Duccio, Zesłanie Ducha Świętego (fragment retabulum Maestà), 1308-1311Słowa Ewangelii według świętego Jana

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku, i rzekł do nich: ”Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.

A Jezus znowu rzeki do nich: ”Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: ”Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

 Niezauważony Bóg
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Niedziela Zesłania Ducha Świętego, (20 maja 2018)
Czytania: Dz 2,1–11; 1 Kor 12,3b–7.12–13
Ewangelia: J 20,19–23 ▼

Ewangelia dzisiejszej uroczystości wskazuje znowu na Wieczernik, jako miejsce spotkania ze zmartwychwstałym Panem. Nie wynika to tylko z tego, iż w ewangeliach próżno szukać opisu Zesłania Ducha Świętego. W starożytnym Kościele Wielkanoc i Zesłanie Ducha Świętego, a raczej wigilia tego święta, były najważniejszymi liturgiami w roku.

„Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” – mówi do apostołów Chrystus. Łączy on zatem odpuszczanie grzechów z działaniem Trzeciej Osoby Boskiej. Trudno niekiedy wyobrazić sobie Ducha Świętego, ponieważ dla nas, ludzi z krwi i kości, więcej mówiący jest obraz Boga Ojca lub Jezusa Chrystusa, który stał się człowiekiem.

Spotkanie z Duchem Świętym dokonuje się niejako nie „twarzą w twarz” z Nim, lecz poprzez skutki Jego działania. Miejscami szczególnej aktywności Duch Świętego są sakramenty udzielane w Kościele. Istnieje dzisiaj tendencja do poszukiwania spektakularnych efektów i zjawisk w działaniu Trzeciej Osoby Boskiej. Jednakże Chrystus w dzisiejszej ewangelii przypomina, że Duch Święty działa subtelnie, nieco niezauważony, i to jest jego Boski „charyzmat”.

Wniebowstąpienie Pańskie, 13 maja 2018 – komentarz do Ewangelii

Wniebowstapienie-Panskie-Benvenuto-Tisio-da-Garofalo„Jezus, ukazawszy się Jedenastu, powiedział do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Te zaś znaki towarzyszyć będą tym, którzy uwierzą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie». Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk 16, 15-20).

W niebie będziemy odpoczywali i oglądali, będziemy oglądali i kochali, będziemy kochali i wychwalali. Oto co będzie na końcu, ale bez końca. Bo jakiż inny jest nasz cel, jeśli nie dojście do Królestwa, które nie będzie miało końca?
św. Augustyn

WNIEBOWSTĄPIENIE

Ostatnie dwa dni spędziłem w podróży z Krakowa do La Salette. W środę zastałem w Niemczech potężne korki na autostradzie. Dziwiłem się, przecież to nie piątek rozpoczynający weekend, a zwykły dzień tygodnia. Okazało się, że następnego dnia w Niemczech, Szwajcarii i we Francji mieszkańcy tych krajów świętować mają Wniebowstąpienie Jezusa. Mają dzień wolny od pracy! Mój współbrat z Grenoble ks. Jarosław z przekąsem powiedział: „widzisz, laicka Francja świętuje uroczystość wstąpienia Jezusa do nieba. To jakiś paradoks w zestawieniu z Polską, gdzie przeniesiono tę uroczystość na niedzielę.

Znak Wniebowstąpienia

Wniebowstąpienie jest ukoronowaniem Paschy. Jezus pokonał szatana, grzech i śmierć. Dał nam swoje dary: miłosierdzie, przebaczenie i Ducha Świętego. Szkoda, że święto paschalne, którym jest Wniebowstąpienie – czyli czterdzieści dni po Zmartwychwstaniu jest przeniesione na niedzielę. Z tą decyzją to święto paschalne straciło swą moc: jest Pascha – Zesłanie Ducha Świętego, a gdzie jest Wniebowstąpienie? Powinno pozostać w kalendarzu liturgicznym! To jest ciekawe, że tak ważne święta wyrzucamy, a wprowadzamy jakieś dodatkowe nie wiadomo z jakiej okazji czy z jakiej potrzeby… Nie będę podawał przykładów.

Niebo

Dzięki Chrystusowi nasze życie ma swój kierunek i cel. Niebo, które przez grzech Adama zostało zamknięte, przez Chrystusa zostało otwarte na nowo. Nie jest ono już daleko, lecz blisko – jeden z nas już tam jest. Możemy powiedzieć: Głowa jest w  niebie, a ciało na ziemi. Ludzkość weszła do nieba i nasze ciało jest w Bogu, ponieważ „Pan Jezus wstąpił do nieba i siedzi po prawicy Boga”. Nasz dom jest w niebie. Jezus jest drogą do Nieba.

Dzieje zbawienia nie skończyły się wraz z wniebowstąpieniem Chrystusa. Bóg nadal kieruje losami narodów i ludzi. W Liturgii Eucharystycznej modlimy się: «Ojcze Święty, Stwórco świata i Źródło życia. Ty nie zostawiasz nas samych na drodze życia, ale pośród nas żyjesz i działasz. Twoją potężną mocą prowadziłeś lud błądzący na pustyni, a dziś przenikasz swój Kościół pielgrzymujący na świecie światłem i mocą Ducha Świętego» (V Modlitwa Eucharystyczna).

Droga do nieba

Wczoraj wieczór wspinałem się samochodem na górę La Salette. Była potężna mgła. Widoczność na dwa metry. Jechałem wpatrzony w przerywaną linię widniejącą na drodze. Chwila nieuwagi mogłaby spowodować katastrofę, gdyż droga nie jest szeroka, a zjazd na jej pobocze mógłby skończyć się zjazdem w przepaść. Po dotarciu na miejsce pomyślałem, że ta mgła to obraz naszego życia. Bywa, że poruszamy się jak we mgle i potrzebujemy wpatrywania się w Jezusa. Dojdziemy do nieba nie dzięki naszym wysiłkom i staraniom, ale wpatrzeniu w Niego. Jesteśmy zaproszeni, aby spoglądać i wyciągać ręce w stronę Jezusa, który siedzi po prawicy Boga, a nie w stronę tych, którzy nie mogą zbawić.

Na koniec przytoczę świadectwo ojca Radcliffe’a byłego generała dominikanów: „Byłem w Kairze, gdzie odwiedziłem Mukatan, część miasta, do której rzadko zapuszczają się turyści. Jest to miasteczko zbieraczy odpadów. Mieszka ich tam około 300 tysięcy i są to w przeważającej większości chrześcijanie. Rankiem opuszczają swoją dzielnicę w poszukiwaniu śmieci, które przynoszą do Mukatanu, aby je posortować i sprawdzić, co ewentualnie nadaje się do sprzedaży czy powtórnego przerobu. Jest to najbrudniejsze, najobrzydliwiej śmierdzące i najbardziej przygnębiające miejsce, które kiedykolwiek widziałem. Ludzie wydają się tam na wpół martwi, nawet dzieci grające w piłkę na ulicy poruszają się w zwolnionym tempie, jak staruszkowie. Nad tym miejscem górują wysokie skały. I oto polski artysta poświęcił całe swoje życie i namalował na tych skałach sceny przedstawiające Chrystusa w chwale. Kiedy kairscy zbieracze śmieci wracają do swoich domostw z ciągniętymi przez osły wózkami wypełnionymi stertami śmierdzących worków, widzą na skałach obrazy przedstawiające przemienienie Chrystusa na górze, Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Te właśnie obrazy przypominają im, że nie są wyłącznie śmieciarzami, ale obywatelami Królestwa, przeznaczonymi do chwały. Te znaki utrzymują ich przy życiu.

ks. Bohdan Dutko MS

VI Niedziela Wielkanocna (B), 6 maja 2018 – komentarz do Ewangelii

W miłości Ojca
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

VI Niedziela Wielkanocna, rok B (6 maja 2018)
Czytania: Dz 10, 25-26. 34-35. 44-48; 1 J 4, 7-10
Ewangelia: J 15,9-17 ●

Wszyscy nieustannie mówią o miłości. Mówi się o niej w filmach, w piosenkach, w powieściach, w telewizji. Ale nie jest łatwo wyjaśnić, czym jest miłość.

Platon usiłował podać jej definicję w swoim słynnym dialogu „Symposion”. Postawił sobie pytanie, z kogo zrodziła się miłość, skoro bóg Eros nie należał do grupy bogów z Olimpu. W poetycki sposób wyobraża sobie, iż był on synem Biedy i Nieba. Bieda nie posiadała niczego, dlatego też potrafiła patrzeć w górę, na to wszystko, co piękne i dobre, czyli w Niebo, które ją zapłodniło. Kochamy to, czego nie posiadamy, dlatego też mamy tak wiele pragnień: tęsknimy za dobrym jedzeniem, prawdziwymi przyjaciółmi, pieniądzem, wiedzą. Według Platona wielkość człowieka mierzy się według jego pragnienia. Jeśli człowiek kocha muzykę, może stać się muzykiem; jeśli kocha Boga, może stać się Bożym człowiekiem.

Jest to piękna nauka, nie wyraża jednak całej pełni miłości chrześcijańskiej, między innymi dlatego, iż Platon na tym wyjaśnieniu nie poprzestał: według niego Bóg nie może kochać świata i ludzi, gdyż nie potrzebuje niczego i niczego nie pragnie. Nauka Ewangelii jest inna: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał”. Bóg zatem kocha miłością różniącą się od pragnienia: Jego miłość nie szuka niczego dla siebie, lecz jest miłością obdarzającą tych, którzy niczego nie mają. Tak jak Ojciec kocha Syna, tak też Syn kocha swoich uczniów, i tak też my mamy kochać jedni drugich.

Dla pogańskich autorów starożytnych terminem określającym miłość jest eros. W Piśmie Świętym zostaje zastosowane inne słowo: agápe. Autorzy dobrze wiedzieli, iż chodzi tu o dwie różne rzeczy. Jedną bowiem jest miłość ludzka, pragnienie posiadania czegoś czy kogoś, kto by mnie kochał. Inną zaś miłość Boska.

Kiedy mówimy o miłości, zazwyczaj odwołujemy się do pierwszego jej rodzaju, do miłości opierającej się na pragnieniu, do erosa. Jednak uczeń Chrystusa jest rozpoznawalny po drugim rodzaju miłości, po agápe, miłości ofiarnej, miłości, która nie oczekuje nagrody na ziemi. Do tej miłości odwołuje się też Chrystus, kiedy mówi swoim uczniom, aby trwali w „Jego miłości”. Człowiek, sam, nie posiada wystarczającej siły, aby móc w ten sposób, całkowicie bezinteresownie, kochać. Miłość ta możliwa jest jedynie w ścisłej jedności z Chrystusem.

Przykazania Boże dane zostały z miłości do człowieka, dla jego dobra i dla jego szczęścia; jeśli spojrzymy na nie w taki sposób, biorąc pod uwagę to, czym są naprawdę, a nie tylko jak na zwykłe reguły, zakosztujemy ich prawdziwego smaku. Przestrzeganie przykazań to wkroczenie na drogę kochania tak, jak kocha Bóg, na drogę dawania tak, jak daje Bóg.

Istnieje subtelna więź pomiędzy miłością a przykazaniami, która może zostać źle zinterpretowana. Kobieta przerywa ciążę, ponieważ mąż nie chce mieć już więcej dzieci – z miłości do męża występuje przeciwko przykazaniu: nie zabijaj. Jest dzień ścisłego postu, ale ponieważ przychodzą przyjaciele, nakrywamy do stołu i gotujemy dobre rzeczy, aby ich uczcić.

Miłość Boga natrafia na przeszkodę, która nie pozwala jej biec swoim torem; jeśli natomiast przykazania zostają zachowane, miłość Boga może krążyć dowolnie i rozlewać się na innych poprzez nas. Przykazania Boga są najkrótszą drogą prowadzącą do miłości Boga i sprowadzającą Go pośród ludzi, tu, na tę ziemię.

V Niedziela Wielkanocna (B), 29 IV 2018 – komentarz do Ewangelii

Wszczepieni w krzew winny
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Piąta Niedziela Wielkanocna, rok V
(29 kwietnia 2018)
Czytania: Dz 9,26-31; 1 J 3,18-24
Ewangelia: J 15, 1-8 ●

«Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie» – mówił Pan w swojej Mowie pożegnalnej zapisanej w Ewangelii św. Jana. Te słowa zdają się sednem dzisiejszej perykopy ewangelicznej.

Sednem nie tyle może nawet jako słowa najważniejsze, ale jako słowa znajdujące się w centrum i streszczające cały dłuższy fragment.

Obraz krzewu winnego, w przeciwieństwie choćby do obrazu Ludu Bożego (i wielu innych), jest obrazem zerojedynkowym: albo–albo. Albo jesteś wszczepiony w Chrystusa i Kościół i przynosisz owoc, albo nie przynosisz owocu i odpadasz. Piękny to obraz i wymagający. Piękny, jak cała Mowa pożegnalna w Ewangelii Janowej i jak cała ta niezwykła Ewangelia.

Gdy przeczytamy ten fragment dokładniej, zauważymy, że w zasadzie – co właśnie bardzo charakterystyczne dla stylu Janowego – Pan Jezus mówi kilka razy to samo innymi słowami, a to rozszerzając, a to uściślając przekaz i uzupełniając go. Dlatego właśnie z jednej strony łatwo wskazać, co jest sednem tego fragmentu, a z drugiej stosunkowo też łatwo zapamiętać jego istotę (powtarzanie – jak wiemy – służy zapamiętywaniu).

Tutaj chciałbym jednak zaproponować dostrzeżenie kilku szczegółowych wniosków, które uwypukla ta perykopa:
1. Fragment dotyczy wyłącznie tych, którzy są już w Kościele, wszczepieni w Chrystusa. Nie mówi niczego o tych, którzy nie mieli okazji poznać Chrystusa lub go przyjąć. Stawia więc on wymagania jedynie tym, którzy otrzymali łaskę włączenia w krzew winny.
2. Bóg Ojciec oczyszcza tych, którzy trwają w krzewie i przynoszą owoc, by przynosili owoc obfitszy. Człowiek nie zostaje sam. Duchowy wzrost nie jest osobistym wysiłkiem człowieka, ale raczej darem Bożym, choć w pewnym sensie będącym za osobisty wysiłek nagrodą.
3. Tylko trwanie w Chrystusie daje szansę na przynoszenie owocu. Owo trwanie gwarantuje też, że Chrystus będzie trwał w nas – czyli wspólnotę z Bogiem.
4. Każde dobro, które czynimy, jest ostatecznie łaską Boga będącego siłą sprawczą, inspiratorem każdego dobrego działania.
5. Trwanie człowieka w Bogu pomnaża Bożą chwałę. Jednocześnie wierność słowom Boga sprawia, że człowiek jest w stanie wypraszać liczne łaski.

Na koniec najważniejszy wniosek, który zbiera wszystkie poprzednie: jakże niesamowicie głęboka i trudna do wyobrażenia jest wspólnota członków Kościoła z Jezusem. To od niego czerpiemy soki, które pozwalają nam czynić dobro i wzrastać. Natychmiast nasuwa się skojarzenie, że te życiodajne soki czerpiemy, słuchając Słowa (co wprost sugeruje dzisiejsza perykopa: Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was), a przede wszystkim spożywając Ciało i Krew Pańską, a tym samym krok po kroku przemieniając się w Chrystusa.

IV niedziela wielkanocna, 22 IV 2018 – komentarz do Ewangelii

Rozeznanie
▼ Rozważa: Lucyna Montusiewicz ▼

IV Niedziela wielkanocna (22 kwietnia 2018)
Czytania: Dz 4,8-12; 1 J 3,1-2
Ewangelia: J 10,11-18

Ewangelia św. Jana w dzisiejszej liturgii uczy nas rozeznania. To małe słowo zawiera największą umiejętność w życiu chrześcijanina. Rozeznanie dotyczy wyboru, miejsca, wspólnoty, osoby. Codziennie podejmujemy dziesiątki decyzji, niektóre są ważkie, bo decydują o kolejnym etapie naszego życia, do tego potrzebne jest nam rozeznanie, dzięki niemu wybieramy to, co właściwe.

Jezus mówi wprost, że jest dobrym pasterzem. Tak samo mówią do nas różni przywódcy, liderzy, szefowie, gwiazdy popkultury: „Wiem, co dla ciebie jest dobre, poprowadzę cię”. Jednak to „prowadzenie” przynosi nam wielkie szkody duchowe, moralne i ekonomiczne, stajemy się ludem omamionym i oszukanym.

Jezus z miłości do nas przyjął dobrowolnie postać Sługi, pokornego Pasterza zagubionych owiec. „Ja jestem bramą owiec” – mówi Pan o sobie. Tylko przez Niego mamy prawdziwe życie.

Jak to się dzieje? Jezus wchodzi w wiekuisty plan Boży, a zgodnie z tym planem wiekuiste Słowo miało się uniżyć i przyjąć postać ludzką, a potem umrzeć za grzechy ludzkości. Tak się staje, a Ojciec wskrzesza z martwych swojego Syna, a w Nim wskrzesza nas z każdej śmierci.

Dlatego dzisiaj potrzebujemy umieć rozpoznać Jego głos, aby to On oddawał swoje życie za mnie i za Ciebie. Bo jeśli to będzie niewłaściwy pasterz, tak jak najemnik, to opuści nas przy pierwszej życiowej trudności, życia swojego nam nie ofiaruje. Zatem bacz, za jakim idziesz pasterzem.

Prawdziwy Pasterz prowadzi owczarnię, którą jest Kościół. „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”. Myli się zatem człowiek, który mówi, że jest wierzący, ale do kościoła nie chodzi. Bo pasterz prowadzi owce, owszem, kiedy jedna się zagubi, idzie jej szukać, ale prowadzi je w stadzie. Człowiek ma naturę naśladowczą, dlatego z łatwością znajduje się w tym porównaniu.

Jezus mówi te słowa do Żydów, którzy byli Jego pierwszymi uczniami i zarazem zapowiada dołączenie do Ludu Bożego nie-Żydów. Tak mają się spełnić słowa proroków Starego Testamentu.

Wierzących w Jezusa Mesjasza i Słowo Boże znajdziemy dzisiaj wśród setek narodowości, ale do kolejnych setek to orędzie jeszcze nie dotarło. Chociaż Biblia została przetłumaczona na ponad 1800 języków, to na świecie jest ich jeszcze pięć tysięcy.

Bóg spokojnie czeka, kiedy Jego Imię będzie królowało na całej ziemi, jak zapowiedział prorok Zachariasz (14,9): „A Pan będzie królem nad całą ziemią. Wówczas Pan będzie jeden i jedno będzie Jego imię”. Jezus już rozpoczął to z nami – owcami. Obyśmy tej niedzieli poczuli radość i wdzięczność z tego boskiego Wybrania.

III niedziela wielkanocna, 15 IV 2018 – komentarz do Ewangelii

Świadectwo Emaus
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

III Niedziela wielkanocna (15 kwietnia 2018)
Czytania: Dz 3,13-15.17-19; 1 J 2,1-5a
Ewangelia: Łk 24,35-48▼

Trzecia niedziela wielkanocna przenosi dzisiaj słuchaczy Ewangelii w dwa miejsca. Pierwszym miejscem jest Emaus, które powraca w opowiadaniu uczniów. Drugie miejsce to przestrzeń, w której uczniowie spotykają zmartwychwstałego Pana.

Dwie rzeczy, które można dzisiaj w sposób szczególny zaakcentować: opowieść o spotkaniu w Emaus oraz spotkanie ze zmartwychwstałym. Nasza wiara dzisiaj opiera się właśnie na tych dwóch filarach. Z jednej strony znamy Pana, ponieważ ktoś nam o Nim opowiedział, ktoś spotkał Go wcześniej. To spotkanie dzisiaj nie polega do podążaniu razem z Chrystusem do wsi zwanej Emaus, lecz na odczytywaniu świadectw Jego obecności w Kościele.

Z drugiej strony – spotkanie z samym Panem w Jego Kościele, w sakramentach i innych ludziach. Oczywiście wszystkie te obecności są różne i nieporównywalne. Jednakże możemy mieć pewność, że ilekroć sięgamy po sakramenty, ilekroć gromadzimy się jako Kościół, to Jezus Chrystus jest tam obecny. Obecny z ranami, ale zmartwychwstały.

Jego rany
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Niedziela w Oktawie Wielkanocy, rok B (8 kwietnia 2018)
Czytania: 
Dz 4,32-351 J 5,1-6
Ewangelia: 
J 20,19-31 ●

Zmartwychwstał Chrystus – i upadły demony.
Zmartwychwstał Chrystus i weselą się aniołowie.
Zmartwychwstał Chrystus – i życie świeci swą pełnią
”.
św. Jan Chryzostom

Jezus Zmartwychwstał! Zwyciężył śmierć i teraz szuka uczniów, którzy w obliczu Jego śmierci i cierpienia po prostu uciekli. Odszukuje uczniów. Idzie do nich, aby mogli uczestniczyć w tym zwycięstwie, doświadczając Jego mocy. Aby doświadczyli, że kto wchodzi w poważną walkę z demonami, pewnego dnia zobaczy aniołów.

Tymczasem, Jezus zastaje uczniów zatrwożonych i pełnych lęku…

Czego się lękać

Także dziś Jezus idzie i szuka uczniów…

Przez ostatnie lata wspólnoty neokatechumenalne organizują ewangelizację uliczną. Idąc parami, głoszą Dobrą Nowinę napotkanym przechodniom. Pewnej niedzieli mój współbrat ks. Stanisław z Zygmuntem, świeckim z jego wspólnoty, spotkali w Krakowie na Plantach dwóch bezdomnych. Zygmunt zaczął do nich mówić:
– Jestem zatrwożony, pełen lęku…
– A czego się lękasz? – odpowiedział bezdomny. – Znasz Ojcze nasz?
– Znam.
– To odmawiaj w ten sposób: z góry na dół i z dołu do góry.
A do ks. Stanisława, który jest profesorem i wykładowcą Biblii, powiedział:
– Znasz J 3,16?
– Tak, to rozmowa Jezusa z Nikodemem.
Wtedy ów bezdomny zaczął recytować:
– „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

I czego tu się lękać!!!

