Dziewiętnasta Niedziela zwykła, 13 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Krzyk wiary

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Dziewiętnasta Niedziela zwykła (13 sierpnia 2017)

Czytania: 1 Krl 19, 9a. 11-13; Rz 9, 1-5

Ewangelia: Mt 14, 22-33

Rzecz w tym, że wiara jest prosta, a my powikłani”.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 ks. Józef Tischner

 

Prosty, plastyczny opis sytuacji, w jakiej znaleźli się uczniowie: „Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, mio­tana falami, bo wiatr był przeciwny”. Przed kilkoma dniami spacerowałem brzegiem morza. Nad plażą powiewała czerwona flaga, był zakaz kąpieli. Patrzyłem na wzburzone morze. Fale walczyły ze sobą. Te najbliższe brzegu przegrywały z nadpływającymi. Nie płynęła żadna łódź. Pomyślałem o uczniach z tej Ewangelii.

Łódź, fale, wiatr przeciwny…

Tak bywa w naszym życiu. Możemy czuć, że wszystko jest nam przeciwne; nie dam rady dłużej, to ponad moje siły. Strach zagląda w oczy, jesteśmy jakby sparaliżowani, lęk prowadzi nas w depresję…

I fale wzburzone, atakujące, walczące, nie dające spokoju…, jak pokusy, uderzające raz z prawej, drugi raz z lewej strony, innym razem z przodu i z tyłu. Ciągłe ataki, a my ciągle miotani. Fala za falą, pokusa za pokusą… W małżeństwie, kapłaństwie, młodości, starości, biedzie i bogactwie…

Życie to płynąca łódź, miotana falami z przeciwnym wiatrem. Taka jest prawda o życiu. To tylko media ukazują życie jako ciągłą zabawę. Żyją w totalnym zakłamaniu. Chrześcijanin wie, że żyje nieustannie pośród pokus. Wie, że do chwili dopłynięcia do drugiego brzegu życia będzie zmagał się z cierpieniem, chorobą, krzyżem, samotnością, przeszkodami, starością i śmiercią.

Czy jest możliwe płynąć pośród fal, zwyciężać pokusy, wchodzić w cierpienie i mieć w sercu głęboki pokój? Jest możliwe! Bo chrześcijanin nigdy nie jest sam. Jezus jest z nim! Kiedy jesteśmy z Nim zjednoczeni, wtedy nawet o czwartej straży nocnej naszego życia słyszymy Jego zapewnienie: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.

Iść po wodzie

Cały Piotr, pełen spontan… ja też chcę iść po wodzie! I zaczął iść… tak, jak Pan, aż do chwili, kiedy zaczął tonąć! Przestraszył się silnego wiatru i wody pod stopami.

Jezus tak samo kroczył po wodzie, jak wcześniej widzieli go kroczącego ścieżkami Galilei, Judei i Samarii. Rzeki czy stawy nie wywołują w nas lęku, ale jeziora, morza czy oceany już tak, bo same w sobie są żywiołem mogącym pochłonąć ludzkie życie. Jezus kroczący po jeziorze Galilejskim objawia, że On jest Panem żywiołu, że On ma władzę nad śmiercią. Stąd idący w stronę Jezusa Piotr otrzymuje od Mistrza zapowiedź tego, co stanie się w przyszłości w jego życiu. Piotr antycypuje swoją śmierć.

Co jest ważne w tym doświadczeniu Piotra? Patrzenie z wiarą! Tak długo nie tonął, jak długo patrzył na Jezusa. Kiedy zapatrzył się w wodę, zaczął tonąć!

Piotr jest figurą wiary, figurą chrześcijanina, figurą każdego z nas. Jest to katecheza dla nas. Możemy chodzić po wodzie i nie tonąć, jeśli widzimy przed sobą Jezusa, który zwyciężył śmierć! Patrzeć na Zmartwychwstałego i iść po falach „śmierci”!

Krzyk

Piotr krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Krzyczał w lęku, kiedy jego życie było zagrożone. Ciekawe, dlaczego się bał? Jako rybak z pewnością umiał pływać, musiał się czuć jak przysłowiowa ryba w wodzie! A jednak krzyczał… Jesteśmy tylko ludźmi, i to słabymi. Piotr, któremu się wydawało, że jest silny, musiał dotknąć swoich słabości, swojej niemocy! Widział, że nie poradzi sobie sam. Tu jest miejsce na wiarę! Widzieć, że tym, kto nas ratuje, jest Jezus. Krzyczy, woła, prosi, błaga… Modli się!

Kiedy toniemy, kiedy fale zalewają łódź naszego życia i wydaje się nam, że nie ma ratunku, wtedy doświadczamy największej pokusy: niewiary! Nie ma wyjścia, nie ma ratunku, nic się nie zmieni, wszystko przegrane, już tylko ciemności… Piotr w tej Ewangelii staje przed nami jako świadek i mówi do nas, że był w podobnej sytuacji, co my, pełen lęku, przeniknięty strachem, że to koniec z jego życiem, lecz zaczął krzyczeć do Jezusa: Wybaw mnie, Panie, ratuj mnie!

Jezus usłyszał jego krzyk i „natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”

Chrześcijanin to nie tylko milczący baranek, ale to człowiek krzyczący! Jak długo krzyczymy, tak długo wierzymy!

Święto Przemienienia Pańskiego, 6 VIII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Przemień nas, Panie

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Święto Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia 2017)

Czytania: Dn 7, 9-10. 13-142P 1, 16-19

Ewangelia: Mt 17, 1-9

Dlaczego Jezus udał się na górę? Dlaczego zarządził wyprawę na samotne zbocze górskie? Ewangelista Łukasz uzupełnia dzisiejszą Ewangelię informując, że Jezus na górze modlił się.

Wczujmy się na początku w położenie Jezusa. W owym czasie znajdował się na drodze prowadzącej do Krzyża. Tego był absolutnie świadomy, mówił o tym uczniom stale. Jezus zawsze chciał mieć absolutną pewność, że czyni to, czego od Niego żąda Ojciec. Nie czynił żadnego kroku bez zjednoczenia się z wolą Ojca. W każdej sytuacji Jezus zadawał tylko jedno, wyłącznie jedno pytanie: „Czego Ojciec ode mnie żąda?”.

