Bóg na miarę człowieka?
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

XXIV niedziela zwykła, (16 września 2018)
Czytania: Iz 50,5-9a; Jk 2,14-18
Ewangelia: Mk 8,27-35 ▼

Każdy z nas brał kiedyś udział w jakimś badaniu opinii publicznej lub przynajmniej widział wykonywanie takiego badania. Najprostszym takim badaniem są chociażby wybory. Najłatwiej uporać się z pytaniami, na które odpowiedź brzmi: TAK lub NIE. Trudniejsze są te, które wymagają z naszej strony argumentacji.

Można powiedzieć, że Chrystus w dzisiejszej perykopie przeprowadza sondaż opinii publicznej, zadając pytanie: za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? Padają zatem odpowiedzi uczniów: za Jana Chrzciciela, Eliasza, kogoś z proroków. Potem Jezus podnosi poziom trudności i pyta uczniów o ich własną opinię. Piotr udziela jednak innej odpowiedzi niż na pierwsze pytanie. Łatwiej przecież byłoby zasłonić się odpowiedzią innych. Pierwszy z Dwunastu odpowiada w sposób całkowicie odmienny – wyznaje wiarę z Jezusa Chrystusa jako Mesjasza.

Łatwo jest dzisiaj pomylić Chrystusa z uzdrowicielem, filozofem, postacią, dzięki której czujemy się lepiejLecz jeśli szukamy tylko idealnego człowieka – mając takie czy inne pojęcie ideału – czy zamiast sięgania do mroków odległej historii pewniejsze nie będzie rozejrzenie się w teraźniejszości? Czy nie dostarczają lepszych wzorców Ghandi, Marcin Luther King, Korczak albo ojciec Kolbe – dla jednych, a Ho Chi Minh i Che Guevara – dla innych? Odpowiedź zawsze musi być inna niż świata – Jezus Chrystus nie jest tylko najmądrzejszym z ludzi, ale jest Kimś, za kim stoi autorytet samego Boga. I to jest najważniejsze przesłanie dzisiejszej liturgii słowa.

XXII niedziela zwykła 2018 – 2 września 2018 r
Czytania: Pwt 4,1-2.6-8; Jk 1,17-18.21b-22.27
Ewangelia: Mk 7,1-8.14-15.21-23

Rozważa: Lucyna Montusiewicz

Rzeczywistość codzienności wydaje nam się często nieznośna. Tyle jest drobnych rzeczy, które trzeba robić w domu, bo mama albo tato tego wymagają, a potem kolejne, które czekają na nas w szkole albo w pracy. Człowiek jest mistrzem w stwarzaniu swoich praw i przepisów mających udoskonalić życie. Tysiące lokalnych obyczajów i maleńkich „praw”, które należy przestrzegać, aby nie narazić się na uwagi czy słowa krytyki. Do tego dochodzą nasze osobiste „prawa”, które sami sobie narzucamy.

Z boku przypominają działania uporczywe lub obsesyjne, to „muszę”, tamtego nie można, z tym się nie spotykam itd. Często dotyczą one pielęgnacji naszego ciała, sposobu odżywiania, kontaktów z ludźmi. Rzutują na nasz sąd o zachowaniu się naszych bliskich, wierzących i niewierzących.

Obracamy się w kręgu rzeczy materialnych, analogicznie do opisanych scen z dzisiejszej Ewangelii.

Żydzi ortodoksyjni przestrzegają obmycia rąk przed posiłkami. Uzasadnienie tego zwyczaju nie ma nic wspólnego z higieną, a opiera się na idei, według której „dom człowieka jest jego świątynią”. Czyli stół jest ołtarzem, pokarm ofiarą a człowiek kapłanem. Ponieważ Biblia wymaga, aby byli rytualnie czyści, zanim złożą ofiarę na ołtarzu świątynnym. Więc aby takie prawo zachować, obmywają ręce. Posługując się tym przykładem, Jezus pokazuje nam ludzki element wiary, który jednak nią nie jest, bowiem „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. W każdym pokoleniu interpretujemy na nowo Biblię i dokładamy ulepszone „przestrzeganie prawa Bożego”.