Ręce i nogi

Czego uczniowie się przestraszyli? Czy tylko tego, że Jezus jawi im się jako zjawa? A może ich lęk i trwoga płyną ze świadomości zdrady i ucieczki, że zawiedli, że zgrzeszyli…

Odkrywam w sobie ten sam mechanizm reagowania, jaki jest w uczniach: patrzeć ze strachem tylko na swój grzech. Bywa, że nie potrafimy podnieść oczu wyżej. Demon, widząc nasze skupienie na grzechu, wprowadza nas w smutek, w pewną formę więzienia, wmawiając nam, że nie ma dla nas wyjścia. Kiedy nas o tym przekona, odniesie nad nami kolejne zwycięstwo. Musimy nauczyć się patrzeć inaczej, aby zobaczyć więcej.

Tymczasem Zmartwychwstały kieruje wzrok swoich uczniów na Jego rany. Patrzeć na rany, patrzeć na Tego, którego przebodli… W jakiej sytuacji spotyka Cię dziś to słowo? Upadłeś nisko, popełniłeś straszne grzechy, paraliżuje cię wstyd i lęk? Patrz na Tego, który zwyciężył grzech! Nie bój się! To jest droga wyjścia. Chrystus umarł i zmartwychwstał dla nas, abyśmy żyli! Patrz na Chrystusa, a nie tylko na swoje grzechy, swoje słabości czy niemożliwości! Patrz na Niego!!! Na ręce i nogi Chrystusa, na Jego rany. Chrystus naprawdę wie, co oznacza być w grzechu: ponieważ za mój grzech oddał życie!

Pokój Chrystusa

Pamiętam, jak przed laty tłumaczyłem list napisany przez studentkę z duszpasterstwa akademickiego po powrocie z Italii, gdzie była u Włocha poznanego na jednym ze Światowych Dni Młodzieży. List miał na celu zakończenie ich wzajemnej relacji. Zacytuję z pamięci tylko jedno zdanie: „Moje serce, które poznało miłość Chrystusa, nie może się oddać sercu pogańskiemu!”.

Kto poznał pokój Pana i miłość do Chrystusa, wie, co to znaczy opuścić Chrystusa. Głęboki pokój i wolność prawdziwa jest tylko w Jezusie Chrystusie. Dlatego pierwszym darem, jaki Jezus daje uczniom, jest POKÓJ! Kto naprawdę doświadczy tego Pokoju, nie tak szybko odda swoje serce…

Niedziela Zmartwychwstania, 1 IV 2018 – komentarz do Ewangelii

Czy wierzymy jeszcze w zmartwychwstanie?
• Rozważa: ks. Julian Wybraniec •

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, 1 IV 2018
Wiglia Paschalna: Mk 16,1-7
Msza święta w dzień: J 20,1-9

W tych dniach słuchamy opisów Zmartwychwstania Pańskiego z perspektywy św. Marka oraz św. Jana. Przypatrując się im, możemy powiedzieć, że wyraźnie treść rozsadza tam formę.

Widzimy, że opisy zmartwychwstania u Ewangelistów są bardzo nieporadne, niejednokrotnie detale są sprzeczne. Ciekawe jest także to, że ci wszyscy, którzy opisywali swoje doświadczenia pustego grobu, niczego nie usiłowali tłumaczyć. Tam nie ma żadnej filozofii, żadnej metafizyki, żadnej próby zrozumienia, ponieważ to się zupełnie wymyka ludzkiemu pojmowaniu. My jesteśmy tak zanurzeni w rzeczywistości, zresztą podobnie jak Apostołowie, że trudno nam przyjąć ten fakt Zmartwychwstania. Okazjonalnie w okolicy Świąt Wielkanocnych robione są takie sondaże dotyczące wiary i pada tam między innymi takie pytanie: Czy jesteś człowiekiem wierzącym? 90 procent Polaków odpowiada, że tak. Ale następne pytanie jest: Czy wierzysz w Zmartwychwstanie? I tutaj już niestety jest nie 90 procent, ale 50–60, różnie, w zależności od społeczności, w której te badania są robione. A święty Paweł mówi: Jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał to daremna jest nasza wiara, a my wszyscy jesteśmy godni politowania. I warto zapytać się dzisiaj: Jak to jest z tą moją wiarą? Bo jeżeli ja rzeczywiście wierzę w to, że moje życie zaczyna się, ale się nie kończy, to zyskuję rewelacyjną perspektywę, która rozsadza miary tego świata. Zupełnie inna optyka widzenia.

Niektórzy ludzie na pytanie o zmartwychwstanie odpowiadają, że to jest wytwór wyobraźni przyjaciół Jezusa, tej pierwszej gminy chrześcijańskiej. Taki mit założycielski. I może jeszcze chodzą do kościoła, ale tak naprawdę wiara nie ma przełożenia na życie. Nie widzą sensu w tej perspektywie, że nie umrą, ale przejdą przez śmierć i zmartwychwstaną. Natomiast drugie podejście do tajemnicy zmartwychwstania to jest przyjąć to wszystko, co Chrystus mówi, i popatrzeć na Boga Jego własnymi oczami. Realizować to, co On nam proponuje w Ewangelii. Jeżeli ja rzeczywiście zrobię to, co Chrystus mi powie, to On również obdarzy mnie głęboką wiarą w Zmartwychwstanie. Lecz dopóki na to wszystko patrzę z zewnątrz, jako obserwator, dopóki siedzę przy kawie i rozważam tylko różnego rodzaju dylematy moralne, to nigdy nie dotknę tajemnicy Zmartwychwstania i ono nie zacznie działać w moim życiu.

Bardzo często nasze dylematy moralne są skierowane niejako przeciwko Ewangelii, tak jakbyśmy się powstrzymywali przed ich realizacją. Jezus mówi: Zrób to, co Ja ci mówię w słowie Bożym, postaraj się przynajmniej przestrzegać tych przykazań, wejdź w ducha Ewangelii, a wtedy zobaczysz, co to znaczy zmartwychwstać tu i teraz. Bo jeżeli nasze zmartwychwstanie nie zacznie się tutaj, to pewnie też nie zacznie się po naszej śmierci.

Są zatem takie możliwości: albo będę patrzył oczami tylko człowieka i oceniał Ewangelię z punktu widzenia moich dylematów moralnych, albo będę patrzył na Ewangelię oczami Bożymi. Albo-albo, nie ma innego wyjścia. Nie obawiajmy się zaangażowania, nie obawiajmy się śmiechu tego świata, że naprawdę jesteśmy wierni Ewangelii, starajmy się ze wszystkich sił trzymać tego, o czym mi mówi Jezus Chrystus i realizować to w życiu. Każda chwila jest rozstrzygająca i każda albo umacnia moją wiarę w Zmartwychwstanie i rozszerza niesłychanie tę perspektywę spojrzenia na mnie i na cały świat, albo niestety zacieśnia i coraz bardziej pogrąża mnie w rozpaczy i absurdzie. Co wybiorę – będzie moje.

Jaką gramy rolę na scenie życia?
▼ Rozważa: Lucyna Montusiewicz ▼

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, 25 III 2018
Procesja z palmami: Mk 11,1-19 lub J 12,12-16
Msza święta (Męka Pańska): Mk 14,1–15,47

Każdego roku odbywa się podobnie lub tak samo. Chłód kościoła, barwne palmy, trochę zmęczenia, jakieś nieuświadamiane do końca oczekiwanie. Kiedy wreszcie to się stanie, kiedy poczuję, że Bóg działa, że interesuje się moim życiem? Często obserwuję twarze ludzi, zwykle są nieobecnie zamyślone, dużo w nich smutku, zastygłego cierpienia, jakby pretensji i niespełnionego oczekiwania. Oczywiście nie wszystkie, ale sam popatrz na przystanku czy w kościele, popatrz też na swoją twarz, kiedy jesteś sam, kiedy nikt na ciebie nie spogląda, co ona wyraża? Możesz być zaskoczony.

Wjazd do Jerozolimy

Dzisiejsza, szósta Niedziela Wielkiego Postu jest nazywana Niedzielą Palmową na pamiątkę uroczystego, królewskiego wjazdu Jezusa do Jerozolimy. W mieście znajdowało się, jak szacują współcześni bibliści, około miliona osób, za dwa dni miały bowiem rozpocząć się największe i najświętsze w judaizmie obchody Paschy i zaraz potem Święta Przaśników. Prawo żydowskie wymagało, aby przybyć do Świątyni Jerozolimskiej na trzy najważniejsze święta w roku.

Oczekiwanie, podniecenie tłumu, wreszcie pogłoski, że nadchodzi Zbawiciel, udzielają się wszystkim. Bo każdy tu obecny ma jakiś interes do Najwyższego, każdy ma jakiś ból, pretensję, pragnienie lepszej wersji życia. Każdy czeka na zmianę sytuacji kraju, który jest pod obcą okupacją.

Bóg Ojciec wpisuje w to oczekiwanie ludzkości swojego Syna, w nim posyła nam odpowiedź na wszystkie pytania.

Czy zdoła, szanując wolność człowieka, przeprowadzić swoją wolę? Bo już „Arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by Jezusa podstępem ująć i zabić”.

Już w trzecim wersecie późniejszego opisu Męki słyszymy opowieść o kobiecie, która stanie się figurą przyszłych chrześcijanek, kobiet bezgranicznie oddanych Chrystusowi. Pałająca miłością do Pana wylewa swój posag, swoje zabezpieczenie, flakon cennego oleju narodowego na Jego głowę. Namaszcza Go przed, a nie – jak nakazywał zwyczaj – po śmierci. Tym gestem ujawnia, że dla Jezusa jest gotowa oddać wszystko.

Za chwilę podniecony tłum będzie nam pokazywał to samo, ścielą bowiem przed jadącym na oślęciu Jezusem drogę gałęziami palmowymi i swoimi płaszczami. W Nim widzą nadchodzącą nadzieję zmian, lecz za krótki czas będą tym samym tłumem, który będzie wył „Ukrzyżuj!!!”. Motłoch jest symbolem człowieka, którego życie jest puste, bezrefleksyjne, płytkie, sprowadzone do podstawowych instynktów, bez wyrazu metafizycznego, jest strumieniem bezwładności, którym każdy może kierować w dowolną stronę.

Dzisiejsza niedziela jest jednak inna od poprzednich uroczystości Palmowych, bo dzisiaj ty jesteś innym człowiekiem – w ostatnim roku (czy latach) wiele się zdarzyło.

Męka Pańska

Opis Męki Pańskiej w kościele czytany jest z podziałem na role. Takie teatrum, ale żebyś nie pomyślał, że to grupa liturgicznych aktorów przedstawia ci pewien rodzaj sztuki widowiskowej i że aktorzy budują dla ciebie kreację sceniczną dawnych wydarzeń, zapraszam, abyś z całą świadomością i uwagą mógł wejść w obecność teraźniejszości tej liturgii w Ewangelii, w realne swoje życie. Aby to dzisiejsze „teatrum” rozegrało się w prawdzie twoich życiowych ról.

Bo odpowiedzią, na mój i twój grzech jest zapłata życiem i męczeństwem Jezusa, zaś odpowiedzią Ojca na tę śmierć jest wskrzeszenie z martwych; właśnie na to nowe – czekamy.

Oto role do obsady (proponuję abyś wybrał jedną lub klika, które do ciebie pasują, niewątpliwie zawarte są w nich wszystkie typy człowieka): Arcykapłani, uczeni w Piśmie, gościnny Szymon Trędowaty, kobieta z flakonem olejku nardowego, niektórzy oburzeni, ubodzy, Judasz Iszkariota, Dwunastu Apostołów, uczniowie, człowiek niosący dzban, gospodarz, wszyscy, którzy zwątpili, Piotr, Jakub, Jan, zgraja z mieczami i kijami, sługa najwyższego kapłana, młodzieniec owinięty prześcieradłem, najwyższy kapłan, starsi, służba, fałszywi świadkowie, służąca najwyższego kapłana, ci, którzy tam stali, cały Sanhedryn, Piłat, Barabasz, tłum, żołnierze, kohorta, Szymon z Cyreny, dwóch złoczyńców, ci którzy przechodzili obok, stojący obok, ktoś, kto podał gąbkę, setnik, niewiasty, Maria Magdalena, Maria, Matka Jakuba Mniejszego i Józefa, Salome, wiele innych kobiet, Józef z Arymatei.
Są wszyscy, wszystkie partie i bezbożni.

Zatem po zapoznaniu się z postaciami biorącymi udział w ostatnich chwilach ziemskiego życia Syna Bożego, sama wiem – i ty także – jaką gramy rolę na scenie życia. Zaprasza mnie ona do pokory, aby wejść całym jestestwem w kontemplacje Męki Pańskiej i nawrócić się.

Bosko-ludzka tożsamość
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

V Niedziela Wielkiego Postu (18 marca 2018)
Czytania: Jr 31,31-34; Hbr 5,7-9
Ewangelia: J 12,20-33 ▼

Piąta niedziela Wielkiego Postu rozpoczyna czas pasyjny. Nasza uwaga kieruje się na krzyż Chrystusa i w pewnym sensie na Jego fizyczne, cielesne cierpienia. Takie rozłożenie akcentów dochodzi do głosu we fragmencie Ewangelii przeznaczonym na dzisiejszą niedzielę. O pasyjnym charakterze dwóch ostatnich tygodni Czterdziestnicy przypominają też zasłonięte krzyże.

Skąd wziął się zwyczaj zasłaniania krzyży? Otóż pierwotne wyobrażenia Jezusa Chrystusa na krzyżu przedstawiały Go jako Kapłana lub Króla. Na głowie nie było korony cierniowej, lecz korona królewska. Im bliżej Wielkiej Nocy, tym częściej chrześcijanie wspominali pasję, dlatego zasłaniano krzyże. Królewska godność Zbawiciela ustępowała Jego męce i śmierci.

Dzisiejsza Ewangelia jest lustrzanym odbiciem zwyczaju zasłaniania krzyży w świątyniach. Zwyczaj akcentuje ludzką naturę Chrystusa, a Słowo Boże podkreśla Jego Boże synostwo. „Już wsławiłem i jeszcze wsławię” – mówi Ojciec. Te słowa kieruje także do nas, abyśmy nie zgorszyli się, spoglądając na ukrzyżowanego Pana

IV niedziela Wielkiego Postu (B), 11 marca 2018 – komentarz do Ewangelii

nikodem„Jezus powiedział do Nikodema: «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu»” (J 3, 14-21).

Tak łatwo jest nawracać innych.
Tak trudno jest nawrócić samego siebie
”.
Oscar Wilde

Nocna katecheza

Nikodem, nauczyciel Izraela. Ciekawe, jakich miał w życiu mistrzów i jaką otrzymał formację duchową… Często w naszej formacji religijnej słyszeliśmy przynaglenie, aby się zbliżyć do Chrystusa. Jakbyśmy to my byli inicjatorami spotkania z Nim. Tymczasem Biblia jest historią ukazującą Boga przychodzącego do człowieka. To Bóg do nas przychodzi… Nam jest łatwiej oddalać się niż zbliżać, szczególnie wtedy, kiedy te oddalenia są długie, gdy trwają latami.

Żyłem bez Boga

Krzysztof Krawczyk nawrócił się, choć przez 20 lat w jego życiu religia nie odgrywała żadnej roli. „Miałem 16 lat, gdy śmierć zabrała mojego ojca. Przeżyłem to bardzo. Przez gniew i łzy powiedziałem: «Boga nie ma». I uwierzyłem w to. Przez 20 lat żyłem w duchowej ciemności. Bez Boga, bez wiary. Jednak otrzymałem od Niego szansę, otrzymałem raz jeszcze dar wiary. To było w kościele św. Jacka w Chicago. Była Wielkanoc… Wyszedłem z tego kościoła odmieniony. Bóg do mnie przyszedł”.

Dwadzieścia lat w ciemności…

 

Światło i ciemność

Wszystko u św. Jana Ewangelisty ma znaczenie: słowo, kolor, wiatr, pora dnia i nocy. Zaś metafora światła i ciemności przenika całe ewangelizowanie św. Jana Apostoła, także to nocne katechizowanie Nikodema…

Przez długi czas myślałem, że żyć w świetle oznacza nie grzeszyć. Starałem się, wysilałem, pokazywałem piękną minę… Tymczasem takie myślenie prowadzi prosto do faryzeizmu. Do pokazywania na zewnątrz czegoś, czego nie ma się we wnętrzu. Bo któż z nas jest bez grzechu? Iluż jeszcze do dziś myśli w podobny sposób, uważając siebie za chodzące światłości? Być i żyć w świetle oznacza widzieć swoje grzechy, widzieć swoją grzeszność, przyznać się do nich i szukać wyzwolenia, przebaczenia u Jezusa, który jest Światłością świata, który przyszedł, aby nas zbawić!

Trwanie w ciemności oznacza ukrywanie swoich grzechów, skrywanie prawdy, życie w kłamstwie, przekonywanie siebie – nie zgrzeszyłem. To jest ciągłe trwanie w fałszu, udawanie, schodzenie na dno. To jest sytuacja zakrywania dłońmi pojawiających się dziur na ubraniu. Można zakryć jedną dziurę, drugą… W końcu zabraknie dłoni i już nic nie da się ukryć. To tylko nam się wydaje, że nikt nie widzi. Czynimy tak tylko z jednego powodu: aby nasze uczynki nie zostały ujawnione. Żyjemy w lęku! Tymczasem psalm 27 odsłania przed nami głęboką prawdę: „Pan światłem i zbawieniem moim: kogóż mam się lękać?
Pan obroną mojego życia: przed kim mam się trwożyć?”

 

Światło życia

Pewien cadyk z Kozienic nauczał, że „Każdego dnia człowiek powinien wychodzić z Egiptu”. Nikt w tym wyjściu nie jest sam. Kiedy Izraelici opuszczali dom niewoli, widzieli, jak Bóg szedł z nimi: „A Pan szedł przed nimi podczas dnia, jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, podczas nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy. Nie ustępował sprzed ludu słup obłoku we dnie ani słup ognia w nocy” (Wj 13, 21-22).

Wychodzić z grzechu można tylko mocą Jezusa. Grzech jest śmiercią, a ze śmierci wyszedł  Zmartwychwstały Jezus. Po czym poznać, że ktoś chodzi za Panem? Że ma światło życia! Módlmy się za siebie, abyśmy byli szczęśliwymi ludźmi, radującymi się. Bo życie i radość chodzą w świetle, a śmierć i smutek szukają ciemności.

Przejmująca jest ta katecheza Jezusa, słuchana w trzecią rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem.

Niezwykły komentarz do słów Jezusa znajdujemy u Hioba: „Inni nie cierpią światła, nie chcą uznać Jego dróg, na ścieżkach Jego nie trwają. Morderca nie wstaje za dnia, by zabić biedaka, nędzarza, lecz chodzi po nocy [jak] złodziej. Czeka na mrok cudzołożnik, mówi: «Mnie oko nie dojrzy, mrok jest zasłoną dla twarzy». O zmroku do mieszkań się włamią, za dnia dom szczelnie zamknięty, światła oni nie cierpią. Mrokiem zda się im dojrzany poranek, przywykli do grozy nocy” (Hi 24, 13-17).

III niedziela Wielkiego Postu (B), 4 marca 2018 – komentarz do Ewangelii

Boże porządki
● Rozważa: ks. Julia Wybraniec ●

III niedziela Wielkiego Postu, rok B (4 marca 2018)
Czytania: Wj 20, 1-17; 1 Kor 1, 22-25
Ewangelia: J 2,13-25 ●

Jezus przywędrował do Jerozolimy na święto Paschy, przypuszczalnie pierwszy raz od czasu momentu chrztu w Jordanie. Postąpił w ten sposób zgodnie z zasadami Prawa Mojżeszowego. Niezgodnie z Prawem uczynili ci wszyscy, którzy zmienili rolę Świątyni Jerozolimskiej jako Domu Bożego na targowisko.

Stworzenie części handlowej na terenie świątynnym sprawiło, że panowała tam bardziej atmosfera bazaru niż miejsca świętego. Zamiast atmosfery modlitwy i skupienia, Pan Jezus spotyka tam bankierów i kupców, którzy zaburzają świętość, jaka przystoi domowi Boga. Jezus jawi się tutaj jako człowiek z krwi i kości, targany emocjami i gniewem, w obronie tego, co święte i sprawiedliwe. Miłość do Ojca i gorliwość w wypełnianiu Jego prawa nie pozwala pozostać Mu obojętnym na bezczeszczenie świątyni. Oczyszcza dom Boży, by przywrócić mu należny szacunek i porządek, usuwając to, co złe i niesprawiedliwe.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus zwraca uwagę na jeszcze inną świątynię. Kiedy Żydzi żądają wyjaśnień i pytają: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?”, Jezus mówi o odbudowaniu w ciągu trzech dni świątyni swego ciała. Zwraca więc uwagę nie tylko na świątynię jako budynek, ale na zachowanie świętości żywej świątyni, jaką jest sam człowiek.

W okresie Wielkiego Postu mamy kolejną szansę na zrobienie porządku w swojej własnej „świątyni”, na użycie bicza samokrytyki i usunięcie z serca spraw, które obrażają naszego Ojca, na poprzewracanie stołów pychy, egoizmu i obojętności. Przez post, modlitwę i jałmużnę podejmijmy walkę o piękno naszej świątyni, by kiedyś w niebie mogła wiecznie trwać na chwałę Boga.

II Niedziela Wielkiego Postu, 25 II 2018 – komentarz do Ewangelii

Transfigurationraffaelo_polecamy

Słowa Ewangelii według Świętego Marka (Mk 9, 2-10)

 

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni.

