiara to zgoda, by Chrystus prowadził Cię na drodze pełnienia woli Ojca; by przeprowadzał Twoje życie: z niewoli do wolności, z ciemności do światła, ze śmierci do życia. Uwierz dziś (na nowo)! Pozwól Jezusowi, by On był pierwszy, a Ty za Nim. Zaakceptuj Bożą prawdę o sobie, o własnych słabościach, a Bóg Żywy przeprowadzi Cię, gdy uznasz swoją niemoc i ograniczenia, a całą ufność złożysz w Nim.

Mesjasz przychodzi dziś do Ciebie i staje pośród Twojej życiowej Cezarei – bożków: pieniędzy, seksu, zdrowia, władzy… i niezrażony wchodzi z Tobą w dialog. I zaprasza Cię, abyś podjął Twoją osobistą decyzję – wyboru Jezusa i odważnego wyznania wiary. Wejdź w dialog z Bogiem i wyrusz z miejsca na spotkanie z Jezusem, aby Bóg mógł dokonywać zmiany w Twoim życiu. Od tej pory już nic nie będzie takie samo!

Na pogaństwo tego świata reaguj modlitwą, bo w niej Ojciec objawia Syna tym, którzy Go słuchają, którzy Mu ufają i idą za Nim. Odpowiedź Boga na świat bożków przychodzi na modlitwie. Jeśli zabraknie modlitwy, będziesz kłaniał się coraz to nowym bożkom, a siebie postawisz w ich centrum. Będziesz służył sobie, swojej wygodzie, swoim przyjemnościom.

Jeśli więc dzisiaj, razem z Piotrem, w sercu swoim uwierzysz i ustami swoimi wyznasz Jezusa: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego! – usłyszysz obietnicę: Na Tobie zbuduję Mój Kościół, a bramy piekielne Go nie przemogą.

Dwudziesta Niedziela zwykła, 20 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Pozytywnie uparta kobieta

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Dwudziesta Niedziela zwykła (20 sierpnia 2017)

Czytania: Iz 56, 1. 6–7; Rz 11,13-15. 29-32

Ewangelia: Mt 15, 21-28

Słowa zapisane w dzisiejszej Ewangelii mogą szokować, a nawet razić. Oto Jezus, do którego obrazu jako pełnego miłosierdzia Mistrza zdążyliśmy się przyzwyczaić, sprawia wrażenie, jakby nie chciał pomóc proszącej Go kobiecie.

Po pierwsze, może dziwić, iż Chrystus nie odpowiadał na prośby kobiety kananejskiej. Czy nie chciał jej pomóc? Egzegeci różnie tłumaczą to zachowanie, a raczej brak reakcji ze strony Zbawiciela. Wytłumaczeniem może być wola Jezusa, aby prośba człowieka mogła wybrzmieć. Nie jest to jednak potrzebne Bogu, bo On słyszy wszystkie modlitwy, lecz potrzebne jest to proszącemu. Zdarza się, że z upływem czasu zmienia się nie tylko intensywność modlitwy, ale także jej treść. Być może proszący może dojrzeć dzięki usilnym błaganiom, zbliżyć się do Pana.

Po drugie, Jezus odpowiedział na prośby kobiety słowami: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. Aby zrozumieć te słowa, konieczne jest uchwycenie semickiego kontekstu tej wypowiedzi. Dla Żydów psy były zwierzętami nieczystymi, dlatego nie trzymano ich w domach. Można natomiast było je spotkać włóczące się po ulicach miast. Chrystus porównał kobietę do tego zwierzęcia zwracając uwagę, iż jest posłany przede wszystkim do członków Narodu Wybranego.

Po trzecie, odpowiedź kobiety wskazuje na jej determinację, spryt i inteligencję. Ewangelista Mateusz wydaje się sugerować, iż Jezus był pod wrażeniem jej reakcji. Zbawiciel spełnił jej prośbę. Jeżeli mielibyśmy odnieść ten dzisiejszy fragment Ewangelii do nas, to bez wątpienia kobieta kananejska może być symbolem swoistej dobrej walki o to, o co prosimy w modlitwie, oraz wytrwałości. A to czasami jest ważniejsze od formy naszej modlitwy.

Dziewiętnasta Niedziela zwykła, 13 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Krzyk wiary

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dziewiętnasta Niedziela zwykła (13 sierpnia 2017)

Czytania: 1 Krl 19, 9a. 11-13; Rz 9, 1-5

Ewangelia: Mt 14, 22-33

Rzecz w tym, że wiara jest prosta, a my powikłani”.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 ks. Józef Tischner

 

Prosty, plastyczny opis sytuacji, w jakiej znaleźli się uczniowie: „Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, mio­tana falami, bo wiatr był przeciwny”. Przed kilkoma dniami spacerowałem brzegiem morza. Nad plażą powiewała czerwona flaga, był zakaz kąpieli. Patrzyłem na wzburzone morze. Fale walczyły ze sobą. Te najbliższe brzegu przegrywały z nadpływającymi. Nie płynęła żadna łódź. Pomyślałem o uczniach z tej Ewangelii.

Łódź, fale, wiatr przeciwny…

Tak bywa w naszym życiu. Możemy czuć, że wszystko jest nam przeciwne; nie dam rady dłużej, to ponad moje siły. Strach zagląda w oczy, jesteśmy jakby sparaliżowani, lęk prowadzi nas w depresję…

I fale wzburzone, atakujące, walczące, nie dające spokoju…, jak pokusy, uderzające raz z prawej, drugi raz z lewej strony, innym razem z przodu i z tyłu. Ciągłe ataki, a my ciągle miotani. Fala za falą, pokusa za pokusą… W małżeństwie, kapłaństwie, młodości, starości, biedzie i bogactwie…

Życie to płynąca łódź, miotana falami z przeciwnym wiatrem. Taka jest prawda o życiu. To tylko media ukazują życie jako ciągłą zabawę. Żyją w totalnym zakłamaniu. Chrześcijanin wie, że żyje nieustannie pośród pokus. Wie, że do chwili dopłynięcia do drugiego brzegu życia będzie zmagał się z cierpieniem, chorobą, krzyżem, samotnością, przeszkodami, starością i śmiercią.

Czy jest możliwe płynąć pośród fal, zwyciężać pokusy, wchodzić w cierpienie i mieć w sercu głęboki pokój? Jest możliwe! Bo chrześcijanin nigdy nie jest sam. Jezus jest z nim! Kiedy jesteśmy z Nim zjednoczeni, wtedy nawet o czwartej straży nocnej naszego życia słyszymy Jego zapewnienie: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.

