Dzisiaj jest

piątek,
26 lutego 2021

(57. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
13149871

Wyszukiwanie

I Niedziela Wielkiego Postu (rok B), 21 lutego 2021 – komentarz do Ewangelii

Bóg ukryty w nędzy
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

I Niedziela Wielkiego Postu, rok B (21.02.2021 r.)
Ewangelia: Mk 1,12-15 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. A przebywał na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez Szatana, i był ze zwierzętami, aniołowie zaś Mu służyli.
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»

W minioną środę rozpoczął się kolejny Wielki Post. Czterdzieści dni, które daje nam Kościół, by w czasie Wigilii Zmartwychwstania z całą mocą powiedzieć: tak, wyrzekam się szatana i jego obrzydliwości oraz przyjmuję Jezusa jako mojego Pana! Aby zrobić to świadomie i doświadczyć Jego mocy w sobie, trzeba przejść przez trudny czas poznawania prawdy o sobie i odnaleźć Boga ukrytego w nędzy…

Drogę Wielkiego Postu jak co roku rozpoczynamy Ewangelią o kuszeniu Chrystusa. Dlaczego Jezus był kuszony, skoro wiadomo było, że nie podda się woli szatana. Zobaczmy, co wydarzyło się wcześniej. Chodzi o chrzest Chrystusa, który rozważaliśmy niewiele ponad miesiąc temu.

Wchodząc do Jordanu, który był pełen ludzkich grzechów, wyznawanych Janowi Chrzcicielowi, Jezus cały zanurzył się w brudzie ludzkich ułomności. Wypełniło się proroctwo Izajasza sprzed kilku wieków: Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści (Iz 53,4). Jaki to ma związek z kuszeniem? Święty Grzegorz z Nazjanzu, jeden z Ojców Kościoła, zostawił nam przepiękne zdanie: „To, co nie zostało przyjęte [przez Chrystusa – przyp. aut.], nie zostało zbawione; ale to, co zostało złączone z Bogiem, to jest także odkupione”. Co to oznacza? Chrystus zbawił człowieka, przyjmując całą nędzę, jakiej on doświadczał, i stając się takim jak my. Dlatego właśnie przyjął chrzest, biorąc na siebie – jako Najczystszy – obrzydliwość grzechu i dlatego pozwolił kusić się przez szatana. Bóg tak bardzo ukochał człowieka, że jego zbawienie dokonywało się w tak dobitny sposób – w całkowitym uniżeniu Boga, aby dotknąć chorego serca człowieka.

Wielki Post jest czasem, kiedy poznajemy naszą nędzę. Wszystko po to, aby z całą mocą i świadomością wyznać po czterdziestu dniach w odnowieniu przyrzeczeń chrzcielnych, że Jezus jest Panem, któremu chcę powierzyć swoje życie, bo sam już nie potrafię nim kierować. Starożytni chrześcijanie, chcąc przyjąć chrzest, schodzili po stopniach do specjalnego pomieszczenia, gdzie znajdowała się sadzawka chrzcielna. Nago wchodzili do wody, by potem wyjść z niej w białej szacie jako nowi ludzie. My również, doświadczając pokus tak jak Jezus, schodzimy w dół, poznając naszą słabość i grzeszność. Nago, w pełnej i bolesnej prawdzie o sobie, stajemy przed Jezusem, by jeszcze raz w czasie odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych w Wigilię Zmartwychwstania oddać się pod Jego miłosierne panowanie. Człowiek, który uważa, że jest doskonały i nie potrzebuje miłosierdzia, nie doświadczy łaski Bożej. Bóg może działać tylko wtedy, gdy Mu na to pozwolimy. Poznając naszą niezdolność do bycia Mu wiernym o własnych siłach, odkrywamy nasze serce, by On spojrzał na nie wzrokiem pełnym miłości.

Wielki Post to trudny i wymagający czas, ale dzięki podjęciu tego trudu naprawdę przeżyjemy Święta Wielkanocne. Jezus zostawił nam wskazówkę na ten czas – Biblię. Trzykrotnie pokonał szatana słowami Pisma Świętego. Może warto w tym Wielkim Poście czytać Biblię częściej niż zwykle?

VI niedziela zwykła (B), 14 lutego 2021 – komentarz do Ewangelii

Przedziwny dotyk

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Photoxpress_3562518_1VI niedziela zwykła, rok B (14.02.2021)

Ewangelia: Mk 1,40-45 ●

 Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Pewnego dnia przyszedł do Jezusa trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony». Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony.

Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich».

Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.


Jeszcze do niedawna bardzo zwyczajny i częsty, dziś niemalże zabroniony. Deficyt pomaga odkryć jego wartość.