Pomiędzy Jezusem a nami istnieje zasadnicza różnica, mianowicie: Jezus zawsze pytał: „Czego Bóg oczekuje ode mnie?”. My pytamy: „Co ja pragnę uczynić?”. Jezus był bez grzechu. Co przez to rozumiemy? Właśnie to, że Jezus nie znał innej woli oprócz woli Boga. Jego ludzka wola była całkowicie zjednoczona z Bożą – wspólną z Ojcem.

Kiedy przed Jezusem wyłaniał się jakiś problem, to nigdy nie usiłował go rozwiązać tylko dzięki sile intelektu, nie pytał o radę ludzi, lecz szedł z tym problemem na bezludne miejsce i rozmawiał z Ojcem.

Spójrzmy jeszcze na Piotra. Tej nocy nauczył się dwóch lekcji. Kiedy uświadomił sobie, co się wydarzyło, zareagował propozycją zbudowania trzech namiotów: jednego dla Jezusa, jednego dla Mojżesza i jednego dla Eliasza. Piotr był zawsze człowiekiem czynu. Zawsze musiał coś robić. Wielkie znaczenie posiada jednak moment ciszy, chwila kontemplacji, zadziwienia, uwielbiania, czci w poczuciu obecności najwyższego majestatu. Nieraz jesteśmy bardzo zajęci, usiłując coś zrobić, podczas gdy lepiej byłoby w tym momencie milczeć, słuchać, wielbić Boga. Zanim człowiek przysposobi się do walki, wyruszy w drogę, winien zastanowić się, pomodlić.

Wiadomo też, że Piotr chciał pozostać na górze. Chciał, by ta wielka chwila przedłużyła się jak najdłużej. Nie chciał zejść w dół, do codziennych, powszednich zajęć, nie chciał do nich wrócić. Chciał na zawsze pozostać w atmosferze chwały. To uczucie nikomu nie jest obce. Istnieją momenty intymnych przeżyć, ukojenia, odczuwania bliskości Boga. Kto ich zaznał, chciałby, by trwały w nieskończoność. Góra Przemienienia jest zawsze bardziej ponętna niż codzienna służba lub droga Krzyża. Góra Przemienienia jest nam dana po to, by przygotować nas do codziennej służby, uzdolnić do kroczenia drogą Krzyża. Moment przeżywania chwały nie jest czymś samym dla siebie. Jest przeznaczony po to, by zwykłym rzeczom nadać blasku, jakiego przedtem nigdy nie miały.

Siedemnasta Niedziela zwykła, 30 lipca 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0835Prawdziwy skarb

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Siedemnasta Niedziela zwykła (28 maja 2017)

Czytania: 1 Krl 3, 5. 7-12; Rz 8, 28-30

Ewangelia: Mt 13, 44-52 ●

Przypowieści o skarbie ukrytym w roli i drogocennej perle stawiają przed nami problem właściwej hierarchii wartości. W dzisiejszych czasach ludzie są gotowi zrobić wiele – nawet narazić swoje życie czy wolność (afery gospodarcze) – dla zapewnienia sobie bogactw tej ziemi. Często szukamy wyłącznie ziemskiego zabezpieczenia – myślimy, że jeżeli więcej zgromadzimy: na kontach, w kosztownościach, nieruchomościach itd., to nasze życie stanie się przez to spokojniejsze, bardziej bezpieczne, po prostu – szczęśliwsze. Czasami tylko przychodzi refleksja, ale najczęściej ograniczona do innych, nie dotycząca nas samych: „przecież do grobu tego wszystkiego nie zabierze”. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że ten stan szczęśliwości mógłby zostaćprzerwany np. przez śmiertelną chorobę czy wypadek. Zwraca na to uwagę inny Ewangelista, św. Łukasz, w 12 rozdziale swej Ewangelii, gdzie przytacza słowa, jakie Bóg wypowiedział do bogacza: „Głupczejeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?” (Łk 12, 20).

Tymczasem Bóg – i to jest sedno tych przypowieści – daje nam skarb, który trwa na wieki i dla którego warto poświęcić wszystkie bogactwa tej ziemi – swoją Miłość. Warto ją odkrywać i za nią podążać. A dziś, w tej właśnie chwili, warto zadać sobie pytanie: czy pragnę tak bardzo miłości Boga, jak często pragnę różnych dóbr materialnych?

Niektórzy za tą Bożą miłością, za Chrystusem, idą bardzo radykalnie, wybierając drogę życia konsekrowanego. A ile jest często przy tym zbędnego gadania rodziny czy sąsiadów: „Taki przystojny (taka ładna), po co mu(jej) to było?!”

Paweł Łukaszka jako 19-latek poświęcił znakomicie rozwijającą się karierę hokejowego bramkarza (był reprezentantem Polski, jako 18-latek brał już udział w olimpiadzie i przepowiadano mu świetlaną przyszłość, być może nawet w lidzie NHL) dla pójścia za Chrystusem jako kapłan.

Trudno to zrozumieć, gdy się nie stanie na gruncie wiary. Ale ciekawe jest to, że ci, którzy poświęcili swoje kariery dla pójścia za Chrystusem, nie mają poczucia jakiegokolwiek braku. Wręcz przeciwnie, są ludźmi szczęśliwymiBo znaleźli „drogocenną perłę”. A Chrystus potrafi im za to „odpłacić” po wielekroć.

Te uwagi dotyczą oczywiście nie tylko osób duchownych. Także świeccy, gdy Chrystus dotknie ich bardzo mocno, idąc za Nim muszą z wielu rzeczy zrezygnować. Przede wszystkim z życia wygodnego na rzecz życia miłością i poświęceniem dla innych. „Nagrodą” – w czysto ludzkim wymiarze – są często drwiny i szyderstwa. Ale – co powtarza się w wielu świadectwach – oni także nie mają wątpliwości, że „było warto”. Bo tylko prawdziwa Miłość – której źródłem jest Bóg – daje prawdziwe szczęście.

