Dzisiaj jest

wtorek,
13 kwietnia 2021

(103. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
13717911

Wyszukiwanie

II Niedziela Wielkanocna (Niedziela Miłosierdzia), rok B, 11.04.2021 – komentarz do Ewangelii

Imię Boga
● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

II Niedziela Wielkanocna (Niedziela Miłosierdzia),
rok 
B (11.04.2021)
Ewangelia: J 20, 19-31 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!»
Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i ręki mojej nie włożę w bok Jego, nie uwierzę».
A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł, choć drzwi były zamknięte, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym».
Tomasz w odpowiedzi rzekł do Niego: «Pan mój i Bóg mój!»
Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, że Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli».
I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.

Miłosierdzie – zarówno przyczyna, jak i owoc Zmartwychwstania; najważniejszy przymiot (cecha) Boga.

Watykanista Andrea Tornielli z okazji roku jubileuszowego, roku miłosierdzia, przeprowadził wywiad z papieżem Franciszkiem, który zatytułował „Miłosierdzie to imię Boga”. Pięknie i trafnie. Nie ma ważniejszego przymiotu (cechy) naszego Pana niż właśnie miłosierdzie. Mimo tego, że Ewangelia w nie obfituje – słowa, czyny, cała działalność Jezusa wręcz o tym do nas krzyczy – cały czas możemy mieć z tą Jego cechą problem. Choć na pierwszy rzut oka w ogóle nie powinniśmy mieć żadnego. Co może być korzystniejsze dla słabego, niedoskonałego, uwikłanego w grzech człowieka od przebaczającego spojrzenia Boga, podnoszącego, spieszącego na ratunek i dającego nadzieję. Niestety wciąż w nas pokutuje utrwalony w tradycji, ale fałszywy wizerunek – Sędziego, Pantokratora, srogiego Pana i Władcy świata, karzącego i nagradzającego. Ma się on oczywiście nijak do tego, co o naszym Stwórcy mówi Jego Słowo.

Ewangelia ilustruje nam wydarzenie, w którym to Jezus przekazuje ludziom, konkretnie swoim uczniom, władzę odpuszczenia grzechów. Najpierw Mistrz zostawia ten wyjątkowy dar zamkniętym w Wieczerniku, natomiast za chwilę pokazuje im, o co w tym chodzi. «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». Jezus zaczyna od teorii, następnie przechodzi do praktyki. Jego spotkanie z Tomaszem należy z pewnością do najbardziej wyjątkowych po Zmartwychwstaniu spośród tych opisanych na kartach Pisma Świętego. Uczeń nie wierzy. Mimo tego, że był blisko Jezusa, słuchał Go, obserwował, co robi, nie potrafi przyjąć do wiadomości, że Nauczyciel żyje, powstał z martwych. Zarzeka się, że nie uwierzy, dopóki nie zobaczy i nie dotknie. Wygląda to trochę tak, jakby wystawiał Pana Boga na próbę. Wszechmogący mógłby się z tego powodu obrazić, zlekceważyć Jego „żądania”, „roszczenia”, ale całkowicie się im poddaje, bo zwyczajnie Mu na Tomaszu zależy. Pokazuje niedowierzającemu uczniowi przebite ręce i bok. Uniża się dla apostoła, schodzi na jego poziom oczekiwań, bo chce, żeby uwierzył. Okazuje mu miłosierdzie, bo go kocha i pragnie jego zbawienia.

Jezus wysyła swoich uczniów, aby rozdawali ludziom miłosierdzie w Jego imię i budzili albo przywracali wiarę w niego. To wezwanie kierowane jest oczywiście do następców apostołów, duchownych – księży i biskupów, ale nie tylko. Każdy z nas powołany jest do tego, żeby być szafarzem miłosierdzia. Nie każdy zwyczajnym – jak ksiądz czy biskup, spowiadający i udzielający rozgrzeszenia „w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” – ale z pewnością – tak to sobie nazwijmy – szafarzem nadzwyczajnym, szukającym i udzielającym przebaczenia i miłosierdzia wszystkim, którzy wobec niego zawinili. Nie jest to łatwe. Rzeczywiście miłosierdzie jest bardzo nieludzkie. My raczej w pierwszej kolejności myślimy w kategoriach odwetu, zemsty. Miłosierdzie to cecha boska, to imię Boga. Dlatego będziemy mieć jej w sobie tym więcej, im bardziej przylgniemy do naszego Pana. Podczas tej Niedzieli Miłosierdzia szczególnie prośmy o to Pana. O ten wielki dar, łaskę i owoc Zmartwychwstania, jakim jest właśnie miłosierdzie.

Niedziela Palmowa, 28 marca 2021 – komentarz do Ewangelii

Pocałunki są tym, co pozostało z języka raju”.
Józef Conrad-Korzeniowski 

Całuj mnie…

rozważa: ks. Bohdan Dutko MS

palmowaDziś Niedziela Palmowa. Pochylam się nad Ewangelią św. Marka. Dłuższa niż zwykle. Tyle w niej treści. Co wybrać, nad czym się zatrzymać?

Patrzę na to Słowo i przychodzi mi z pamięci fragment z Pieśni nad Pieśniami: „Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich (Słowem)” (PnP 1,2). Te usta, to jest Słowo Boga. Bóg całuje mnie swoim Słowem!

Tekst Męki Pańskiej kilkakrotnie przywołuje gest pocałunku…

Pocałunek

Tradycja rabiniczna naucza, że kiedy umierają ludzie sprawiedliwi – jak Mojżesz czy Abraham – to Bóg jednoczy się z nimi w pocałunku. Bóg całuje swoich sprawiedliwych. Taki pocałunek oznacza jedność.

Ma to bardzo głębokie odniesienie do Pieśni nad Pieśniami, kiedy to oblubienica mówi do Oblubieńca: „Całuj mnie pocałunkami twoich ust”.