Trwamy w epidemii, która wydaje się nie mieć końca. Ze wszech stron każą, zalecają siedzieć w domu, specjalnie nie wychodzić z niego bez potrzeby. A w domu rozrywki ograniczone, często sprowadzające się do telewizyjno-internetowych mediów. Patrząc na filmy, seriale, nieraz można odczuwać coś w rodzaju dyskomfortu. Ale zaraz, coś tu nie gra… Gdzie maseczki? Dlaczego oni stoją obok siebie tak blisko, i w dodatku w takim tłumie? Oprócz tego podają sobie ręce, dotykają się! Jakie to… dziwne.

Takich ciekawych, dziwnych czasów dożyliśmy, kiedy to dotyk okazuje się być czymś społecznie bardzo niepożądanym, delikatnie mówiąc odradzanym, jeżeli nie zakazanym. Coraz rzadziej zdarza się nam go publicznie widzieć – jeśli w ogóle. Im dłużej trwa pandemia, tym dłużej odzwyczajamy się od niego. Z zewnątrz niby nic w tym zdrożnego, ale jeżeli głębiej się temu przyjrzymy, jest nad czym ubolewać.

Dotyk to przede wszystkim znak, symbol, wyraz bliskości, przyjęcia, afirmacji, solidarności drugiego człowieka – gdybyśmy chcieli to ująć jednym słowem, po prostu – miłości. Był stałym elementem spotkania człowieka z człowiekiem, często rozpoczynającym je i kończącym. Jako ludzie potrzebujemy go bardziej, niż nam się wydaje. Szczególnie pokazuje to pewnie obecny epidemiczny czas, który siłą rzeczy sprzyja samotności, wyobcowaniu.

Na brak dotyku cierpieli trędowaci. Ich stan pozbawiał ich tej możliwości. Byli skazani na wyizolowane, odosobnione życie, a właściwie konanie. Wyrzuceni z własnych społeczności, bez prawa do wspólnoty, cierpieli i umierali we własnym getcie. Można sobie wyobrazić, jak ta samotność, odrzucenie potęgowały mękę choroby, następnie agonii. „Nieczyści”, odejdźcie; jesteśmy „nieczyści”. Pewnie nawet sami w czasie epidemii mogliśmy parokrotnie użyć tej formuły.

W naszej ewangelicznej scenie Jezus przełamuje tę barierę „nietykalności”. Wyciąga rękę do trędowatego i na nowo wprowadza go do wspólnoty. Nie tylko go uzdrawia, ale może przede wszystkim oczyszcza (o to trędowaty prosi: „Czy możesz mnie oczyścić?”). Cud dokonany przez Syna Bożego nie ma charakteru wyłącznie fizycznego – uzdrowienia z choroby trądu, ale duchowy, psychiczny. Otwarta dłoń Jezusa kończy z samotnością tego człowieka, z izolacją, wygnaniem, zamknięciem na ludzi. Dotyk go dowartościowuje, przekonuje, że naprawdę wiele znaczy i jego jedynym zadaniem nie jest umieranie.

W tym trudnym czasie warto zatęsknić za dotykiem. Jeżeli nawet obawiamy się go fizycznie (do czego mamy oczywiście prawo), to nie zapominajmy, aby dotykać duchowo. Przełamywać bariery strachów, egoizmów, uprzedzeń w naszych relacjach. Wspierać się, pomagać sobie nawzajem, zatroszczyć się, aby w moim otoczeniu nikt nie był osamotniony, odizolowany, wyłączony ze wspólnoty. To niezwykle istotne, szczególnie teraz, w epoce nieznającej końca pandemii.

IV niedziela zwykła (B), 31 I 2021 – komentarz do Ewangelii

U Jezusa słowo i działanie są jednym

● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Czwarta niedziela zwykła, rok B (31 stycznia 2021)
Ewangelia: Mk 1,21-28 ●

Jezus nie tylko uczy „jak ten, który ma władzę”. On faktycznie ma władzę, nawet nad duchami.

To chyba najbardziej podstawowa myśl, która nasuwa się po przeczytaniu dzisiejszego (krótkiego) fragmentu Ewangelii. Przypomina nam on o tym, że Jezus nie jest gołosłowny, że nie udaje kogoś, kim nie jest – to, co mówi, nie jest tylko kreowaniem się. Że w przypadku Jezusa za słowem idzie to samo, logiczne działanie.

Na pewno tutaj możemy doszukiwać się lekcji dobrego postępowania także dla nas. Lubimy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Lubimy się kreować – choćby w mediach społecznościowych. Jak wiele tam agresji, także ze strony takich ludzi, o których w codziennym życiu moglibyśmy powiedzieć, że do rany przyłóż. Lubimy tworzyć sobie świat, w którym musimy się kreować: kto się lepiej sprzeda, pokaże; kto zaprezentuje lepsze CV, lepiej wypadnie podczas egzaminu, rozmowy kwalifikacyjnej. Do pewnego stopnia jest to wszystko potrzebne, ale nie da się ukryć, że często sporo w tym wszystkim fałszu. A ile prób udawania kogoś, kim się nie jest, przed własnymi dziećmi – co akurat niemal zawsze źle się kończy. Tymczasem Jezus jest przeźroczysty.