Iść po wodzie

Cały Piotr, pełen spontan… ja też chcę iść po wodzie! I zaczął iść… tak, jak Pan, aż do chwili, kiedy zaczął tonąć! Przestraszył się silnego wiatru i wody pod stopami.

Jezus tak samo kroczył po wodzie, jak wcześniej widzieli go kroczącego ścieżkami Galilei, Judei i Samarii. Rzeki czy stawy nie wywołują w nas lęku, ale jeziora, morza czy oceany już tak, bo same w sobie są żywiołem mogącym pochłonąć ludzkie życie. Jezus kroczący po jeziorze Galilejskim objawia, że On jest Panem żywiołu, że On ma władzę nad śmiercią. Stąd idący w stronę Jezusa Piotr otrzymuje od Mistrza zapowiedź tego, co stanie się w przyszłości w jego życiu. Piotr antycypuje swoją śmierć.

Co jest ważne w tym doświadczeniu Piotra? Patrzenie z wiarą! Tak długo nie tonął, jak długo patrzył na Jezusa. Kiedy zapatrzył się w wodę, zaczął tonąć!

Piotr jest figurą wiary, figurą chrześcijanina, figurą każdego z nas. Jest to katecheza dla nas. Możemy chodzić po wodzie i nie tonąć, jeśli widzimy przed sobą Jezusa, który zwyciężył śmierć! Patrzeć na Zmartwychwstałego i iść po falach „śmierci”!

Krzyk

Piotr krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Krzyczał w lęku, kiedy jego życie było zagrożone. Ciekawe, dlaczego się bał? Jako rybak z pewnością umiał pływać, musiał się czuć jak przysłowiowa ryba w wodzie! A jednak krzyczał… Jesteśmy tylko ludźmi, i to słabymi. Piotr, któremu się wydawało, że jest silny, musiał dotknąć swoich słabości, swojej niemocy! Widział, że nie poradzi sobie sam. Tu jest miejsce na wiarę! Widzieć, że tym, kto nas ratuje, jest Jezus. Krzyczy, woła, prosi, błaga… Modli się!

Kiedy toniemy, kiedy fale zalewają łódź naszego życia i wydaje się nam, że nie ma ratunku, wtedy doświadczamy największej pokusy: niewiary! Nie ma wyjścia, nie ma ratunku, nic się nie zmieni, wszystko przegrane, już tylko ciemności… Piotr w tej Ewangelii staje przed nami jako świadek i mówi do nas, że był w podobnej sytuacji, co my, pełen lęku, przeniknięty strachem, że to koniec z jego życiem, lecz zaczął krzyczeć do Jezusa: Wybaw mnie, Panie, ratuj mnie!

Jezus usłyszał jego krzyk i „natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”

Chrześcijanin to nie tylko milczący baranek, ale to człowiek krzyczący! Jak długo krzyczymy, tak długo wierzymy!

Święto Przemienienia Pańskiego, 6 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Przemień nas, Panie

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia 2017)

Czytania: Dn 7, 9-10. 13-142P 1, 16-19

Ewangelia: Mt 17, 1-9

Dlaczego Jezus udał się na górę? Dlaczego zarządził wyprawę na samotne zbocze górskie? Ewangelista Łukasz uzupełnia dzisiejszą Ewangelię informując, że Jezus na górze modlił się.

Wczujmy się na początku w położenie Jezusa. W owym czasie znajdował się na drodze prowadzącej do Krzyża. Tego był absolutnie świadomy, mówił o tym uczniom stale. Jezus zawsze chciał mieć absolutną pewność, że czyni to, czego od Niego żąda Ojciec. Nie czynił żadnego kroku bez zjednoczenia się z wolą Ojca. W każdej sytuacji Jezus zadawał tylko jedno, wyłącznie jedno pytanie: „Czego Ojciec ode mnie żąda?”.

Pomiędzy Jezusem a nami istnieje zasadnicza różnica, mianowicie: Jezus zawsze pytał: „Czego Bóg oczekuje ode mnie?”. My pytamy: „Co ja pragnę uczynić?”. Jezus był bez grzechu. Co przez to rozumiemy? Właśnie to, że Jezus nie znał innej woli oprócz woli Boga. Jego ludzka wola była całkowicie zjednoczona z Bożą – wspólną z Ojcem.

Kiedy przed Jezusem wyłaniał się jakiś problem, to nigdy nie usiłował go rozwiązać tylko dzięki sile intelektu, nie pytał o radę ludzi, lecz szedł z tym problemem na bezludne miejsce i rozmawiał z Ojcem.

Spójrzmy jeszcze na Piotra. Tej nocy nauczył się dwóch lekcji. Kiedy uświadomił sobie, co się wydarzyło, zareagował propozycją zbudowania trzech namiotów: jednego dla Jezusa, jednego dla Mojżesza i jednego dla Eliasza. Piotr był zawsze człowiekiem czynu. Zawsze musiał coś robić. Wielkie znaczenie posiada jednak moment ciszy, chwila kontemplacji, zadziwienia, uwielbiania, czci w poczuciu obecności najwyższego majestatu. Nieraz jesteśmy bardzo zajęci, usiłując coś zrobić, podczas gdy lepiej byłoby w tym momencie milczeć, słuchać, wielbić Boga. Zanim człowiek przysposobi się do walki, wyruszy w drogę, winien zastanowić się, pomodlić.

Wiadomo też, że Piotr chciał pozostać na górze. Chciał, by ta wielka chwila przedłużyła się jak najdłużej. Nie chciał zejść w dół, do codziennych, powszednich zajęć, nie chciał do nich wrócić. Chciał na zawsze pozostać w atmosferze chwały. To uczucie nikomu nie jest obce. Istnieją momenty intymnych przeżyć, ukojenia, odczuwania bliskości Boga. Kto ich zaznał, chciałby, by trwały w nieskończoność. Góra Przemienienia jest zawsze bardziej ponętna niż codzienna służba lub droga Krzyża. Góra Przemienienia jest nam dana po to, by przygotować nas do codziennej służby, uzdolnić do kroczenia drogą Krzyża. Moment przeżywania chwały nie jest czymś samym dla siebie. Jest przeznaczony po to, by zwykłym rzeczom nadać blasku, jakiego przedtem nigdy nie miały.