Pocałunek ołtarza

Jest wiele pięknych znaków w liturgii. Ale jednym z najpiękniejszych to pocałunek ołtarza przez kapłana. Na zawsze pozostanie mi w pamięci sposób całowania ołtarza przez biskupa Jana Niemca. Zdawało się, że on przedłuża ten gest… Było widać, że dla niego Ołtarz to było coś więcej… jakaś intymna, głęboka więź.

Według św. Ambrożego celebrans przewodnicząc Eucharystii uobecnia Jezusa. W tym samym duchu także papież, św. Innocenty III nauczał, że przewodniczący liturgii, który całuje ołtarz jest Oblubieńcem całującym swoją Oblubienicę. On ją całuje… Stąd każda Eucharystia to „Pieśń nad Pieśniami”, to jest miłosne spotkanie osób będących w żywej relacji ze sobą!

Pocałunki w drodze

Droga Triduum Paschalnego rozpoczyna się znakiem pocałunku ołtarza przez kapłana.

W Wielki Czwartek, podczas Liturgii, Jezus mówi nam co to znaczy kochać… Kochać, oznacza myć cudze nogi i całować je. Tak czyni Jezus! Całuje nogi apostołów. Miłość to służba. Miłość to bycie ostatnim…

Jesteśmy powołani do miłości, do pochylania się nad biedą innych. Nikt nie może być wyeliminowany ani odrzucony.

Jezus obmył i całował nogi Judaszowi i Piotrowi. Pierwszy Go zdradził, a drugi się zaparł…  Taka jest miłość.

Jezus swym zachowaniem kładzie pieczęć na słowie o miłości, że miłość jest kochaniem drugiego takim, jakim jest – w jego słabości, w jego grzechach, w jego historii, w jego ranach…

W Wielki Piątek możemy iść do Ukrzyżowanego Oblubieńca i całować krzyż Chrystusa, całować Jego rany. Całować Go w wierze, że On za mnie grzesznika oddał swoje życie. Jesteśmy Jego przyjaciółmi.

Jeśli dzisiaj jesteś słaby i do wielu rzeczy nie dorastasz, to możesz całować Go pocałunkiem nadziei, że On cię z tego wyciągnie!

Całować Go z nadzieją, że możliwe jest przebaczenie, że wszystko może się zmienić w moim życiu, bo dla Niego wszystko jest możliwe.

W książce Mój Chrystus Połamany czytamy: „Pocałunek naszych ust na Jego stopach odbija się natychmiast i skutecznie w Jego sercu. Całuj Go bez względu na to, jaki jesteś – chociaż miałbyś wargi zimne, obojętne, lodowate. Chociaż czułbyś, że są grzeszne i brudne. Wargi człowieka, który uparcie, raz za razem, całuje stopy Chrystusa, wcześniej czy później osiągną oczyszczenie i odkupienie”.

Szczególnie w tym czasie możemy całować Go pocałunkami miłości, bo On kocha grzesznika, bo On nigdy się nami nie gorszy, nigdy nikogo nie odrzuca, nigdy nikogo nie wytyka palcem…

A jeśli dzisiaj cierpisz, to pocieszyć cię mogą słowa św. Matki Teresy: „Cierpisz, a to oznacza, że Jezus cię całuje”.

Pocałunek pokoju

Liturgia ma swój rytm. Najpierw Jezus – Oblubieniec całował nas – swoją Oblubienicę, a później my – Jego Oblubienica – mogliśmy całować Go, naszego Oblubieńca.

Jezus przychodzi do wspólnoty Kościoła i mówi: „pokój wam!”, teraz wy całujcie się nawzajem pocałunkiem pokoju! O takim pocałunku czytamy w historii skłóconych braci bliźniaków: „Ezaw na jego spotkanie [Jakuba] i objąwszy go za szyję ucałował go: i rozpłakali się obaj” (Rdz 33,4).

Mówią Ojcowie Kościoła, że jesteśmy nieustannie w objęciach Boga Ojca i Jezusa Chrystusa i Oni posyłają do nas nieustannie pocałunek. Tym pocałunkiem jest Duch Święty. Święty Bernard twierdził, że człowiek znajduje się pośrodku pocałunku i uścisku Boga Ojca i Syna Bożego, pocałunku, którym jest Duch Święty.

Całuj mnie…

V Niedziela Wielkiego Postu (rok B), 21 marca 2021 – komentarz do Ewangelii

(Nie)logiczna wiara
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

V Niedziela Wielkiego Postu, rok B (21.03.2021 r.)
Ewangelia: J 12,20-33 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go, mówiąc: «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi.

A Jezus dał im taką odpowiedź: «Nadeszła godzina, aby został otoczony chwałą Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. Kto zaś chciałby Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!»

Wtem rozległ się głos z nieba: «Już wsławiłem i jeszcze wsławię». Stojący tłum to usłyszał i mówił: «Zagrzmiało!» Inni mówili: «Anioł przemówił do Niego». Na to rzekł Jezus: «Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie».

To mówił, oznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.


Śmierć człowieka stanowi bezpowrotny koniec jego życia, zamknięcie pewnego etapu na zawsze. Pamięć po nim trwa jeszcze jakiś czas, po czym w większości przypadków zanika, a wraz z pamięcią w nicości pogrąża się człowiek. Logiczne, prawda? A co mówi Jezus i za nim Kościół? Ponieś śmierć, a będziesz żył. Nauka naszej religii na pierwszy rzut oka jest tylko jednym wielkim brakiem logiki, którym nie warto się zajmować. Jednak gdy wejdzie się w nią głębiej…

Jak za chwilę zobaczymy, nielogiczność naszej wiary okazuje się zbawienna. Ewangelia najbliższej niedzieli to opis zdarzenia, w którym Grecy bardzo chcą zobaczyć Jezusa. Trudno powiedzieć, co dokładnie wzbudziło w nich tak wielkie zainteresowanie Nauczycielem z Nazaretu. Niezwykła jest jednak odpowiedź Jezusa.