Jakże mocne napomnienie! Zawsze aktualne w każdej generacji. Mnożenie powinności religijnych, spełnianie wielu duchowych zaleceń – owszem nawet jest możliwe, że konkretną jednostkę one ocalą, bo kierują przynajmniej jej myśli w dobrym kierunku – jednak nie mają one nic wspólnego z wiarą i nawróceniem (teszuwa) człowieka do Boga. Są natomiast zagrożeniem dla niego wynikającym z poczucia wyższości nad innymi, którzy „rąk nie obmywają”, którzy nie są codziennie obecni na przykład w kościele albo innym miejscu związanym z kultem. Stają się źródłem sądzenia i poprawiania własnego wizerunku poprzez porównywanie się z innym, a to Bogu się nie podoba.

Jezus daje w dzisiejszym słowie bardzo mocną naukę o człowieku, jego psychologicznych uwarunkowaniach. Jakże trudno jest tą prawdę o nas przepracować w procesie terapii. Obracając się w kręgu rzeczy materialnych, obwiniamy wszystkich w koło o nasze niepowodzenia, upadki, straty, zgubne emocje i nałogi. „Ale mnie zdenerwował tym, co zrobił”, „Jak mnie ona wkurzyła tym gadaniem”, „Nie miałem ojca”, „Matka nami się nie interesowała” i tak dalej. Wystarczy zamienić tylko kilka słów z jakąś osobą, a wnet usłyszymy skargi i narzekania: na rządzących, na pogodę, na ciężkie czasy, na innych.

Tymczasem Jezus mówi, że jedynym źródłem naszych osobistych nieszczęść i upadków jest nasze wnętrze, czyli nasza psychika albo, nazywając inaczej, duchowość, którą nie lubimy się zajmować, wolimy powierzchowne i zewnętrze „spędzanie” czasu życia, takie bowiem mamy tendencje.

„Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym”. Oznacza to, że przed Panem jesteś okej, nawet jeśli obok ciebie przeszedł ktoś, kto według ciebie słucha demonicznej muzyki, ma tatuaże albo inne zabobony. Ciebie to nie dotyczy. Każdy odpowie za siebie, ciebie to nie brudzi.

Dalej mówi Jezus (i to jest najtrudniejsze do przyjęcia): „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Co? To o mnie? Jestem dobrym człowiekiem!

To Słowo miażdży i nie pozostawia złudzeń, nawet jeśli dzisiaj któregoś grzechu jeszcze nie popełniłeś, to pokornie przyjmij, że jest w tobie ten potencjał, tylko okazji nie było. Jednak większość nieczystości praktykujemy na co dzień, obwiniając za nie innych.

Od dzisiaj już tak nie będziesz robił, bo Słowo jest Prawdą, zaprasza, aby z Jezusem poznać siebie i nawrócić się do Boga, a wiara nasza stanie się odbiciem tego, jak żyjemy. Odwagi! Duch Święty szuka tego, na kim może spocząć.

Wino w sierpniu
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej
(26 sierpnia 2018)
Czytania: Prz 8, 22-35, Ga 4, 4-7
Ewangelia: J 2, 1-11●

Wiele razy zastanawiałem się, dlaczego Jezus rozpoczął swoją publiczną działalność właśnie od cudu w Kanie Galilejskiej. I wielokrotnie same teksty liturgiczne sugerowały mi odpowiedź: woda jest symbolem człowieczeństwa, wino zaś – symbolem boskości. Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł zostać przebóstwiony i mógł uczestniczyć w życiu Przenajświętszej Trójcy.

Pewien ateista chciał ośmieszyć cud w Kanie, mówiąc, iż aby go dokonać, nie potrzeba było żadnej boskiej interwencji. W naturze „cud” ten zachodzi przecież nieustannie: pada deszcz, woda przenika do korzeni krzewów winnych, a na pnączach pojawiają się winne grona. Woda przemieniona w wino to proces naturalny.

Powyższa ironiczna obiekcja każe zastanowić się nad tą kwestią. W przyrodzie ciągle zachodzą jakieś zmiany. Żywy organizm wchłania pewne elementy i przemienia je w życie roślinne, zwierzęce, ludzkie. Chrystus przyszedł na świat, aby w sposób definitywny wypełnić wszelki naturalny rytm. Na początku przemienia wodę w wino, pod koniec zaś zmieni wino w swoją krew. A życie tych, którzy ją otrzymają podczas Komunii świętej, z ludzkiego stanie się Boskie.

