Dzisiaj jest

środa,
14 listopada 2018

(318. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
6879442

Wyszukiwanie

Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: „Zaprawdę powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie” (Mk 12,38-44).


Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS

 

Kościół czeka na świadectwo ubogich, aby uczyć świat, czym jest miłość
św. Jan Paweł II

Zdać się na Boga

Podczas niedzielnego kazania ojciec Kolumban poprosił, by każdy, ile może, złożył jakiś datek na misje w południowej Afryce. – Liczy się każdy, nawet najmniejszy grosz, tak jak ten wdowi z Pisma Świętego.

Kiedy potem ojciec policzył składkę, rozczarował się – apel nie spotkał się z dużym odzewem. W następną niedzielę znowu wchodzi na ambonę i mówi:

– Moi drodzy, taca z poprzedniej niedzieli bardzo mnie rozczarowała. Nigdy bym nie pomyślał, że w naszej parafii jest tak dużo ubogich wdów!

(Adalbert Ludwig Balling, Humor klasztorny).

Jak dobrze jest znać swoich parafian!

Tak jest

W kościele podczas Eucharystii w dni powszednie pierwsze ławki w większości zajmują wdowy. To one przychodzą codziennie – nie dlatego, że nie mogą spać, czy też nic nie mają do zrobienia. Przychodzą i modlą się za swoje dzieci i wnuki. Przesuwają paciorki różańca… Dzięki nim słychać jeszcze śpiew na liturgii. W dużej mierze to dzięki wdowom parafialny Caritas służy potrzebującym. A kto zbiera przed kościołem datki do puszek dla powodzian, ofiar trzęsienia ziemi czy dla ubogich? Kto prowadzi parafialne sklepiki i rozprowadza prasę katolicką? W większości to wdowy sprzątają kościół, pamiętają o imieninach proboszcza i wszystkich „bożych imprezach” – na nich można zawsze polegać.

Jednym z zadań Kościoła jest opieka nad wdowami, a jednak odnoszę wrażenie, że to bardziej wdowy opiekują się Kościołem!

Biedne jak mysz kościelna

W większości „wdowy kościelne” żyją ubogo jak przysłowiowa mysz kościelna. Bo ile dostają renty czy emerytury? Co to za pieniądze – śmieszne! To właśnie z tych śmiesznych pieniędzy najpierw każdą złotówkę obejrzą, zanim ją wydadzą. Znam wdowę – mamę pewnego księdza – która swoje tysiąc złotych rozpisuje na cały miesiąc: opłaty, jedzenie, lekarstwa, niedzielna taca i intencja mszalna za męża…

Siostra Małgorzata Chmielewska, od bezdomnych i opuszczonych, napisała, że pewna starsza kobieta wspierała domy dla ubogich, co miesiąc przysyłając 30 zł ze swojej renty. Kiedy pewnego miesiąca nie dokonała wpłaty, siostra była pełna złych myśli. Tymczasem w następnym miesiącu przekaz nadszedł z adnotacją: „Przepraszam za brak daru w ubiegłym miesiącu. Miałam niespodziewany wydatek – pogrzeb koleżanki”.

Wdowi grosz!

Oddała swój ostatni grosz, oddała wszystko. Nic dla siebie. Nie, nie postradała rozumu – bo może już stara; nie, ona właściwie użyła rozumu do „bożego interesu”. Świetnie zainwestowała, choć zupełnie nie zna się na giełdzie. Ona wie, dokąd prowadzi Bóg, kiedy się idzie razem z Nim!

Dała wszystko, nie żeby żyć w nędzy, ale żyć we właściwym wymiarze, mieć zabezpieczenie we właściwym „banku” – w Bogu.

Uboga i wolna. Tak niewiele potrzebuje… wolna od nadmiaru, od gadżetów, od zmartwień. Świetnie sobie radzi bez tego balastu.

Rabin Mojżesz Leib często powtarzał: „Jak łatwo jest ubogiemu człowiekowi zdać się na Boga. Cóż bowiem innego posiada, na co mógłby się zdać? A jak ciężko jest bogatemu zdać się na Boga. Całe jego bogactwo woła do niego: Zdaj się na mnie!”.