Siedemnasta Niedziela zwykła, 30 lipca 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0835Prawdziwy skarb

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Siedemnasta Niedziela zwykła (28 maja 2017)

Czytania: 1 Krl 3, 5. 7-12; Rz 8, 28-30

Ewangelia: Mt 13, 44-52 ●

Przypowieści o skarbie ukrytym w roli i drogocennej perle stawiają przed nami problem właściwej hierarchii wartości. W dzisiejszych czasach ludzie są gotowi zrobić wiele – nawet narazić swoje życie czy wolność (afery gospodarcze) – dla zapewnienia sobie bogactw tej ziemi. Często szukamy wyłącznie ziemskiego zabezpieczenia – myślimy, że jeżeli więcej zgromadzimy: na kontach, w kosztownościach, nieruchomościach itd., to nasze życie stanie się przez to spokojniejsze, bardziej bezpieczne, po prostu – szczęśliwsze. Czasami tylko przychodzi refleksja, ale najczęściej ograniczona do innych, nie dotycząca nas samych: „przecież do grobu tego wszystkiego nie zabierze”. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że ten stan szczęśliwości mógłby zostaćprzerwany np. przez śmiertelną chorobę czy wypadek. Zwraca na to uwagę inny Ewangelista, św. Łukasz, w 12 rozdziale swej Ewangelii, gdzie przytacza słowa, jakie Bóg wypowiedział do bogacza: „Głupczejeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12, 20).

Tymczasem Bóg – i to jest sedno tych przypowieści – daje nam skarb, który trwa na wieki i dla którego warto poświęcić wszystkie bogactwa tej ziemi – swoją Miłość. Warto ją odkrywać i za nią podążać. A dziś, w tej właśnie chwili, warto zadać sobie pytanie: czy pragnę tak bardzo miłości Boga, jak często pragnę różnych dóbr materialnych?

Niektórzy za tą Bożą miłością, za Chrystusem, idą bardzo radykalnie, wybierając drogę życia konsekrowanego. A ile jest często przy tym zbędnego gadania rodziny czy sąsiadów: „Taki przystojny (taka ładna), po co mu(jej) to było?!”

Paweł Łukaszka jako 19-latek poświęcił znakomicie rozwijającą się karierę hokejowego bramkarza (był reprezentantem Polski, jako 18-latek brał już udział w olimpiadzie i przepowiadano mu świetlaną przyszłość, być może nawet w lidzie NHL) dla pójścia za Chrystusem jako kapłan.

Trudno to zrozumieć, gdy się nie stanie na gruncie wiary. Ale ciekawe jest to, że ci, którzy poświęcili swoje kariery dla pójścia za Chrystusem, nie mają poczucia jakiegokolwiek braku. Wręcz przeciwnie, są ludźmi szczęśliwymiBo znaleźli „drogocenną perłę”. A Chrystus potrafi im za to „odpłacić” po wielekroć.

Te uwagi dotyczą oczywiście nie tylko osób duchownych. Także świeccy, gdy Chrystus dotknie ich bardzo mocno, idąc za Nim muszą z wielu rzeczy zrezygnować. Przede wszystkim z życia wygodnego na rzecz życia miłością i poświęceniem dla innych. „Nagrodą” – w czysto ludzkim wymiarze – są często drwiny i szyderstwa. Ale – co powtarza się w wielu świadectwach – oni także nie mają wątpliwości, że „było warto”. Bo tylko prawdziwa Miłość – której źródłem jest Bóg – daje prawdziwe szczęście.

Warto też zwrócić uwagę na ostatnie zdanie dzisiejszego fragmentu Ewangelii: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Odczytuję to zdanie w kontekście drogi, jaką powinien podążać Kościół. Gdy posłucha się tradycjonalistów (np. lefebrystów) można odnieść wrażenie, że właściwa historia Kościoła skończyła się na Soborze Watykańskim II, a po nim to tylko ruiny, zgliszcza, „swąd szatana” itd. Gdy posłuchać niektórych kościelnych modernistów, można pomyśleć, że jest dokładnie odwrotnie - ta właściwa historia Kościoła zaczęła się wraz z Soborem Watykańskim II. Chrystus zdaje się mówić coś innego: że Kościół składa się z rzeczy „starych” i „nowych”. Nie może zmienić doktryny, ale przecież zmienia się sposób jego funkcjonowania wraz ze zmieniającym się światem. Dlatego św. Jan Paweł II, komentując to zdanie, zwrócił uwagę, że Tradycja Kościoła jest nurtem żywym, który niesie rzeczy „stare”, przyjmowane i przekazywane od początku, i pozwala odczytywać rzeczy „nowe”, wśród których żyje Kościół i świat. A te rzeczy, które włączając się w nurt Tradycji stają się „stare”, wzbogacają zarówno samą Tradycję, jak i życie wiary.

Piętnasta Niedziela zwykła, 16 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Dobry Nauczyciel

▼ Rozważa: Paweł Beyga 

Piętnasta Niedziela zwykła (16 lipca 2017)

Czytania: Iz 55, 10-11Rz 8, 18-23

Ewangelia: Mt 13, 1-23

Niedzielna Ewangelia przypomina nam przypowieść o siewcy. Zatrzymajmy się na chwilę nie tyle nad treścią przypowieści, co nad samym sposobem głoszenia Dobrej Nowiny przez Chrystusa.

Zbawiciel nauczał jak dobry nauczyciel, który dostosowuje zadania do poziomu swoich uczniów i słuchaczy. Jedna z podstawowych zasad efektywnego nauczania nakazuje stopniować trudność zadań. Jezus posługiwał się nie tylko krótkimi sformułowaniami, które wpadały w ucho, lecz także krótkimi opowiadaniami, nazywanymi przypowieściami.

Działo się tak, ponieważ słuchacze Chrystusa stanowili w tamtym czasie grupę, która nie posługiwała się zbyt finezyjnym językiem oraz nie zawsze posiadła zdolność pisania i czytania. Tym, co przemawiało do Chrystusowego audytorium, były właśnie przypowieści i krótkie sformułowania łatwe do zapamiętania.

Z tej Bożej pedagogiki wypływa także wniosek dla głoszących Ewangelię dziś. Można je podsumować w trzech punktach. Po pierwsze: należy prezentować Słowo Boże w przystępny dla słuchacza sposób. Nie może to jednak oznaczać pewnej fragmentaryczności przekazywanego Objawienia. Po drugie: konieczne jest takie przepowiadanie, które zostanie zapamiętane przez słuchających. Wreszcie – należy dbać o to, aby być przez uczniów zrozumianym, a w razie konieczności być gotowym do cierpliwego wytłumaczenia sensu Bożego Słowa.