I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.

Zasmakować światła góry Tabor
▼ Rozważa: Lucyna Montusiewicz ▼

Znużona jestem wielosłowiem. Ze wszystkich stron bombardują mnie słowa – mądre i banalne. Rady, zalecenia, diety, posty, wyjaśnienia. Pragnę ciszy i milczenia, życie wyprowadziło mnie na pustynię. Wiele lat temu bardzo jej się bałam, odczuwałam ogromny niepokój, kiedy na niej się znajdowałam. Teraz jest inaczej, pustynia stała się moim domem pełnym Boga. Jednak nie byłoby tego, gdybym wcześniej nie zasmakowała Światła Góry Tabor.

Tak to jest, że przynajmniej raz w naszym życiu możemy doświadczyć Boskości Jezusa, kiedy wyraźnie rozpoznajemy Jego Moc, Światło sensu życia, słodycz Miłości i głębokie pragnienie, aby tego szczęścia z Nim już nie stracić. Ta góra spotkania staje się w nas symbolem tęsknoty za Obecnością.

To doświadczenie ma znamiona trwałości, nie zmienia się pod wpływem emocji czy interpretacji, mamy pewność absolutną, że doświadczyliśmy spotkania z Przemienionym Jezusem. Przypomnienie tego wydarzenia jest zawsze życiodajne!

„To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Blask Góry Tabor, intymność duszy zespolonej z Boskim Objawieniem ma nas przygotować do wejścia na najważniejszą Górę naszego życia, na Golgotę.

Cała droga cierpienia, odrzucenia, wzgardy i bezradności prowadzi nas na pustynię serca, aby tam, w ciszy, kontemplując „Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy”, przygotować się na Drogę Krzyżową, która kończy się na Górze Golgoty.
To jedyna droga prowadząca do Nowego Życia przez pustynię, w tym hojnym w łaski okresie Wielkiego Postu: „I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa”.

Obyś oglądał(a) tylko samego Jezusa.

Post a nie dieta
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

kuszenie jezusaI Niedziela Wielkiego Postu (18 lutego 2018)
Czytania: Rdz 9, 8-15; 1 P 3, 18-22
Ewangelia: Mk 1, 12-15 ▼

Niezwykle krótki fragment z ewangelii według Marka. Niewiele słów, ale wiele treści niesie ze sobą ta perykopa. Oto dwie postacie Kościół stawia nam przed oczy w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu.

Pierwszą postacią jest Jezus, który kończy swój czterdziestodniowy post na pustyni. Czytamy, że usługiwali Mu aniołowie. Czas próby skończył się dla Pana. W Środę Popielcową, chociaż nie jesteśmy zobligowani do uczestnictwa w liturgii, to kościoły w Polsce i na świecie zazwyczaj nie świecą pustkami. To pokazuje, że jako zmysłowi ludzie potrzebujemy zewnętrznych rytów, jakichś punktów. Także Chrystus, będąc prawdziwym człowiekiem, odbył swoiste czterdziestodniowe rekolekcje, zanim rozpoczął publiczną działalność. A przecież mógł wyjść z domu w Nazarecie na ulicę i od razu rozpocząć głoszenie Ewangelii.

Druga postać to uwięziony Jan Chrzciciel, którego misję podejmuje Jezus Chrystus, głosząc konieczność nawrócenia. Słowa o pokucie i nawróceniu to pierwsze słowa wypowiedziane przez Pana w ewangelii Marka. To one są streszczeniem całej Jego misji na ziemi. Ta misja nie skończyła się wraz z wniebowstąpieniem, lecz jest kontynuowana w Kościele. To w nim rozbrzmiewa głos Zbawiciela: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Nawrócić się to nie tylko posypać głowę popiołem, lecz przede wszystkim zmienić myślenie oraz postępowanie. Post bowiem bez przełożenia na życie staje się dietą i hartowaniem ciała.

VI niedziela zwykła (B), 11 lutego 2018 – komentarz do Ewangelii

Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!». Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego (Mk 1,40-45).

„Śmiercią wiary jest pycha”.
Władysław Grabski

My, chorzy na trąd

Pycha ludzka umiera kwadrans po śmierci fizycznej człowieka – mawiała często św. Teresa z Avila.

Pycha

Pani Zofia ma 75 lat i umiera na raka. Znamy się od prawie 30 lat. Wczoraj przyniosłem jej obiad – czynię to od prawie roku. Poza kilkoma świetnymi przyjaciółkami – prawdziwymi dobrymi samarytankami – nie ma nikogo.

Powiedziała, że dziś jest zmęczona i że ja mam mówić, a ona będzie słuchać. Jednak podczas ponad godzinnego spotkania było zupełnie odwrotnie.

- Cierpienie jest dobre, bo prowadzi do pokory. Kiedy przychodzi choroba, z którą nic nie można zrobić, to pycha – kiedy człowiekowi się wydaje, że nad wszystkim panuje – kuli się… Jest bezsilna. Pycha ubiera się w kłamstwo, ciągle udaje. W cierpieniu, które przeprowadza mnie przez próg do nowego życia, ja już nie muszę i nie chcę niczego udawać.
Jej miłość stała się dojrzała, ona zgodziła się na ból. Słuchając jej dyskretnych wynurzeń odnosiłem wrażenie, że posługuje się innym językiem. Ona mówi inaczej niż inni. Kiedyś słyszałem, że cierpienie ma własny alfabet, i jest to z pewnością alfabet miłości.

Wielu księży jest strasznie pysznych – powiedziała. Dlaczego? Bo jesteście sami. Nie macie żon i dzieci. Nie macie kogoś, kto by was kochał i mówił wam prawdę. Ludzie są od was daleko, a inni kapłani czy współbracia w życiu zakonnym często udają przed wami… milczą. Pozostawiacie siebie. I to wielu z was prowadzi do ogromnej pychy, której często sami nie widzicie. Jest w was pycha ducha, pycha intelektu, pycha… Ile w tych słowach jest prawdy!

Trędowaty i Jezus

Trędowaty przychodzi do Jezusa i prosi o uzdrowienie. Przychodząc, przyznaje się do swojej sytuacji. On widzi swój trąd! Choroba trądu ma wymiar duchowy – oznacza pychę człowieka. Widzieć swoją pychę, to już ogromna łaska. Zaś jest już niemal cudem przyznać się do pychy i prosić Jezusa o uzdrowienie wierząc, że dla Niego wszystko jest możliwe.

Pokora

Przeciwieństwem pychy jest pokora. Pokora to prawda o sobie i o Bogu. „Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem – pisze święta Teresa z Avila – dlaczego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory, i nagle, bez własnego, jak mi się zdaje, namysłu, stanęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest prawdą najwyższą, a pokora nie jest niczym innym, tylko chodzeniem w prawdzie. Nie ma zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś kto szczerzej uznaje tę prawdę, tym przyjemniejszy staje się Bogu”.

Pokora zaczyna się od tego, że człowiek wie, kim jest, i nie udaje kogoś innego. Nie odgrywa żadnej roli. Kiedyś św. Jan Vianney otrzymał dwa listy: jeden wychwalał go pod niebiosa, drugi lżył mu w najbardziej ostrych słowach. Święty przeczytał obydwa listy z ambony i powiedział: „Ani pierwszy list niczego mi nie dodał, ani drugi list niczego mi nie ujął, wobec Boga jestem taki, jaki jestem”.

Święty Cyran mawiał: „Możemy się zgubić na tysiąc sposobów, ale tylko jedno może nas ocalić – pokora”.

ks. Bohdan Dutko M

V niedziela zwykła (B), 4 lutego 2018 – komentarz do Ewangelii

Gorączka namiętności
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

V niedziela zwykła, rok B (4 lutego 2018)
Czytania: Hi 7,1-4.6-7; 1 Kor 9,16-19.22-23
Ewangelia: Mk 1,29-39 ●

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy o gorączce. Czy jednak chodzi tylko o dolegliwość ciała? Gorączka powoduje nienaturalny wzrost temperatury. Z punktu widzenia moralnego jest symbolem zmysłowego przyciągania, namiętności.

Filozofia stoicka w szczególny sposób zajęła się namiętnościami. Według stoików istnieją tylko dwie drogi: albo postępujemy zgodnie z rozsądkiem, ważąc wszystkie argumenty za i przeciw każdej decyzji, albo pozwalamy, aby kierowała nami namiętność. W pierwszym przypadku zachowanie jest dobre, w drugim – złe, nawet jeśli namiętność to tylko myśl, która nie posiada przełożenia na czyn. Krótko mówiąc, kto się podnieca, grzeszy. To, czy człowiek zabije kurę, czy ojca – pisze filozof Chryzyp – zależy tylko od tego, kto pierwszy stanie mu na drodze. Moralna świadomość wymaga zatem od nas, abyśmy tłumili wszelkie namiętności, kiedy tylko się pojawią. Grecki termin oznaczający namiętność to pathos, dlatego też doskonały człowiek jest „apatyczny”, niczego nie pożąda, nic go nie podnieca, niczego się nie boi.

Jest to szlachetna teoria, jednak z chrześcijańskiego punktu widzenia należy ją poprawić w dwóch miejscach. Nie wszystkie zmysłowe fascynacje występują wbrew naturze. Nieprawdą jest także, iż namiętności, kiedy już się zrodzą, nie mogą zostać poddane kontroli: wręcz przeciwnie, można i należy je okiełznać. Z tego względu moralność chrześcijańska dokonuje rozróżnienia pomiędzy namiętnościami umiarkowanymi, a nieumiarkowanymi. Chrześcijańscy asceci byli optymistami: człowiek nie grzeszy tylko dlatego, iż uległ podniecie, lecz dlatego, iż nad sobą nie panuje, chociaż może i powinien to uczynić.

Istnieje wiele rodzajów namiętności. Stoicy podzielili je na dwie grupy: nietolerancję i pociąg. Jakaś rzecz albo nas odpycha, albo pociąga, a wówczas pragniemy ją sobie przywłaszczyć.

Przykładem pochodzącym z pierwszej grupy będzie gniew, o którym autorzy klasyczni napisali wiele: człowieka łatwo popadającego w gniew nazywali „dobrowolnym szaleńcem”. Ogarnięty przez gniew czyni rzeczy, których potem żałuje: niszczy przedmioty, za które musi później płacić, krzywdzi bliskie mu osoby. Najbardziej podatni na gniew są sangwinicy i cholerycy. Pierwsi bardzo szybko się zapalają, jednak równie szybko mogą się uspokoić. Gniew choleryków jest trwalszy i towarzyszy mu nienawiść i pragnienie zemsty. Ponieważ trudno jest zapobiec pojawieniu się tego pierwszego rodzaju namiętności, polecane sangwinikom ćwiczenie ascetyczne polega na wytrzymaniu w milczeniu i wstrzymaniu się od podejmowania decyzji, dopóki pozostają pod wpływem wzburzenia.

W „Apoftegmatach” Ojców zawarta jest opowieść o pewnym starym mnichu, którego inni poddali próbie cnoty, prowadząc przy nim sarkastyczne na jego temat rozmowy. On jednak pozostał niewzruszony. Po próbie zapytano go: „Ojcze, gniewałeś się?”. On zaś odpowiedział: „Tak, ale przemilczałem”.

Gniew to podniecenie występujące przeciwko czemuś, co z kolei nam jest przeciwne. Żądza jest czymś wręcz odwrotnym: istnieje coś, co podnieca nasze pragnienie i chcielibyśmy to coś mieć za wszelką cenę. Jeśli pożądanie utrzymane zostanie w ryzach, będzie jedynie normalną reakcją zdrowego organizmu. Żołądek odczuwa pragnienie jedzenia i picia. Osoby zdrowe odczuwają pragnienie poruszania się, bawienia, śmiania. Jednak te pragnienia mogą przekształcić się w niszczące namiętności. Istnieją osoby, które nie potrafią przestać pić, albo takie, które pozwalają, by zdominowała je zmysłowość, i które kończą jako jej niewolnicy.

Pewna dobra rada Maksyma Wyznawcy głosi, iż należy oddzielić myśli od namiętności. W praktyce oznacza: kiedy opanowuje mnie jakaś namiętność, staram się na chwilę zatrzymać i zapytać: Czy naprawdę tego chcę? Tak, chcę, ale nie zrobię tego. Dzięki takiej świadomości sumienie potrafi zachować spokój i pokonać namiętność. Człowiek nie jest tym, czego pragnie, lecz tym, czego dobrowolnie chce i co dobrowolnie postanawia.

III niedziela zwykła (B), 21 I 2018 – komentarz do Ewangelii

Misja Chrystusa
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

III niedziela zwykła, rok B (21 stycznia 2018)
Czytania: Jon 3,1-5.10; 1 Kor 7,29-31
Ewangelia: Mk 1,14-20 ▼

W dzisiejszej ewangelii spotykamy dwie postacie wyznaczające nowy czas w historii zbawienia: Jana Chrzciciela i Jezusa Chrystusa.

Zbawiciel rozpoczął swoją publiczną działalność, gdy Jego herold został uwięziony. Wzywając do nawrócenia, Jezus w pewien sposób kontynuuje misję Jana, ale nie z pozycji proroka, lecz Boga. Pierwsze zdanie ewangelii wskazuje zatem na boski autorytet Chrystusa.

Drugim motywem dzisiejszej ewangelii jest powołanie Szymona i Andrzeja. Dwóch braci, którzy zostali wybrani, aby chodzić za Panem, a potem kontynuować Jego misję w świecie. Tak jak Jan w więzieniu kończył swoje zadanie, tak Chrystus wyznacza apostołów, aby w przyszłości założyć z nich pierwszy Kościół.

Wreszcie – Jakub i Jan zostawiający swego ojca Zebedeusza. Powołanie nie zamyka się jedynie w woli Chrystusa, lecz wymaga wolnej i świadomej odpowiedzi ze strony człowieka. Apostołowie wstali i poszli za Jezusem. Do wstawania i pójścia za Panem są wezwani także inni żyjący w różnym czasie „synowie Zebedeusza”. Oby wstali i poszli.

III niedziela zwykła (B), 21 I 2018 – komentarz do Ewangelii

Misja Chrystusa
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

III niedziela zwykła, rok B (21 stycznia 2018)
Czytania: Jon 3,1-5.10; 1 Kor 7,29-31
Ewangelia: Mk 1,14-20 ▼

W dzisiejszej ewangelii spotykamy dwie postacie wyznaczające nowy czas w historii zbawienia: Jana Chrzciciela i Jezusa Chrystusa.

Zbawiciel rozpoczął swoją publiczną działalność, gdy Jego herold został uwięziony. Wzywając do nawrócenia, Jezus w pewien sposób kontynuuje misję Jana, ale nie z pozycji proroka, lecz Boga. Pierwsze zdanie ewangelii wskazuje zatem na boski autorytet Chrystusa.

Drugim motywem dzisiejszej ewangelii jest powołanie Szymona i Andrzeja. Dwóch braci, którzy zostali wybrani, aby chodzić za Panem, a potem kontynuować Jego misję w świecie. Tak jak Jan w więzieniu kończył swoje zadanie, tak Chrystus wyznacza apostołów, aby w przyszłości założyć z nich pierwszy Kościół.

Wreszcie – Jakub i Jan zostawiający swego ojca Zebedeusza. Powołanie nie zamyka się jedynie w woli Chrystusa, lecz wymaga wolnej i świadomej odpowiedzi ze strony człowieka. Apostołowie wstali i poszli za Jezusem. Do wstawania i pójścia za Pane

Druga Niedziela zwykła, 14 I 2018 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Czego szukacie?

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS●

Druga Niedziela zwykła (14 stycznia 2018)

Czytania: 1 Sm 3, 3b-10. 19; 1 Kor 6, 13c-15a. 17-20

Ewangelia: J 1, 35-42

Szukający Pana znajdą Goa znalazłszy Gobędą Go chwalić”.

św. Augustyn

  „Wrażliwe słowo, czuły dotyk wystarczą. Czasami tylko tego pragnę, tego szukam” – śpiewa Stanisław Sojka. Wrażliwość i dotyk… Przed chwilą zadzwonił do mnie Marek, z którym wczoraj rozmawiałem w naszym seminarium w Krakowie. Wiesz – powiedział, wczoraj na furcie w seminarium czekała też pewna kobieta. Kleryk otworzył drzwi i zapytał najpierw ją: czy ktoś już się panią zainteresował? – Tak! Inny kleryk powiedział mi, że został tylko suchy prowiant. Ej – odpowiedział, na pewno jeszcze znajdzie się coś gorącego, proszę chwilę zaczekać. A Pan…

Wiesz – słyszę w słuchawce – urzekł mnie swoją wrażliwością i czułością…

Szaleni?

Carl Jung w jednej z książek wspomina swoją rozmowę z indiańskim wodzem, który w sposób lapidarny określił białych: „Wciąż czegoś szukają – mówił Indianin. – Ale właściwie czego? Biali ciągle czegoś chcą. Są wiecznie skrępowani i niespokojni. Nie wiemy, czego chcą. Naszym zdaniem są szaleni”. Ciekawe…

Czego my szukamy? Albo inaczej… czy my jeszcze czegoś szukamy? Święty Augustyn daje świadectwo, mówiąc, że „niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Ciągle szuka… Bóg jest Miłością i takiej miłości pragnie serce człowieka. Takiej miłości szukamy, o niej marzymy i za nią tęsknimy. Cokolwiek czynimy, to tak naprawdę stale jej szukamy… ciągle jesteśmy szaleni! Szalonymi są młodzi…

Można przypuszczać, że uczniowie Jana Chrzciciela byli młodymi ludźmi. Czego szuka młody człowiek? Miłości, prawdy, ideałów… Później, kiedy młodzi się ustatkują, nie stawiają już sobie poważnych pytań. Jako „mądrzy”, którzy wiele przeżyli, doradzają młodym: „ideami nie wykarmisz dzieci, ani nie zapłacisz za prąd”. Zaczynają się szybko starzeć, ale to pragnienie nie wygasa. Zostaje tylko zagłuszone czy zamulone. W tym szukaniu, jak mówią rabini, „zakazane jest starzeć się!”.

„Czego szukacie?” – Jezus z pewnością zaskoczył ich tym pytaniem! Odpowiadają klasycznie – po żydowsku – pytaniem na pytanie: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” Inaczej jeszcze: „Daj nam zobaczyć siebie za progiem Twojego życia, odsłoń nam Twój świat! Chcemy przekroczyć próg Twojego «domu»!” “Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej!”

Gdzie mieszka Bóg?

W późniejszym nauczaniu Jezus podał trzy adresy swojego zamieszkania: Eucharystiaczłowiek ubogi – „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 24) i wspólnota Kościoła – „Gdzie dwóch albo trzech jest zebranych w Imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20).

Pod tymi trzema adresami mieszka Chrystus. Ale z pewnością ten, kto ma oczy szeroko otwarte przez wiarę, dostrzeże o wiele więcej miejsc Jego „zamieszkania”.

Przypomina mi się anegdota o pewnym rabinie, który spotkał młodego chłopca i zaproponował mu: „Powiedz mi, gdzie mieszka Bóg, to dam ci 5 dolarów”. Chłopiec na to odpowiedział: „Rabbi! Ja tobie dam 10 dolarów, jak mi powiesz, gdzie Bóg nie mieszka!”  Bóg mieszka „w sercu skruszonym” i w „błogosławieństwie” – tak dodają inni nauczyciele Izraela. A w psalmie czytamy, że Bóg mieszka w swojej chwale (268), czy w chwale swojego ludu.

Jeden z apoftegmatów Ojców pustyni opowiada, że jakiś młodzieniec chodził od mnicha do mnicha w potwornej spiekocie. Przyszedł do groty jednego starca, a ten ze środka zapytał: „Czego chcesz?” Młodzieniec odpowiedział pytaniem: „Czy tu mieszka miłosierdzie?” Na to starzec: „Coś powiedział?” „Czy tu mieszka miłosierdzie Chrystusa?” Na to starzec wziął swój worek i powiedział do młodzieńca: „Chodźmy go szukać”. Porzucił wszystko i razem poszli szukać miłosierdzia Chrystusa.

Bóg mieszka w miłosierdziu! Módlmy się, aby ci, którzy szukają Chrystusa, mogli Go znaleźć w miłosierdziu mieszkającym w naszym domu.

Szukanie Jezusa…

Każdy z nas mógłby opowiedzieć o swoim poszukiwaniu Jezusa. Ewangelie ukazują nam także jeszcze inne miejsca szukania Jezusa, nierozeznane i przewrotne motywacje tego szukania!

W Ewangelii św. Jana Jezus stawia idącym za Nim ludziom zarzut, że mają nie oczyszczone motywacje, nie rozeznali prawdziwego powodu szukania Go: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości” (J 6, 26).

Jest tylko jeden adres, pod którym możemy szukać Jezusa nadaremnie! Jest nim Jego grób. Pamiętamy ten świt poranka, kobiety z wonnościami i bez nadziei. Zastały tylko kamień odwalony u wejścia do grobu i aniołów. Przestraszone, pełne lęku i uniżenia usłyszały: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” (Łk 24, 5-6). Jest wiele naszych sióstr i wielu braci, którzy płacząc przy swoich życiowych grobach, potrzebują spotkać aniołów, którzy obwieszczą im dobrą nowinę. Ktoś kiedyś i nam obwieścił, że Chrystus opuścił grób, zmartwychwstał, zwyciężył śmierć! Dlatego dziś my jesteśmy posyłani, aby być dla innych jak aniołowie.

Ostatnim miejscem, gdzie szukano Jezusa, był Ogród Oliwny. Judasz po to, aby Go zdradzić, kohorta i strażnicy – by Go uwięzić, arcykapłani i faryzeusze – by Go skazać. Do dziś – może już nie za potokiem Cedron – Jezus jest ciągle szukany…

 

chrzestGłos z Nieba

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Pierwsza Niedziela zwykła, Święto Chrztu Pańskiego (7 stycznia 2018)

Czytania: Iz 55, 1-11;  1 J 5, 1-9

Ewangelia: Mk 1, 7-11

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia nam dwóch ludzi.