Warto też zwrócić uwagę na ostatnie zdanie dzisiejszego fragmentu Ewangelii: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». Odczytuję to zdanie w kontekście drogi, jaką powinien podążać Kościół. Gdy posłucha się tradycjonalistów (np. lefebrystów) można odnieść wrażenie, że właściwa historia Kościoła skończyła się na Soborze Watykańskim II, a po nim to tylko ruiny, zgliszcza, „swąd szatana” itd. Gdy posłuchać niektórych kościelnych modernistów, można pomyśleć, że jest dokładnie odwrotnie - ta właściwa historia Kościoła zaczęła się wraz z Soborem Watykańskim II. Chrystus zdaje się mówić coś innego: że Kościół składa się z rzeczy „starych” i „nowych”. Nie może zmienić doktryny, ale przecież zmienia się sposób jego funkcjonowania wraz ze zmieniającym się światem. Dlatego św. Jan Paweł II, komentując to zdanie, zwrócił uwagę, że Tradycja Kościoła jest nurtem żywym, który niesie rzeczy „stare”, przyjmowane i przekazywane od początku, i pozwala odczytywać rzeczy „nowe”, wśród których żyje Kościół i świat. A te rzeczy, które włączając się w nurt Tradycji stają się „stare”, wzbogacają zarówno samą Tradycję, jak i życie wiary.

Piętnasta Niedziela zwykła, 16 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Dobry Nauczyciel

▼ Rozważa: Paweł Beyga 

Piętnasta Niedziela zwykła (16 lipca 2017)

Czytania: Iz 55, 10-11Rz 8, 18-23

Ewangelia: Mt 13, 1-23

Niedzielna Ewangelia przypomina nam przypowieść o siewcy. Zatrzymajmy się na chwilę nie tyle nad treścią przypowieści, co nad samym sposobem głoszenia Dobrej Nowiny przez Chrystusa.

Zbawiciel nauczał jak dobry nauczyciel, który dostosowuje zadania do poziomu swoich uczniów i słuchaczy. Jedna z podstawowych zasad efektywnego nauczania nakazuje stopniować trudność zadań. Jezus posługiwał się nie tylko krótkimi sformułowaniami, które wpadały w ucho, lecz także krótkimi opowiadaniami, nazywanymi przypowieściami.

Działo się tak, ponieważ słuchacze Chrystusa stanowili w tamtym czasie grupę, która nie posługiwała się zbyt finezyjnym językiem oraz nie zawsze posiadła zdolność pisania i czytania. Tym, co przemawiało do Chrystusowego audytorium, były właśnie przypowieści i krótkie sformułowania łatwe do zapamiętania.

Z tej Bożej pedagogiki wypływa także wniosek dla głoszących Ewangelię dziś. Można je podsumować w trzech punktach. Po pierwsze: należy prezentować Słowo Boże w przystępny dla słuchacza sposób. Nie może to jednak oznaczać pewnej fragmentaryczności przekazywanego Objawienia. Po drugie: konieczne jest takie przepowiadanie, które zostanie zapamiętane przez słuchających. Wreszcie – należy dbać o to, aby być przez uczniów zrozumianym, a w razie konieczności być gotowym do cierpliwego wytłumaczenia sensu Bożego Słowa.

Czternasta Niedziela zwykła, 9 VII 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Daj Bogu szansę

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Czternasta Niedziela zwykła (9 lipca 2017)

Czytania: Za 9, 9-10Rz 8, 9. 11-13

Ewangelia: Mt 11, 25-30

Uzdrowienie świata i człowieka widzę w trzech cnotach:

pierwszej na imię pokora, drugiej na imię pokora i trzeciej na imię pokora!”

św. Alfons Liguori

Ksiądz biskup Franz Lackner z Grazu, opowiadając mi o swoim nawróceniu, wspomina o wydarzeniu, które miało miejsce na Cyprze, gdzie odbywał służbę wojskową w ramach działań ONZ: „Podczas nocnych wart miałem dużo czasu na myślenie. Pewnej nocy znalazłem biblię, otworzyłem ją i zacząłem czytać. Był to fragment z Ewangelii według św. Mateusza 11,28 – Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. To słowo tak bardzo mnie „uderzyło”, że nie byłem w stanie czytać dalej. Przy najbliższej okazji udałem się do księdza kapelana z pytaniem: co znaczą wydarzenia, których doświadczyłem i co mam robić? Ksiądz długo milczał, aż powiedział: daj Bogu szansę! Usłyszane słowa zaskoczyły mnie”.

Udręczenie

Któż z nas nie przeżywa sytuacji, które wprowadzają nas w udręczenie? Wtedy szukamy pomocy, spoglądając w lewą czy prawą stronę i zazwyczaj – jak mówi psalmista – nie znajdujemy pomocy.

Różne przechodzimy udręczenia; może to być choroba ukochanej osoby, uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, śmierć dziecka, brak pracy, itd.

Doświadczenie wiary upewnia nas, że Bóg zawsze pomaga. Wystarczy do Niego wołać, jak czyni psalmista: „W moim udręczeniu wzywam Pana i wołam do mojego Boga” (Ps 18,7). Bóg ma bardzo dobry słuch. On słyszy szept, jak i krzyk człowieka: „Usłyszał On mój głos ze swojej świątyni, a krzyk mój dotarł do Jego uszu”. Bóg nie zwleka – jak ludzie, On działa natychmiast.

Daj Bogu szansę

Jezus wciąż na nowo przypomina nam, że On jest tym, który chce nam pomóc. Jeśli nawet pobłądziliśmy bardzo i poplątały nam się drogi życia i myślimy, że dla nas nie ma już ratunku, to daj Bogu szansę, a doświadczysz cudu.

Pan Jezus powiedział s. Faustynie: „Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby już po ludzku nie było wskrzeszenia i wszystko już stracone, nie tak jest po Bożemu: cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” (Dzienniczek św. Faustyny, 710).