Czternasta Niedziela zwykła, 9 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Daj Bogu szansę

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Czternasta Niedziela zwykła (9 lipca 2017)

Czytania: Za 9, 9-10Rz 8, 9. 11-13

Ewangelia: Mt 11, 25-30

Uzdrowienie świata i człowieka widzę w trzech cnotach:

pierwszej na imię pokora, drugiej na imię pokora i trzeciej na imię pokora!”

św. Alfons Liguori

Ksiądz biskup Franz Lackner z Grazu, opowiadając mi o swoim nawróceniu, wspomina o wydarzeniu, które miało miejsce na Cyprze, gdzie odbywał służbę wojskową w ramach działań ONZ: „Podczas nocnych wart miałem dużo czasu na myślenie. Pewnej nocy znalazłem biblię, otworzyłem ją i zacząłem czytać. Był to fragment z Ewangelii według św. Mateusza 11,28 – Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. To słowo tak bardzo mnie „uderzyło”, że nie byłem w stanie czytać dalej. Przy najbliższej okazji udałem się do księdza kapelana z pytaniem: co znaczą wydarzenia, których doświadczyłem i co mam robić? Ksiądz długo milczał, aż powiedział: daj Bogu szansę! Usłyszane słowa zaskoczyły mnie”.

Udręczenie

Któż z nas nie przeżywa sytuacji, które wprowadzają nas w udręczenie? Wtedy szukamy pomocy, spoglądając w lewą czy prawą stronę i zazwyczaj – jak mówi psalmista – nie znajdujemy pomocy.

Różne przechodzimy udręczenia; może to być choroba ukochanej osoby, uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, śmierć dziecka, brak pracy, itd.

Doświadczenie wiary upewnia nas, że Bóg zawsze pomaga. Wystarczy do Niego wołać, jak czyni psalmista: „W moim udręczeniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga” (Ps 18,7). Bóg ma bardzo dobry słuch. On słyszy szept, jak i krzyk człowieka: „Usłyszał On mój głos ze swojej świątyni, a krzyk mój dotarł do Jego uszu”. Bóg nie zwleka – jak ludzie, On działa natychmiast.

Daj Bogu szansę

Jezus wciąż na nowo przypomina nam, że On jest tym, który chce nam pomóc. Jeśli nawet pobłądziliśmy bardzo i poplątały nam się drogi życia i myślimy, że dla nas nie ma już ratunku, to daj Bogu szansę, a doświadczysz cudu.

Pan Jezus powiedział s. Faustynie: „Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby już po ludzku nie było wskrzeszenia i wszystko już stracone, nie tak jest po Bożemu: cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” (Dzienniczek św. Faustyny, 710).

Daj Bogu szansę, aby Cię pokrzepił! Kto może dać szansę Bogu? Tylko ktoś, kto jest pokorny. Prośmy Pana o łaskę pokory, byśmy w naszej pysze nie dźwigali ciężarów, które są ponad nasze siły, ale w wierze umieli je oddać Bogu. Daj Bogu szansę!

Trzynasta Niedziela zwykła, 2 VII 2017 – komentarz do Ewangelii


Natalia-Klocek-DSC-0729Nagrody

Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzynasta Niedziela zwykła (2 lipca 2017)

Czytania: 2 Krl 4, 8-11. 14-16a; Rz 6, 3-4. 8-11

Ewangelia: Mt 10, 37-42

W dzisiejszej Ewangelii Jezus posłużył się żydowskim sposobem wypowiadania się. Żydzi wierzyli, że jeśli przyjmują posła danej osoby, to właściwie ją przyjmują. Wykazanie szacunku dla ambasadora oznacza to samo, co wykazanie szacunku dla króla, który go posłał. Powitanie z miłością posłańca przyjaciela oznacza powitanie samego przyjaciela. Żydzi wierzyli, że uczczenie przedstawiciela danej osoby oznacza uczczenie tejże osoby. Odnosiło się to zwłaszcza do mędrców i do tych, którzy uczyli i przekazywali Boską prawdę.

Nie wszyscy możemy być prorokami bezpośrednio głoszącymi i zwiastującymi Słowo Boże, ale ten, który okazuje Boskiemu posłowi zwykłą gościnność, otrzyma nie mniejszą nagrodę, niż sam prorok. Jest wielu ludzi, którzy zajmują wysokie stanowiska społeczne. Jest wielu ludzi, których głos rozpala serca tysięcy. Jest wielu, którzy niosą brzemię społecznej służby, społecznej odpowiedzialności, czynią bardzo dużo, a którzy nie byliby w stanie spełnić swej misji, jeśliby nie było ludzi, którzy ich miłują, otaczają sympatią, którzy wykonują niejedną służbę w domu, w skrytości, niedostrzegani przez społeczeństwo. Jeśli prawdziwą wielkość mierzylibyśmy miarą Bożą, to spostrzeglibyśmy, że człowiek, który tak bardzo poruszył świat, właściwie był całkowicie zależny od kogoś, o kogo świat się nie troszczy, kto pozostaje nieznany. Nawet prorok musi zjeść śniadanie, musi się w coś ubrać. Nawet prorok musi mieć jakiś dom. Niechaj ci, którzy często spełniają niewdzięczne zadanie prowadzenia domu, gotowania posiłków, prania odzieży, robienia zakupów, opiekowania się dziećmi, nie myślą, że ich służba pozostanie bez zapłaty. To wielkie zadanie zlecone od Boga. Otrzymają zapłatę, zapłatę proroka, większą od tych, którzy całe dnie spędzają na posiedzeniach i żyją w wygodnych domach.

Nie zawsze świecimy przykładem dobroci. Nie zawsze ukazujemy się przed światem jako sprawiedliwi. Lecz kto pomaga dobremu człowiekowi być dobrym, otrzymuje zapłatę dobrego człowieka. Istnieje piękna opowieść. Pewien chłopiec wiejski po wielu trudach został kapłanem. W czasie studiów pomagał mu niestrudzenie wiejski szewc. Był on człowiekiem oczytanym i myślącym, uczynił wiele dla wychowania chłopca. Gdy młodzieniec obejmował stanowisko duszpasterza, szewc powiedział do niego: „Zawsze pragnąłem być głosicielem ewangelii, ale tak się złożyło, że do tego nie doszło. Ty osiągnąłeś to, o czym ja marzyłem. Chciałbym, abyś mi przyrzekł jedno: Chcę wykonywać dla ciebie buty i naprawiać je za darmo. Chcę, abyś je nosił, gdy będziesz wstępował na ambonę, by głosić słowo Boże. Wtedy będę czuł wyraźnie, że głosisz Ewangelię, którą ja tak bardzo chciałem głosić”. Niewątpliwie ten szewc służył Bogu tak samo, jak ów kaznodzieja i pewnego dnia otrzyma taką samą nagrodę.