Pierwszy to Jan Chrzciciel, który kończy swoją misję. To jest koniec jego drogi, wypełnił ją wiernie, rzetelnie, bez skazy. A były pokusy, żeby było inaczej, bo przecież wszyscy snuli domysły co do Jana, czy nie jest czasem Mesjaszem. A on mówił, że jest głosem wołającym na pustyni i przygotowującym drogę Jezusowi Chrystusowi. To było jego powołanie, które wypełnił znakomicie. A mógł przecież powiedzieć coś innego, mógł przynajmniej mieć te swoje pięć minut triumfu. To nic, że później byłby wstyd, mógł wyciągnąć rękę po tytuł, który mu się nie należał – a nie zrobił tego.

I drugi człowiek z dzisiejszej Ewangelii, a w zasadzie Bóg – człowiek, Jezus Chrystus, którego ingres obserwujemy, ponieważ zaczyna swoją działalność publiczną. Ale jakże inny jest to ingres. Jezus modli się, przyjmuje chrzest dokładnie taki sam, jak każdy z grzeszników. Stoi w długiej kolejce nad Jordanem. Nie uważa, że cokolwiek Mu się należy. Przychodzi do Jana, a ten nie wie tak naprawdę, co ma zrobić – przecież wie, że Ten, którego za chwilę ma ochrzcić, jest Mesjaszem, jest czysty i nie ma w Nim żadnego grzechu i żadnej skazy, a pomimo to chce przyjąć to wszystko, co przyjmuje każdy człowiek. Taka będzie droga Chrystusa: doświadczy dokładnie tego wszystkiego, co każdy z nas doświadczy w życiu, łącznie ze śmiercią; przed niczym się nie uchyli.

Chciałbym zwrócić uwagę na słowa, które padają z Nieba: Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie. Otóż te słowa padły przy chrzcie każdego z nas, one są niezmiernie ważne. Dlaczego? Dlatego, że, po pierwsze, powodują, iż człowiek jest wywyższony do godności dziecka Bożego, a po drugie, zabezpieczają mnie – o tyle, o ile je słyszę – przed pokusami tego świata. Za chwilę Jezus pójdzie na pustynię i będzie kuszony. Tak samo jest z nami – w naszym sercu rozbrzmiewa głos, o ile go słyszymy, a słyszeć się go da podczas modlitwy, że jestem człowiekiem umiłowanym przez Pana Boga, Jego synem czy córką. Ale na pustyni Jezus usłyszy zupełnie inne głosy, takie, jakie my również słyszymy – głosy władców tego świata. To przecież diabeł, czyli ten, który dzieli, bierze Go na górę, pokazuje Mu wszystkie królestwa świata i mówi: To wszystko będzie Twoje, ja wiem, że Ty jesteś Bogiem, ale inni nie wiedzą, beze mnie sobie nie poradzisz, ja Ci pomogę, zapewnię Ci poklask, media i tak dalej. Jedyną rzeczą, jaką masz zrobić, to oddać mi pokłon. Jezus kwituje to jednym zdaniem: – Idź precz! Otóż jeżeli w naszym życiu – bo to nie jest tylko pokusa wielkich tego świata, ale każdego z nas i na naszą miarę – nie będziemy mieli rozeznania, jeżeli zagłuszymy ten głos, który mówi, że jestem umiłowanym dzieckiem Pana Boga i nie muszę nic nikomu udowadniać, nie muszę robić kariery za wszelką cenę, nie muszę płaszczyć się przed wielkimi tego świata, to niestety naszym udziałem będzie tragiczny los, tragiczna farsa naszego życia. Prędzej czy później sumienie nam o tym powie, ono nie da nam spokoju. Może to być na przykład na łożu śmierci, kiedy mignie nam całe życie przed oczami i stwierdzimy, że ono było zmarnowane. To jest przestroga dla każdego z nas.

Zobaczmy jak niesamowicie aktualna jest Ewangelia. To diabeł, ten, który dzieli, władca tego świata, mówi mi: Będziesz kochany, pod warunkiem, że zrobisz to, czy tamto… Może odwrócisz oczy, jak gnoją twojego kolegę, może udasz, że nie widzisz.

Co będzie naszym udziałem? Z naszego Chrztu wypływa takie zobowiązanie, żebyśmy nieustannie wsłuchiwali się w ten głos, cichy głos Pana Boga, że jestem Jego synem umiłowanym. I wtedy będziemy bezpiecznie kroczyli przez ten świat i nigdy nie damy się zwieść różnego rodzaju obietnicami, które mają nam zapewnić sukces. Jeśli ten głos zagłuszymy, może być różnie.

Niedziela w oktawie Narodzenia Pańskiego, 31 XII 2017 – komentarz do Ewangelii

Trzymanie Jezusa na rękach nie wystarczy
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Niedziela w oktawie Narodzenia Pańskiego, rok B
(31 grudnia 2017)
Czytania: Rdz 15, 1-6; 21,1-3; Hbr 11,8. 11-12. 17-19
Ewangelia: Łk 2, 22-40; krótsza: Łk 2, 22. 39-40 ●

Jedną z rzeczy, które najbardziej przykuwają uwagę w scenie ofiarowania, jest pieczołowitość, z jaką Maryja i Józef zrobili wszystko, by postąpić „zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego”.

Fakt, że Kościół w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu w roku B czyta nam perykopę o ofiarowaniu, choć przecież usłyszymy ją w całości znowu 2 lutego, podkreśla rangę tego fragmentu Ewangelii w historii zbawienia. Trwa oktawa wielkiego Święta, a Kościół w tym czasie stara się nam podsunąć – szczególnie w niedzielę tejże oktawy – to, co naprawdę ważne.

Uwagę zwraca jednak zarówno tytuł, jaki nadaje fragmentowi Ewangelii lekcjonarz (Dziecię rosło, napełniając się mądrością), jak i kształt skróconej wersji perykopy. Kościół zamiast dziewiętnastu wersetów dopuszcza przeczytanie tylko trzech (pierwszego i dwóch ostatnich), które w całości brzmią tak:

Gdy upłynęły dni ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu.
A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta – Nazaretu. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

Ta wersja pomija więc cały opis ofiarowania! Jest jedynie wspomniany fakt, że Rodzice przynieśli Jezusa, by przedstawić Go Panu. Końcowy fragment podkreśla z kolei synostwo Boże, wybraństwo Jezusa (łaska Boża spoczywała na Nim). Motyw, który przewija się w tym fragmencie dwukrotnie, spajając początek i koniec opisu ofiarowania – to wierność, jaką Maryja i Józef okazali przepisom Prawa Pańskiego.

Nieprzypadkowo taki kształt skróconego fragmentu, nieprzypadkowo też Kościół kieruje nasze umysły właśnie w tym kierunku.

Przyznam zresztą, że sam osobiście, gdy czytam i rozważam ten fragment, gdy odmawiam czwartą tajemnicę radosną Różańca świętego, zawsze właśnie na to zwracam największą uwagę i to najgłębiej podziwiam: wierność przepisom religii, choć wydawałoby się, że sytuacja jest tak nietypowa, a osoba Dziecka jest kimś tak wyjątkowym, że konieczność „przedstawiania Go Bogu” jest tutaj fanaberią. Nic bardziej mylnego: Józef i Maryja, zanosząc Dziecię do Jerozolimskiej świątyni, pokazują, jak ważne są przepisy religijne: według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby przedstawić Go Panu.

I rozważając tę dzisiejszą Ewangelię, chciałbym właśnie na tę kwestię zwrócić szczególną uwagę i właśnie tę sprawę – sobie i Czytelnikom – podać do rachunku sumienia: Czy jestem wierny przepisom religii tak, jak Józef i Maryja? Nawet wtedy, gdy mogłoby się to wydać nieistotne? Nawet wtedy, gdy mam – tak mi się zdaje – lepszy pomysł niż Kościół?

Dam tylko jeden przykład. Nie tylko w krajach misyjnych (w których być może znalazłyby się jakieś argumenty kulturowe), ale także w naszym kraju, pojawia się gdzieniegdzie przykry i gorszący zwyczaj podawania przez księży świeckim Najświętszego Sakramentu w monstrancji do przytulenia. Czy wolno? Kościół stanowczo zabrania. Czy wolno mimo to? Maryja i Józef dają wzór, że trzymanie Jezusa na rękach nie daje przyzwolenia do łamania przepisów swojej religii.

Czy nie zachwyca wiara, z jaką Maryja i Józef decydują się być wierni „przepisom Prawa Pańskiego”? Czy nie zachwyca wierność i prostota, z jaką – o czym słyszmy w obu wcześniejszych czytaniach – Abraham posłuchał Boga? Czy dziś wierność Kościołowi i wypełnianie jego zaleceń nie będzie tamtej wierności odblaskiem?

ZwiastowanieMów Bogu zawsze TAK!

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Czwarta Niedziela Adwentu, Wigilia Narodzenia Pańskiego (24 grudnia 2017)

Czytania: 2 Sm 7, 1-5. 8b-12. 14a-16; Rz 16, 25-27

Ewangelia: Łk 1, 26-38

Najczęściej słyszane zdanie: nie ma na nic czasu, jak ten czas szybko leci itp. I rzeczywiście, mamy dzisiaj czwartą niedzielę Adwentu, ale tygodnia czwartego adwentowego już nie będzie, bowiem wieczorem rozpoczniemy wigilijne czuwanie na Noc Narodzenia Dzieciątka Jezus. A więc nie ma czasu. Mijają nam lata życia, często w rutynie i braku refleksji nad sobą. Ale uwaga, może właśnie teraz, dzisiaj, przychodzi do nas słowo Zwiastowania. To taki proces duchowy, kiedy wierzymy Słowu, że Ono też  m n i e  dotyczy.

Potrzebuję w tym miejscu przytoczyć kilka słów św. Bernarda, opata: “usłyszałaś, Dziewico, że poczniesz i porodzisz Syna; że stanie się to nie za sprawą człowieka, ale z Ducha Świętego. Wyczekuje anioł na odpowiedź, bo trzeba mu już było powrócić do Boga, który go posłał. Oczekujemy i my, o Pani, na słowo zmiłowania, nieszczęśni i przygnieceni wyrokiem potępienia. (…) O Błogosławiona Dziewico! Otwórz Twoje serce dla wiary, usta wyznaniu, a łono Zbawicielowi. Oto upragniony przez wszystkie narody stoi z zewnątrz i kołacze do drzwi Twoich. Jeśli zaś cię minie, bo się ociągasz, znów zaczniesz bolejąc szukać tego, którego miłuje dusza Twoja. Powstań więc, pobiegnij i otwórz. Powstań przez wiarę, pobiegnij przez oddanie, otwórz przez wyznanie”. Oto, mówi Maryja, ja, służebnica Pańska; niech mi się stanie według słowa twego”.

Jakże cudna i wspaniałomyślna odpowiedź, najpierw dla samej Maryi, a potem dla całego świata, dla wszystkich pokoleń.

Lecz to się dzieje dzisiaj!  teraz!  To Słowo chce i może narodzić się we mnie i w tobie. Maleńki Jezus, zakotwiczony w duszy poprzez chrzest, potrzebuje wzrastać i narodzić się w naszej betlejemskiej stajni. Bo Bóg nie sądzi nas za nasze ubóstwo duchowe, lecz pragnąc naszego osobistego szczęścia potrzebuje naszego ciała, naszej zgody, aby rodzić się w każdym pokoleniu na nowo. Aby nasze życie było błogosławione, to znaczy żebyśmy – ty, ja – byli z niego zadowoleni i mówili o swoim życiu „błogo”, dobrze, radośnie. Jezus, na którego czekamy, chce wyprowadzić nas z naszych dołów, uzależnień, idolatrii, wszystkiego co jest złem i co jest przeciwne miłości Boga. Chce nam dać drogę prostą i świętą, drogę pokoju.

Zatem, niech nasza dusza będzie taka jak Maryi. Uwielbiajmy Boga i radujmy się w Nim, bowiem przyjmując do swojego życia Słowo Zwiastowania stajemy się w Nim błogosławieni.

Czwarta Niedziela Adwentu oznacza dzisiaj mówić Bogu na  w s z y s t k o  TAK!

Trzecia Niedziela Adwentu, 17 XII 2017 – komentarz do Ewangelii

Swiety-Jan-ChrzcicielAdwentowe pytania

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Trzecia Niedziela Adwentu  (17 grudnia 2017)

Czytania: Iz 61, 1-2a. 10-11; 1 Tes 5, 16-24

Ewangelia: J 1, 6-8. 19-28

Dzisiejsza Ewangelia może wydać się nietypowa, ponieważ z kart Pisma Świętego nie przemawia dzisiaj Chrystus, a Jan Chrzciciel. Czas kończącego się Adwentu jest okresem, w którym zwracamy uwagę na dwie postacie: Maryję i Jana Chrzciciela. Liturgia zdecydowanie oddaje dzisiaj głos tej drugiej osobie.

„Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości” – ten fragment z Prologu Ewangelii Janowej streszcza całe posłannictwo Jana Chrzciciela. Jego zadaniem było wskazywanie na Tego, który miał przyjść i zbawić ludzkość. I rzeczywiście, Jan wskazał na Jezusa jako na Baranka, który miał zgładzić grzechy świata. „Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz” – w ten sposób syn Elżbiety, krewnej Maryi, mówi sam o sobie.

Postać Jana Chrzciciela zmusza do postawienia pytania o naszą rolę w kontekście chrześcijańskiego życia. Czy jako kapłan nie stawiam się w roli tego, który jest Światłością? Czy swoim nauczaniem lub celebrowaniem liturgii więcej nie mówię o sobie niż o Chrystusie? Czy w liturgii nie celebruję samego siebie? Czy jako katolik świecki staram się o wzrost Królestwa Bożego na ziemi? Czy może moją światłością są dobra tego świata i bieda dnia codziennego? Wreszcie, czy w moim środowisku pracy, rozrywki, nauki jestem tym, który świadczy o Światłości? Czy ktoś, patrząc na mnie, w ogóle zada sobie pytanie o Światłość prawdziwą? To zaiste adwentowe pytania….

Druga Niedziela Adwentu, 10 XII 2017 – komentarz do Ewangelii

 

jan chrzciciel

Przygotujcie drogę

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Druga Niedziela Adwentu (10 grudnia 2017)

Czytania: Iz 40, 1-5. 9-11; 64, 3-7; 2P 3, 8-14

Ewangelia: Mk 1, 1-8

Przepasz mnie, Panie, pasem czystości i wygaś we mnie ogień namiętności, aby trwała we mnie moc czystości”.

z liturgii

  Adwent to czas czuwania i przygotowania się na spotkanie z Bogiem, na spotkanie z JegomiłościąTo nie chodzi tylko o nasze spotkanie. Mamy być jak Jan Chrzciciel i przygotować drogę, aby Jezus mógł się spotkać z nami… Co i jak mamy czynić?

Jan Chrzciciel

Jan Chrzciciel w dzisiejszej Ewangelii udaje się na pustynię. Nie jest to ucieczka przedskorumpowanym światemOn w innym celu idzie w samotność i decyduje się przebywać pośród kamiennej pustyni.

My wybieramy pustynię i samotność, kiedy mamy już wszystkiego dość: dość rodziny, dość kraju, dość rządzących, którzy z wyborów zrobili cyrk, dość klasztoru, dość braci! Idziemy w samotność, milczenie i pustynię, wyrażając protest, bo nie godzimy się na takświat… To nie jest wyjście twórcze, formujące nas. Jan Chrzciciel daje nam klucz, abyśmy zobaczyli cel przebywania na pustyni.

Wielbłąd

W dzisiejszej Ewangelii Jan Chrzciciel jest ubrany w wielbłądzią sierść i przepasany skórzanym pasem. Wielbłąd w języku hebrajskim pochodzi od słowa Gamal. Słowo to w formie czasownikowej oznacza być dojrzałym, dokończyć coś, czy też odstawić dziecko od piersi.

Czym dla nas ma być to pójście na pustynię? Czynieniem tego, co jest w dojrzewaniu duchowym podstawą: zanurzeniem się w modlitwie, w Słowie Bożym, w adoracji.

Przed ponad dwudziestu laty przez kilka miesięcy celebrowałem poranną Eucharystię dla sióstr Matki Teresy z Kalkuty w Hamburgu, w dzielnicy św. Pawła. Siostry przez godzinę przed Mszą świętą adorowały Jezusa w Najświętszym Sakramencie. „Kalkutki” – tak o siostrach mówili biedni – czyniły to dlatego, aby później ubodzy mogli spotkać miłość Chrystusa w otrzymanym śniadaniu.

Przytuleni to książka – świadectwo s. Elwiryzałożycielki wspólnot Cenacolo, dla młodzieży, która popadła w uzależnienie od narkotyków. Trafiających tu młodych, chcących wyjść z nałogu, siostra zaprasza do półtoragodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu przed rozpoczęciem dnia, przed wschodem słońca. Tak samo mówi do księży: „Jak wy nie będziecie godzinę dziennie adorować Najświętszego Sakramentu, to na nic przyda się wasza praca, wasze wysiłki będą jałowe”.

Ten „przepis” na dojrzewanie duchowe – adoracja, modlitwa, Słowo Boże – nie jest tylko dla księży. Takiej pustyni potrzebuje każdy, inaczej nie ma szans przygotować drogi dla Jezusa…

Pas skórzany

Jan był przepasany pasem skórzanym wokół bioder. Przepasanie bioder miało w Biblii wielorakie znaczenie. Postrzegane było jako znak siły duchowej, służby, pokuty i czystości.

Przed soborową odnową liturgii prezbiter, ubierający się do Mszy św., odmawiał następującą modlitwę: „Przepasz mnie, Panie, pasem czystości i wygaś we mnie ogień namiętności, aby trwała we mnie moc czystości”.

Świat z różnymi mediami i uliczną reklamą nieustannie kusi, aby żyć zupełnie inaczej niż św. Jan Chrzciciel. Świat konsumpcji i kultura folgowania w każdej dziedzinie napiera na nas z każdej strony. Kiedy jesteśmy nasyceni i płonie w nas ogień namiętności, trudno jest trwać przy Panu. A tylko zjednoczenie i trwanie z Nim pozwala przygotować drogę, aby inni mogli się z Nim spotkać! Bo tylko czysty może prowadzić do Czystego! Czysty nie oznacza bezgrzeszny, ale oznacza grzesznika, który w miłosierdziu Pana doświadczył czystości!

 

Trzydziesta czwarta Niedziela zwykła, Uroczystość Chrystusa Króla, 26 XI 2017 – komentarz do Ewangelii

IMG_3259-Resizer-800Chrystus Król naszą gwarancją zbawienia

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Trzydziesta czwarta Niedziela zwykła, Uroczystość Chrystusa Króla (26 listopada 2017)

Czytania: Ez 34, 11-12. 15-17; 1 Kor 15, 20-26. 28

Ewangelia: Mt 25, 31-46

Od zawsze była inspiracją do twórczości malarskiej i ikonopisarskiej. Była inspiracją do ludzkich kalkulacji, kto zostanie zbawiony, a kto potępiony, ewentualnie czy mnie też to dotyczy. Czy miłosierdzie Boga zakryje wszystkie moje grzechy i ludzi, którzy Go nie znają, z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu?

Jednak współcześnie coraz częściej pojawia się myślenie, że wszystko można, bo Bóg jest wspaniałomyślny i miłosierny, i zawsze wybacza. Czy słusznie?

Ewangelia zapowiada powtórne przyjście Syna Człowieczego w chwale chórów anielskich. Zachowa się On wobec narodów jak Pasterz. W czasie życia ziemskiego Jezus często powoływał się na figurę dobrego pasterza. Tego, który troszczy się o powierzone owce, który pasie je na zielonych pastwiskach i prowadzi je do wód. Szuka zagubionej i opatruje rany zranionej.

Tym razem ogarnie całe stado i oddzieli owce od kozłów. Kozły symbolizują owce, które za życia brały wszystko dla siebie. Nie zauważyły małej, głodnej owieczki, nie przyjęły do stada obcej, nie uwolniły uwięzionej, nie poszły do chorej. Tak mało, tak banalnie, a zarazem tak dużo, że wszystko!

Słuchamy tego słowa jak przenośni. Kiedy tacy byliśmy? Pytają owce, te po prawej stronie, te, które robiły wszystko tak spontanicznie, iż nie zauważają swoich zasług wobec maluczkich. Te owce symbolizują człowieka, który oddaje z siebie wdzięczność, otwiera swój dom i serce dla maluczkich, rozdaje dobroć, której nie jest właścicielem. Bo tylko Bóg jest dobry, On nas wszystkich nasyca swoją dobrocią. Mamy jej w sobie bardzo dużo, bo dużo otrzymaliśmy. Mamy co rozdawać.

Zatem prawie wiemy, kto będzie zbawiony – to błogosławieni i święci, których świętość potwierdza Kościół. Jednak do końca nie mamy pewności, kto tej łaski nie otrzyma. To mogę być ja, albo to ty usłyszysz „idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny”.

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata oraz dzisiejsza Ewangelia przychodzą z pomocą naszej refleksji nad życiem: dokąd zmierzamy, co chcemy osiągnąć w wymiarze duchowym, do jakich owiec przydzieli mnie Pan, gdy przyjdzie, a przyjdzie na pewno.

Sąd jest odkryciem prawdy. Ewangelia jest Sądem!

Odkrywamy prawdę o sobie i prawdę o Bogu, którego sąd jest pełen miłosierdzia. Nie jesteśmy sami. Obecny Jezus jako Pantokrator – Król Wszechświata jest naszą gwarancją zbawienia, Jego sprawiedliwość przechodzi przez całą historię świata i naszą osobistą. Zatem póki jeszcze jest czas …znajdź dzisiaj swoje miejsce w tym Sądzie, znajdź miejsce wśród owiec.