Jezus odsłania przed uczniami świat swoich przeżyć i emocji, a także zwraca uwagę na to, jaki styl życia czeka Jego wyznawców. Przyjrzyjmy się najpierw temu, co przeżywa Chrystus. Widać tutaj strach przed cierpieniem i okrutną męką. Po ludzku Jezus chciałby uniknąć tego wszystkiego. Podobny stan można zauważyć w czasie modlitwy w Ogrójcu, gdy Jezus ze strachu poci się krwią. Jednak to, co jest ważniejsze, to całkowite i bezgraniczne zaufanie Ojcu, który to wszystko zaplanował, a także pełna świadomość tego, po co Jezus na to wszystko się godzi.

Jezus tłumaczy słuchaczom, jaki jest sens Jego cierpienia, a także naśladowania Go. Korzysta z bardzo prostego obrazu wyjętego z codziennego życia. Jeśli chcemy, aby ziarno wydało jakikolwiek plon, musimy pozwolić, aby ono – wsiane w ziemię – pękło. Ziarno musi w pewien sposób „umrzeć”, pozwolić na rozbicie swej bezpiecznej skorupy, aby mogły dostać się tam wartości odżywcze znajdujące się w ziemi. Ziarno musi zniknąć, aby mogło pojawić się coś nowego – nowe życie, z którego potem będą korzystać ludzie i zwierzęta. Takie jest prawo przyrody, które przekłada się na życie Jezusa. Jego wyniszczenie i ostatecznie śmierć na krzyżu zaowocowała narodzeniem się nowego życia. Wiemy przecież, że po trzech dniach zmartwychwstał (już tak blisko Wielkanoc!), a dzisiaj my wszyscy, obecni w Kościele, możemy cieszyć się wolnością i czystym sercem. Śmierć dała życie. Nielogiczne, ale zbawienne.

Popatrzmy na nasze życie. Rodzice codziennie „umierają” i tracą siebie dla swoich dzieci, aby one miały co jeść, mogły się uczyć, wychowały się na dobrych ludzi… Nieraz trzeba wylać wiele potu i łez, ale gdy potem rodzice widzą swoje dorosłe dzieci, jak radzą sobie same w życiu, ich radość przesłania całkowicie przeżyte wcześniej trudności. Młodzi ludzie, jeśli chcą zrealizować swoje marzenia, często muszą „umierać” dla swoich przyjemności, aby ciężko pracować. Jednak gdy uczestniczą w spełnieniu marzenia, ich szczęście całkowicie przysłania wszelkie wcześniejsze trudy. Moja obrona wiary wobec ludzi atakujących ją może spowodować wyszydzenie mnie. Jednak kto wie, czy za kilka miesięcy lub lat jedna z krzywdzących mnie wtedy osób nie przypomni sobie tego zdarzenia i nie nawróci się w kluczowym momencie…

Choć nasza wiara jest nielogiczna z ludzkiego punktu widzenia, to z Bożego punktu widzenia jest zbawienna. Więcej – ona potwierdza się w codziennym życiu.

Nie bój się stracić – Twoja utrata dzięki mocy Jezusa zaowocuje tak obficie w Tobie i innych, że zapomnisz o poniesionych trudach.

IV Niedziela Wielkiego Postu rok B, 14 marca 2021 – komentarz do Ewangelii

Jest alternatywa?
● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

IV Niedziela Wielkiego Postu, rok B (14.03.2021)
Ewangelia: J 3,14-21 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Nikodema:

«Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».

Nie ma alternatywy. Niedzielna liturgia słowa jest bezlitosna. Nie istnieje alternatywne szczęście wobec przyjaźni z Bogiem – wiary w Niego, bycia z Nim i w Nim. Poza Jezusem, Jego łaską, jest nicość, przegrana, nieszczęście.

Właściwie uświadamia nam to cały Wielki Post już od samego początku, od Środy Popielcowej, kiedy słyszeliśmy te przejmujące Boże słowa: „nawróćcie się do mnie”. Jeśli się nie nawrócicie, zginiecie, przejmie Was niewola grzechu i krzywdy. Dokładnie tak jak miało to miejsce w historii Izraelitów. Bóg im wciąż przysyłał kolejnych proroków, ludzi, którzy do nich z całych sił i na różne sposoby wołali o opamiętanie, o to, żeby przypomnieli sobie Boga – Autora wielkich dzieł w historii własnego narodu. Ale oni nie zamierzali ich słuchać. Żeby tylko ich lekceważyli, a oni systematycznie ich zwalczali, prześladowali. Odrzucenie Stwórcy przez Izraelitów było więc aktem w pełni świadomym. Długo nie musieli czekać na konsekwencje swojej „odważnej” decyzji.  Pan Bóg aż tak bardzo się człowiekowi nie narzuca, nie przekracza granicy jego wolności. Jeżeli ten nie chce Jego opieki, Pan tę decyzję respektuje. Człowiek zostawia się sam sobie, a to zawsze jest początek dramatu. I długo nie trzeba było czekać. Słowa niewygodnych proroków stały się ciałem. Naród izraelski zostaje zniewolony przez Babilończyków i lamentuje, tęskni, płacze nad sobą i – uwaga – nagle wraca mu pamięć, przypomina sobie, jak to pięknie było kiedyś. I przypomina sobie o… Bogu! Tym zapomnianym, zlekceważonym, wygnanym Bogu. Okazuje się, że człowiek jednak sam sobie nie wystarcza, że potrzebuje Opiekuna i to nie byle jakiego, ale wszechmocnego. Co na to wszystko Stwórca? Przecież tak radykalnie zwrócili się przeciwko Niemu. Zaprzepaścili przyjaźń z Nim, stracili swoją wiarę, zabili Jego posłańców!

Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze o Bogu bogatym w miłosierdzie, który przywraca do życia. Miłosierdzie jest najważniejszym przymiotem naszego Pana, ono rzeczywiście jest gotowe przykryć każdy grzech człowieka pragnącego do Boga wrócić. I tak było z Izraelem. Król Cyrus stał się narzędziem w Bożych rękach, który przywrócił Narodowi Wybranemu wolność, dokonało się kolejne Wyjście Izraela i powrót do Ziemi Obiecanej.

Nasz powrót do Ziemi Obiecanej jest możliwy dzięki Jezusowi Chrystusowi, który przyszedł na świat, aby go zbawić, a nie potępić. Bogu-Człowiekowi, który bezustannie nam się oferuje ze swoją propozycją szczęścia. Z pewnością nie jest łatwa, bo wiedzie przez krzyż, ale gwarantuje wieczność w radości i chwale, pozbawioną kłopotów i trosk. Można szukać kontrofert, jakichś ciekawych alternatyw… Ale nic lepszego nie znajdziemy. Zbawiciel jest jeden, Mesjasz jest jeden, Bóg jest jeden. Nikt inny nie zapewni nam szczęścia. Jeśli jeszcze się o tym nie przekonaliśmy, to prędzej czy później to nastąpi, podobnie jak w przypadku biblijnych Izraelitów. Dlatego nie ma co się za długo przekonywać i tracić życia, tylko mądrze wybierać. (Bo nie ma alternatywy).

III niedziela Wielkiego Postu (B), 7 III 2021

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus przybył do Jerozolimy. W świątyni zastał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas, sporządziwszy sobie bicz ze sznurów, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Zabierzcie to stąd i z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!» Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: «Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie».

W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: «Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?» Jezus dał im taką odpowiedź: «Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni wzniosę ją na nowo».

Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?».

On zaś mówił o świątyni swego ciała. Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.

Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w Jego imię, widząc znaki, które czynił. Jezus natomiast nie zawierzał im samego siebie, bo wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku.

II Niedziela Wielkiego Postu (rok B), 28 lutego 2021 – komentarz do Ewangelii

Słuchać, aby ŻYĆ!
● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

II Niedziela Wielkiego Postu, rok B (28 lutego 2021 r.)
Ewangelia: Mk 9,2-10 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam się przemienił wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden na ziemi folusznik wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni.
I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!» I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy „powstać z martwych”.


Potrzebujemy Słowa Bożego: słuchania go pośród tysięcy słów każdego dnia, tego jedynego Słowa, które nie mówi o rzeczach, ale o Życiu”.

(papież Franciszek)

Judaizm i chrześcijaństwo oparte są na słuchaniu! Shema, Izrael. Słuchaj, Izraelu – to jest najważniejsza modlitwa w Starym Testamencie. Jezus nauczał także: „kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”, a dziś zostało nam przypomniane: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!”.

Słuchanie

Posługa kapłańska w dużym stopniu polega na słuchaniu. Ksiądz słucha w konfesjonale, słucha zwierzeń ludzi, słucha milczenia innych, słucha słów niewypowiedzianych, słucha…

Ksiądz służy słuchaniem. Ksiądz tak słucha ludzi, jak sam słucha Boga! Bez milczącej adoracji nie będę umiał z cierpliwością, aż do końca słuchać ludzi. Król Salomon prosił Boga o „serce, które słucha”.

Serce Abrahama

Abraham miał właśnie takie serce. Kiedy tylko usłyszał Boga: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę”, ruszył w drogę! Słowo go wprowadziło w ruch. Nie pozostał na „kanapie”, mówiąc językiem papieża Franciszka. Niosło go słowo czy też obietnica, która była w tym słowie.

W wierze słuchanie tego, co mówi Bóg, jest rzeczą podstawową. Bez tego nie ma wiary! Abraham dopowie: ważne jest nie tylko słuchanie Boga, ale także ważne jest posłuszeństwo temu słowu! Nie wystarczy być tylko słuchaczem… Bez posłuszeństwa Abraham nie ruszyłby w stronę Moria z szaloną misją: „Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jaki ci wskażę”.

Abraham był pierwszy, który słuchał Boga i był Mu posłuszny. Dlatego Kościół mówi o nim, że jest Ojcem naszej wiary.

Myślę, że nieprzypadkowo w najbliższych dniach papież Franciszek udaje się z pielgrzymką do Ur, do ziemi rodzinnej Abrahama… Papież zaprasza każdego z nas i cały świat – zwłaszcza teraz w czasie pandemii – abyśmy spojrzeli w stronę Abrahama: człowieka wiary, i zaczęli słuchać Boga. Aby nasze oczy się otworzyły i żebyśmy zobaczyli, że wiara jest najlepszą szczepionką na pandemię duchową, która ogarnęła cały świat!

Niedowiarstwo

Wiara bez słuchania Słowa Bożego najpierw staje się letnia, później chłodna, a w końcu umiera. Jeśli nie słucham Boga, to rodzi się pytanie: kogo słucham? Za kim idę? Z kim chodzę?

Kiedy w Polsce późną jesienią ubiegłego roku pojawiły się na ulicach osoby domagające się aborcji, to zastanawiałem się, kogo ci ludzie słuchają, jakie idee noszą, za kim chodzą, kto jest ich mistrzem, przewodnikiem…

Gdzie jesteś?

„Doroteuszu, gdzie jesteś?” Tak zapytał Seridos, opat klasztoru pod Gazą. „Stoję przed tobą, abba” – odparł zdziwiony marzyciel. „Doroteuszu, czy wiesz, gdzie jesteś?” – znowu zapytał abba. „W klasztorze pod Gazą” – odpowiedział znawca nauk. Kiedy jednak po raz trzeci usłyszał to samo pytanie, pojął, że zwierzchnik pyta go o coś innego: „Abba, czyżbym zagubił drogę i pobłądził?”.