Cud w Kanie jest jedynym, w którym uczestniczy Matka Boża. Nigdy więcej się to nie powtórzy, dlatego wydarzenie to posiada wyjątkowe znaczenie. Ewangelia przekazuje informacje o wielu cudach dokonanych przez Jezusa: uzdrowieniach chorych, a nawet wskrzeszeniach zmarłych. Wszystkie one posiadają cel pedagogiczny: mają przekonać ludzi, iż Syn Człowieczy jest Bogiem zrodzonym na ziemi, aby uczynić z ludzi mieszkańców nieba.

Syn Człowieczy jest synem Maryi, i może dlatego pierwszego cudu dokonuje za Jej wstawiennictwem. Mariologia podkreśla, iż w Nowym Testamencie Matka Boża jest przykładem prawdziwej wiary. Stare Przymierze zaczyna się wraz z wiarą Abrahama: Abraham, który „uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość”, stał się ojcem wszystkich wierzących. Na początku Nowego Testamentu Maryja jest błogosławiona, ponieważ uwierzyła. A na początku działalności apostolskiej Chrystusa Maryja jawi się jako ta, która wzmacnia wiarę uczniów: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Dlatego uciekamy się do wstawiennictwa Maryi także w życiu Kościoła i w naszym życiu osobistym, w naszym spotkaniu z Bogiem.

Ciekawe jest to, że dawniej na weselach gościom oferowało się dobre wino, ale kiedy już się nim nasycili i nawet trochę upili, wlewało się do kieliszków wino gorszego gatunku.

W życiu duchowym Bóg postępuje całkiem inaczej: najpiękniejsze doświadczenia duchowe pojawiają się pod koniec, i nie tylko w wieczności, ale już na tej ziemi. Zaświadczają o tym wszyscy, którzy wytrwali i poszli drogą życia duchowego. Na początku droga ta była ciężka, ponieważ należało walczyć ze złymi, starymi nawykami. Święty Augustyn opowiada: „Moje złe przyzwyczajenia trzymały się mnie, płacząc: pragniesz nasz porzucić?”. Święta Teresa z Avili podczas modlitwy otrzymywała mistyczne widzenia. Jednak na początku drogi zakonnej nie mogła nawet skoncentrować się na modlitwach, które czkała. Ale nie poddała się i z czasem odkryła piękno dialogu z Bogiem.

Istnieje łacińskie przysłowie, które mówi: omne principium difficile (każdy początek jest trudny). Ale jego uzupełnieniem jest inne: dulcis in fundo.

Eucharystyczna dieta
▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Eucharystia_SakramentyXV niedziela zwykła (19 sierpnia 2017)
Czytania: Prz 9,1-6; Ef 5,15-20
Ewangelia: J 6,51-58▼

W Ewangelii według świętego Jana próżno szukać wzmianki o ustanowieniu Eucharystii. O ustanowieniu Sakramentu Ołtarza dowiadujemy się od synoptyków i świętego Pawła Apostoła. Jednakże mowa eucharystyczna z Ewangelii Janowej stanowi niejako komentarz do pozostałych opisów ustanowienia.

Słowa Jezusa Chrystusa o spożywaniu Jego Ciała i piciu Jego Krwi musiały wzbudzić zdziwienie, a nawet zakłopotanie. Praktyka pierwszych chrześcijan, którzy mówili o jedzeniu ciała i piciu krwi, spotkała się z niezrozumieniem pogańskiego świata. Sprawę traktowano na serio, a tym samym posądzano ich o kanibalizm. Dzisiaj mamy do czynienia z odwrotnym niezrozumieniem Eucharystii. Starożytni poganie poważnie traktowali mówienie o ciele i krwi. Natomiast współcześni „neopoganie”, chociaż od dziecka znają doktrynę eucharystyczną, traktują Ciało i Krew Pańską jak zwykły chleb i wino, a co najwyżej symbol.