Trzydziesta druga Niedziela zwykła, 12 XI 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Kobiety z lampą wiary i początek!

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Trzydziesta druga Niedziela zwykła (12 listopada 2017)

Czytania: Mdr 6, 12-16; 1 Tes 4, 13-18

Ewangelia: Mt 25, 1-13

Celem życia chrześcijanina jest nabycie Ducha Świętego”.

Serafin z Sarowa

Zbliża się koniec Roku Liturgicznego, stąd czytania mszalne dotykają tematu końca życia, świata, końca… Mimo takiej perspektywy chcę odczytać Ewangelię w odwrotnym kluczu, a mianowicie początku, czegoś nowego…

Sen o północy

O północy większość z nas już śpi. Ale sen z przypowieści możemy odczytać metaforycznie.

Ktoś powiedział o sobie, że przespał życie… tzn. żył w zapomnieniu o Bogu! Takim przykładem jest życie Blaise’a Pascala, który z takiego snu został przebudzony w nocy 25 listopada 1654 r. Opisał to w tekście „Pamiątka”: „Ogień. Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba, nie filozofów i naukowców. Pewność. Pewność. Uczucie. Radość. Pokój. Bóg Jezusa Chrystusa. Mój Bóg i twój Bóg. (…) Radość, radość, łzy radości (…), niech nie zapominam Twoich pouczeń”. To był jego początek!

Nocne wołanie

Wołanie w nocy: „Oto pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!” Słyszałem świadectwo trzeźwego alkoholika. Nałóg poprowadził go przez życie pełne grzechu, poniżenia (bezdomność), samotności (opuszczony przez żonę i dzieci) i pogardy do samego siebie, aż na samo dno… Żył w ciemności twierdząc, że „dokoła niego była noc”. Wydawało mu się, że Bóg nie chce nawet na niego popatrzeć, a prawda okazała się zupełnie inna. Tej nocy usłyszał wołanie, żeby wyszedł na spotkanie Boga. Dziś jest w jednej ze wspólnot w Kościele… drzwi się otworzyły, ucztuje. Zasmakował nowego początku!

Oliwa?

Oliwa jest duszą lampy, bo bez niej lampa utraciłaby sens istnienia. Ewangelista mówi o drzwiach zamkniętych. Myślimy, że aby nie znaleźć się na zewnątrz i wejść przez nie, potrzebne jest do tego dobre życie i potrzebne są dobre uczynki, a także – jak mówią rabini –  studiowanie Tory. To wszystko jest prawdą, ale nie do końca! Bo alkoholik, który usłyszał wołanie, nie miał nic z tych rzeczy, więcej – myślał, że Bóg patrzy tylko na dobrych, którym on nie był. Ale miał jedną rzecz, która wystarczyła – odrobinę wiary.

Przez chrzest otrzymaliśmy od Chrystusa Zmartwychwstałego lampę wiary, która nieustannie potrzebuje oliwy. Tą oliwą jest Duch Święty, zamieszkujący serca wierzących (Zach. 4, 1-6). Jest czymś oczywistym, że lampa bez oliwy jest nieprzydatna, nie zaświeci (J 5, 39-40). Lampa ma wiele znaczeń. Dla przykładu w Piśmie św. symbolizuje Słowo Boże (Ps. 119, 105), w nauczaniu papieża Franciszka „jest modlitwą”!

Naprawdę potrzebujemy oliwy… Potrzebujemy Ducha Świętego, potrzebujemy Słowa Bożego i modlitwy, bo bez tego nie ma początku!

Trzydziesta pierwsza Niedziela zwykła, 5 XI 2017 – komentarz do Ewangelii


Jeden jest nasz Nauczyciel

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzydziesta pierwsza Niedziela zwykła (5 listopada 2017)

Czytania: Ml 1, 14b – 2, 2b. 8-10; 1 Tes 2, 7b-9. 13

Ewangelia: Mt 23, 1-12

Niektórzy pracują zawodowo jako nauczyciele, jednak w pewnym sensie każdy z nas jest nauczycielem. Każdy uczy czegoś innych i czyni to przy różnych okazjach, nawet zwyczajnie wskazując drogę.

Nauczyciel musi znać przedmiot, którego naucza, aby nie wprowadzać innych w błąd. Wart jest również tyle, ile to, czego naucza. Chrystus jest uniwersalnym nauczycielem. Przez Niego wszystko zostało stworzone. On zna Ojca i prowadzi nas do Niego.

Niektórzy ironizują na temat Chrystusa jako Nauczyciela, mówiąc: czy Chrystus naucza także matematyki albo medycyny? Może wydawać się to dziwne, ale tak właśnie jest. On stworzył rozum, który otrzymali lekarze i matematycy i z którego pomocą uczestniczą w planie zbawienia. Od Chrystusa pochodzi pośrednio wszystko to, co ludzie wiedzą i czego mogą się nauczyć. W sposób bezpośredni Chrystus objawia nam wiedzę na temat życia wiecznego.

Rodzice także nauczają, ale w odróżnieniu od nauczycieli nie przekazują jedynie wiedzy; oni dają życie. Chrystus jest Nauczycielem, który daje życie, a jednak nie chce być nazywany Ojcem. On również otrzymał życie od Ojca Niebieskiego, od którego pochodzi całe dobro w niebie i na ziemi. Jezus nie chce, aby nawet uczniowie byli zwani „ojcami”. Jednak zdaje się, iż oni tego nie posłuchali. Tytuł „ojca” w tradycji chrześcijańskiej zostaje zwyczajowo nadawany zakonnikom i kapłanom, czasami nawet w samym języku Jezusa, abba. Dlaczego? Funkcją słowa „ojciec” jest przypominanie zakonnikom i kapłanom, iż nie mają przekazywać jedynie wiedzy, ale także życie Boże. A mogą to czynić jedynie w łączności z Chrystusem i zgodnie z powołaniem, jakie otrzymali od Ojca Niebieskiego. Ojciec jest jedynym źródłem życia dla tych, którzy wierzą, słuchają słowa Bożego i przestrzegają go.

Nikt nie może mieć Boga za Ojca, nie mając Kościoła za Matkę, mówi św. Cyprian. Tak jak Chrystus jest mistrzem, również Kościół uczy i rodzi dzieci do życia wiecznego, według powołania otrzymanego od Boga Ojca. Kościół jest ciałem Chrystusa. Jak głosi Sobór Watykański II, nie można porównywać Kościoła do żadnej innej ludzkiej organizacji. Istnieje wiele instytucji stawiających sobie różne cele, które czasami, aby je osiągnąć, działają posługując się środkami przymusu. Ci, którzy do nich należą, są członkami, nie zaś dziećmi.

W Kościele natomiast przeżywa się tajemnicę jego macierzyństwa, od chrztu aż po wiatyk. To nie tylko stwierdzenie, to fakt realny. Sakramenty i modlitwy Kościoła czynią to, co głoszą, a możliwe to jest, ponieważ Kościół głosi słowa Chrystusa obecnego w każdym jego akcie. Jak Matka dała swoje ciało, aby narodził się Zbawiciel, tak też Kościół użycza Mu swojego głosu, aby mógł przemawiać do ludów. Mistycznie udziela Mu widzialności poprzez tych, których On posyła na cały świat w swoim imieniu.

Natalia Klocek (DSC_0810)Dwa przykazania miłości

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Trzydziesta Niedziela zwykła (29 października 2017)

Czytania: Wj 22, 20-26; 1 Tes 1, 5c-10

Ewangelia: Mt 22, 34-40

Podczas rozmowy z faryzeuszami, Jezus, zapytany, „które przykazanie w Prawie jest największe”, podaje z pozoru prostą, a jednak bardzo trudną odpowiedź: największe są dwa przykazania miłości – Boga i bliźniego. „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.

Odpowiedź Mesjasza stanowi kwintesencję chrześcijaństwa. Tak, chodzi o miłość. O tylko i aż tyle.

W pierwszej kolejności Jezus wymienia miłość Boga. Tak, Bóg – kochający Ojciec, ale i Pan życia – powinien być w naszym życiu na pierwszym miejscu. Bo – jak mówił św. Augustyn – „jeżeli Bóg w życiu jest na pierwszym miejscu, wszystko znajdzie się na właściwym miejscu”.

Jezus wskazuje, że mamy kochać Boga „całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. A więc miłością całkowitą, by nie rzec – „totalną”. Tu nie ma miejsca na półśrodki, na miłość „na próbę” czy tylko na trochę. W tę miłość mamy zaangażować „całego siebie” – umysł, uczucia (serce) i duszę.

Z miłości do Boga wypływa miłość bliźniego. Jeżeli nie kochamy Boga, który jest Miłością, miłość do ludzi jest jedynie imitacją, iluzją prawdziwej miłości. Ale działa to także w drugą stronę: Bóg, Jezus przychodzi do nas często w ludziach, których spotykamy na drogach naszego życia. Jeżeli ich nie kochamy, to jakże  będziemy zdolni kochać Boga? Jezus wyraźnie daje nam do zrozumienia, że nie da się tych dwóch miłości oddzielić. Nie mamy „dwóch serc”, nie możemy mówić, że kochamy Boga, a jednocześnie nienawidzić ludzi (i vice versa), bo wtedy sami siebie oszukujemy.

Warto, rozważając ten fragment Ewangelii, zrobić mały rachunek sumienia: jak wygląda moja miłość do Boga i ludzi? Jak walczyć z własnym egoizmem, bym kochał(-a) mocniej?

Dwudziesta dziewiąta Niedziela zwykła, 22 X 2017 – komentarz do Ewangelii

denarAlbo Bóg, albo nic

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

Dwudziesta dziewiąta Niedziela zwykła (22 października 2017)

Czytania: Iz 45, 1. 4-6; 1 Tes 1, 1-5b

Ewangelia: Mt 22, 15-21

Zacznę dzisiaj od przejmującego wersetu z pierwszego czytania dzisiejszej liturgii, z księgi proroka Izajasza (Iz 45, 6): „Przypaszę ci broń, chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że poza Mną nie ma nic. Ja jestem Pan i nikt poza Mną”.

Ono wprowadza nas w Ewangelię i stan czujności. Nie ma nic poza Bogiem. Albo Bóg, albo nic.

Oto hałastra skłóconych zwolenników różnych partii politycznych będących w opozycji do nauczania Jezusa. Faryzeusze, którzy sprzeciwiali się okupacji Rzymu i płaceniu podatków, oraz stronnicy Heroda, oczywiście polityczni, a nie religijni. Oni wspierali dynastię Herodian wprowadzoną na tron przez Rzymian i dlatego wręcz zachęcali do utrzymania rzymskich podatków. Oba przeciwstawne stronnictwa chwilowo zawiesiły swoje animozje, aby postawić Jezusa wobec pytania, na które każda odpowiedź będzie przeciwko niemu.

Zadają więc pytanie, jednocześnie komplementując Go. Mówią: nie martwisz się o opinię na swój temat, masz niezależne zdanie, więc to, co powiesz, będzie słuszne.

O biedacy, oni wtedy, my teraz. Bowiem nasze myślenie jest podobne. Sami sobie chcemy wyznaczać sprawiedliwość względem władzy, której podlegamy, w każdym pokoleniu. Ja „ich” nie lubię, ja „ich” nie chcę, nie będę płacił podatku, zakombinuję, ukryję. Historia naszego życia tylko potwierdza, że mamy tę samą mentalność co przeciwnicy Jezusa.

Gdzie więc leży ukryty problem? Czy w naszej chciwości na pieniądz? Owszem, ale to, co Bogu się podoba, to posłuszeństwo i płynące z tego konsekwencje.

Zatem „czy należy płacić podatek?” Jezus odpowiada: „Pokażcie mi monetę podatkową!” Przynieśli Mu denara. On ich zapytał:” Czyj jest ten obraz i napis?”. Odpowiedzieli „Cezara”. Wówczas rzekł do nich: „Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to co należy do Boga”.

W tym krótkim starciu między różnymi tendencjami politycznymi, Jezus nadaje właściwy i jedyny kierunek naszemu życiu. To, co jest Boga, a więc życie, oddaj Ojcu, reszta, a więc dobra, o które tak intensywnie zabiegamy, są własnością tego świata. One tu pozostaną. W cyklu kolejnych niedziel, kiedy to słuchaliśmy Ewangelii o królestwie niebieskim i o tym, kto tam się dostanie, ta dzisiejsza mówi precyzyjnie.

Jesteś człowiekiem utworzonym na obraz i podobieństwo Boga. Należysz do Niego, twoje ciało i dusza są Jego własnością. Dbaj zatem o to, co jest boże, nie truj, nie niszcz, szanuj, kochaj. Sam wiesz najlepiej, jak możesz zatroszczyć się o siebie, o królewski obraz Boga w tobie.

Zaś tych wszystkich dóbr, pieniędzy, używaj tak, aby tobie i innym służyły, a nie były przeszkodą w drodze do życia wiecznego. Albo Bóg, albo nic.

 

Dwudziesta siódma Niedziela zwykła, 8 X 2017 – komentarz do Ewangelii

mt 21 33-43Zwykli ludzie

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dwudziesta siódma Niedziela zwykła (8 października 2017)

Czytania: Iz 5, 1-7; Flp 4, 6-9

Ewangelia: Mt 21, 33-43

Zwykli ludzie są najlepsi na świecie: oto powód, dlaczego Bóg uczynił ich tak wielu”.

Abraham Lincoln

Dostrzegam skandaliczne zachowanie rolników dzierżawiących winnicę! Co za bezczelność, niewdzięczność, tupet i arogancja… Widzę, jak zakradł się we mnie ton moralizatorski i natarczywie atakuje mnie myśl: powinni uczynić inaczej! Oczywiście, dałem się oszukać. Zapomniałem, że ci rolnicy to zwykli ludzie, tacy jak ja: grzesznicy, obłudnicy, kłamcy, złodzieje. Gdybym był w tej winnicy i miał tego samego ducha co oni, pewnie zrobiłbym dokładnie tak samo. Taka jest prawda o nas.

Ufam, że dobry Bóg

Przypomina mi się historia, jak pewien święty człowiek zadawał pytanie  napotkanym na ulicy ludziom: „Gdybyś znalazł worek złotych monet, jak byś postąpił?” „Oddałbym właścicielowi” – odpo­wiedział pierwszy. „Jesteś głupi” – rzekł starzec. Drugi odpowiedział: „Nie jestem naiwny. Zabrał­bym dla siebie”. „Jesteś podły” – zawyrokował święty. Trzeci powiedział tak: „Jak mogę ci na to odpowie­dzieć? Jak mogę przewidzieć, w jaki sposób w takiej sytuacji się zachowam? Czy mogę być z góry pewien tego, że znajdę siły, by ugasić zły odruch? Ufam jednak, że dobry Bóg pomoże mi przezwyciężyć go i pomoże mi oddać torbę właściwemu człowiekowi”. Starzec się ucieszył: „Jesteś mądry! Tak należy odpowiedzieć”.

Winnica i plon

Winnica jest jednym z wielu obrazów Kościoła. Każdy z nas przez przyjęcie chrztu świętego jest w winnicy Pana, a naszą misją jest w odpowiednim czasie przynosić plon. Plonem naszego życia ma być wino, które symbolizuje miłość Pana! We mnie ma się objawić miłość Jezusa Chrystusa, która „jest słodsza niż wino” (Pnp 1,2).

Miłość słodsza niż wino to kochanie grzeszników, kochanie nieprzyjaciół, noszenie grzechów innych na sobie, nieosądzanie, niepotępianie, niemówienie ani myślenie źle o innych, nieoddawanie złem za zło. Miłość, która jest zdolna oddać życie za drugich…, nie tylko za dobrych, ale i za złych, za prześladowców! To właśnie jest ten plon, którym mogę mieć w winnicy Pana. On mi go daje!

Kiedy patrzę na siebie, to myślę: Boże, jak komuś takiemu Ty zaufałeś, powierzyłeś tak wielką misję… Przed wielu laty usłyszałem pieśń o zwykłych ludziach, takich jak ci z winnicy, jak ja…

„Byli zwykłymi ludźmi jak ja, jak ty

zarzucali swe sieci w jezioro

lub ściągali podatki w bramach miasta.

Wśród nich, o ile pamiętam,

nie było żadnego uczonego,

a ten, którego nazywali mistrzem

umarł też i został pogrzebany…”

Nawrócenie

Bóg wzywa mnie do nawrócenia, ponieważ jestem obłudnikiem, grzesznikiem, nędznikiem. Bardzo łatwo przychodzi mi oskarżać innych, czuć się lepszym i okazywać faryzejskie zgorszenie. Jak długo będę zapominał, że ten drugi jest takim samym grzesznikiem jak ja, tak długo będę żył w zakłamanym świecie i chodził błędnymi ścieżkami. Nie będę częstował słodkim winogronem, ale cierpką jagodą. Ja, zwykły człowiek, spośród tak wielu zwykłych ludzi.

Dwudziesta szósta Niedziela zwykła, 1 X 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Szczerość uczynków

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwudziesta szósta Niedziela zwykła (1 października 2017)

Czytania: Ez 18, 25-28; Flp 2, 1-11

Ewangelia: Mt 21, 28-32

 

Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł.

Jeden z misjonarzy, pracujących na jednej z wysp Pacyfiku, opowiadał o trudnościach, jakie napotyka mieszkaniec Europy w przyzwyczajaniu się do innej mentalności. My – powiadał – karcimy dzieci, które kłamią i grozimy im karami. Tutaj jest inaczej. Na tej wyspie obowiązuje głównie zasada uczenia dzieci, by się nie sprzeciwiały. Raz misjonarz poprosił dzieci ze szkoły, by mu pomogły w przeniesieniu pewnych rzeczy. Wszystkie z uśmiechem zgodziły się, lecz potem nikt nie przyszedł. Gdy misjonarz skrzyczał je za to, wszystkie zaczęły płakać. Dlaczego był taki zły, skoro one tak grzecznie mu odpowiedziały?

Misjonarz tłumaczył, że dzieciaki nie były złe, tylko trzeba było im postawić pytanie w odwrotny sposób. Dla nich powiedzieć „tak” to normalna grzeczność, lecz owo „tak” do niczego nie zobowiązuje.

Mentalność zachodnia jest inna. Nikt nie obdarzy nas zaufaniem, jeżeli nawet szczerze mówimy „tak”, a później nie dotrzymujemy danego słowa. A przecież ileż razy mówimy „tak” Bogu! Ileż pięknych obietnic Mu czynimy, które są zawarte w modlitwach przez nas odmawianych. Pozostają one czystym gestem grzecznościowym, podobnym do tego, jaki okazują dzieci z tej wysepki na Pacyfiku!

 

Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł.

Apetyt jest oznaką zdrowia, chęć pracy objawia zdrowie duszy. Niestety, mało jest ludzi doskonale zdrowych na duszy i ciele. Być może, że jest wielu takich, którzy stracili apetyt, ale jeszcze więcej tych, którzy nie mają chęci do pracy. Jeżeli mówią to otwarcie, przynajmniej są szczerzy i nie potrzebują na swoje usprawiedliwienie wynajdywać urojonych chorób.

Lecz poza szczerym wyznaniem naszego lenistwa należy wspomnieć o innym doświadczeniu: można pracować także niechętnie. Filozofia scholastyczna używała dwóch terminów: voluntas, czyli wola decydowania, zdolność powiedzenia: ja chcę, oraz velleitas, czyli chęć, ochota, jakaś nieokreślona skłonność uczynienia czegoś. Charakter i moralność człowieka zależą od pierwszego słowa, od woli. Gdy człowiek jest zdolny powiedzieć: „Chcę, chociaż nie mam na to ochoty”, jego czyn zasługuje na większe uznanie niż wielka chęć, ale przy słabej woli.

 

Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego.

Niekiedy widzimy, jak Ewangelia zestawia razem celników i nierządnice. Są to dwa typy grzeszników powszechnie pogardzanych ze względu na to, że lekceważyli prawo Boże. Z całą pewnością należą oni do tych, którzy uchylają się od pracy w winnicy Bożej. Fakt, że Jezus bierze ich w obronę, wywołuje wielki skandal. Zresztą żadna społeczność nie dopuszcza, by ludzie o złej reputacji byli porównywani z tymi, którzy cieszą się dobrą opinią. Lecz Jezus przy żadnej okazji nie broni ich sposobu życia, ponieważ znał dobrze ich grzechy. Wyraża on tylko swoje szczególne kryterium w ocenie ludzi według ich zdolności do nawrócenia.

W bajkach rozróżnia się dwa rodzaje ludzi: całkowicie dobrych i niepoprawnie złych. Lecz życie nie jest bajką. Pismo Święte nam wszystkim objawia naszą grzeszność i słabość, lecz także możliwość nawrócenia się. I właściwie nawrócenie stanowi główny temat Biblii.

Dwudziesta piąta Niedziela zwykła, 24 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

winnicaRobotnicy w winnicy

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

XXV Niedziela zwykła (24 września 2017)

Czytania: Iz 55, 6-9; Flp 1, 20c-24. 27a

Ewangelia: Mt 20, 1-16a ●

Dobiega końca czas lata, zbiorów płodów ziemi i prac w ogrodach. Tymczasem dzisiejsza Ewangelia mówi o gospodarzu, który wczesnym rankiem wychodzi, by nająć robotników do pracy w winnicy.

Winnica jest symbolem uprawy roli, która wymaga wytężonej pracy człowieka, jego mądrej gospodarki, współpracy z naturą i wpływami pór roku. To praca, w którą trzeba włożyć swoje serce i zaangażowanie. Prawdziwa  winnica to – On, ale to także Jego Kościół, którego członkowie pozostają we wspólnocie z Nim. Nagrodą jest wino, które sprawia radość sercu człowieka (Ps 104, 15), bez którego nie może obejść się wiele rytualnych biblijnych błogosławieństw. Jest także niezbędnym elementem Wieczerzy Paschalnej, podczas której Jezus przemienia wino w Swoją krew. Bez której my z kolei nie możemy żyć.