Piękno dzisiejszej Ewangelii polega na podkreśleniu rzeczy najprostszych. Chrystus i Kościół zawsze będą potrzebowali wielkich mówców, wielkich przykładów świętości, wielkich nauczycieli, których imiona znane są wszędzie. Ale Chrystus i Kościół będą także zawsze potrzebowali tych, w których domach doświadcza się gościnności, których ręce są gotowe do wszelkiej posługi i w których sercach jest troska, zwana miłością chrześcijańską. U Boga każda służba ma tę samą rangę.

Natalia Klocek (DSC_0823)U podstaw lęku leży brak wiary

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

XII Niedziela zwykła (25czerwca 2017)

Czytania: Jr 20, 10-13; Rz 5, 12-15

Ewangelia: Mt 10, 26-33 ●

Pierwsze słowa, jakie usłyszał świat po narodzinach Jezusa, ogłoszone pasterzom przez Anioła, brzmiały: „Nie bójcie się”. Pierwsze słowa, jakimi powitał Jan Paweł II swój pontyfikat, brzmiały podobnie: „Nie lękajcie się”.

Dzisiejsza Ewangelia ma również to zasadnicze przesłanie. Bóg, który nas kocha i zna po imieniu, dobrze wie, że pułapką, która odbiera nam radość i sens życia, jest lęk. Lęk, który przybiera różne formy wyrazu: czy jest to szemranie, krytykowanie, bierność życiowa, obwinianie, niezadowolenie, ogłuszanie swojej rzeczywistości używkami, dręczenie umysłu wizjami katastroficznymi itp. itd. Każdy posiada wachlarz różnych lęków.

Generalnie tak rozumiany „lęk” jest czystym wymysłem naszej fantazji. Częste praktykowanie myśli lękowych prowadzi do specyficznych zachowań, one zaś do nawyków, których już zlekceważyć nie można, bo są zaczynem wielu dysfunkcji ciała i duszy. Lęk dotyczy bardziej przyszłości, chociaż możemy mieć także obawy przed wyjawieniem błędów przeszłości. Jednak sam mechanizm jego powstawania, funkcjonowania w naszej głowie, ma głęboką podstawę w braku zaufania Bogu. Braku wiary. Nie mamy wiary, bo nie słuchamy przepowiadania Ewangelii, która ją daje, albo nikt nam jej nie przepowiada!

Wiarę możemy pielęgnować i rozpalać, staje się wówczas twierdzą naszego schronienia. Jesteśmy bezpieczni, bo naszym obrońcą jest Bóg. W ostatnich latach szczególną obawę budzi w nas drugi człowiek, często myślimy o nim jako o kimś złym, niebezpiecznym. Nie są to myśli odosobnione, bowiem w historii często pojawiały się takie stany. Właśnie o tym kontekście mówił Jezus „Nie bójcie się tych , którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”.

Zatem Słowo mówi coś bardzo istotnego: potrzebujemy posiąść bojaźń bożą, a tą jest rozeznanie i szacunek właściwy rozumieniu Bożej nauki.

Podstawą jednak takiego trwania w wierze jest zaufanie. Totalne, we wszystkich dziedzinach życia, dotyczące także naszych dzieci, bliskich, naszego kraju i świata. Ufność, że Bóg miłości wszystko wyprowadza ku dobremu, że prowadzi historię zbawienia właściwie. Uwaga! Ważne, aby nie mieszać pewnych wydarzeń, które są skutkiem grzechów: naszych lub innych ludzi. Bowiem każde odrzucenie Boga prowadzi do pewnych konsekwencji, często przykrych, jednak i z tych błędów, głupot czy lekceważenia bożej nauki Bóg wyprowadza dobro. Wszystko w swoim czasie, przy pełnej, to znaczy świadomej współpracy człowieka. Jeśli ty chcesz, jeśli ty pozwolisz Mu być Jedynym Bogiem twojego życia, jeśli „ustami swoimi wyznasz, że Jezus Chrystus jest Panem”, On nigdy się ciebie nie wyprze. A kiedy będziesz w potrzebie, bo upadniesz w grzechu, będzie się wstawiał za tobą przed Ojcem mówiąc: przebacz mu, Ja go znam. Dla Boga jesteś najważniejszy.

Bóg daje nam wielki przywilej wśród innych stworzeń, mianowicie zupełną wolność. Wobec tego, sami możemy wybierać myśli, którymi się nieustannie zajmujemy, które nas oszukują lub trzymają w niewoli grzechu. Mamy się bać tego, który może dusze i ciało zatracić w piekle. Toteż bądź czujny i zważaj, z kim w sobie dialogujesz. Mamy wolność wyboru myśli, podobnie jak ubrań wyjmowanych z szafy. Dzisiaj pomyśl nad treścią swoich myśli: czy są one boże, czy też „myśli wasze nie są moimi myślami”? Bądź świadomym właścicielem swoich myśli. I… „w każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18).

Jedenasta Niedziela zwykła, 18 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)W Jego imię

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Jedenasta Niedziela zwykła (18 czerwca 2017)

Czytania:Wj 19,1-6aRz 5, 6-11

Ewangelia: Mt 9, 36-10, 8

W dzisiejszej ewangelii Pan wysłał swoich uczniów, aby m.in. wypędzali złe duchy. Egzorcyzmy i spektakularne działania złych duchów znajdują się zawsze pośród najbardziej interesujących kwestii. Wystarczy niejednokrotnie zapytać uczniów na lekcji religii, o czym chcieliby porozmawiać na zajęciach, a temat egzorcyzmów pojawi się.

W kontekście tego tematu należy wspomnieć o trzech ważnych rzeczach. Po pierwsze, każde spektakularne działanie diabła jest już jego porażką. Dzieje się tak dlatego, ponieważ szatan woli działać niepostrzeżenie, po cichu. Inaczej mówiąc, nie chce, aby kojarzono go z grzechem. Egzorcyzmy stają się przestrzenią, w którą wkracza działając Bóg – silniejszy od diabła.

Po drugie, opętania nie należą do dawnej przeszłości, ale zdarzają się również współcześnie. O ich występowaniu świadczą kapłani egzorcyści, którzy podejmują się egzorcyzmów w wielu diecezjach Polski i świata. Oczywiście, można egzorcyzmy i opętania wyśmiać lub wzruszyć ramionami, można nazywać je postrachem dla niegrzecznych dzieci, ale na to właśnie liczy diabeł.