Daj Bogu szansę, aby Cię pokrzepił! Kto może dać szansę Bogu? Tylko ktoś, kto jest pokorny. Prośmy Pana o łaskę pokory, byśmy w naszej pysze nie dźwigali ciężarów, które są ponad nasze siły, ale w wierze umieli je oddać Bogu. Daj Bogu szansę!

Trzynasta Niedziela zwykła, 2 VII 2017 – komentarz do Ewangelii


Natalia-Klocek-DSC-0729Nagrody

Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Trzynasta Niedziela zwykła (2 lipca 2017)

Czytania: 2 Krl 4, 8-11. 14-16a; Rz 6, 3-4. 8-11

Ewangelia: Mt 10, 37-42

W dzisiejszej Ewangelii Jezus posłużył się żydowskim sposobem wypowiadania się. Żydzi wierzyli, że jeśli przyjmują posła danej osoby, to właściwie ją przyjmują. Wykazanie szacunku dla ambasadora oznacza to samo, co wykazanie szacunku dla króla, który go posłał. Powitanie z miłością posłańca przyjaciela oznacza powitanie samego przyjaciela. Żydzi wierzyli, że uczczenie przedstawiciela danej osoby oznacza uczczenie tejże osoby. Odnosiło się to zwłaszcza do mędrców i do tych, którzy uczyli i przekazywali Boską prawdę.

Nie wszyscy możemy być prorokami bezpośrednio głoszącymi i zwiastującymi Słowo Boże, ale ten, który okazuje Boskiemu posłowi zwykłą gościnność, otrzyma nie mniejszą nagrodę, niż sam prorok. Jest wielu ludzi, którzy zajmują wysokie stanowiska społeczne. Jest wielu ludzi, których głos rozpala serca tysięcy. Jest wielu, którzy niosą brzemię społecznej służby, społecznej odpowiedzialności, czynią bardzo dużo, a którzy nie byliby w stanie spełnić swej misji, jeśliby nie było ludzi, którzy ich miłują, otaczają sympatią, którzy wykonują niejedną służbę w domu, w skrytości, niedostrzegani przez społeczeństwo. Jeśli prawdziwą wielkość mierzylibyśmy miarą Bożą, to spostrzeglibyśmy, że człowiek, który tak bardzo poruszył świat, właściwie był całkowicie zależny od kogoś, o kogo świat się nie troszczy, kto pozostaje nieznany. Nawet prorok musi zjeść śniadanie, musi się w coś ubrać. Nawet prorok musi mieć jakiś dom. Niechaj ci, którzy często spełniają niewdzięczne zadanie prowadzenia domu, gotowania posiłków, prania odzieży, robienia zakupów, opiekowania się dziećmi, nie myślą, że ich służba pozostanie bez zapłaty. To wielkie zadanie zlecone od Boga. Otrzymają zapłatę, zapłatę proroka, większą od tych, którzy całe dnie spędzają na posiedzeniach i żyją w wygodnych domach.

Nie zawsze świecimy przykładem dobroci. Nie zawsze ukazujemy się przed światem jako sprawiedliwi. Lecz kto pomaga dobremu człowiekowi być dobrym, otrzymuje zapłatę dobrego człowieka. Istnieje piękna opowieść. Pewien chłopiec wiejski po wielu trudach został kapłanem. W czasie studiów pomagał mu niestrudzenie wiejski szewc. Był on człowiekiem oczytanym i myślącym, uczynił wiele dla wychowania chłopca. Gdy młodzieniec obejmował stanowisko duszpasterza, szewc powiedział do niego: „Zawsze pragnąłem być głosicielem ewangelii, ale tak się złożyło, że do tego nie doszło. Ty osiągnąłeś to, o czym ja marzyłem. Chciałbym, abyś mi przyrzekł jedno: Chcę wykonywać dla ciebie buty i naprawiać je za darmo. Chcę, abyś je nosił, gdy będziesz wstępował na ambonę, by głosić słowo Boże. Wtedy będę czuł wyraźnie, że głosisz Ewangelię, którą ja tak bardzo chciałem głosić”. Niewątpliwie ten szewc służył Bogu tak samo, jak ów kaznodzieja i pewnego dnia otrzyma taką samą nagrodę.

Piękno dzisiejszej Ewangelii polega na podkreśleniu rzeczy najprostszych. Chrystus i Kościół zawsze będą potrzebowali wielkich mówców, wielkich przykładów świętości, wielkich nauczycieli, których imiona znane są wszędzie. Ale Chrystus i Kościół będą także zawsze potrzebowali tych, w których domach doświadcza się gościnności, których ręce są gotowe do wszelkiej posługi i w których sercach jest troska, zwana miłością chrześcijańską. U Boga każda służba ma tę samą rangę.

Natalia Klocek (DSC_0823)U podstaw lęku leży brak wiary

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

XII Niedziela zwykła (25czerwca 2017)

Czytania: Jr 20, 10-13; Rz 5, 12-15

Ewangelia: Mt 10, 26-33 ●

Pierwsze słowa, jakie usłyszał świat po narodzinach Jezusa, ogłoszone pasterzom przez Anioła, brzmiały: „Nie bójcie się”. Pierwsze słowa, jakimi powitał Jan Paweł II swój pontyfikat, brzmiały podobnie: „Nie lękajcie się”.

Dzisiejsza Ewangelia ma również to zasadnicze przesłanie. Bóg, który nas kocha i zna po imieniu, dobrze wie, że pułapką, która odbiera nam radość i sens życia, jest lęk. Lęk, który przybiera różne formy wyrazu: czy jest to szemranie, krytykowanie, bierność życiowa, obwinianie, niezadowolenie, ogłuszanie swojej rzeczywistości używkami, dręczenie umysłu wizjami katastroficznymi itp. itd. Każdy posiada wachlarz różnych lęków.