Zbawiciel mówi wprost w dzisiejszej Ewangelii, że od tego Chleba zależy nasze zbawienie – życie wieczne. Jak wielu ludzi przyzwyczaiło się dzisiaj do niespożywania Ciała Pańskiego?! Diety i kuracje odchudzające zdaje się rozciągnięto także na sferę duchową, bo tak jak lepiej nie jeść niezdrowej żywności, tak lepiej nie jeść tego Niebieskiego Chleba. Lepiej Go nie przyjmować, bo On wymaga czegoś od człowieka, zmusza do zmiany stylu życia. Oby nigdy Komunia Święta nie stała się dla współczesnego człowieka „niezdrową żywnością”.

Chleb z nieba
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

XVIII Niedziela Zwykła, rok B (5 sierpnia 2018)
Czytania: Wj 16, 2-4. 12-15; Ef 4, 17. 20-24
Ewangelia: J 6,24-35 ●

Znamy opowieść z Księgi Wyjścia o cudzie dokonanym na pustyni, kiedy Żydzi otrzymali pokarm z nieba: mannę. Kto podróżował po pustyni Synaj może w pełni wyobrazić sobie to, co wówczas zaszło: nawet dzisiaj jest to trudna podróż, chociaż odbywa się w samochodzie i przy całym zaopatrzeniu. Pomyślmy o karawanach ludzi i zwierząt, jak z trudem kroczą po pustynnych piaskach, po skalistych dolinach. Nie należy więc dziwić się, iż Żydzi skarżyli się i tęsknili za Egiptem oraz jego przepychem.

Symbolika zawarta w Księdze Wyjścia jest bardzo czytelna: Egipt oznacza niewolę grzechu, przejście przez Morze Czerwone zaś oczyszczający chrzest. A ziemia obiecana to Królestwo Boże. Droga poprzez pustynię to ludzkie życie. Bez specjalnej pomocy ze strony Boga nie można przedsięwziąć żadnej wyprawy poprzez pustynię. Pomoc ta, w naszym przypadku, konkretyzuje się w Eucharystii, w „chlebie z nieba”.

Eucharystia jest pokarmem dającym siły podczas drogi przez życie. Ostatnia Komunia święta przyjęta przed śmiercią nazywa się w języku łacińskim viaticum, czyli zaopatrzenie na podróż. W minionych czasach chrześcijanie zawsze prosili o obecność kapłana w chwili przejścia na tamten świat, aby moc umrzeć z Eucharystią w ustach. Życie jest wędrówką, a Eucharystia obdarza nas siłą, aby móc w niej wytrwać.

Mówi się, iż manny wystarczyło dla wszystkich i wszystkim też przypadł do gustu jej smak. W ten sam sposób Eucharystia dodaje wszystkim sił, zgodnie z powołaniem każdego z nas.

Chleb daje nam życie. Ale Jezus obiecuje nam, iż wraz z chlebem codziennym da nam też życie Boże. Poprzez Eucharystię Jezus obdarza ludzi życiem nadnaturalnym tu, na świecie. Poprzez świętą Komunię życie Boskie wchodzi w nas, staje się naszym życiem. Dzięki niej stajemy się silniejsi i wzrastamy w wieczności.

Rozważa: Lucyna Montusiewicz

37349434_1753082658141192_1216183379284721664_nApostołowie po rozesłaniu i śmierci Jana Chrzciciela wracają do Galilei, do Jezusa. Pełni są doświadczeń ewangelizacji, wydarzeń i trudów. Relacjonują ostatnie dni. W tym miejscu Ewangelia cytuje słowa Jezusa. „A On rzekł do nich:” Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!”

Czy to zaproszenie do wakacji?

Zatrzymały mnie te słowa już dawno temu, szczególnie dwa, „wypocznijcie nieco”.
A może nawet tylko jedno słowo „nieco”, jest porywające i tak nieadekwatne do naszej rzeczywistości.
Żyjemy bowiem w czasach, gdy wszystkiego chcemy dużo, big, max, ful.
Potrzebujemy w dużych rozmiarach rozrywki, jedzenia, dóbr materialnych, długich urlopów i krótkich tygodni pracy, małe nie zaspokaja naszych rozbuchanych apetytów na życie.