A zatem powróćmy do winnicy. Pan-Gospodarz- Stwórca, bo to Jego ulubiony symbol świata, zaprasza już od rana, czyli od początku świata, od początku  twojego życia, od początku tygodnia, od początku tego dnia, od początku tej godziny… do pracy w Jego Edenie. Tak, dobrze czytasz, bo Eden dla mnie i ciebie to być we współpracy z Bogiem Jedynym. Pracować w Jego Ogrodzie i wykonywać to, co On uznaje za potrzebne i słuszne, w tej wolności, którą mamy na własność.

Nagroda jest wspaniała – denar, który symbolizuje bożą zapłatę. Jedni mówią, że chodzi tu o życie wieczne, a inni – że to jest szczęście bycia w harmonii z Bogiem, czyli doświadczania pierwotnej radości, zaufania i szczęścia.

Ciekawym wydaje się obserwowanie ludzi czekających biernie na to, co im życie przyniesie. Tkwią w jakimś miejscu, bez żadnej inicjatywy, jakby nie mający pomysłu, siły czy chęci, aby coś zrobić. Pojawia się ktoś z wezwaniem: przyjdź i ty! Więc wyruszają owi robotnicy wezwani o różnej porze dnia pracy do winnicy. Każdy trudzi się na tyle, ile czasu ma do zachodu słońca. Przy wypłacie wszyscy są zaskoczeni. Ci pierwsi, chociaż umawiali się o denara, są niezadowoleni. Uważają, że im należy się więcej miłości, a nie tyle samo co tym, którzy krótko pracowali. Dlatego dzisiejsza Ewangelia jest taka niewygodna. Bo my nie znamy Boga, Jego hojności i życzliwości względem nas. Chcemy ludzkiej „sprawiedliwości”, po równo, a dla siebie więcej.

Ten zaszczyt pracy w Winnicy – Kościele uzmysławia nam inny wymiar Bożych planów miłości względem nas, grzeszników. Każdy otrzyma w nagrodę denara – w swoim czasie. Zatem cierpliwość w oczekiwaniu jest tym, czego potrzebujemy w dzisiejszym doświadczeniu cierpienia czy utrudzenia. Ta nagroda na pewno nadejdzie, zaś osądzanie Gospodarza za to, co czyni, jest pułapką, w która wpadają bezbożni. Są to dary niezasłużone. Człowiek nie może sobie rościć do nich żadnego prawa, bo wszystko jest łaską.

Dwudziesta czwarta Niedziela zwykła, 17 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

 

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Szczęśliwa siódemka

 

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

 

XXIV Niedziela zwykła  (17 września 2017)

 

Czytania: Syr 27, 30-28,7; Rz 14, 7-9

 

Ewangelia: Mt 18, 21-35

 

Siódemka w Piśmie Świętym jest symbolem pełni. Pojawia się na pierwszych stronicach w Księdze Rodzaju i oznacza doskonałość oraz zupełność. Chrystus, pytany o konieczność przebaczania, nie tylko posługuje się siódemką, ale ją pomnaża. Liczba siedemdziesiąt siedem oznacza „pełniejszą pełnię” – doskonałość do potęgi.

 

Aby zilustrować imperatyw przebaczenia w życiu wierzących, Pan wyłożył to w przypowieści o nielitościwy dłużniku. Ta przypowieść posiada dwa motywy przewodnie. Po pierwsze, Bóg jest tym, który udziela człowiekowi przebaczenia. Nielitościwy dłużnik przychodzący do swojego pana jest obrazem człowieka, który prosi swojego Stwórcę o przebaczenie. Jako ludzie potrzebujemy w sposób widzialny zbliżyć się do Boga, dlatego Chrystus ustanowił w swoim Kościele sakrament pokuty i pojednania, podczas którego zazwyczaj wyznaje się grzechy.

 

Po drugie, dzisiejsza Ewangelia ukazuje przebaczenie jako inwestycję na przyszłość. Boże przebaczenie zależy od naszej postawy wobec proszących nas o wybaczenie. Przypowieść o nielitościwym dłużniku jest zilustrowaniem  jednej z próśb modlitwy “Ojcze nasz”: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”.

 

Liczba siedem, która występuje w dzisiejszej perykopie, ma wskazać na istotność przebaczenia w życiu chrześcijanina. Nie występuje Boże przebaczenie bez związku z przebaczeniem bliźniemu. I to jest myśl przewodnia tego niedzielnego fragmentu.

Dwudziesta trzecia Niedziela zwykła, 10 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)W cztery oczy

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dwudziesta trzecia Niedziela zwykła (10 września 2017)

Czytania: Ez 33, 7-9; Rz 13, 8-10

Ewangelia: Mt 18, 15-20

Wolałabym sama być tysiąc razy upomniana, niż upominać innych”.

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

Jak najczęściej grzeszymy wobec drugiego? Obmową, sądem, podejrzeniem, fałszywym oskarżeniem, plotką…

Kiedy dotykają nas tego rodzaju grzechy, niestety najczęściej nie idziemy do brata, nie pukamy do jego drzwi, nie prosimy o chwilę rozmowy, nie wpraszamy się na kawę, aby być z nim w cztery oczy i wyjaśnić, lecz więzimy nasze pretensje i żal w sercu. Zaczynamy nasze zranienie celebrować i balsamować. A kiedy widzimy tego „wielkiego grzesznika”, to wzrok gdzieś nam ucieka. Już nasze spojrzenie na niego jest inne – patrzymy krzywym i podejrzliwym okiem. Tak naprawdę nasze oczy zaczynają kłamać. Także nasz ucho „staje na baczność” – jak u zająca, aby usłyszeć, co ma do powiedzenia. Nasze usta blokują język, aby nie wypowiadać się przy nim. Twarz mamy ściśniętą.

Chodzi o mnie

Dlaczego mam iść i upomnieć drugiego? Pierwsza myśl, jaka mi się nasuwa, to ta, aby go zmienić, aby się poprawił, aby uważał na siebie i pamiętał, że tak się nie robi…

Może i tak… Myślę jednak, że Jezus ma na myśli także i mnie, a nie tylko brata! Bo po co iść do drugiego? Jezus chce, abym miał w sercu pokój i abym wewnętrznie wypoczywał i dlatego pokazuje drogę uwolnienia z osądzania. Bo tam, gdzie jest osąd, nie ma miłości, a jak nie ma we mnie miłości, to kim jestem?

Jestem wezwany, aby nosić na sobie jego słabości, ale to nie zwalnia mnie z życzliwości wobec niego, aby żyć z nim w prawdzie.

Upominam, bo kocham i nie upominam – bo nie kocham! Mocne, aż się przestraszyłem tych słów, ale to jest prawda. Widzę, jak ja nie kocham wielu moich braci, więcej – jak sam jestem mało kochany przez nich – bo kto mnie upomina? A przecież nieustannie grzeszę przeciwko nim! Upomnienie – to najtrudniejsza miłość. Kto cię upomniał ostatnio? Zobacz, kto ciebie kocha naprawdę…

Chodzi o niego

„To Twoja żona?” – zapytał Tomka Budzyńskiego zakonnik, dawny kolega z klasy. „Nie, dziewczyna” – wybąkał lider Armii. „Żyjesz w grzechu” – wypalił bez ogródek paulin. To był początek nawrócenia Tomka. Krótkie upomnienie. Paulinowi chodziło o kolegę… Miłości zależy na drugim. Miłość nie siada z założonymi rękoma i nie przygląda się jak drugi zatraca życie. Miłość słyszy to, co mówi Jezus: aby mój brat nie był jak „poganin i celnik”.

Jeśli nam zależy na drugim, to bardzo ważny jest sposób upominania Św. Alfons uczy, że „napomnienia przepełnione goryczą czynią więcej szkody niż pożytku, szczególnie gdy ten, kto ma być skarcony, również jest pełen niepokoju. Należy się wtedy powstrzymać od skarcenia i poczekać na moment, gdy ostygnie wzburzenie”. Upominać z miłością, łagodnością, delikatnie, pokornie, bez wyniosłości, aby nie poniżyć…

Ktoś powiedział, że wszyscy jesteśmy wrażliwi jak nastolatki, dlatego upominać trzeba z ostrożnością. Pamiętajmy, że tylko pokorni przyjmują upomnienie i tylko pokorni upominają!

Chodzi o nas

Brak upomnienia dzieli i oddala nas od siebie. Rozchodzą się nasze drogi. Nie jesteśmy już razem. Zgubiliśmy Jezusa, nie ma Go już między nami! Nie jesteśmy Jego świadkami wobec innych. Gubi się nasze braterstwo. Nie ma znaku jedności, a przecież świat ma poznać Jezusa także przez nasze życie w jedności ze sobą.

Zły duch, który jest przeciwnikiem jedności, zawsze nas prowadzi drogą oskarżeń i podejrzeń. Jaka to wielka łaska: móc myśleć o drugim dobrze, tłumaczyć i usprawiedliwiać go w jego upadkach – okazując miłosierdzie.

Nie wolno nam zapomnieć, że nasza moc w dawaniu świadectwa o Chrystusie tkwi w jedności. Upomnienie okazane z miłością i przyjęte pokornie buduje jedność.

Dwudziesta druga Niedziela zwykła, 3 IX 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0835Weź swój krzyż

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Dwudziesta druga Niedziela zwykła (3 września 2017)

Czytania: Jr 20, 7-9; Rz 12, 1-2

Ewangelia: Mt 16, 21-27

Wiemy, co oznacza zaprzeć się kogoś. Święty Piotr uczynił to pod­czas męki Chrystusa, czyli wyraźnie stwierdził, iż nie zna Go i nie ma z Nim nic wspólnego. Święty Jan Chryzostom używa tego przykładu, aby wyjaśnić, czym jest zaparcie się siebie sa­mego: kiedy zrozumiesz, czym jest wyparcie się drugiego człowieka, wówczas pojmiesz też, co oznacza zaprzeć się siebie. Kto wypiera się bliźniego, nie wzrusza się, kiedy widzi, jak jest bity, zakuwany w kaj­dany, porzucony; jego cierpienie go nie dotyczy. Naucz się nie litować nad własnym ciałem, zbitym, zakutym i cierpiącym. Święty Jan Chry­zostom był wspaniałym mówcą i czasami popadał w przesadę, aby uczynić swoje kazanie bardziej dobitnym, ale zaproponowane przez niego wyobrażenie jest mimo wszystko dobre. Zbytnie skoncentrowanie na sobie i na własnych interesach czyni człowieka przewrażliwionym, nieśmiałym i delikatnym. Lekarstwem na tego typu chorobę jest zaparcie się siebie, czyli zapomnienie o sobie, nietroszczenie się o sie­bie, myślenie o Chrystusie i o bliźnim. Matka czuwająca przy chorym dziecku zapomina całkowicie o swoich osobistych dolegliwościach. I wówczas zachodzi coś zaskakującego: dolegliwości, o których prze­staje myśleć, same mijają.

Najwyższym wymiarem chrześcijańskiego poświęcenia się jest krzyż. Jednak krzyż jest także szczytem przemocy, jaką człowiek może zadać drugiemu człowiekowi.

Chrystus nie powiedział: zostań ukrzyżowany! Są to słowa Piłata. Jezus powiedział: weź swój krzyż! On sam dobro­wolnie go wziął na ramiona, a wolność ta objawiła się także w przemo­cy zawartej w wyroku wydanym przez Piłata.

W życiu rozróżniamy dwa typy czynów. Czyny, które inni nam na­rzucają: na przykład praca w biurze. I czyny, których my sami postana­wiamy dokonać: przyjemny spacer. Gdybyśmy brali dosłownie to roz­różnienie, skończyłoby się na tym, iż za cnotę uznalibyśmy jedynie spacer, a nie obowiązek.

Krzyż Chrystusa uczy nas natomiast, jak przemieniać przemoc i przy­mus w wolną wiarę. Wszystko znajduje się w rękach Ojca Niebieskiego i my podporządkowujemy się tylko Jemu, dobrowolnie i chętnie.

Święty Franciszek z Asyżu był przekonany, iż świat może się zba­wić jedynie przez krzyż i wyrzeczenie się. Jego towarzysz, Egidiusz, spróbował następująco podsumować naukę Franciszka: Chcesz sły­szeć lepiej? Stań się głuchy. Chcesz mówić lepiej? Milcz. Chcesz cho­dzić lepiej? Utnij sobie nogi. Chcesz pracować lepiej? Utnij sobie ręce. Chcesz prawdziwie kochać? Znienawidź siebie. Chcesz żyć lepiejUmartwiaj się. Chcesz zdobywać? Naucz się tracić. Chcesz się wzbogacić? Bądź ubogi. Chcesz być pocieszony? Płacz. Chcesz żyć w pewności? Zawsze bój się. Chcesz wchodzić do góry? Upokarzaj się. Chcesz być szanowany? Pogardzaj sobą i szanuj tych, którzy tobą pogardza­ją. Chcesz otrzymywać dobro? Staraj się znosić zło. Chcesz odczuwać pokój? Nie unikaj trudów. Chcesz, aby cię błogosławiono? Miej nadzieję, że przeklinać cię będą.

Takie życie jest znakiem wielkiej mądrości, ale nie dla wszystkich. Ten tekst zdaje się być wyliczeniem paradoksów, wszystkie one jednak służą zilustrowaniu tajemnicy krzyża: zysk poprzez stratę, życie po­przez śmierć.

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła, 27 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Uwierz dziś (na nowo)!

● Rozważa: ks. Robert Blama ●

Dwudziesta Pierwsza Niedziela zwykła (27 sierpnia 2017)

Czytania: Iz 22, 19-23Rz 11, 33-36

Ewangelia: Mt 16, 13-20

Jezus wyruszył z uczniami w drogę, w okolice pogańskiej Cezarei Filipowej, aby tam – w obliczu bałwochwalstwa – nauczyć ich i dzisiaj Ciebie, jak żyć i reagować na pogaństwo tego świata. Jedyna dobra reakcja to modlitwa –relacja z Ojcem w niebie – aby mieć prawdziwy obraz Boga, świata i siebie.

Piotr, dotknięty miłością i mądrością Boga Ojca, wyznaje wiarę w Jezusa: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego!

Wiara – to dar Ojca, który zaprasza Cię, byś nieustannie odpowiadał miłością na Jego miłość objawioną w Jezusie. Wiara to zgoda, by Chrystus prowadził Cię na drodze pełnienia woli Ojca; by przeprowadzał Twoje życie: z niewoli do wolności, z ciemności do światła, ze śmierci do życia. Uwierz dziś (na nowo)! Pozwól Jezusowi, by On był pierwszy, a Ty za Nim. Zaakceptuj Bożą prawdę o sobie, o własnych słabościach, a Bóg Żywy przeprowadzi Cię, gdy uznasz swoją niemoc i ograniczenia, a całą ufność złożysz w Nim.

Mesjasz przychodzi dziś do Ciebie i staje pośród Twojej życiowej Cezarei – bożków: pieniędzy, seksu, zdrowia, władzy… i niezrażony wchodzi z Tobą w dialog. I zaprasza Cię, abyś podjął Twoją osobistą decyzję – wyboru Jezusa i odważnego wyznania wiary. Wejdź w dialog z Bogiem i wyrusz z miejsca na spotkanie z Jezusem, aby Bóg mógł dokonywać zmiany w Twoim życiu. Od tej pory już nic nie będzie takie samo!

Na pogaństwo tego świata reaguj modlitwą, bo w niej Ojciec objawia Syna tym, którzy Go słuchają, którzy Mu ufają i idą za Nim. Odpowiedź Boga na świat bożków przychodzi na modlitwie. Jeśli zabraknie modlitwy, będziesz kłaniał się coraz to nowym bożkom, a siebie postawisz w ich centrum. Będziesz służył sobie, swojej wygodzie, swoim przyjemnościom.

Jeśli więc dzisiaj, razem z Piotrem, w sercu swoim uwierzysz i ustami swoimi wyznasz Jezusa: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga Żywego! – usłyszysz obietnicę: Na Tobie zbuduję Mój Kościół, a bramy piekielne Go nie przemogą.

Dwudziesta Niedziela zwykła, 20 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Pozytywnie uparta kobieta

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Dwudziesta Niedziela zwykła (20 sierpnia 2017)

Czytania: Iz 56, 1. 6–7; Rz 11,13-15. 29-32

Ewangelia: Mt 15, 21-28

Słowa zapisane w dzisiejszej Ewangelii mogą szokować, a nawet razić. Oto Jezus, do którego obrazu jako pełnego miłosierdzia Mistrza zdążyliśmy się przyzwyczaić, sprawia wrażenie, jakby nie chciał pomóc proszącej Go kobiecie.

Po pierwsze, może dziwić, iż Chrystus nie odpowiadał na prośby kobiety kananejskiej. Czy nie chciał jej pomóc? Egzegeci różnie tłumaczą to zachowanie, a raczej brak reakcji ze strony Zbawiciela. Wytłumaczeniem może być wola Jezusa, aby prośba człowieka mogła wybrzmieć. Nie jest to jednak potrzebne Bogu, bo On słyszy wszystkie modlitwy, lecz potrzebne jest to proszącemu. Zdarza się, że z upływem czasu zmienia się nie tylko intensywność modlitwy, ale także jej treść. Być może proszący może dojrzeć dzięki usilnym błaganiom, zbliżyć się do Pana.

Po drugie, Jezus odpowiedział na prośby kobiety słowami: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. Aby zrozumieć te słowa, konieczne jest uchwycenie semickiego kontekstu tej wypowiedzi. Dla Żydów psy były zwierzętami nieczystymi, dlatego nie trzymano ich w domach. Można natomiast było je spotkać włóczące się po ulicach miast. Chrystus porównał kobietę do tego zwierzęcia zwracając uwagę, iż jest posłany przede wszystkim do członków Narodu Wybranego.

Po trzecie, odpowiedź kobiety wskazuje na jej determinację, spryt i inteligencję. Ewangelista Mateusz wydaje się sugerować, iż Jezus był pod wrażeniem jej reakcji. Zbawiciel spełnił jej prośbę. Jeżeli mielibyśmy odnieść ten dzisiejszy fragment Ewangelii do nas, to bez wątpienia kobieta kananejska może być symbolem swoistej dobrej walki o to, o co prosimy w modlitwie, oraz wytrwałości. A to czasami jest ważniejsze od formy naszej modlitwy.

Dziewiętnasta Niedziela zwykła, 13 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Krzyk wiary

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dziewiętnasta Niedziela zwykła (13 sierpnia 2017)

Czytania: 1 Krl 19, 9a. 11-13; Rz 9, 1-5

Ewangelia: Mt 14, 22-33

Rzecz w tym, że wiara jest prosta, a my powikłani”.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 ks. Józef Tischner

 

Prosty, plastyczny opis sytuacji, w jakiej znaleźli się uczniowie: „Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, mio­tana falami, bo wiatr był przeciwny”. Przed kilkoma dniami spacerowałem brzegiem morza. Nad plażą powiewała czerwona flaga, był zakaz kąpieli. Patrzyłem na wzburzone morze. Fale walczyły ze sobą. Te najbliższe brzegu przegrywały z nadpływającymi. Nie płynęła żadna łódź. Pomyślałem o uczniach z tej Ewangelii.

Łódź, fale, wiatr przeciwny…

Tak bywa w naszym życiu. Możemy czuć, że wszystko jest nam przeciwne; nie dam rady dłużej, to ponad moje siły. Strach zagląda w oczy, jesteśmy jakby sparaliżowani, lęk prowadzi nas w depresję…

I fale wzburzone, atakujące, walczące, nie dające spokoju…, jak pokusy, uderzające raz z prawej, drugi raz z lewej strony, innym razem z przodu i z tyłu. Ciągłe ataki, a my ciągle miotani. Fala za falą, pokusa za pokusą… W małżeństwie, kapłaństwie, młodości, starości, biedzie i bogactwie…

Życie to płynąca łódź, miotana falami z przeciwnym wiatrem. Taka jest prawda o życiu. To tylko media ukazują życie jako ciągłą zabawę. Żyją w totalnym zakłamaniu. Chrześcijanin wie, że żyje nieustannie pośród pokus. Wie, że do chwili dopłynięcia do drugiego brzegu życia będzie zmagał się z cierpieniem, chorobą, krzyżem, samotnością, przeszkodami, starością i śmiercią.

Czy jest możliwe płynąć pośród fal, zwyciężać pokusy, wchodzić w cierpienie i mieć w sercu głęboki pokój? Jest możliwe! Bo chrześcijanin nigdy nie jest sam. Jezus jest z nim! Kiedy jesteśmy z Nim zjednoczeni, wtedy nawet o czwartej straży nocnej naszego życia słyszymy Jego zapewnienie: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.

Iść po wodzie

Cały Piotr, pełen spontan… ja też chcę iść po wodzie! I zaczął iść… tak, jak Pan, aż do chwili, kiedy zaczął tonąć! Przestraszył się silnego wiatru i wody pod stopami.

Jezus tak samo kroczył po wodzie, jak wcześniej widzieli go kroczącego ścieżkami Galilei, Judei i Samarii. Rzeki czy stawy nie wywołują w nas lęku, ale jeziora, morza czy oceany już tak, bo same w sobie są żywiołem mogącym pochłonąć ludzkie życie. Jezus kroczący po jeziorze Galilejskim objawia, że On jest Panem żywiołu, że On ma władzę nad śmiercią. Stąd idący w stronę Jezusa Piotr otrzymuje od Mistrza zapowiedź tego, co stanie się w przyszłości w jego życiu. Piotr antycypuje swoją śmierć.