Generalnie tak rozumiany „lęk” jest czystym wymysłem naszej fantazji. Częste praktykowanie myśli lękowych prowadzi do specyficznych zachowań, one zaś do nawyków, których już zlekceważyć nie można, bo są zaczynem wielu dysfunkcji ciała i duszy. Lęk dotyczy bardziej przyszłości, chociaż możemy mieć także obawy przed wyjawieniem błędów przeszłości. Jednak sam mechanizm jego powstawania, funkcjonowania w naszej głowie, ma głęboką podstawę w braku zaufania Bogu. Braku wiary. Nie mamy wiary, bo nie słuchamy przepowiadania Ewangelii, która ją daje, albo nikt nam jej nie przepowiada!

Wiarę możemy pielęgnować i rozpalać, staje się wówczas twierdzą naszego schronienia. Jesteśmy bezpieczni, bo naszym obrońcą jest Bóg. W ostatnich latach szczególną obawę budzi w nas drugi człowiek, często myślimy o nim jako o kimś złym, niebezpiecznym. Nie są to myśli odosobnione, bowiem w historii często pojawiały się takie stany. Właśnie o tym kontekście mówił Jezus „Nie bójcie się tych , którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”.

Zatem Słowo mówi coś bardzo istotnego: potrzebujemy posiąść bojaźń bożą, a tą jest rozeznanie i szacunek właściwy rozumieniu Bożej nauki.

Podstawą jednak takiego trwania w wierze jest zaufanie. Totalne, we wszystkich dziedzinach życia, dotyczące także naszych dzieci, bliskich, naszego kraju i świata. Ufność, że Bóg miłości wszystko wyprowadza ku dobremu, że prowadzi historię zbawienia właściwie. Uwaga! Ważne, aby nie mieszać pewnych wydarzeń, które są skutkiem grzechów: naszych lub innych ludzi. Bowiem każde odrzucenie Boga prowadzi do pewnych konsekwencji, często przykrych, jednak i z tych błędów, głupot czy lekceważenia bożej nauki Bóg wyprowadza dobro. Wszystko w swoim czasie, przy pełnej, to znaczy świadomej współpracy człowieka. Jeśli ty chcesz, jeśli ty pozwolisz Mu być Jedynym Bogiem twojego życia, jeśli „ustami swoimi wyznasz, że Jezus Chrystus jest Panem”, On nigdy się ciebie nie wyprze. A kiedy będziesz w potrzebie, bo upadniesz w grzechu, będzie się wstawiał za tobą przed Ojcem mówiąc: przebacz mu, Ja go znam. Dla Boga jesteś najważniejszy.

Bóg daje nam wielki przywilej wśród innych stworzeń, mianowicie zupełną wolność. Wobec tego, sami możemy wybierać myśli, którymi się nieustannie zajmujemy, które nas oszukują lub trzymają w niewoli grzechu. Mamy się bać tego, który może dusze i ciało zatracić w piekle. Toteż bądź czujny i zważaj, z kim w sobie dialogujesz. Mamy wolność wyboru myśli, podobnie jak ubrań wyjmowanych z szafy. Dzisiaj pomyśl nad treścią swoich myśli: czy są one boże, czy też „myśli wasze nie są moimi myślami”? Bądź świadomym właścicielem swoich myśli. I… „w każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was” (1 Tes 5,18).

Jedenasta Niedziela zwykła, 18 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)W Jego imię

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Jedenasta Niedziela zwykła (18 czerwca 2017)

Czytania:Wj 19,1-6aRz 5, 6-11

Ewangelia: Mt 9, 36-10, 8

W dzisiejszej ewangelii Pan wysłał swoich uczniów, aby m.in. wypędzali złe duchy. Egzorcyzmy i spektakularne działania złych duchów znajdują się zawsze pośród najbardziej interesujących kwestii. Wystarczy niejednokrotnie zapytać uczniów na lekcji religii, o czym chcieliby porozmawiać na zajęciach, a temat egzorcyzmów pojawi się.

W kontekście tego tematu należy wspomnieć o trzech ważnych rzeczach. Po pierwsze, każde spektakularne działanie diabła jest już jego porażką. Dzieje się tak dlatego, ponieważ szatan woli działać niepostrzeżenie, po cichu. Inaczej mówiąc, nie chce, aby kojarzono go z grzechem. Egzorcyzmy stają się przestrzenią, w którą wkracza działając Bóg – silniejszy od diabła.

Po drugie, opętania nie należą do dawnej przeszłości, ale zdarzają się również współcześnie. O ich występowaniu świadczą kapłani egzorcyści, którzy podejmują się egzorcyzmów w wielu diecezjach Polski i świata. Oczywiście, można egzorcyzmy i opętania wyśmiać lub wzruszyć ramionami, można nazywać je postrachem dla niegrzecznych dzieci, ale na to właśnie liczy diabeł.

Po trzecie, trzeba zapytać: od czego rozpoczyna się opętanie? I zdziwią się niektórzy, iż odpowiedź nie rozpoczyna się od tarota, wróżek i magii. Niejednokrotnie otwieranie drzwi diabłu dokonuje się subtelniej, np. poprzez nieregularną lub niedbałą modlitwę, długie nieprzystępowanie do spowiedzi i Komunii Świętej lub religijną obojętność. Te i wiele innych powodów sprawia, iż diabeł może czuć się w życiu wielu ludzi jak u siebie. Stąd wynika stale aktualne Chrystusowe polecenie wypędzania złych duchów w Jego imię.

Uroczystość Najświętszej Trójcy, 11 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Trojca-Swieta-ikona-RublowaPrawdziwa miłość

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Uroczystość Najświętszej Trójcy (11czerwca 2017)

Czytania: Wj 34, 4b-6. 8-92 Kor 13, 11-13

Ewangelia: J 3, 16-18

Możesz mieć wszystko, ale jeśli nie masz miłości, to na nic ci się to nie przyda”.

(św. Augustyn)

 Targ Jasielski

Byłem kiedyś na targu w Jaśle. Pełno ludzi. Gwar. Wszędzie słychać zaproszenie, aby zakupić tani ciuch i świeżą sałatę. Dalej trzech mężczyzn popija piwo. Kobiety rozmawiają o zakładzie fryzjerskim, w którym robiły fryzurę na I Komunię. Zwyczajny obrazek polskich targowisk.