Mówi się, że w życiu pewne są tylko podatki i śmierć, ale do tego trzeba dodać, że pewne jest nasze zejście na manowce, kiedy nie będziemy słuchać Boga!

Módlmy się, aby każdego dnia nad naszym życiem pojawiał się obłok, z którego usłyszymy głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”.

Wczoraj, dzisiaj i jutro przychodzi pokusa, aby słuchać innych, aby iść za kimś innym. Jednak żeby nie dać się zwieść, wracajmy do naszych „gór”, na których widzieliśmy Przemienionego Pana, bo tylko wtedy będziemy mogli iść w stronę naszej Jerozolimy, aby tam oddać nasze życie. Byśmy nie zapomnieli o tym, że nie jesteśmy na tym świecie po to, aby zachować nasze życie, ale żeby je stracić! Słuchać, aby ŻYĆ!

I Niedziela Wielkiego Postu (rok B), 21 lutego 2021 – komentarz do Ewangelii

Bóg ukryty w nędzy
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

I Niedziela Wielkiego Postu, rok B (21.02.2021 r.)
Ewangelia: Mk 1,12-15 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. A przebywał na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez Szatana, i był ze zwierzętami, aniołowie zaś Mu służyli.
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»

W minioną środę rozpoczął się kolejny Wielki Post. Czterdzieści dni, które daje nam Kościół, by w czasie Wigilii Zmartwychwstania z całą mocą powiedzieć: tak, wyrzekam się szatana i jego obrzydliwości oraz przyjmuję Jezusa jako mojego Pana! Aby zrobić to świadomie i doświadczyć Jego mocy w sobie, trzeba przejść przez trudny czas poznawania prawdy o sobie i odnaleźć Boga ukrytego w nędzy…

Drogę Wielkiego Postu jak co roku rozpoczynamy Ewangelią o kuszeniu Chrystusa. Dlaczego Jezus był kuszony, skoro wiadomo było, że nie podda się woli szatana. Zobaczmy, co wydarzyło się wcześniej. Chodzi o chrzest Chrystusa, który rozważaliśmy niewiele ponad miesiąc temu.

Wchodząc do Jordanu, który był pełen ludzkich grzechów, wyznawanych Janowi Chrzcicielowi, Jezus cały zanurzył się w brudzie ludzkich ułomności. Wypełniło się proroctwo Izajasza sprzed kilku wieków: Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (Iz 53,4). Jaki to ma związek z kuszeniem? Święty Grzegorz z Nazjanzu, jeden z Ojców Kościoła, zostawił nam przepiękne zdanie: „To, co nie zostało przyjęte [przez Chrystusa – przyp. aut.], nie zostało zbawione; ale to, co zostało złączone z Bogiem, to jest także odkupione”. Co to oznacza? Chrystus zbawił człowieka, przyjmując całą nędzę, jakiej on doświadczał, i stając się takim jak my. Dlatego właśnie przyjął chrzest, biorąc na siebie – jako Najczystszy – obrzydliwość grzechu i dlatego pozwolił kusić się przez szatana. Bóg tak bardzo ukochał człowieka, że jego zbawienie dokonywało się w tak dobitny sposób – w całkowitym uniżeniu Boga, aby dotknąć chorego serca człowieka.

Wielki Post jest czasem, kiedy poznajemy naszą nędzę. Wszystko po to, aby z całą mocą i świadomością wyznać po czterdziestu dniach w odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych, że Jezus jest Panem, któremu chcę powierzyć swoje życie, bo sam już nie potrafię nim kierować. Starożytni chrześcijanie, chcąc przyjąć chrzest, schodzili po stopniach do specjalnego pomieszczenia, gdzie znajdowała się sadzawka chrzcielna. Nago wchodzili do wody, by potem wyjść z niej w białej szacie jako nowi ludzie. My również, doświadczając pokus tak jak Jezus, schodzimy w dół, poznając naszą słabość i grzeszność. Nago, w pełnej i bolesnej prawdzie o sobie, stajemy przed Jezusem, by jeszcze raz w czasie odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych w Wigilię Zmartwychwstania oddać się pod Jego miłosierne panowanie. Człowiek, który uważa, że jest doskonały i nie potrzebuje miłosierdzia, nie doświadczy łaski Bożej. Bóg może działać tylko wtedy, gdy Mu na to pozwolimy. Poznając naszą niezdolność do bycia Mu wiernym o własnych siłach, odkrywamy nasze serce, by On spojrzał na nie wzrokiem pełnym miłości.

Wielki Post to trudny i wymagający czas, ale dzięki podjęciu tego trudu naprawdę przeżyjemy Święta Wielkanocne. Jezus zostawił nam wskazówkę na ten czas – Biblię. Trzykrotnie pokonał szatana słowami Pisma Świętego. Może warto w tym Wielkim Poście czytać Biblię częściej niż zwykle?

VI niedziela zwykła (B), 14 lutego 2021 – komentarz do Ewangelii

Przedziwny dotyk

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Photoxpress_3562518_1VI niedziela zwykła, rok B (14.02.2021)

Ewangelia: Mk 1,40-45 ●

 Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.


Jeszcze do niedawna bardzo zwyczajny i częsty, dziś niemalże zabroniony. Deficyt pomaga odkryć jego wartość.

Trwamy w epidemii, która wydaje się nie mieć końca. Ze wszech stron każą, zalecają siedzieć w domu, specjalnie nie wychodzić z niego bez potrzeby. A w domu rozrywki ograniczone, często sprowadzające się do telewizyjno-internetowych mediów. Patrząc na filmy, seriale, nieraz można odczuwać coś w rodzaju dyskomfortu. Ale zaraz, coś tu nie gra… Gdzie maseczki? Dlaczego oni stoją obok siebie tak blisko, i w dodatku w takim tłumie? Oprócz tego podają sobie ręce, dotykają się! Jakie to… dziwne.