Nieco

Zatem to „nieco” mówi więcej o naturze Jezusa, o pewnych wartościach dawno zapomnianych i niepraktykowanych jak na przykład powściągliwość. Ta umiejętność kształtuje charakter i duszę człowieka, który sam nad sobą sprawuje kontrolę, a więc nie jest w niewoli zachcianek i reklam. Taki człowiek dla współczesnej ekonomii i biznesu jest niebezpieczny.
Jezus wskazuje praktyczne zalecenie dla nas, wystarczy nieco odpocząć, aby znowu podjąć życiowe zadania, nieco zjeść, nieco wypić (a i diety nie będą konieczne).

Oddal się w miejsce pustynne

Kolejnym ważnym wskazaniem dla naszego zmęczenia życiem jest oddalenie się w pojedynkę w miejsce osobne. Jezus nie mówi co mamy tam robić, jednak wskazuje, że miejsce powinno być pustynne. Możemy zatem wnioskować, że dopływ bodźców stymulujących nasze myśli ograniczony jest tylko do tych podstawowych, związanych z odczuciem płynącym z naszego ciała lub dźwięków przyrody. Ten czas przebywania na odosobnieniu jest możliwością skontaktowania się z samym sobą, swoimi myślami, upodobaniami, popatrzenia neutralnie na dotychczasową gonitwę. Nie muszą to być całe tygodnie, wystarczy nieco pobyć na pustyni. Samotnie.

Rozmowa

Jezus nie daje nam więcej wskazówek. On nie mówi, że mamy w tym czasie pościć albo się modlić, wystarczy pobyć sam ze sobą, wtedy nasza świadomość będzie otwarta na Obecność Wszechmogącego.
I odeszli, a kiedy w miejscu odludnym Jezus ujrzał tłumy „zlitował się nad nim, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać.”
Zatem odwagi, dzisiejsza Ewangelia daje odpowiedź na wiele naszych pytań i wątpliwości.
Oddal się nieco w miejsce pustynne a On będzie mówił do twojego serca i duszy, tam już JEST, czeka, abyś czuł się odnalezionym.
37352026_1753082604807864_5645592682181951488_n

 

XVI Niedziela zwykła 2018 – komentarz do ewangelii (22 VII 2018 r.)

Perykopa: Mk 6,30-34
Rozważa: Lucyna Montusiewicz

37349434_1753082658141192_1216183379284721664_nApostołowie po rozesłaniu i śmierci Jana Chrzciciela wracają do Galilei, do Jezusa. Pełni są doświadczeń ewangelizacji, wydarzeń i trudów. Relacjonują ostatnie dni. W tym miejscu Ewangelia cytuje słowa Jezusa. „A On rzekł do nich:” Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!”

Czy to zaproszenie do wakacji?

Zatrzymały mnie te słowa już dawno temu, szczególnie dwa, „wypocznijcie nieco”.
A może nawet tylko jedno słowo „nieco”, jest porywające i tak nieadekwatne do naszej rzeczywistości.
Żyjemy bowiem w czasach, gdy wszystkiego chcemy dużo, big, max, ful.
Potrzebujemy w dużych rozmiarach rozrywki, jedzenia, dóbr materialnych, długich urlopów i krótkich tygodni pracy, małe nie zaspokaja naszych rozbuchanych apetytów na życie.

Nieco

Zatem to „nieco” mówi więcej o naturze Jezusa, o pewnych wartościach dawno zapomnianych i niepraktykowanych jak na przykład powściągliwość. Ta umiejętność kształtuje charakter i duszę człowieka, który sam nad sobą sprawuje kontrolę, a więc nie jest w niewoli zachcianek i reklam. Taki człowiek dla współczesnej ekonomii i biznesu jest niebezpieczny.
Jezus wskazuje praktyczne zalecenie dla nas, wystarczy nieco odpocząć, aby znowu podjąć życiowe zadania, nieco zjeść, nieco wypić (a i diety nie będą konieczne).