Co jest ważne w tym doświadczeniu Piotra? Patrzenie z wiarą! Tak długo nie tonął, jak długo patrzył na Jezusa. Kiedy zapatrzył się w wodę, zaczął tonąć!

Piotr jest figurą wiary, figurą chrześcijanina, figurą każdego z nas. Jest to katecheza dla nas. Możemy chodzić po wodzie i nie tonąć, jeśli widzimy przed sobą Jezusa, który zwyciężył śmierć! Patrzeć na Zmartwychwstałego i iść po falach „śmierci”!

Krzyk

Piotr krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Krzyczał w lęku, kiedy jego życie było zagrożone. Ciekawe, dlaczego się bał? Jako rybak z pewnością umiał pływać, musiał się czuć jak przysłowiowa ryba w wodzie! A jednak krzyczał… Jesteśmy tylko ludźmi, i to słabymi. Piotr, któremu się wydawało, że jest silny, musiał dotknąć swoich słabości, swojej niemocy! Widział, że nie poradzi sobie sam. Tu jest miejsce na wiarę! Widzieć, że tym, kto nas ratuje, jest Jezus. Krzyczy, woła, prosi, błaga… Modli się!

Kiedy toniemy, kiedy fale zalewają łódź naszego życia i wydaje się nam, że nie ma ratunku, wtedy doświadczamy największej pokusy: niewiary! Nie ma wyjścia, nie ma ratunku, nic się nie zmieni, wszystko przegrane, już tylko ciemności… Piotr w tej Ewangelii staje przed nami jako świadek i mówi do nas, że był w podobnej sytuacji, co my, pełen lęku, przeniknięty strachem, że to koniec z jego życiem, lecz zaczął krzyczeć do Jezusa: Wybaw mnie, Panie, ratuj mnie!

Jezus usłyszał jego krzyk i „natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”

Chrześcijanin to nie tylko milczący baranek, ale to człowiek krzyczący! Jak długo krzyczymy, tak długo wierzymy!

Święto Przemienienia Pańskiego, 6 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Przemień nas, Panie

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia 2017)

Czytania: Dn 7, 9-10. 13-142P 1, 16-19

Ewangelia: Mt 17, 1-9

Dlaczego Jezus udał się na górę? Dlaczego zarządził wyprawę na samotne zbocze górskie? Ewangelista Łukasz uzupełnia dzisiejszą Ewangelię informując, że Jezus na górze modlił się.

Wczujmy się na początku w położenie Jezusa. W owym czasie znajdował się na drodze prowadzącej do Krzyża. Tego był absolutnie świadomy, mówił o tym uczniom stale. Jezus zawsze chciał mieć absolutną pewność, że czyni to, czego od Niego żąda Ojciec. Nie czynił żadnego kroku bez zjednoczenia się z wolą Ojca. W każdej sytuacji Jezus zadawał tylko jedno, wyłącznie jedno pytanie: „Czego Ojciec ode mnie żąda?”.

Pomiędzy Jezusem a nami istnieje zasadnicza różnica, mianowicie: Jezus zawsze pytał: „Czego Bóg oczekuje ode mnie?”. My pytamy: „Co ja pragnę uczynić?”. Jezus był bez grzechu. Co przez to rozumiemy? Właśnie to, że Jezus nie znał innej woli oprócz woli Boga. Jego ludzka wola była całkowicie zjednoczona z Bożą – wspólną z Ojcem.

Kiedy przed Jezusem wyłaniał się jakiś problem, to nigdy nie usiłował go rozwiązać tylko dzięki sile intelektu, nie pytał o radę ludzi, lecz szedł z tym problemem na bezludne miejsce i rozmawiał z Ojcem.

Spójrzmy jeszcze na Piotra. Tej nocy nauczył się dwóch lekcji. Kiedy uświadomił sobie, co się wydarzyło, zareagował propozycją zbudowania trzech namiotów: jednego dla Jezusa, jednego dla Mojżesza i jednego dla Eliasza. Piotr był zawsze człowiekiem czynu. Zawsze musiał coś robić. Wielkie znaczenie posiada jednak moment ciszy, chwila kontemplacji, zadziwienia, uwielbiania, czci w poczuciu obecności najwyższego majestatu. Nieraz jesteśmy bardzo zajęci, usiłując coś zrobić, podczas gdy lepiej byłoby w tym momencie milczeć, słuchać, wielbić Boga. Zanim człowiek przysposobi się do walki, wyruszy w drogę, winien zastanowić się, pomodlić.

Wiadomo też, że Piotr chciał pozostać na górze. Chciał, by ta wielka chwila przedłużyła się jak najdłużej. Nie chciał zejść w dół, do codziennych, powszednich zajęć, nie chciał do nich wrócić. Chciał na zawsze pozostać w atmosferze chwały. To uczucie nikomu nie jest obce. Istnieją momenty intymnych przeżyć, ukojenia, odczuwania bliskości Boga. Kto ich zaznał, chciałby, by trwały w nieskończoność. Góra Przemienienia jest zawsze bardziej ponętna niż codzienna służba lub droga Krzyża. Góra Przemienienia jest nam dana po to, by przygotować nas do codziennej służby, uzdolnić do kroczenia drogą Krzyża. Moment przeżywania chwały nie jest czymś samym dla siebie. Jest przeznaczony po to, by zwykłym rzeczom nadać blasku, jakiego przedtem nigdy nie miały.

Siedemnasta Niedziela zwykła, 30 lipca 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0835Prawdziwy skarb

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Siedemnasta Niedziela zwykła (28 maja 2017)

Czytania: 1 Krl 3, 5. 7-12; Rz 8, 28-30

Ewangelia: Mt 13, 44-52 ●

Przypowieści o skarbie ukrytym w roli i drogocennej perle stawiają przed nami problem właściwej hierarchii wartości. W dzisiejszych czasach ludzie są gotowi zrobić wiele – nawet narazić swoje życie czy wolność (afery gospodarcze) – dla zapewnienia sobie bogactw tej ziemi. Często szukamy wyłącznie ziemskiego zabezpieczenia – myślimy, że jeżeli więcej zgromadzimy: na kontach, w kosztownościach, nieruchomościach itd., to nasze życie stanie się przez to spokojniejsze, bardziej bezpieczne, po prostu – szczęśliwsze. Czasami tylko przychodzi refleksja, ale najczęściej ograniczona do innych, nie dotycząca nas samych: „przecież do grobu tego wszystkiego nie zabierze”. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że ten stan szczęśliwości mógłby zostaćprzerwany np. przez śmiertelną chorobę czy wypadek. Zwraca na to uwagę inny Ewangelista, św. Łukasz, w 12 rozdziale swej Ewangelii, gdzie przytacza słowa, jakie Bóg wypowiedział do bogacza: „Głupczejeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12, 20).

Tymczasem Bóg – i to jest sedno tych przypowieści – daje nam skarb, który trwa na wieki i dla którego warto poświęcić wszystkie bogactwa tej ziemi – swoją Miłość. Warto ją odkrywać i za nią podążać. A dziś, w tej właśnie chwili, warto zadać sobie pytanie: czy pragnę tak bardzo miłości Boga, jak często pragnę różnych dóbr materialnych?

Niektórzy za tą Bożą miłością, za Chrystusem, idą bardzo radykalnie, wybierając drogę życia konsekrowanego. A ile jest często przy tym zbędnego gadania rodziny czy sąsiadów: „Taki przystojny (taka ładna), po co mu(jej) to było?!”

Paweł Łukaszka jako 19-latek poświęcił znakomicie rozwijającą się karierę hokejowego bramkarza (był reprezentantem Polski, jako 18-latek brał już udział w olimpiadzie i przepowiadano mu świetlaną przyszłość, być może nawet w lidzie NHL) dla pójścia za Chrystusem jako kapłan.

Trudno to zrozumieć, gdy się nie stanie na gruncie wiary. Ale ciekawe jest to, że ci, którzy poświęcili swoje kariery dla pójścia za Chrystusem, nie mają poczucia jakiegokolwiek braku. Wręcz przeciwnie, są ludźmi szczęśliwymiBo znaleźli „drogocenną perłę”. A Chrystus potrafi im za to „odpłacić” po wielekroć.

Te uwagi dotyczą oczywiście nie tylko osób duchownych. Także świeccy, gdy Chrystus dotknie ich bardzo mocno, idąc za Nim muszą z wielu rzeczy zrezygnować. Przede wszystkim z życia wygodnego na rzecz życia miłością i poświęceniem dla innych. „Nagrodą” – w czysto ludzkim wymiarze – są często drwiny i szyderstwa. Ale – co powtarza się w wielu świadectwach – oni także nie mają wątpliwości, że „było warto”. Bo tylko prawdziwa Miłość – której źródłem jest Bóg – daje prawdziwe szczęście.

Warto też zwrócić uwagę na ostatnie zdanie dzisiejszego fragmentu Ewangelii: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Odczytuję to zdanie w kontekście drogi, jaką powinien podążać Kościół. Gdy posłucha się tradycjonalistów (np. lefebrystów) można odnieść wrażenie, że właściwa historia Kościoła skończyła się na Soborze Watykańskim II, a po nim to tylko ruiny, zgliszcza, „swąd szatana” itd. Gdy posłuchać niektórych kościelnych modernistów, można pomyśleć, że jest dokładnie odwrotnie - ta właściwa historia Kościoła zaczęła się wraz z Soborem Watykańskim II. Chrystus zdaje się mówić coś innego: że Kościół składa się z rzeczy „starych” i „nowych”. Nie może zmienić doktryny, ale przecież zmienia się sposób jego funkcjonowania wraz ze zmieniającym się światem. Dlatego św. Jan Paweł II, komentując to zdanie, zwrócił uwagę, że Tradycja Kościoła jest nurtem żywym, który niesie rzeczy „stare”, przyjmowane i przekazywane od początku, i pozwala odczytywać rzeczy „nowe”, wśród których żyje Kościół i świat. A te rzeczy, które włączając się w nurt Tradycji stają się „stare”, wzbogacają zarówno samą Tradycję, jak i życie wiary.

Piętnasta Niedziela zwykła, 16 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Dobry Nauczyciel

▼ Rozważa: Paweł Beyga 

Piętnasta Niedziela zwykła (16 lipca 2017)

Czytania: Iz 55, 10-11Rz 8, 18-23

Ewangelia: Mt 13, 1-23

Niedzielna Ewangelia przypomina nam przypowieść o siewcy. Zatrzymajmy się na chwilę nie tyle nad treścią przypowieści, co nad samym sposobem głoszenia Dobrej Nowiny przez Chrystusa.

Zbawiciel nauczał jak dobry nauczyciel, który dostosowuje zadania do poziomu swoich uczniów i słuchaczy. Jedna z podstawowych zasad efektywnego nauczania nakazuje stopniować trudność zadań. Jezus posługiwał się nie tylko krótkimi sformułowaniami, które wpadały w ucho, lecz także krótkimi opowiadaniami, nazywanymi przypowieściami.

Działo się tak, ponieważ słuchacze Chrystusa stanowili w tamtym czasie grupę, która nie posługiwała się zbyt finezyjnym językiem oraz nie zawsze posiadła zdolność pisania i czytania. Tym, co przemawiało do Chrystusowego audytorium, były właśnie przypowieści i krótkie sformułowania łatwe do zapamiętania.

Z tej Bożej pedagogiki wypływa także wniosek dla głoszących Ewangelię dziś. Można je podsumować w trzech punktach. Po pierwsze: należy prezentować Słowo Boże w przystępny dla słuchacza sposób. Nie może to jednak oznaczać pewnej fragmentaryczności przekazywanego Objawienia. Po drugie: konieczne jest takie przepowiadanie, które zostanie zapamiętane przez słuchających. Wreszcie – należy dbać o to, aby być przez uczniów zrozumianym, a w razie konieczności być gotowym do cierpliwego wytłumaczenia sensu Bożego Słowa.

Czternasta Niedziela zwykła, 9 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Daj Bogu szansę

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Czternasta Niedziela zwykła (9 lipca 2017)

Czytania: Za 9, 9-10Rz 8, 9. 11-13

Ewangelia: Mt 11, 25-30

Uzdrowienie świata i człowieka widzę w trzech cnotach:

pierwszej na imię pokora, drugiej na imię pokora i trzeciej na imię pokora!”

św. Alfons Liguori

Ksiądz biskup Franz Lackner z Grazu, opowiadając mi o swoim nawróceniu, wspomina o wydarzeniu, które miało miejsce na Cyprze, gdzie odbywał służbę wojskową w ramach działań ONZ: „Podczas nocnych wart miałem dużo czasu na myślenie. Pewnej nocy znalazłem biblię, otworzyłem ją i zacząłem czytać. Był to fragment z Ewangelii według św. Mateusza 11,28 – Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. To słowo tak bardzo mnie „uderzyło”, że nie byłem w stanie czytać dalej. Przy najbliższej okazji udałem się do księdza kapelana z pytaniem: co znaczą wydarzenia, których doświadczyłem i co mam robić? Ksiądz długo milczał, aż powiedział: daj Bogu szansę! Usłyszane słowa zaskoczyły mnie”.

Udręczenie

Któż z nas nie przeżywa sytuacji, które wprowadzają nas w udręczenie? Wtedy szukamy pomocy, spoglądając w lewą czy prawą stronę i zazwyczaj – jak mówi psalmista – nie znajdujemy pomocy.

Różne przechodzimy udręczenia; może to być choroba ukochanej osoby, uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, śmierć dziecka, brak pracy, itd.

Doświadczenie wiary upewnia nas, że Bóg zawsze pomaga. Wystarczy do Niego wołać, jak czyni psalmista: „W moim udręczeniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga” (Ps 18,7). Bóg ma bardzo dobry słuch. On słyszy szept, jak i krzyk człowieka: „Usłyszał On mój głos ze swojej świątyni, a krzyk mój dotarł do Jego uszu”. Bóg nie zwleka – jak ludzie, On działa natychmiast.

Daj Bogu szansę

Jezus wciąż na nowo przypomina nam, że On jest tym, który chce nam pomóc. Jeśli nawet pobłądziliśmy bardzo i poplątały nam się drogi życia i myślimy, że dla nas nie ma już ratunku, to daj Bogu szansę, a doświadczysz cudu.

Pan Jezus powiedział s. Faustynie: „Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby już po ludzku nie było wskrzeszenia i wszystko już stracone, nie tak jest po Bożemu: cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” (Dzienniczek św. Faustyny, 710).

Daj Bogu szansę, aby Cię pokrzepił! Kto może dać szansę Bogu? Tylko ktoś, kto jest pokorny. Prośmy Pana o łaskę pokory, byśmy w naszej pysze nie dźwigali ciężarów, które są ponad nasze siły, ale w wierze umieli je oddać Bogu. Daj Bogu szansę!

Trzynasta Niedziela zwykła, 2 VII 2017 – komentarz do Ewangelii


Natalia-Klocek-DSC-0729Nagrody

Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzynasta Niedziela zwykła (2 lipca 2017)

Czytania: 2 Krl 4, 8-11. 14-16a; Rz 6, 3-4. 8-11

Ewangelia: Mt 10, 37-42

W dzisiejszej Ewangelii Jezus posłużył się żydowskim sposobem wypowiadania się. Żydzi wierzyli, że jeśli przyjmują posła danej osoby, to właściwie ją przyjmują. Wykazanie szacunku dla ambasadora oznacza to samo, co wykazanie szacunku dla króla, który go posłał. Powitanie z miłością posłańca przyjaciela oznacza powitanie samego przyjaciela. Żydzi wierzyli, że uczczenie przedstawiciela danej osoby oznacza uczczenie tejże osoby. Odnosiło się to zwłaszcza do mędrców i do tych, którzy uczyli i przekazywali Boską prawdę.

Nie wszyscy możemy być prorokami bezpośrednio głoszącymi i zwiastującymi Słowo Boże, ale ten, który okazuje Boskiemu posłowi zwykłą gościnność, otrzyma nie mniejszą nagrodę, niż sam prorok. Jest wielu ludzi, którzy zajmują wysokie stanowiska społeczne. Jest wielu ludzi, których głos rozpala serca tysięcy. Jest wielu, którzy niosą brzemię społecznej służby, społecznej odpowiedzialności, czynią bardzo dużo, a którzy nie byliby w stanie spełnić swej misji, jeśliby nie było ludzi, którzy ich miłują, otaczają sympatią, którzy wykonują niejedną służbę w domu, w skrytości, niedostrzegani przez społeczeństwo. Jeśli prawdziwą wielkość mierzylibyśmy miarą Bożą, to spostrzeglibyśmy, że człowiek, który tak bardzo poruszył świat, właściwie był całkowicie zależny od kogoś, o kogo świat się nie troszczy, kto pozostaje nieznany. Nawet prorok musi zjeść śniadanie, musi się w coś ubrać. Nawet prorok musi mieć jakiś dom. Niechaj ci, którzy często spełniają niewdzięczne zadanie prowadzenia domu, gotowania posiłków, prania odzieży, robienia zakupów, opiekowania się dziećmi, nie myślą, że ich służba pozostanie bez zapłaty. To wielkie zadanie zlecone od Boga. Otrzymają zapłatę, zapłatę proroka, większą od tych, którzy całe dnie spędzają na posiedzeniach i żyją w wygodnych domach.

Nie zawsze świecimy przykładem dobroci. Nie zawsze ukazujemy się przed światem jako sprawiedliwi. Lecz kto pomaga dobremu człowiekowi być dobrym, otrzymuje zapłatę dobrego człowieka. Istnieje piękna opowieść. Pewien chłopiec wiejski po wielu trudach został kapłanem. W czasie studiów pomagał mu niestrudzenie wiejski szewc. Był on człowiekiem oczytanym i myślącym, uczynił wiele dla wychowania chłopca. Gdy młodzieniec obejmował stanowisko duszpasterza, szewc powiedział do niego: „Zawsze pragnąłem być głosicielem ewangelii, ale tak się złożyło, że do tego nie doszło. Ty osiągnąłeś to, o czym ja marzyłem. Chciałbym, abyś mi przyrzekł jedno: Chcę wykonywać dla ciebie buty i naprawiać je za darmo. Chcę, abyś je nosił, gdy będziesz wstępował na ambonę, by głosić słowo Boże. Wtedy będę czuł wyraźnie, że głosisz Ewangelię, którą ja tak bardzo chciałem głosić”. Niewątpliwie ten szewc służył Bogu tak samo, jak ów kaznodzieja i pewnego dnia otrzyma taką samą nagrodę.

Piękno dzisiejszej Ewangelii polega na podkreśleniu rzeczy najprostszych. Chrystus i Kościół zawsze będą potrzebowali wielkich mówców, wielkich przykładów świętości, wielkich nauczycieli, których imiona znane są wszędzie. Ale Chrystus i Kościół będą także zawsze potrzebowali tych, w których domach doświadcza się gościnności, których ręce są gotowe do wszelkiej posługi i w których sercach jest troska, zwana miłością chrześcijańską. U Boga każda służba ma tę samą rangę.

Natalia Klocek (DSC_0823)U podstaw lęku leży brak wiary

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

XII Niedziela zwykła (25czerwca 2017)

Czytania: Jr 20, 10-13; Rz 5, 12-15

Ewangelia: Mt 10, 26-33 ●

Pierwsze słowa, jakie usłyszał świat po narodzinach Jezusa, ogłoszone pasterzom przez Anioła, brzmiały: „Nie bójcie się”. Pierwsze słowa, jakimi powitał Jan Paweł II swój pontyfikat, brzmiały podobnie: „Nie lękajcie się”.

Dzisiejsza Ewangelia ma również to zasadnicze przesłanie. Bóg, który nas kocha i zna po imieniu, dobrze wie, że pułapką, która odbiera nam radość i sens życia, jest lęk. Lęk, który przybiera różne formy wyrazu: czy jest to szemranie, krytykowanie, bierność życiowa, obwinianie, niezadowolenie, ogłuszanie swojej rzeczywistości używkami, dręczenie umysłu wizjami katastroficznymi itp. itd. Każdy posiada wachlarz różnych lęków.

Generalnie tak rozumiany „lęk” jest czystym wymysłem naszej fantazji. Częste praktykowanie myśli lękowych prowadzi do specyficznych zachowań, one zaś do nawyków, których już zlekceważyć nie można, bo są zaczynem wielu dysfunkcji ciała i duszy. Lęk dotyczy bardziej przyszłości, chociaż możemy mieć także obawy przed wyjawieniem błędów przeszłości. Jednak sam mechanizm jego powstawania, funkcjonowania w naszej głowie, ma głęboką podstawę w braku zaufania Bogu. Braku wiary. Nie mamy wiary, bo nie słuchamy przepowiadania Ewangelii, która ją daje, albo nikt nam jej nie przepowiada!

Wiarę możemy pielęgnować i rozpalać, staje się wówczas twierdzą naszego schronienia. Jesteśmy bezpieczni, bo naszym obrońcą jest Bóg. W ostatnich latach szczególną obawę budzi w nas drugi człowiek, często myślimy o nim jako o kimś złym, niebezpiecznym. Nie są to myśli odosobnione, bowiem w historii często pojawiały się takie stany. Właśnie o tym kontekście mówił Jezus „Nie bójcie się tych , którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”.

Zatem Słowo mówi coś bardzo istotnego: potrzebujemy posiąść bojaźń bożą, a tą jest rozeznanie i szacunek właściwy rozumieniu Bożej nauki.