Przenieśmy się na inny targ, który opisał św. Grzegorz z Nyssy w IV wieku: „Pytasz o to, gdzie można wymienić pieniądze, a tu ci odpowiadają rozprawą o zrodzonym i nie zrodzonym; pytasz o cenę chleba – odpowiada­ją, że Ojciec jest większy od Syna i Syn jest mu podległy, pytasz, czy kąpiel gotowa – a on ci zaczyna wykładać, że Syn został stworzony z niczego”.

Zastanawiam się, dlaczego w naszych domach, na targach i placach, ba! w klasztorach i na plebaniach, nie ma tego rodzaju dyskusji? Dziś – owszem, rozmawia się o Kościele, o samochodach księży, o skandalach z udziałem duchownych…, ale kto toczy dysputy o wierze, kto roztrząsa kwestie katechizmowe czy teologiczne?

Bóg umiłował świat

Bóg – mój Ojciec, jest miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność! (por. Wj 34, 6). Jest tym, który przechodzi pośród nas, który przebacza winy nasze i grzechy nasze i czyni nas swoim dziedzictwem (por. Wj 34, 9). Naturą Boga jest miłość, miłość bez granic! Miłość niewyczerpana! Dlatego „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Nie, aby potępić świat, ale by go ratować, zbawić. Mnie ratować, mnie zbawić!

Między tegoroczną Paschą a Pięćdziesiątnicą pełniłem posługę kapelana w La Salette i mógłbym długo opisywać historie tam usłyszane od pielgrzymów, które są pieczęcią miłości Bożego Serca, Jezusowej misji: aby nie potępiać, ale odnajdywać zagubionych. Pamiętam biznesmena z Zielonej Góry, którego Jezus wyciągnął z przysłowiowego dna i uratował jego małżeństwo; Jezus odszukał malarkę spod Krakowa i wyrwał z 40-letniego trwania w ateizmie; widziałem radość starszych kobiet z przebaczenia po 50 latach!

Nie wiem, jak Nikodem słuchał i reagował na to, co Jezus mówił do Niego… Ale ja po raz kolejny widziałem, jak słowa stawały się ciałem!

Miłość

Św. Augustyn napisał: „W kwestii poświęconej Trójcy Świętej najważniejsze jest pytanie: Co to jest prawdziwa miłość?”. Miłość to życie dla innych, dlatego wymaga ona obecności drugiej osoby. Nie można kochać w pojedynkę. Bóg, będący Miłością, nie jest samotnikiem, ale jest wspólnotą. My nie wierzymy w jakieś idee, my wierzymy w Boga w trzech Osobach, dlatego możemy wchodzić w relacje z Nimi!

Jeden z midraszy opowiada, jak to po stwo­rzeniu Abrahama, Bóg, patrząc na jego czyny, nie był zbyt zadowolony ze swego dzieła i wtedy patriarcha powiedział: „O Najwyższy, wybacz mi to, co powiem, ale gdybyś mnie nie stworzył, z kim byś rozmawiał?”

Piękne! Mogę rozmawiać z Bogiem! Mogę rozmawiać z moim Ojcem, wołać do Niego: Abba, Tatusiu! Mogę wchodzić w relacje z Jezusem, z Synem Bożym, który napełnia mnie miłością. A Duch Święty, który zamieszkuje w nas, jest dawcą dobra, mądrości i piękna, dawcą darów duchowych i źródłem pełni łaski. Do Niego mogę wołać: „Przybądź, Dawco dobra, i zamieszkaj w nas”.

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, 4 VI 2017 – komentarz do Ewangelii

Duccio, Zesłanie Ducha Świętego (fragment retabulum Maestà), 1308-1311Polecenie Jezusa

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego (4 czerwca 2017)

Czytania: Dz 2, 1-11; 1 Kor 12, 3b-7. 12-13

Ewangelia: J 20, 19-23

Po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, najprawdopodobniej uczniowie nadal spotykali się w górnej izbie, gdzie odbyła się Ostatnia Wieczerza. Spotykali się jednak w wielkim strachu. Obawiali się, znali zaciekłą nienawiść Żydów. Żydzi osiągnęli to, że Jezus poniósł śmierć, i uczniowie obawiali się, że teraz na nich może przyjść kolej. Tak więc gromadzili się pełni strachu, wsłuchując się bojaźliwie w każdy odgłos kroków na schodach i pukanie do drzwi, czy ktoś z Sanhedrynu nie przychodzi również ich aresztować. Gdy tam byli, nagle Jezus znalazł się pośród nich. Pozdrowił ich wielkanocnym pozdrowieniem: „Pokój wam!”. Następnie Jezus dał uczniom polecenie, którego Kościołowi nie wolno nigdy zapomnieć. Powiedział On, że tak jak Ojciec posłał Jego, tak i On ich posyła.

Oznacza to trzy rzeczy.

Po pierwsze, że Jezus Chrystus potrzebuje Kościoła. Jezus przyszedł z poselstwem dla wszystkich ludzi, teraz odchodzi On z powrotem do swego Ojca. Nowina ta nie była przekazywana innym ludziom inaczej, jak tylko przez Kościół. Kościół miał być ustami, które przemawiały dla Jezusa, stopami, które miały być wysłane przez Niego, rękami wykonującymi Jego pracę. Poselstwo Chrystusa zostało przekazane w ręce Kościoła.

Po drugie, Kościół potrzebuje Jezusa. Osoba, która ma być wysłana, potrzebuje kogoś, kto ją wyśle. Potrzebuje poselstwa do przekazania. Potrzebuje mocy i autorytetu dla poparcia jego świadectwa. Potrzebuje kogoś, do kogo mógłby się zwrócić w zwątpieniu czy trudności. Kościół potrzebuje Jezusa, bez Niego nie ma on poselstwa, bez Niego nie ma mocy, bez Niego nie ma do kogo się zwrócić, kiedy spotyka przeciwności. Bez Chrystusa Kościół nie ma niczego, co oświecałoby jego umysł, wzmacniało jego ramię, natchnęło otuchą serce.