Po trzecie, trzeba zapytać: od czego rozpoczyna się opętanie? I zdziwią się niektórzy, iż odpowiedź nie rozpoczyna się od tarota, wróżek i magii. Niejednokrotnie otwieranie drzwi diabłu dokonuje się subtelniej, np. poprzez nieregularną lub niedbałą modlitwę, długie nieprzystępowanie do spowiedzi i Komunii Świętej lub religijną obojętność. Te i wiele innych powodów sprawia, iż diabeł może czuć się w życiu wielu ludzi jak u siebie. Stąd wynika stale aktualne Chrystusowe polecenie wypędzania złych duchów w Jego imię.

Uroczystość Najświętszej Trójcy, 11 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Trojca-Swieta-ikona-RublowaPrawdziwa miłość

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Uroczystość Najświętszej Trójcy (11czerwca 2017)

Czytania: Wj 34, 4b-6. 8-92 Kor 13, 11-13

Ewangelia: J 3, 16-18

Możesz mieć wszystko, ale jeśli nie masz miłości, to na nic ci się to nie przyda”.

(św. Augustyn)

 Targ Jasielski

Byłem kiedyś na targu w Jaśle. Pełno ludzi. Gwar. Wszędzie słychać zaproszenie, aby zakupić tani ciuch i świeżą sałatę. Dalej trzech mężczyzn popija piwo. Kobiety rozmawiają o zakładzie fryzjerskim, w którym robiły fryzurę na I Komunię. Zwyczajny obrazek polskich targowisk.

Przenieśmy się na inny targ, który opisał św. Grzegorz z Nyssy w IV wieku: „Pytasz o to, gdzie można wymienić pieniądze, a tu ci odpowiadają rozprawą o zrodzonym i nie zrodzonym; pytasz o cenę chleba – odpowiada­ją, że Ojciec jest większy od Syna i Syn jest mu podległy, pytasz, czy kąpiel gotowa – a on ci zaczyna wykładać, że Syn został stworzony z niczego”.

Zastanawiam się, dlaczego w naszych domach, na targach i placach, ba! w klasztorach i na plebaniach, nie ma tego rodzaju dyskusji? Dziś – owszem, rozmawia się o Kościele, o samochodach księży, o skandalach z udziałem duchownych…, ale kto toczy dysputy o wierze, kto roztrząsa kwestie katechizmowe czy teologiczne?

Bóg umiłował świat

Bóg – mój Ojciec, jest miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność! (por. Wj 34, 6). Jest tym, który przechodzi pośród nas, który przebacza winy nasze i grzechy nasze i czyni nas swoim dziedzictwem (por. Wj 34, 9). Naturą Boga jest miłość, miłość bez granic! Miłość niewyczerpana! Dlatego „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Nie, aby potępić świat, ale by go ratować, zbawić. Mnie ratować, mnie zbawić!

Między tegoroczną Paschą a Pięćdziesiątnicą pełniłem posługę kapelana w La Salette i mógłbym długo opisywać historie tam usłyszane od pielgrzymów, które są pieczęcią miłości Bożego Serca, Jezusowej misji: aby nie potępiać, ale odnajdywać zagubionych. Pamiętam biznesmena z Zielonej Góry, którego Jezus wyciągnął z przysłowiowego dna i uratował jego małżeństwo; Jezus odszukał malarkę spod Krakowa i wyrwał z 40-letniego trwania w ateizmie; widziałem radość starszych kobiet z przebaczenia po 50 latach!

Nie wiem, jak Nikodem słuchał i reagował na to, co Jezus mówił do Niego… Ale ja po raz kolejny widziałem, jak słowa stawały się ciałem!

Miłość

Św. Augustyn napisał: „W kwestii poświęconej Trójcy Świętej najważniejsze jest pytanie: Co to jest prawdziwa miłość?”. Miłość to życie dla innych, dlatego wymaga ona obecności drugiej osoby. Nie można kochać w pojedynkę. Bóg, będący Miłością, nie jest samotnikiem, ale jest wspólnotą. My nie wierzymy w jakieś idee, my wierzymy w Boga w trzech Osobach, dlatego możemy wchodzić w relacje z Nimi!

Jeden z midraszy opowiada, jak to po stwo­rzeniu Abrahama, Bóg, patrząc na jego czyny, nie był zbyt zadowolony ze swego dzieła i wtedy patriarcha powiedział: „O Najwyższy, wybacz mi to, co powiem, ale gdybyś mnie nie stworzył, z kim byś rozmawiał?”

Piękne! Mogę rozmawiać z Bogiem! Mogę rozmawiać z moim Ojcem, wołać do Niego: Abba, Tatusiu! Mogę wchodzić w relacje z Jezusem, z Synem Bożym, który napełnia mnie miłością. A Duch Święty, który zamieszkuje w nas, jest dawcą dobra, mądrości i piękna, dawcą darów duchowych i źródłem pełni łaski. Do Niego mogę wołać: „Przybądź, Dawco dobra, i zamieszkaj w nas”.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, 4 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Duccio, Zesłanie Ducha Świętego (fragment retabulum Maestà), 1308-1311Polecenie Jezusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (4 czerwca 2017)

Czytania: Dz 2, 1-11; 1 Kor 12, 3b-7. 12-13

Ewangelia: J 20, 19-23

Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, najprawdopodobniej uczniowie nadal spotykali się w górnej izbie, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza. Spotykali się jednak w wielkim strachu. Obawiali się, znali zaciekłą nienawiść Żydów. Żydzi osiągnęli to, że Jezus poniósł śmierć, i uczniowie obawiali się, że teraz na nich może przyjść kolej. Tak więc gromadzili się pełni strachu, wsłuchując się bojaźliwie w każdy odgłos kroków na schodach i pukanie do drzwi, czy ktoś z Sanhedrynu nie przychodzi również ich aresztować. Gdy tam byli, nagle Jezus znalazł się pośród nich. Pozdrowił ich wielkanocnym pozdrowieniem: „Pokój wam!”. Następnie Jezus dał uczniom polecenie, którego Kościołowi nie wolno nigdy zapomnieć. Powiedział On, że tak jak Ojciec posłał Jego, tak i On ich posyła.

Oznacza to trzy rzeczy.