Oddal się w miejsce pustynne

Kolejnym ważnym wskazaniem dla naszego zmęczenia życiem jest oddalenie się w pojedynkę w miejsce osobne. Jezus nie mówi co mamy tam robić, jednak wskazuje, że miejsce powinno być pustynne. Możemy zatem wnioskować, że dopływ bodźców stymulujących nasze myśli ograniczony jest tylko do tych podstawowych, związanych z odczuciem płynącym z naszego ciała lub dźwięków przyrody. Ten czas przebywania na odosobnieniu jest możliwością skontaktowania się z samym sobą, swoimi myślami, upodobaniami, popatrzenia neutralnie na dotychczasową gonitwę. Nie muszą to być całe tygodnie, wystarczy nieco pobyć na pustyni. Samotnie.

Rozmowa

Jezus nie daje nam więcej wskazówek. On nie mówi, że mamy w tym czasie pościć albo się modlić, wystarczy pobyć sam ze sobą, wtedy nasza świadomość będzie otwarta na Obecność Wszechmogącego.
I odeszli, a kiedy w miejscu odludnym Jezus ujrzał tłumy „zlitował się nad nim, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać.”
Zatem odwagi, dzisiejsza Ewangelia daje odpowiedź na wiele naszych pytań i wątpliwości.
Oddal się nieco w miejsce pustynne a On będzie mówił do twojego serca i duszy, tam już JEST, czeka, abyś czuł się odnalezionym.
37352026_1753082604807864_5645592682181951488_n

 

 

Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?». I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał” (Mk 6,1-6).

Przyszedłem, uklęknąłem, pytałem mój Boże,
dlaczego jest niewiara, gdy wszystko być może
”.
ks. Jan Twardowski

Niedowiarstwo

Wiele osób tłumaczy swoją niewiarę brakiem otrzymanej łaski. Tak, dla przykładu, mówił były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Dzisiejsza Ewangelia rzuca pewne światło na naszą niewiarę. Tak jak pewna droga prowadzi do wiary, tak i niewiara ma swoją drogę. Taką drogę do niewiary przechodzą mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa, ale tak może się zdarzyć i w naszym życiu.

Zdziwienie

Zdziwienie nie jest ślepe i bezrozumne. Zdziwienie sprawia, że widzimy coś nadzwyczajnego, że jesteśmy świadkami cudów. Zdziwienie stawia pytania i zadziwia się mądrością Jezusa. Przypomina mi się zdziwienie Edyty Stein, kiedy, patrząc na wdowę po przyjacielu z lat studiów, zobaczyła kobietę o silnej wierze, która zamiast rozpaczać z powodu tragicznej utraty męża, przylgnęła do Krzyża i z niego czerpała siły i ufność. Edyta napisze o tym później: „Był to moment, w którym moja niewiara załamała się całkowicie… i zajaśniał Chrystus: Chrystus w tajemnicy Krzyża”. Zdziwienie przyszłej męczennicy i świętej Kościoła poprowadziło ją do wiary. Ale nie zawsze tak jest…

Powątpiewanie

To nic, że mieszkańcy Nazaretu są świadkami cudów… Ważniejsze dla nich jest to, że Go znają… przecież to jeden z nich, znają ojca i całą rodzinę… Znają, ale nie rozpoznają i powątpiewają. Wiedza, jaką mają o Chrystusie, nie prowadzi ich do wiary – jak w przypadku św. Edyty Stein – ale do ignorancji, a następnie do odrzucenia Jezusa.

Lekceważenie

Jezus musiał cierpieć, widząc zachowanie ziomków, stąd wyrzut: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. Jednym z najpoważniejszych grzechów jest lekceważenie Boga. Kiedy lekceważy się Jego znaki i cuda, to człowiek się nie nawraca. Tak było także w La Salette. Bóg dawał ludziom znaki (głód, nieurodzaj), ale oni to lekceważyli i nic sobie z tego nie robili.

Nie myślmy, że tak było tylko w Nazarecie za czasów Jezusa czy w La Salette… Nie. Tak jest i dziś w Krakowie, Budapeszcie czy Madrycie.

Co roku z ekipą świeckich głosimy katechezy dla dorosłych. Frekwencja mizerna… Tak właśnie może wyglądać nasza droga do niewiary… A później będziemy mówić: nie otrzymałem łaski…

ks. Bohdan Dutko MS

Święta

Niedziela, XXV Tydzień zwykły
Rok B, II
Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Sonda