Takich ciekawych, dziwnych czasów dożyliśmy, kiedy to dotyk okazuje się być czymś społecznie bardzo niepożądanym, delikatnie mówiąc odradzanym, jeżeli nie zakazanym. Coraz rzadziej zdarza się nam go publicznie widzieć – jeśli w ogóle. Im dłużej trwa pandemia, tym dłużej odzwyczajamy się od niego. Z zewnątrz niby nic w tym zdrożnego, ale jeżeli głębiej się temu przyjrzymy, jest nad czym ubolewać.

Dotyk to przede wszystkim znak, symbol, wyraz bliskości, przyjęcia, afirmacji, solidarności drugiego człowieka – gdybyśmy chcieli to ująć jednym słowem, po prostu – miłości. Był stałym elementem spotkania człowieka z człowiekiem, często rozpoczynającym je i kończącym. Jako ludzie potrzebujemy go bardziej, niż nam się wydaje. Szczególnie pokazuje to pewnie obecny epidemiczny czas, który siłą rzeczy sprzyja samotności, wyobcowaniu.

Na brak dotyku cierpieli trędowaci. Ich stan pozbawiał ich tej możliwości. Byli skazani na wyizolowane, odosobnione życie, a właściwie konanie. Wyrzuceni z własnych społeczności, bez prawa do wspólnoty, cierpieli i umierali we własnym getcie. Można sobie wyobrazić, jak ta samotność, odrzucenie potęgowały mękę choroby, następnie agonii. „Nieczyści”, odejdźcie; jesteśmy „nieczyści”. Pewnie nawet sami w czasie epidemii mogliśmy parokrotnie użyć tej formuły.

W naszej ewangelicznej scenie Jezus przełamuje tę barierę „nietykalności”. Wyciąga rękę do trędowatego i na nowo wprowadza go do wspólnoty. Nie tylko go uzdrawia, ale może przede wszystkim oczyszcza (o to trędowaty prosi: „Czy możesz mnie oczyścić?”). Cud dokonany przez Syna Bożego nie ma charakteru wyłącznie fizycznego – uzdrowienia z choroby trądu, ale duchowy, psychiczny. Otwarta dłoń Jezusa kończy z samotnością tego człowieka, z izolacją, wygnaniem, zamknięciem na ludzi. Dotyk go dowartościowuje, przekonuje, że naprawdę wiele znaczy i jego jedynym zadaniem nie jest umieranie.

W tym trudnym czasie warto zatęsknić za dotykiem. Jeżeli nawet obawiamy się go fizycznie (do czego mamy oczywiście prawo), to nie zapominajmy, aby dotykać duchowo. Przełamywać bariery strachów, egoizmów, uprzedzeń w naszych relacjach. Wspierać się, pomagać sobie nawzajem, zatroszczyć się, aby w moim otoczeniu nikt nie był osamotniony, odizolowany, wyłączony ze wspólnoty. To niezwykle istotne, szczególnie teraz, w epoce nieznającej końca pandemii.

IV niedziela zwykła (B), 31 I 2021 – komentarz do Ewangelii

U Jezusa słowo i działanie są jednym

● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Czwarta niedziela zwykła, rok B (31 stycznia 2021)
Ewangelia: Mk 1,21-28 ●

Jezus nie tylko uczy „jak ten, który ma władzę”. On faktycznie ma władzę, nawet nad duchami.

To chyba najbardziej podstawowa myśl, która nasuwa się po przeczytaniu dzisiejszego (krótkiego) fragmentu Ewangelii. Przypomina nam on o tym, że Jezus nie jest gołosłowny, że nie udaje kogoś, kim nie jest – to, co mówi, nie jest tylko kreowaniem się. Że w przypadku Jezusa za słowem idzie to samo, logiczne działanie.

Na pewno tutaj możemy doszukiwać się lekcji dobrego postępowania także dla nas. Lubimy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Lubimy się kreować – choćby w mediach społecznościowych. Jak wiele tam agresji, także ze strony takich ludzi, o których w codziennym życiu moglibyśmy powiedzieć, że do rany przyłóż. Lubimy tworzyć sobie świat, w którym musimy się kreować: kto się lepiej sprzeda, pokaże; kto zaprezentuje lepsze CV, lepiej wypadnie podczas egzaminu, rozmowy kwalifikacyjnej. Do pewnego stopnia jest to wszystko potrzebne, ale nie da się ukryć, że często sporo w tym wszystkim fałszu. A ile prób udawania kogoś, kim się nie jest, przed własnymi dziećmi – co akurat niemal zawsze źle się kończy. Tymczasem Jezus jest przeźroczysty.

Ale jest w tym fragmencie coś, co można uznać za jeszcze bardziej podstawowe. Jezus działa, mówiąc: Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. Natychmiast dzieje się to, co mówił. Mamy tutaj więc do czynienia z rzeczą bardzo reprezentatywną dla całego Pisma – ze sprawczym charakterem samego słowa Bożego. Taka jest cała Biblia – Bóg stwarza świat słowem, gdy mówi, tak się dzieje. Jezus działa cuda słowem.

My też namacalnie, regularnie spotykamy się z tym sprawczym działaniem słowa Boga, słowa Jezusa – i zazwyczaj nawet nie jesteśmy tego świadomi. A dzieje się to podczas każdego sakramentu. Gdy podczas spowiedzi kapłan jako Chrystus (in persona Christi) wypowiada słowa rozgrzeszenia, grzechy faktycznie zostają wymazane. Gdy podczas konsekracji Jezus ustami kapłana mówi To jest Ciało moje – dokonuje się przemiana.