Pozostaje jednak jeszcze jedno znaczenie. Wysłanie Kościoła przez Jezusa jest podobne do wysłania Jezusa przez Boga. Ale nikt, kto czyta historię Czwartej Ewangelii, nie może nie wiedzieć, że stosunek między Jezusem i Ojcem polegał stale na doskonałym posłuszeństwie Jezusa, na doskonałym podporządkowaniu, na doskonałej miłości. Jezus mógł być Bożym posłańcem jedynie dlatego, że ofiarował Bogu to doskonałe posłuszeństwo i doskonałą Miłość. Zgodnie z tym, Kościół nadaje się do tego, aby być posłańcem i narzędziem Chrystusa jedynie wtedy, gdy doskonale kocha Go i doskonale jest Mu posłuszny. Kościół nigdy nie może propagować swojego poselstwa, musi propagować poselstwo Chrystusa. Nie może nigdy uprawiać swej własnej, ludzkiej polityki, musi wykonywać wolę Chrystusa. Kościół chybia celu, kiedy próbuje rozwiązywać jakiś problem posługując się własną mądrością i siłą, kiedy nie szuka woli i kierownictwa Jezusa Chrystusa.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, 28 maja 2017 – komentarz do Ewangelii

Wniebowstapienie-Panskie-Benvenuto-Tisio-da-GarofaloJakim świadkiem Jezusa jestem?

● Rozważa: Jaromir Kwiatkowski ●

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego (28 maja 2017)

Czytania: Dz 1, 1-11; Ef 1, 17-23

Ewangelia: Mt 28, 16-20 ●

Krótki fragment Ewangelii, a jakże bogaty w treść. Chciałem zwrócić uwagę na kilka jego momentów. Ale po kolei.

Jezus polecił Jedenastu, aby udali się do Galilei. Jest ona miejscem symbolicznym. Z jednej strony – w przeciwieństwie do Jerozolimy, miejsca zdrady, odrzucenia, cierpienia i męki Jezusa – jest miejscem Mu przyjaznym, Miejscem, które u apostołów wywołuje zapewne wiele serdecznych wspomnień odnoszących się do szczęśliwych chwil spędzonych z Jezusem. Takie pozytywne wspomnienia na pewno są dla nich wewnętrznym umocnieniem, tym bardziej koniecznym, że – jak czytamy – „niektórzy jednak wątpili”.

Z drugiej strony Galilea – co często podkreśla np. Jan Budziaszek – jest synonimem głuchej prowincji, miejsca „na końcu świata”, nieważnego, położonego z dala od centrum, od Świętego Miasta. Jezus pokazuje, że także te „nieważne” miejsca mają wielkie znaczenie w oczach Boga.

Drugi ważny moment: Jezus przed swoim odejściem do Ojca przekazuje apostołom swoją „ostatnią wolę”, jakby „duchowy testament”: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. A zatem Jezus czyni apostołów świadkami i depozytariuszami Jego nauki, a jednocześnie zleca im ewangelizację “wszystkich narodów”.

To wezwanie, by nieść światu Dobrą Nowinę, poprzez apostołów jest skierowane do wszystkich pokoleń chrześcijan, a więc także do nas. To prawda, nie jest łatwo być dziś świadkiem Jezusa. Ale to zdanie z Ewangelii powinno sprowokować każdego z nas do małego rachunku sumienia: czy to, że tak właśnie jest, mnie nie zniechęca? A może wstydzę się lub boję świadczyć o Jezusie choćby na taka miarę, na jaką jest mi to dane – w swoim środowisku? Czy swoją postawą przyciągam innych do Jezusa, czy wręcz przeciwnie – odstraszam od Niego?

I ostatni moment: Jezus zapewnia apostołów – a przez to i nas – że pozostanie z nami „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Bardzo optymistyczna perspektywa, ale jakże się to stanie, skoro Jezus odchodzi przecież do Ojca? To zapowiedź rychłego zesłania Ducha Świętego, do którego dojdzie w dniu Pięćdziesiątnicy.

Szósta Niedziela Wielkanocna, 21 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Nie zostawię was sierotami

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Szósta Niedziela Wielkanocna (21 maja 2017)

Czytania:Dz 8, 5-8. 14-171 P 3, 15-18

Ewangelia: J 14, 15-21

Dzisiejszy fragment zaczerpnięty z Ewangelii według Jana przywołuje słowa Chrystusa, który zapowiada przyjście Ducha Świętego. On będzie gwarantem zachowywania przez uczniów wszystkiego, co otrzymali od swojego Mistrza. Może uderzać, z jaką czułością Pan zwraca się do apostołów: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was”. Możemy wczuć się w stan uczniów, którzy wiedzą, iż Zbawiciel niedługo od nich odejdzie.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli posiada dwa wymiary. Pierwszy to obietnica Ducha Świętego, który dopełni dzieła i sprawi, że Kościół rozpocznie dzieło głoszenia Ewangelii. Drugi motyw to odejście Chrystusa do Ojca. Możemy się zastanawiać, dlaczego musiał odejść? Czy nie mógł zostać z nami fizycznie, aby każdy mógł – być może – kupić bilet samolotowy i polecieć na spotkanie ze Zbawicielem? Kiedy patrzymy jednak na Eucharystię, to dochodzimy do wniosku, że Jezus Chrystus jest bliżej niż na wyciągnięcie ręki lub zakup biletu samolotowego. On pozostał w sakramentach, aby w każdej świątyni świata „być ze swymi uczniami”.

Kościół jednak nie żyje tylko sakramentami, ale także głoszeniem Słowa Bożego. To głoszenie nie jest jednak ewangelizacją „po omacku”. Posiadamy przewodnika – Ducha Prawdy. Pan, odchodząc do Ojca, obiecał Ducha, abyśmy mieli pewność, że wspólnota Kościoła zachowała całą doktrynę przekazaną przez Syna Bożego i rozwiniętą przez Jego uczniów. Możemy zatem być pewni: Pan jest z nami i wiemy, co nam przekazał.