Dawać pieniądze… bo wszystko, co damy, później wraca… bo Bóg, który widzi w ukryciu, oddaje nam! Dawanie to jest wyznawanie wiary, że Bóg jest i się troszczy o nas. On widzi i słyszy. Dawanie to inwestowanie w wieczność. Możemy być pewni, że ubodzy orędują za nami w niebie. Może kiedyś powiedzą Bogu, że ten wielki grzesznik kiedyś im pomógł i to może wystarczy… Może wtedy zrozumiemy, czym jest miłość?

Największe przykazanie
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

DSC_2018-kopia_1.jpgXXXI Niedziela zwykła (4 listopada 2018)
Czytania: Pwt 6,2-6, Hbr 7, 23-28
Ewangelia: Mk 12,28b-34 ●

Rzeczą typową dla osób inteligentnych jest stawianie pytania: „Co jest najważniejsze?”. Czynią tak studenci, którzy przygotowują się do egzaminów, uczciwi nauczyciele, wychowawcy, robotnicy.

Także w naszym życiu moralnym istnieją fundamentalne obowiązki, niezbędne, dotyczące wszystkich ludzi. Na pierwszym miejscu znajduje się miłość. Obdarzamy czcią męczenników, ponieważ ich śmierć jest znakiem miłości: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. Święty Ireneusz z Lyonu walczył przeciwko gnostykom, ponieważ stawiali na pierwszym miejscu poznanie. Pisze on, iż aby zostać zbawionym, nie trzeba dużo wiedzieć, należy za to bardzo kochać. Także ćwiczenia ascetyczne, posty, umartwienia bez miłości byłyby nadaremnym trudem. Teodoret z Cyru w swoich „Dziejach miłości Bożej” opisuje trudne życie mnichów syryjskich, podsumowuje jednak, iż jedynie miłość jest tym, co je usprawiedliwia i czyni możliwym.

Nawoływanie do kochania Boga ponad wszystko zdaje się być czymś niemożliwym do zrealizowania. Jedna z ludowych pieśni czeskich ironizuje na ten temat: „Gdybym kochał Boga tak, jak kocham ciebie, byłbym już święty, jak aniołowie w niebie!”. Niektórzy surowi moraliści uznają takie porównanie miłości do Boga do miłości osoby zakochanej za bluźnierstwo.

Jednak życie ludzkie i ludzkie uczucia nie zawsze są negatywne. Wiele osób kocha rzeczy znacznie bardziej niż Boga. Ale nawet ten, kto uważa się za zakochanego, albo też ten, kto posiada jakąś wielką pasję, może nie stracić głowy do tego stopnia, by przestać dawać pierwszeństwo prawu Bożemu, kiedy pozostaje ono w konflikcie z tą „miłością”.

Na drogach pierwszeństwo ma ten, kto nadjeżdża z prawej strony, albo też z drogi głównej; metaforycznie możemy powiedzieć, iż Bóg w naszym życiu przybywa zawsze z prawej strony. On ma pierwszeństwo przed wszystkimi naszymi zainteresowaniami, nawet kiedy podążamy naprzód, całkowicie Go ignorując.

Matka jest szczęśliwa, kiedy jej dziecko otrzymuje pochwałę. Więź pomiędzy nimi jest tak silna, iż sukces dziecka jest jej sukcesem.

Pięknym przykładem duchowej jedności jest historia opowiedziana w Starym Testamencie. Chwała Pana utożsamia się ze zwycięstwami i z siłą Żydów, którzy, modląc się, powtarzają „Panie, Boże nasz”, ponieważ odczuwają Boga jako swojego Boga.

Gdybyśmy również my głęboko odczuwali Boga jako naszego Boga, sukcesy Jego Królestwa byłyby naszą radością, zaś porażki – przyczyną naszego smutku. Przyjaźń oznacza gotowość przyjścia z pomocą, kiedy przyjaciel nas potrzebuje. Bóg nie potrzebuje niczego, kocha nas jednak i prosi nas o przyjaźń. Możemy ją zademonstrować, współpracując z Nim przy realizowaniu Jego Królestwa na ziemi. Jest to misja, którą Bóg powierza ludziom. Kto kocha Boga, odpowiada na Jego wezwanie słowami Izajasza: „Oto ja, poślij mnie!”.