Tak pisał o tym nasz kochany papież Benedykt XVI w swojej adhortacji Verbum Domini:

W historii zbawienia nie ma bowiem rozdziału między tym, co Bóg mówi, i tym, czego dokonuje; Jego słowo jest żywe i skuteczne (por. Hbr 4,12), (…). Podobnie w czynności liturgicznej mamy do czynienia z Jego słowem urzeczywistniającym to, co mówi. Wychowując lud Boży do odkrycia sprawczego charakteru słowa Bożego w liturgii, pomaga się mu również w zrozumieniu działania Boga w historii zbawienia i w osobistych dziejach każdego, kto do niego przynależy (nr 53).

Gorąco zachęcam, by dziś, w kontekście tego fragmentu ewangelicznego, także do tego wątku w swej refleksji nad słowem nawiązać.

III niedziela zwykła (24 stycznia 2021) – komentarz do Ewangelii

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.  Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim” (Mk 1, 14-20).

 

Biblia nie jest po to, żeby ją postawić na półce, jest raczej po to, by trzymać ją w ręku, by czytać ją często, codziennie, zarówno samemu, jak w towarzystwie”.

Papież Franciszek

Moc SŁOWA

Gdybyś mnie zapytał, czym jest dla mnie Słowo Boże, to bez namysłu powiem, że chlebem powszednim, którego ciągle jestem głodny. Także pochodnią, która rozświetla moje ciemności, odsłania, co niewidoczne… Czasem myślę, czym byłoby moje życie bez Słowa Bożego? Jak bym wierzył, jak myślał, jakie  byłoby moje kapłaństwo, życie zakonne…

Dziś Niedziela Słowa Bożego. To kolejne zaproszenie do Słowa, które ma MOC!

 

Słowo upomnienia

Bóg dwa razy wzywał proroka Jonasza, aby poszedł upomnieć mieszkańców Niniwy. Za pierwszym razem Jonasz uciekł do „Tharsis”, bo nie chciał wypełnić polecenia Bożego. Nie chciał być narzędziem w ręku Boga. Bo nie jest łatwą rzeczą przywoływać do nawrócenia.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła: „Wolałabym sama być tysiąc razy upomniana, niż upominać innych”. Łatwiej jest chwalić, niż upominać. Wszyscy lubimy być chwaleni, a nikt z nas nie chce być ganiony.

Tym razem Jonasz okazał się posłuszny. Nie wiemy jakie grzechy popełniali mieszkańcy Niniwy, ale musiały być poważne, skoro wzbudziły gniew Boga. Rabini rzucają trochę światła mówiąc, że przesiąknął ich duch chciwości, kradzieży i korupcji. Jakoś dziwnie znajomo wyglądają nam te grzechy…

Niniwici się nawrócili. Król i mieszkańcy tego miasta przyoblekli się w wory, pościli i wołali do Boga o to, żeby im darował i ulitował się nad nimi.

Jakie musiało być słowo proroka, skoro niniwici wrócili do Pana? Z pewnością miało moc! Jonasz, to nie prorok – jak pisał kard. Ravasi – który miewa sny lub stany ekstatyczne, ale to człowiek, który słucha Boga, wiernie przekazuje ludziom Jego Słowo i ma wpływ na bieg historii.

 

Słowo powołania

Jezus powołuje dzisiaj czterech rybaków, którzy zostawili ojca, łódź, sieci i poszli za Nim.

Wcześniej też było podobnie:

Bóg zawołał i Abraham… zostawił swoją ziemię i ruszył w drogę…

Bóg zawołał pośrodku krzewu do Mojżesza… i poszedł wyzwalać braci z niewoli faraona…

Bóg zawołał do Samuela, a ten odpowiedział: „Mów Panie, bo sługa twój słucha”…

Słowo powołanie składa się z dwóch członów: po i wołanie. Większe jest to drugie i bez niego nie byłoby pierwszego. Wołanie jest pierwsze. Słowo woła! Słowo wołania ma moc!

Każdy z nas jest powołany, aby iść za Nim. A Ty – czy idziesz dziś za Nim?

Słowo zmienia życie

Czym jest dla mnie Słowo?

Po czym poznać, że ktoś spotkał Boga? Po tym, że Słowo zmienia jego życie.

Dwa razy przeprowadziłem wywiad z Arcybiskupem Salzburga Franzem Lacknerem OFM, który przed nawróceniem był żołnierzem zawodowym i uważał się za ateistę. Kiedy siedział w barakach między Turcją a Grecją, zaczął czytać Pismo Święte. Od samego czytania zrodziła się w nim wiara – spotkał Jezusa. Im więcej czytał, tym bardziej napełniał się obecnością Boga i stał się wierzący.

Dzięki Słowu poznał Chrystusa. Ten przykład jest potwierdzeniem słów św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”.

ks. Bohdan Dutko MS

II niedziela zwykła (rok B), 17 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

II niedziela zwykła, rok B (17 stycznia 2021 r.)
Ewangelia: J 1,35-42 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.

Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?»

Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.

Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa.

 

A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.

Ewangelia najbliższej niedzieli zwraca uwagę na ucho. Ucho, które jest otwarte i nastawione na odbiór komunikatów Boga. Nabycie umiejętności wyłapywania wiadomości Boga z ogromu informacji, które nas bombardują, może spowodować, że staniemy się influencerami Boga, mającymi pozytywny wpływ na innych ludzi.

Skąd takie określenie „influencer”? Pochodzi ono z języka mediów społecznościowych
i oznacza osobę, która ma duże oddziaływanie na internautów poprzez umieszczane treści. Tego określenia użył również papież Franciszek w odniesieniu do Maryi zarówno w czasie ŚDM w Panamie, jak też w adhortacji apostolskiej Christus vivit (punkt 44). Chodziło o to, że Maryja poprzez swoją zgodę na Bożą wolę, wcześniej usłyszaną, oraz zaangażowanie stała się narzędziem, którym Bóg posłużył się w sposób wspaniały
w historii.