Po pierwsze, że Jezus Chrystus potrzebuje Kościoła. Jezus przyszedł z poselstwem dla wszystkich ludzi, teraz odchodzi On z powrotem do swego Ojca. Nowina ta nie była przekazywana innym ludziom inaczej, jak tylko przez Kościół. Kościół miał być ustami, które przemawiały dla Jezusa, stopami, które miały być wysłane przez Niego, rękami wykonującymi Jego pracę. Poselstwo Chrystusa zostało przekazane w ręce Kościoła.

Po drugie, Kościół potrzebuje Jezusa. Osoba, która ma być wysłana, potrzebuje kogoś, kto ją wyśle. Potrzebuje poselstwa do przekazania. Potrzebuje mocy i autorytetu dla poparcia jego świadectwa. Potrzebuje kogoś, do kogo mógłby się zwrócić w zwątpieniu czy trudności. Kościół potrzebuje Jezusa, bez Niego nie ma on poselstwa, bez Niego nie ma mocy, bez Niego nie ma do kogo się zwrócić, kiedy spotyka przeciwności. Bez Chrystusa Kościół nie ma niczego, co oświecałoby jego umysł, wzmacniało jego ramię, natchnęło otuchą serce.

Pozostaje jednak jeszcze jedno znaczenie. Wysłanie Kościoła przez Jezusa jest podobne do wysłania Jezusa przez Boga. Ale nikt, kto czyta historię Czwartej Ewangelii, nie może nie wiedzieć, że stosunek między Jezusem i Ojcem polegał stale na doskonałym posłuszeństwie Jezusa, na doskonałym podporządkowaniu, na doskonałej miłości. Jezus mógł być Bożym posłańcem jedynie dlatego, że ofiarował Bogu to doskonałe posłuszeństwo i doskonałą Miłość. Zgodnie z tym, Kościół nadaje się do tego, aby być posłańcem i narzędziem Chrystusa jedynie wtedy, gdy doskonale kocha Go i doskonale jest Mu posłuszny. Kościół nigdy nie może propagować swojego poselstwa, musi propagować poselstwo Chrystusa. Nie może nigdy uprawiać swej własnej, ludzkiej polityki, musi wykonywać wolę Chrystusa. Kościół chybia celu, kiedy próbuje rozwiązywać jakiś problem posługując się własną mądrością i siłą, kiedy nie szuka woli i kierownictwa Jezusa Chrystusa.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 28 maja 2017 – komentarz do Ewangelii

Wniebowstapienie-Panskie-Benvenuto-Tisio-da-GarofaloJakim świadkiem Jezusa jestem?

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego (28 maja 2017)

Czytania: Dz 1, 1-11; Ef 1, 17-23

Ewangelia: Mt 28, 16-20 ●

Krótki fragment Ewangelii, a jakże bogaty w treść. Chciałem zwrócić uwagę na kilka jego momentów. Ale po kolei.

Jezus polecił Jedenastu, aby udali się do Galilei. Jest ona miejscem symbolicznym. Z jednej strony – w przeciwieństwie do Jerozolimy, miejsca zdrady, odrzucenia, cierpienia i męki Jezusa – jest miejscem Mu przyjaznym, Miejscem, które u apostołów wywołuje zapewne wiele serdecznych wspomnień odnoszących się do szczęśliwych chwil spędzonych z Jezusem. Takie pozytywne wspomnienia na pewno są dla nich wewnętrznym umocnieniem, tym bardziej koniecznym, że – jak czytamy – „niektórzy jednak wątpili”.

Z drugiej strony Galilea – co często podkreśla np. Jan Budziaszek – jest synonimem głuchej prowincji, miejsca „na końcu świata”, nieważnego, położonego z dala od centrum, od Świętego Miasta. Jezus pokazuje, że także te „nieważne” miejsca mają wielkie znaczenie w oczach Boga.

Drugi ważny moment: Jezus przed swoim odejściem do Ojca przekazuje apostołom swoją „ostatnią wolę”, jakby „duchowy testament”: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. A zatem Jezus czyni apostołów świadkami i depozytariuszami Jego nauki, a jednocześnie zleca im ewangelizację “wszystkich narodów”.

To wezwanie, by nieść światu Dobrą Nowinę, poprzez apostołów jest skierowane do wszystkich pokoleń chrześcijan, a więc także do nas. To prawda, nie jest łatwo być dziś świadkiem Jezusa. Ale to zdanie z Ewangelii powinno sprowokować każdego z nas do małego rachunku sumienia: czy to, że tak właśnie jest, mnie nie zniechęca? A może wstydzę się lub boję świadczyć o Jezusie choćby na taka miarę, na jaką jest mi to dane – w swoim środowisku? Czy swoją postawą przyciągam innych do Jezusa, czy wręcz przeciwnie – odstraszam od Niego?

I ostatni moment: Jezus zapewnia apostołów – a przez to i nas – że pozostanie z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Bardzo optymistyczna perspektywa, ale jakże się to stanie, skoro Jezus odchodzi przecież do Ojca? To zapowiedź rychłego zesłania Ducha Świętego, do którego dojdzie w dniu Pięćdziesiątnicy.

Szósta Niedziela Wielkanocna, 21 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Nie zostawię was sierotami

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Szósta Niedziela Wielkanocna (21 maja 2017)

Czytania:Dz 8, 5-8. 14-171 P 3, 15-18

Ewangelia: J 14, 15-21

Dzisiejszy fragment zaczerpnięty z Ewangelii według Jana przywołuje słowa Chrystusa, który zapowiada przyjście Ducha Świętego. On będzie gwarantem zachowywania przez uczniów wszystkiego, co otrzymali od swojego Mistrza. Może uderzać, z jaką czułością Pan zwraca się do apostołów: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was”. Możemy wczuć się w stan uczniów, którzy wiedzą, iż Zbawiciel niedługo od nich odejdzie.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli posiada dwa wymiary. Pierwszy to obietnica Ducha Świętego, który dopełni dzieła i sprawi, że Kościół rozpocznie dzieło głoszenia Ewangelii. Drugi motyw to odejście Chrystusa do Ojca. Możemy się zastanawiać, dlaczego musiał odejść? Czy nie mógł zostać z nami fizycznie, aby każdy mógł – być może – kupić bilet samolotowy i polecieć na spotkanie ze Zbawicielem? Kiedy patrzymy jednak na Eucharystię, to dochodzimy do wniosku, że Jezus Chrystus jest bliżej niż na wyciągnięcie ręki lub zakup biletu samolotowego. On pozostał w sakramentach, aby w każdej świątyni świata „być ze swymi uczniami”.