Perykopa ewangeliczna: Mk 10,46b-52
Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Dobrze jest być w Jerychu, aby odczuć siłę przekazu opisywanego przez dzisiejszą Ewangelię zdarzenia. Przez miasto, także w czasach Jezusa, przechodził szlak łączący południe aż po Afrykę i północ, czyli Babilonię i dalej Europę. Był to szlak kupców, wojsk, pielgrzymów i włóczęgów licznie przybywających tutaj z powodu potężnego źródła tworzącego jedyną oazę na dużej przestrzeni.

To najniżej położone miasto na kuli ziemskiej leżące w depresji Jordanu jest zawsze otulone mgłami parującego po sąsiedzku Morza Martwego, a położone na obrzeżu Pustyni Judzkiej, pokryte jest kurzem i piaskowym pyłem. W mieście, z racji położenia geograficznego, przez większą część roku panuje dotkliwy upał, zaś uporczywe muchy uprzykrzają byt ludziom i zwierzętom.

Właśnie w tej scenerii obserwujemy pewnego człowieka, którego sytuacja jest, można by powiedzieć, beznadziejna. Siedzi w pyle przy gościńcu, jest niewidomy, żebrze, a to oznacza, że jest zupełnie zależny od łaski innych.

Niewidomy, który ma zapisane imię Bartymeusz syn Tymeusza w sensie społecznym jako osoba nic nie znaczy, bo nawet nie może przebywać w mieście i sam nie może tej sytuacji zmienić.

On o tym wie!

Jest świadomy swoich ograniczeń, w tym jest inny niż my. Ponieważ my polegamy na sobie, ufamy swoim umiejętnościom, możliwościom, swoim wpływom, wiemy, jak dużo potrafimy i co możemy, opieramy się na sobie.

Z Bartymeuszem zaś mamy wspólne doświadczenie ślepoty, chociaż inaczej, ponieważ my na ogół nie widzimy miłości Boga i ta ślepota znacząco utrudnia nam życie.

Niewidomy, siedząc przy gościńcu, kiedy słyszy nadciągający tłum, wyznaje publicznie i głośno wiarę w Mesjasza, bowiem w tamtym czasie powiedzieć: „Jezusie, Synu Dawida”, oznaczało właśnie to rozpoznanie Mesjasza w Jezusie. Przed ślepcem spod Jerycha jeszcze nikt tego nie uczynił! On wierzy, że ten Człowiek ma moc odmienić jego sytuację!

Bartymeusz przekrzykuje gawiedź: „Ulituj się nade mną” – po hebrajsku tłumaczone jest „wezwij mnie” (hinejni, hinejni – jak śpiewa Leonard Cohen). Jednak każde tłumaczenie oznacza to samo: Panie, zauważ mnie, zauważ moje udręczenie. To symboliczne wołanie Bartymeusza stało się nieustanną modlitwą kościoła, szczególnie wschodniego.

Na to wołanie Jezus zawsze odpowiada, bowiem Bóg lubi ruch, aktywność, zaangażowanie człowieka. Niewidomy na wezwanie Pana zrywa się z miejsca, jest to bardzo dynamiczna scena. Mężczyzna porzuca płaszcz, który jest jego jedynym zabezpieczeniem przed dotkliwym chłodem pustynnej nocy. Nie dba o to, bo ma pewność, że płaszcz znajdzie sam.
Oto staje przed Panem z wiarą i pragnie tylko przejrzeć i na słowo Jezusa tak się staje.

Dzisiaj, właśnie dzisiaj w obliczu naszej ślepoty niewidomy spod Jerycha zaprasza nas do nieustannej modlitwy, do aktywnej relacji z Jezusem, aby przejrzeć, czyli mieć rozeznanie w życiu osobistym i społecznym.

To doskonała modlitwa, która zawsze sprowadza spojrzenie Jezusa na proszącego, tylko przygotuj sobie odpowiedź, gdy Pan cię zapyta, „co chcesz, abym ci uczynił?”.

Święta

Środa, XXXII Tydzień zwykły
Rok B, II
Dzień Powszedni

Sonda