Podstawą jednak takiego trwania w wierze jest zaufanie. Totalne, we wszystkich dziedzinach życia, dotyczące także naszych dzieci, bliskich, naszego kraju i świata. Ufność, że Bóg miłości wszystko wyprowadza ku dobremu, że prowadzi historię zbawienia właściwie. Uwaga! Ważne, aby nie mieszać pewnych wydarzeń, które są skutkiem grzechów: naszych lub innych ludzi. Bowiem każde odrzucenie Boga prowadzi do pewnych konsekwencji, często przykrych, jednak i z tych błędów, głupot czy lekceważenia bożej nauki Bóg wyprowadza dobro. Wszystko w swoim czasie, przy pełnej, to znaczy świadomej współpracy człowieka. Jeśli ty chcesz, jeśli ty pozwolisz Mu być Jedynym Bogiem twojego życia, jeśli „ustami swoimi wyznasz, że Jezus Chrystus jest Panem”, On nigdy się ciebie nie wyprze. A kiedy będziesz w potrzebie, bo upadniesz w grzechu, będzie się wstawiał za tobą przed Ojcem mówiąc: przebacz mu, Ja go znam. Dla Boga jesteś najważniejszy.

Bóg daje nam wielki przywilej wśród innych stworzeń, mianowicie zupełną wolność. Wobec tego, sami możemy wybierać myśli, którymi się nieustannie zajmujemy, które nas oszukują lub trzymają w niewoli grzechu. Mamy się bać tego, który może dusze i ciało zatracić w piekle. Toteż bądź czujny i zważaj, z kim w sobie dialogujesz. Mamy wolność wyboru myśli, podobnie jak ubrań wyjmowanych z szafy. Dzisiaj pomyśl nad treścią swoich myśli: czy są one boże, czy też „myśli wasze nie są moimi myślami”? Bądź świadomym właścicielem swoich myśli. I… „w każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18).

Jedenasta Niedziela zwykła, 18 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)W Jego imię

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Jedenasta Niedziela zwykła (18 czerwca 2017)

Czytania:Wj 19,1-6aRz 5, 6-11

Ewangelia: Mt 9, 36-10, 8

W dzisiejszej ewangelii Pan wysłał swoich uczniów, aby m.in. wypędzali złe duchy. Egzorcyzmy i spektakularne działania złych duchów znajdują się zawsze pośród najbardziej interesujących kwestii. Wystarczy niejednokrotnie zapytać uczniów na lekcji religii, o czym chcieliby porozmawiać na zajęciach, a temat egzorcyzmów pojawi się.

W kontekście tego tematu należy wspomnieć o trzech ważnych rzeczach. Po pierwsze, każde spektakularne działanie diabła jest już jego porażką. Dzieje się tak dlatego, ponieważ szatan woli działać niepostrzeżenie, po cichu. Inaczej mówiąc, nie chce, aby kojarzono go z grzechem. Egzorcyzmy stają się przestrzenią, w którą wkracza działając Bóg – silniejszy od diabła.

Po drugie, opętania nie należą do dawnej przeszłości, ale zdarzają się również współcześnie. O ich występowaniu świadczą kapłani egzorcyści, którzy podejmują się egzorcyzmów w wielu diecezjach Polski i świata. Oczywiście, można egzorcyzmy i opętania wyśmiać lub wzruszyć ramionami, można nazywać je postrachem dla niegrzecznych dzieci, ale na to właśnie liczy diabeł.

Po trzecie, trzeba zapytać: od czego rozpoczyna się opętanie? I zdziwią się niektórzy, iż odpowiedź nie rozpoczyna się od tarota, wróżek i magii. Niejednokrotnie otwieranie drzwi diabłu dokonuje się subtelniej, np. poprzez nieregularną lub niedbałą modlitwę, długie nieprzystępowanie do spowiedzi i Komunii Świętej lub religijną obojętność. Te i wiele innych powodów sprawia, iż diabeł może czuć się w życiu wielu ludzi jak u siebie. Stąd wynika stale aktualne Chrystusowe polecenie wypędzania złych duchów w Jego imię.

Uroczystość Najświętszej Trójcy, 11 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Trojca-Swieta-ikona-RublowaPrawdziwa miłość

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Uroczystość Najświętszej Trójcy (11czerwca 2017)

Czytania: Wj 34, 4b-6. 8-92 Kor 13, 11-13

Ewangelia: J 3, 16-18

Możesz mieć wszystko, ale jeśli nie masz miłości, to na nic ci się to nie przyda”.

(św. Augustyn)

 Targ Jasielski

Byłem kiedyś na targu w Jaśle. Pełno ludzi. Gwar. Wszędzie słychać zaproszenie, aby zakupić tani ciuch i świeżą sałatę. Dalej trzech mężczyzn popija piwo. Kobiety rozmawiają o zakładzie fryzjerskim, w którym robiły fryzurę na I Komunię. Zwyczajny obrazek polskich targowisk.

Przenieśmy się na inny targ, który opisał św. Grzegorz z Nyssy w IV wieku: „Pytasz o to, gdzie można wymienić pieniądze, a tu ci odpowiadają rozprawą o zrodzonym i nie zrodzonym; pytasz o cenę chleba – odpowiada­ją, że Ojciec jest większy od Syna i Syn jest mu podległy, pytasz, czy kąpiel gotowa – a on ci zaczyna wykładać, że Syn został stworzony z niczego”.

Zastanawiam się, dlaczego w naszych domach, na targach i placach, ba! w klasztorach i na plebaniach, nie ma tego rodzaju dyskusji? Dziś – owszem, rozmawia się o Kościele, o samochodach księży, o skandalach z udziałem duchownych…, ale kto toczy dysputy o wierze, kto roztrząsa kwestie katechizmowe czy teologiczne?

Bóg umiłował świat

Bóg – mój Ojciec, jest miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność! (por. Wj 34, 6). Jest tym, który przechodzi pośród nas, który przebacza winy nasze i grzechy nasze i czyni nas swoim dziedzictwem (por. Wj 34, 9). Naturą Boga jest miłość, miłość bez granic! Miłość niewyczerpana! Dlatego „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Nie, aby potępić świat, ale by go ratować, zbawić. Mnie ratować, mnie zbawić!

Między tegoroczną Paschą a Pięćdziesiątnicą pełniłem posługę kapelana w La Salette i mógłbym długo opisywać historie tam usłyszane od pielgrzymów, które są pieczęcią miłości Bożego Serca, Jezusowej misji: aby nie potępiać, ale odnajdywać zagubionych. Pamiętam biznesmena z Zielonej Góry, którego Jezus wyciągnął z przysłowiowego dna i uratował jego małżeństwo; Jezus odszukał malarkę spod Krakowa i wyrwał z 40-letniego trwania w ateizmie; widziałem radość starszych kobiet z przebaczenia po 50 latach!

Nie wiem, jak Nikodem słuchał i reagował na to, co Jezus mówił do Niego… Ale ja po raz kolejny widziałem, jak słowa stawały się ciałem!

Miłość

Św. Augustyn napisał: „W kwestii poświęconej Trójcy Świętej najważniejsze jest pytanie: Co to jest prawdziwa miłość?”. Miłość to życie dla innych, dlatego wymaga ona obecności drugiej osoby. Nie można kochać w pojedynkę. Bóg, będący Miłością, nie jest samotnikiem, ale jest wspólnotą. My nie wierzymy w jakieś idee, my wierzymy w Boga w trzech Osobach, dlatego możemy wchodzić w relacje z Nimi!

Jeden z midraszy opowiada, jak to po stwo­rzeniu Abrahama, Bóg, patrząc na jego czyny, nie był zbyt zadowolony ze swego dzieła i wtedy patriarcha powiedział: „O Najwyższy, wybacz mi to, co powiem, ale gdybyś mnie nie stworzył, z kim byś rozmawiał?”

Piękne! Mogę rozmawiać z Bogiem! Mogę rozmawiać z moim Ojcem, wołać do Niego: Abba, Tatusiu! Mogę wchodzić w relacje z Jezusem, z Synem Bożym, który napełnia mnie miłością. A Duch Święty, który zamieszkuje w nas, jest dawcą dobra, mądrości i piękna, dawcą darów duchowych i źródłem pełni łaski. Do Niego mogę wołać: „Przybądź, Dawco dobra, i zamieszkaj w nas”.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, 4 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Duccio, Zesłanie Ducha Świętego (fragment retabulum Maestà), 1308-1311Polecenie Jezusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (4 czerwca 2017)

Czytania: Dz 2, 1-11; 1 Kor 12, 3b-7. 12-13

Ewangelia: J 20, 19-23

Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, najprawdopodobniej uczniowie nadal spotykali się w górnej izbie, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza. Spotykali się jednak w wielkim strachu. Obawiali się, znali zaciekłą nienawiść Żydów. Żydzi osiągnęli to, że Jezus poniósł śmierć, i uczniowie obawiali się, że teraz na nich może przyjść kolej. Tak więc gromadzili się pełni strachu, wsłuchując się bojaźliwie w każdy odgłos kroków na schodach i pukanie do drzwi, czy ktoś z Sanhedrynu nie przychodzi również ich aresztować. Gdy tam byli, nagle Jezus znalazł się pośród nich. Pozdrowił ich wielkanocnym pozdrowieniem: „Pokój wam!”. Następnie Jezus dał uczniom polecenie, którego Kościołowi nie wolno nigdy zapomnieć. Powiedział On, że tak jak Ojciec posłał Jego, tak i On ich posyła.

Oznacza to trzy rzeczy.

Po pierwsze, że Jezus Chrystus potrzebuje Kościoła. Jezus przyszedł z poselstwem dla wszystkich ludzi, teraz odchodzi On z powrotem do swego Ojca. Nowina ta nie była przekazywana innym ludziom inaczej, jak tylko przez Kościół. Kościół miał być ustami, które przemawiały dla Jezusa, stopami, które miały być wysłane przez Niego, rękami wykonującymi Jego pracę. Poselstwo Chrystusa zostało przekazane w ręce Kościoła.

Po drugie, Kościół potrzebuje Jezusa. Osoba, która ma być wysłana, potrzebuje kogoś, kto ją wyśle. Potrzebuje poselstwa do przekazania. Potrzebuje mocy i autorytetu dla poparcia jego świadectwa. Potrzebuje kogoś, do kogo mógłby się zwrócić w zwątpieniu czy trudności. Kościół potrzebuje Jezusa, bez Niego nie ma on poselstwa, bez Niego nie ma mocy, bez Niego nie ma do kogo się zwrócić, kiedy spotyka przeciwności. Bez Chrystusa Kościół nie ma niczego, co oświecałoby jego umysł, wzmacniało jego ramię, natchnęło otuchą serce.

Pozostaje jednak jeszcze jedno znaczenie. Wysłanie Kościoła przez Jezusa jest podobne do wysłania Jezusa przez Boga. Ale nikt, kto czyta historię Czwartej Ewangelii, nie może nie wiedzieć, że stosunek między Jezusem i Ojcem polegał stale na doskonałym posłuszeństwie Jezusa, na doskonałym podporządkowaniu, na doskonałej miłości. Jezus mógł być Bożym posłańcem jedynie dlatego, że ofiarował Bogu to doskonałe posłuszeństwo i doskonałą Miłość. Zgodnie z tym, Kościół nadaje się do tego, aby być posłańcem i narzędziem Chrystusa jedynie wtedy, gdy doskonale kocha Go i doskonale jest Mu posłuszny. Kościół nigdy nie może propagować swojego poselstwa, musi propagować poselstwo Chrystusa. Nie może nigdy uprawiać swej własnej, ludzkiej polityki, musi wykonywać wolę Chrystusa. Kościół chybia celu, kiedy próbuje rozwiązywać jakiś problem posługując się własną mądrością i siłą, kiedy nie szuka woli i kierownictwa Jezusa Chrystusa.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 28 maja 2017 – komentarz do Ewangelii

Wniebowstapienie-Panskie-Benvenuto-Tisio-da-GarofaloJakim świadkiem Jezusa jestem?

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego (28 maja 2017)

Czytania: Dz 1, 1-11; Ef 1, 17-23

Ewangelia: Mt 28, 16-20 ●

Krótki fragment Ewangelii, a jakże bogaty w treść. Chciałem zwrócić uwagę na kilka jego momentów. Ale po kolei.

Jezus polecił Jedenastu, aby udali się do Galilei. Jest ona miejscem symbolicznym. Z jednej strony – w przeciwieństwie do Jerozolimy, miejsca zdrady, odrzucenia, cierpienia i męki Jezusa – jest miejscem Mu przyjaznym, Miejscem, które u apostołów wywołuje zapewne wiele serdecznych wspomnień odnoszących się do szczęśliwych chwil spędzonych z Jezusem. Takie pozytywne wspomnienia na pewno są dla nich wewnętrznym umocnieniem, tym bardziej koniecznym, że – jak czytamy – „niektórzy jednak wątpili”.

Z drugiej strony Galilea – co często podkreśla np. Jan Budziaszek – jest synonimem głuchej prowincji, miejsca „na końcu świata”, nieważnego, położonego z dala od centrum, od Świętego Miasta. Jezus pokazuje, że także te „nieważne” miejsca mają wielkie znaczenie w oczach Boga.

Drugi ważny moment: Jezus przed swoim odejściem do Ojca przekazuje apostołom swoją „ostatnią wolę”, jakby „duchowy testament”: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. A zatem Jezus czyni apostołów świadkami i depozytariuszami Jego nauki, a jednocześnie zleca im ewangelizację “wszystkich narodów”.

To wezwanie, by nieść światu Dobrą Nowinę, poprzez apostołów jest skierowane do wszystkich pokoleń chrześcijan, a więc także do nas. To prawda, nie jest łatwo być dziś świadkiem Jezusa. Ale to zdanie z Ewangelii powinno sprowokować każdego z nas do małego rachunku sumienia: czy to, że tak właśnie jest, mnie nie zniechęca? A może wstydzę się lub boję świadczyć o Jezusie choćby na taka miarę, na jaką jest mi to dane – w swoim środowisku? Czy swoją postawą przyciągam innych do Jezusa, czy wręcz przeciwnie – odstraszam od Niego?

I ostatni moment: Jezus zapewnia apostołów – a przez to i nas – że pozostanie z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Bardzo optymistyczna perspektywa, ale jakże się to stanie, skoro Jezus odchodzi przecież do Ojca? To zapowiedź rychłego zesłania Ducha Świętego, do którego dojdzie w dniu Pięćdziesiątnicy.

Szósta Niedziela Wielkanocna, 21 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Nie zostawię was sierotami

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Szósta Niedziela Wielkanocna (21 maja 2017)

Czytania:Dz 8, 5-8. 14-171 P 3, 15-18

Ewangelia: J 14, 15-21

Dzisiejszy fragment zaczerpnięty z Ewangelii według Jana przywołuje słowa Chrystusa, który zapowiada przyjście Ducha Świętego. On będzie gwarantem zachowywania przez uczniów wszystkiego, co otrzymali od swojego Mistrza. Może uderzać, z jaką czułością Pan zwraca się do apostołów: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was”. Możemy wczuć się w stan uczniów, którzy wiedzą, iż Zbawiciel niedługo od nich odejdzie.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli posiada dwa wymiary. Pierwszy to obietnica Ducha Świętego, który dopełni dzieła i sprawi, że Kościół rozpocznie dzieło głoszenia Ewangelii. Drugi motyw to odejście Chrystusa do Ojca. Możemy się zastanawiać, dlaczego musiał odejść? Czy nie mógł zostać z nami fizycznie, aby każdy mógł – być może – kupić bilet samolotowy i polecieć na spotkanie ze Zbawicielem? Kiedy patrzymy jednak na Eucharystię, to dochodzimy do wniosku, że Jezus Chrystus jest bliżej niż na wyciągnięcie ręki lub zakup biletu samolotowego. On pozostał w sakramentach, aby w każdej świątyni świata „być ze swymi uczniami”.

Kościół jednak nie żyje tylko sakramentami, ale także głoszeniem Słowa Bożego. To głoszenie nie jest jednak ewangelizacją „po omacku”. Posiadamy przewodnika – Ducha Prawdy. Pan, odchodząc do Ojca, obiecał Ducha, abyśmy mieli pewność, że wspólnota Kościoła zachowała całą doktrynę przekazaną przez Syna Bożego i rozwiniętą przez Jego uczniów. Możemy zatem być pewni: Pan jest z nami i wiemy, co nam przekazał.

Piąta Niedziela Wielkanocna, 14 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Ojciec Niebieski

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Piąta Niedziela Wielkanocna (14 maja 2017)

Czytania: Dz 6, 1-7; 1P 2, 4-9

Ewangelia: J 14, 1-12

Ojciec Niebieski z wielkim upodobaniem spogląda na nas, ze względu na nasze zjednoczenie z Chrystusem, a nie dlatego, że jesteśmy bez zarzutu”.

o. Józef Kentenich

Wszystko, co mamy, dał nam Ojciec w niebie. Cudownie jest mieć z Nim relację, pięknie jest chwalić Go i błogosławić. W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy mówi o Ojcu!

Dom Ojca

Św. Ignacy z Antiochii, gdy szedł na śmierć męczeńską, dawał świadectwo, że słyszy w sercu głos Ducha Świętego, który niczym strumień «wody żywej» płynący w jego wnętrzu szepcze mu słowa wezwania: «Pójdź do Ojca». Wiara daje kierunek w życiu. My nie idziemy donikąd, nie jesteśmy sierotami i nie jesteśmy bezdomni. Mamy Ojca Niebieskiego i mamy Dom w Niebie! Jesteśmy dziećmi Boga i Jego domownikami. Kto ma wewnętrzną relację z Ojcem w niebie, ten ma tęsknotę nieba!

Droga do Ojca

Drogą do Ojca jest Jezus, Jego Słowo! Baal Szem Tow, mistyk żydowski, jest autorem pewnego opowiadania: ojciec z synem szli przez las. Kiedy syn zapragnął zbierać jagody, otrzymał od ojca zgodę pod warunkiem, że odpowie za każdym razem, kiedy będzie wzywany. Po pewnym czasie, kiedy ojciec zorientował się, że syn zbytnio się oddalił, zaczął wołać do niego, ale syn, zajęty zbieraniem jagód, nie odpowiadał. Gdy ojciec go odszukał, powiedział: „Jeśli nie będziesz zwracał uwagi na moje wołanie, stracisz życie”.

To krótkie opowiadanie przestrzega nas, aby nie zachowywać się jak ów syn. Jeśli nie będziemy słuchać głosu Pana i odpowiadać na Jego słowo, możemy zgubić drogę do Domu Ojca, możemy stracić życie.

Trwanie w Ojcu

Jezus obiecuje nam, że jeśli będziemy trwać w Ojcu i w Nim, wtedy będziemy czynić dzieła, jakie On czyni, a nawet większe!

Jestem w La Salette i posługuję pielgrzymom. Kilka dni temu przyjmowałem Włochów, którzy byli na świętej górze przez dwa dni. Przed wyjazdem podeszły do mnie dwie kobiety, które powiedziały, że w tym miejscu pojednały się po 50 latach. Coś, co wcześniej nie było możliwe, teraz stało się faktem. W mojej obecności rzuciły się sobie w ramiona i płakały. Co to były za piękne łzy!

Małżeństwo z Polski przyjechało do La Salette ponownie po dwóch latach, aby podziękować za pojednanie w ich małżeństwie. Już była sprawa rozwodowa… „Proszę księdza, my dziś jesteśmy w sobie tak zakochani, jak przed 30 laty”. To są te dzieła… Coś takiego się dzieje, gdy trwamy w Nim!

Czwarta Niedziela Wielkanocna, 7 V 2017 – komentarz do Ewangelii

dobry pasterzTroskliwy Pasterz

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna (7 maja 2017)

Czytania: Dz 2, 14a. 36-411P 2, 20b-25

Ewangelia: J 10, 1-10

Istnieje zwyczaj nadawania imion zwierzętom domowym na znak, iż należą one do nas, do domu, do rodziny. Dla Żydów nadanie imienia komuś oznaczało podporządkowanie go sobie. W Księdze Rodzaju Bóg przyprowadził wszystkie zwierzęta przed Adama, aby mógł on wszyst­kim nadać imię; w ten sposób stał się ich panem i one miały mu słu­żyć. Bóg zmienia imię Abramowi na Abraham oraz Szymonowi na Piotr: imię wyraża bowiem powołanie, jakie oni otrzymali. Jeszcze dzisiaj niektórzy zakonnicy i zakonnice zmieniają imię, kiedy wstępują do klasztoru.

Kiedy Chrystus mówi, że woła owce po imieniu, oznacza to, iż każ­demu z nas nadaje naszą własną i niepowtarzalną misję. W Króle­stwie Bożym każdy stanowi mały kamyczek wielkiej mozaiki, a na­szym zadaniem jest nie niszczenie całego obrazu, ale nadanie mu niepowtarzalnego blasku.

W Ewangelii tej Chrystus ostrzega także przed złodziejem. Kto to jest? U Beduinów kradzieże zwierząt są rzeczą powszednią. Łatwo jest otruć psa, załadować owce na ciężarówkę i zniknąć na pustyni. W ży­ciu duchowym złodziejem jest zły duch. Diabeł bowiem nie posiada nic swojego: to wszystko, co istnieje, zostało stworzone przez Boga, on więc może jedynie przywłaszczyć to sobie poprzez kradzież. Kradnie Bogu dusze, a każdy z nas, jeśli spojrzy na własne doświadczenie, może zobaczyć, jak wiele pięknych chwil w życiu zostało zniszczonych przez złego. Mogliśmy uczynić tyle dobrego, natomiast straciliśmy nasz cen­ny czas, jak synowie marnotrawni. Mówi się, że czas to pieniądz, a nikt przecież nie chce, żeby mu ukradziono jego pienią­dze. Możemy sparafrazować powyższe zdanie twierdząc, że czas to moż­liwość czynienia dobra, dlatego nieustannie ktoś czyha na niego, aby nam go ukraść i kazać potem za niego płacić z procentem. Jedyne, co nam pozostaje, to czuwać, aby każdy wybór, każde działanie, każda myśl i każdy krok przechodziły tylko przez serce, przez prawdziwą bramę, jaką jest Chrystus.

Święta

Poniedziałek, VII Tydzień zwykły
Rok B, II
Święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła

Liturgia słowa

Sonda