Kościół jednak nie żyje tylko sakramentami, ale także głoszeniem Słowa Bożego. To głoszenie nie jest jednak ewangelizacją „po omacku”. Posiadamy przewodnika – Ducha Prawdy. Pan, odchodząc do Ojca, obiecał Ducha, abyśmy mieli pewność, że wspólnota Kościoła zachowała całą doktrynę przekazaną przez Syna Bożego i rozwiniętą przez Jego uczniów. Możemy zatem być pewni: Pan jest z nami i wiemy, co nam przekazał.

Piąta Niedziela Wielkanocna, 14 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Ojciec Niebieski

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Piąta Niedziela Wielkanocna (14 maja 2017)

Czytania: Dz 6, 1-7; 1P 2, 4-9

Ewangelia: J 14, 1-12

Ojciec Niebieski z wielkim upodobaniem spogląda na nas, ze względu na nasze zjednoczenie z Chrystusem, a nie dlatego, że jesteśmy bez zarzutu”.

o. Józef Kentenich

Wszystko, co mamy, dał nam Ojciec w niebie. Cudownie jest mieć z Nim relację, pięknie jest chwalić Go i błogosławić. W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy mówi o Ojcu!

Dom Ojca

Św. Ignacy z Antiochii, gdy szedł na śmierć męczeńską, dawał świadectwo, że słyszy w sercu głos Ducha Świętego, który niczym strumień «wody żywej» płynący w jego wnętrzu szepcze mu słowa wezwania: «Pójdź do Ojca». Wiara daje kierunek w życiu. My nie idziemy donikąd, nie jesteśmy sierotami i nie jesteśmy bezdomni. Mamy Ojca Niebieskiego i mamy Dom w Niebie! Jesteśmy dziećmi Boga i Jego domownikami. Kto ma wewnętrzną relację z Ojcem w niebie, ten ma tęsknotę nieba!

Droga do Ojca

Drogą do Ojca jest Jezus, Jego Słowo! Baal Szem Tow, mistyk żydowski, jest autorem pewnego opowiadania: ojciec z synem szli przez las. Kiedy syn zapragnął zbierać jagody, otrzymał od ojca zgodę pod warunkiem, że odpowie za każdym razem, kiedy będzie wzywany. Po pewnym czasie, kiedy ojciec zorientował się, że syn zbytnio się oddalił, zaczął wołać do niego, ale syn, zajęty zbieraniem jagód, nie odpowiadał. Gdy ojciec go odszukał, powiedział: „Jeśli nie będziesz zwracał uwagi na moje wołanie, stracisz życie”.

To krótkie opowiadanie przestrzega nas, aby nie zachowywać się jak ów syn. Jeśli nie będziemy słuchać głosu Pana i odpowiadać na Jego słowo, możemy zgubić drogę do Domu Ojca, możemy stracić życie.

Trwanie w Ojcu

Jezus obiecuje nam, że jeśli będziemy trwać w Ojcu i w Nim, wtedy będziemy czynić dzieła, jakie On czyni, a nawet większe!

Jestem w La Salette i posługuję pielgrzymom. Kilka dni temu przyjmowałem Włochów, którzy byli na świętej górze przez dwa dni. Przed wyjazdem podeszły do mnie dwie kobiety, które powiedziały, że w tym miejscu pojednały się po 50 latach. Coś, co wcześniej nie było możliwe, teraz stało się faktem. W mojej obecności rzuciły się sobie w ramiona i płakały. Co to były za piękne łzy!

Małżeństwo z Polski przyjechało do La Salette ponownie po dwóch latach, aby podziękować za pojednanie w ich małżeństwie. Już była sprawa rozwodowa… „Proszę księdza, my dziś jesteśmy w sobie tak zakochani, jak przed 30 laty”. To są te dzieła… Coś takiego się dzieje, gdy trwamy w Nim!

Czwarta Niedziela Wielkanocna, 7 V 2017 – komentarz do Ewangelii

dobry pasterzTroskliwy Pasterz

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna (7 maja 2017)

Czytania: Dz 2, 14a. 36-411P 2, 20b-25

Ewangelia: J 10, 1-10

Istnieje zwyczaj nadawania imion zwierzętom domowym na znak, iż należą one do nas, do domu, do rodziny. Dla Żydów nadanie imienia komuś oznaczało podporządkowanie go sobie. W Księdze Rodzaju Bóg przyprowadził wszystkie zwierzęta przed Adama, aby mógł on wszyst­kim nadać imię; w ten sposób stał się ich panem i one miały mu słu­żyć. Bóg zmienia imię Abramowi na Abraham oraz Szymonowi na Piotr: imię wyraża bowiem powołanie, jakie oni otrzymali. Jeszcze dzisiaj niektórzy zakonnicy i zakonnice zmieniają imię, kiedy wstępują do klasztoru.

Kiedy Chrystus mówi, że woła owce po imieniu, oznacza to, iż każ­demu z nas nadaje naszą własną i niepowtarzalną misję. W Króle­stwie Bożym każdy stanowi mały kamyczek wielkiej mozaiki, a na­szym zadaniem jest nie niszczenie całego obrazu, ale nadanie mu niepowtarzalnego blasku.

W Ewangelii tej Chrystus ostrzega także przed złodziejem. Kto to jest? U Beduinów kradzieże zwierząt są rzeczą powszednią. Łatwo jest otruć psa, załadować owce na ciężarówkę i zniknąć na pustyni. W ży­ciu duchowym złodziejem jest zły duch. Diabeł bowiem nie posiada nic swojego: to wszystko, co istnieje, zostało stworzone przez Boga, on więc może jedynie przywłaszczyć to sobie poprzez kradzież. Kradnie Bogu dusze, a każdy z nas, jeśli spojrzy na własne doświadczenie, może zobaczyć, jak wiele pięknych chwil w życiu zostało zniszczonych przez złego. Mogliśmy uczynić tyle dobrego, natomiast straciliśmy nasz cen­ny czas, jak synowie marnotrawni. Mówi się, że czas to pieniądz, a nikt przecież nie chce, żeby mu ukradziono jego pienią­dze. Możemy sparafrazować powyższe zdanie twierdząc, że czas to moż­liwość czynienia dobra, dlatego nieustannie ktoś czyha na niego, aby nam go ukraść i kazać potem za niego płacić z procentem. Jedyne, co nam pozostaje, to czuwać, aby każdy wybór, każde działanie, każda myśl i każdy krok przechodziły tylko przez serce, przez prawdziwą bramę, jaką jest Chrystus.

Święta

Czwartek, XXXIII Tydzień zwykły Rok A, I Dzień powszedn

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Sonda