W jaki sposób stać się takim influencerem Boga? Na to pytanie odpowiada nam niedzielna Ewangelia. Możemy w niej zauważyć dwóch influencerów: Jana Chrzciciela oraz Andrzeja. Jan Chrzciciel, krewny Jezusa, od młodości przygotowywał się do wyjątkowej misji Poprzednika Chrystusa, który miał ogłosić Jego obecność oraz przygotować ludzi na Jego przyjęcie. W tym celu Jan spędził sporo czasu na pustyni, gdzie w samotności i trudnych warunkach uczył się wyłapywać komunikaty Boga. Dzięki temu później, gdy chrzcił nad Jordanem, dwukrotnie spotkał Jezusa i dwukrotnie powiedział o Nim: oto Baranek Boży. Zdanie składające się z trzech wyrazów, niepozorne, a właśnie dzięki niemu Jan stał się wielkim influencerem Boga, ponieważ pobudził zainteresowanie dwóch swoich uczniów: Andrzeja oraz drugiego, którego imienia nie znamy (możemy tylko przypuszczać, że był nim właśnie Jan Ewangelista). Tych dwóch uczniów poszło za Jezusem, ponieważ byli ciekawi, kim On jest, gdzie mieszka i jak żyje. Gdy spędzili dzień w towarzystwie Jezusa, słuchając Jego słów, tak się Nim zachwycili, że z kolei Andrzej stał się influencerem Jezusa i poszedł odszukać swojego brata, Szymona (później Piotra). Opowiedział mu to, co słyszał i widział,
a potem przyprowadził Szymona do Jezusa, żeby sam już mógł się przekonać o Jego wspaniałości.

Jak widzimy, wszystko zaczyna się od otwartego i nastawionego ucha. Bóg cały czas sieje swoje słowo, ciągle je wypowiada i czeka, aż trafi na dobry grunt. Jeśli usłyszymy Ewangelię, przyjmiemy ją i przekonamy się, jak bardzo jest piękna, staniemy się influencerami Boga, czyli osobami, które będą miały pozytywny wpływ na ludzi
z naszego otoczenia. Takie narzędzia pragnie mieć Bóg w swoim warsztacie. Obyśmy mogli dostąpić tego zaszczytu!

Niedziela Chrztu Pańskiego (rok B), 10 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Niedziela Chrztu Pańskiego, rok B (10.01.2021)Niedziela Chrztu Pańskiego (rok B), 10 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

Ewangelia: Mk 1, 7-11 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

Woda (nie)zwykła

 

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Siła i moc tkwi w prostocie!

Woda – mamy jej aż nadto. Bardzo pospolita „rzecz”. Leje się ciurkiem z każdego kranu, widać ją, jak nieraz wylewa się z mórz, rzek, jezior. Nic szczególnego, nic specjalnego – bezbarwna, przezroczysta, bez specjalnego smaku. Jest dla nas czymś tak oczywistym, tak naturalnym, że rzadko ją doceniamy. Ale to właśnie ją wybrał Pan i sprawił, że stała się nośnikiem wielkiego bogactwa, niepomiernej łaski.

Woda jest materią chrztu, bez niej ten sakrament się nie odbędzie (wyjątkiem jest „chrzest krwi”). Można powiedzieć, że jest także materią życia, bez niej nie jesteśmy w stanie przetrwać zarówno fizycznie, na tym świecie, jak również narodzić się do życia, które już się nie skończy. Aż trudno uwierzyć, że wody chrztu obleją nas tak ogromnym błogosławieństwem, że dzięki nim staniemy się dziećmi samego Boga – ukochanymi, w których będzie miał upodobanie; że otrzymamy Ducha Świętego, który pomoże nam wypełniać przykazania Pana i poprowadzi nas Jego ścieżkami; że otrzymamy przyjaźń Najwyższego, Jego wierność i lojalność. Tyle otrzymamy i to zupełnie za darmo. Uwaga, nikt nam tego nie odbierze. Jedyne niebezpieczeństwo, jeśli chodzi o korzystanie z tych wspaniałych darów, pochodzi od nas samych – możemy w to wszystko nie uwierzyć. Wody chrzcielne, podobnie jak wody pitne, rzeczne, jeziorne, morskie, mogą się okazać dla nas jakąś przeciętnością, pospolitością, czymś, o czym się nie pamięta, czego się nie rozważa, na czym się nie skupia. I to jest dla nas wierzących, ochrzczonych największe zagrożenie.

Niewiara kradnie łaskę. Brak zaufania ją zabiera. Teksty liturgii słowa bardzo dosadnie dziś podkreślają: zaufaj. Bóg jest niepojęty, działa w sposób dla nas niezrozumiały, tajemny, ale słuchaj, zaufaj, a „żyć będziesz”. Pan działa w prostocie, uwierz w to. My niestety często silimy się na skomplikowanie. Sami próbujemy być wyrafinowani i w podobny sposób postrzegamy naszego Stwórcę. Niemniej jednak Słowo mówi wprost: „myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami”.On zawsze jest przed człowiekiem, myśli i wybiera inaczej. Do nas należy to zaakceptować i poddać się Jego intuicji.

Dobrze, że mamy takąniedzielę, która przypomina nam o chrzcie orazpomaga jeszcze raz pochylić się nad tym wyjątkowym faktem. Przywołuje to najważniejsze wydarzenie życia, kiedy umarliśmy dla świata, a urodziliśmy się dla Boga. Kiedy zanurzyliśmy się w Jego miłości, dobroci, miłosierdziu oraz przyjaźni. Podziękujmy jeszcze raz za ten wielki i niezasłużony zupełnie dar. Otrzymaliśmy go bezpłatnie, za darmo, ale żeby w nas trwał i się rozwijał, musimy ufać oraz wierzyć. A przez zaufanie i wiarę zacieśniać naszą wieź z Najwyższym Panem.

Święta

Wtorek, II Tydzień Wielkanocny
Rok B, I
Dzień Powszedni albo wsp. św. Marcina I, papieża i męcz.

Sonda