Piąta Niedziela Wielkanocna, 14 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Ojciec Niebieski

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Piąta Niedziela Wielkanocna (14 maja 2017)

Czytania: Dz 6, 1-7; 1P 2, 4-9

Ewangelia: J 14, 1-12

Ojciec Niebieski z wielkim upodobaniem spogląda na nas, ze względu na nasze zjednoczenie z Chrystusem, a nie dlatego, że jesteśmy bez zarzutu”.

o. Józef Kentenich

Wszystko, co mamy, dał nam Ojciec w niebie. Cudownie jest mieć z Nim relację, pięknie jest chwalić Go i błogosławić. W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy mówi o Ojcu!

Dom Ojca

Św. Ignacy z Antiochii, gdy szedł na śmierć męczeńską, dawał świadectwo, że słyszy w sercu głos Ducha Świętego, który niczym strumień «wody żywej» płynący w jego wnętrzu szepcze mu słowa wezwania: «Pójdź do Ojca». Wiara daje kierunek w życiu. My nie idziemy donikąd, nie jesteśmy sierotami i nie jesteśmy bezdomni. Mamy Ojca Niebieskiego i mamy Dom w Niebie! Jesteśmy dziećmi Boga i Jego domownikami. Kto ma wewnętrzną relację z Ojcem w niebie, ten ma tęsknotę nieba!

Droga do Ojca

Drogą do Ojca jest Jezus, Jego Słowo! Baal Szem Tow, mistyk żydowski, jest autorem pewnego opowiadania: ojciec z synem szli przez las. Kiedy syn zapragnął zbierać jagody, otrzymał od ojca zgodę pod warunkiem, że odpowie za każdym razem, kiedy będzie wzywany. Po pewnym czasie, kiedy ojciec zorientował się, że syn zbytnio się oddalił, zaczął wołać do niego, ale syn, zajęty zbieraniem jagód, nie odpowiadał. Gdy ojciec go odszukał, powiedział: „Jeśli nie będziesz zwracał uwagi na moje wołanie, stracisz życie”.

To krótkie opowiadanie przestrzega nas, aby nie zachowywać się jak ów syn. Jeśli nie będziemy słuchać głosu Pana i odpowiadać na Jego słowo, możemy zgubić drogę do Domu Ojca, możemy stracić życie.

Trwanie w Ojcu

Jezus obiecuje nam, że jeśli będziemy trwać w Ojcu i w Nim, wtedy będziemy czynić dzieła, jakie On czyni, a nawet większe!

Jestem w La Salette i posługuję pielgrzymom. Kilka dni temu przyjmowałem Włochów, którzy byli na świętej górze przez dwa dni. Przed wyjazdem podeszły do mnie dwie kobiety, które powiedziały, że w tym miejscu pojednały się po 50 latach. Coś, co wcześniej nie było możliwe, teraz stało się faktem. W mojej obecności rzuciły się sobie w ramiona i płakały. Co to były za piękne łzy!

Małżeństwo z Polski przyjechało do La Salette ponownie po dwóch latach, aby podziękować za pojednanie w ich małżeństwie. Już była sprawa rozwodowa… „Proszę księdza, my dziś jesteśmy w sobie tak zakochani, jak przed 30 laty”. To są te dzieła… Coś takiego się dzieje, gdy trwamy w Nim!

Czwarta Niedziela Wielkanocna, 7 V 2017 – komentarz do Ewangelii

dobry pasterzTroskliwy Pasterz

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna (7 maja 2017)

Czytania: Dz 2, 14a. 36-411P 2, 20b-25

Ewangelia: J 10, 1-10

Istnieje zwyczaj nadawania imion zwierzętom domowym na znak, iż należą one do nas, do domu, do rodziny. Dla Żydów nadanie imienia komuś oznaczało podporządkowanie go sobie. W Księdze Rodzaju Bóg przyprowadził wszystkie zwierzęta przed Adama, aby mógł on wszyst­kim nadać imię; w ten sposób stał się ich panem i one miały mu słu­żyć. Bóg zmienia imię Abramowi na Abraham oraz Szymonowi na Piotr: imię wyraża bowiem powołanie, jakie oni otrzymali. Jeszcze dzisiaj niektórzy zakonnicy i zakonnice zmieniają imię, kiedy wstępują do klasztoru.

Kiedy Chrystus mówi, że woła owce po imieniu, oznacza to, iż każ­demu z nas nadaje naszą własną i niepowtarzalną misję. W Króle­stwie Bożym każdy stanowi mały kamyczek wielkiej mozaiki, a na­szym zadaniem jest nie niszczenie całego obrazu, ale nadanie mu niepowtarzalnego blasku.

W Ewangelii tej Chrystus ostrzega także przed złodziejem. Kto to jest? U Beduinów kradzieże zwierząt są rzeczą powszednią. Łatwo jest otruć psa, załadować owce na ciężarówkę i zniknąć na pustyni. W ży­ciu duchowym złodziejem jest zły duch. Diabeł bowiem nie posiada nic swojego: to wszystko, co istnieje, zostało stworzone przez Boga, on więc może jedynie przywłaszczyć to sobie poprzez kradzież. Kradnie Bogu dusze, a każdy z nas, jeśli spojrzy na własne doświadczenie, może zobaczyć, jak wiele pięknych chwil w życiu zostało zniszczonych przez złego. Mogliśmy uczynić tyle dobrego, natomiast straciliśmy nasz cen­ny czas, jak synowie marnotrawni. Mówi się, że czas to pieniądz, a nikt przecież nie chce, żeby mu ukradziono jego pienią­dze. Możemy sparafrazować powyższe zdanie twierdząc, że czas to moż­liwość czynienia dobra, dlatego nieustannie ktoś czyha na niego, aby nam go ukraść i kazać potem za niego płacić z procentem. Jedyne, co nam pozostaje, to czuwać, aby każdy wybór, każde działanie, każda myśl i każdy krok przechodziły tylko przez serce, przez prawdziwą bramę, jaką jest Chrystus.

Święta

Czwartek, XIX Tydzień zwykły Rok A, I Wspomnienie św

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Sonda