Ale jest w tym fragmencie coś, co można uznać za jeszcze bardziej podstawowe. Jezus działa, mówiąc: Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!» Wtedy duch nieczysty zaczął nim miotać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. Natychmiast dzieje się to, co mówił. Mamy tutaj więc do czynienia z rzeczą bardzo reprezentatywną dla całego Pisma – ze sprawczym charakterem samego słowa Bożego. Taka jest cała Biblia – Bóg stwarza świat słowem, gdy mówi, tak się dzieje. Jezus działa cuda słowem.

My też namacalnie, regularnie spotykamy się z tym sprawczym działaniem słowa Boga, słowa Jezusa – i zazwyczaj nawet nie jesteśmy tego świadomi. A dzieje się to podczas każdego sakramentu. Gdy podczas spowiedzi kapłan jako Chrystus (in persona Christi) wypowiada słowa rozgrzeszenia, grzechy faktycznie zostają wymazane. Gdy podczas konsekracji Jezus ustami kapłana mówi To jest Ciało moje – dokonuje się przemiana.

Tak pisał o tym nasz kochany papież Benedykt XVI w swojej adhortacji Verbum Domini:

W historii zbawienia nie ma bowiem rozdziału między tym, co Bóg mówi, i tym, czego dokonuje; Jego słowo jest żywe i skuteczne (por. Hbr 4,12), (…). Podobnie w czynności liturgicznej mamy do czynienia z Jego słowem urzeczywistniającym to, co mówi. Wychowując lud Boży do odkrycia sprawczego charakteru słowa Bożego w liturgii, pomaga się mu również w zrozumieniu działania Boga w historii zbawienia i w osobistych dziejach każdego, kto do niego przynależy (nr 53).

Gorąco zachęcam, by dziś, w kontekście tego fragmentu ewangelicznego, także do tego wątku w swej refleksji nad słowem nawiązać.

III niedziela zwykła (24 stycznia 2021) – komentarz do Ewangelii

„Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.  Jezus rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi». I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim” (Mk 1, 14-20).

 

Biblia nie jest po to, żeby ją postawić na półce, jest raczej po to, by trzymać ją w ręku, by czytać ją często, codziennie, zarówno samemu, jak w towarzystwie”.

Papież Franciszek

Moc SŁOWA

Gdybyś mnie zapytał, czym jest dla mnie Słowo Boże, to bez namysłu powiem, że chlebem powszednim, którego ciągle jestem głodny. Także pochodnią, która rozświetla moje ciemności, odsłania, co niewidoczne… Czasem myślę, czym byłoby moje życie bez Słowa Bożego? Jak bym wierzył, jak myślał, jakie  byłoby moje kapłaństwo, życie zakonne…

Dziś Niedziela Słowa Bożego. To kolejne zaproszenie do Słowa, które ma MOC!

 

Słowo upomnienia

Bóg dwa razy wzywał proroka Jonasza, aby poszedł upomnieć mieszkańców Niniwy. Za pierwszym razem Jonasz uciekł do „Tharsis”, bo nie chciał wypełnić polecenia Bożego. Nie chciał być narzędziem w ręku Boga. Bo nie jest łatwą rzeczą przywoływać do nawrócenia.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła: „Wolałabym sama być tysiąc razy upomniana, niż upominać innych”. Łatwiej jest chwalić, niż upominać. Wszyscy lubimy być chwaleni, a nikt z nas nie chce być ganiony.

Tym razem Jonasz okazał się posłuszny. Nie wiemy jakie grzechy popełniali mieszkańcy Niniwy, ale musiały być poważne, skoro wzbudziły gniew Boga. Rabini rzucają trochę światła mówiąc, że przesiąknął ich duch chciwości, kradzieży i korupcji. Jakoś dziwnie znajomo wyglądają nam te grzechy…

Niniwici się nawrócili. Król i mieszkańcy tego miasta przyoblekli się w wory, pościli i wołali do Boga o to, żeby im darował i ulitował się nad nimi.

Jakie musiało być słowo proroka, skoro niniwici wrócili do Pana? Z pewnością miało moc! Jonasz, to nie prorok – jak pisał kard. Ravasi – który miewa sny lub stany ekstatyczne, ale to człowiek, który słucha Boga, wiernie przekazuje ludziom Jego Słowo i ma wpływ na bieg historii.

 

Słowo powołania

Jezus powołuje dzisiaj czterech rybaków, którzy zostawili ojca, łódź, sieci i poszli za Nim.

Wcześniej też było podobnie:

Bóg zawołał i Abraham… zostawił swoją ziemię i ruszył w drogę…

Bóg zawołał pośrodku krzewu do Mojżesza… i poszedł wyzwalać braci z niewoli faraona…

Bóg zawołał do Samuela, a ten odpowiedział: „Mów Panie, bo sługa twój słucha”…

Słowo powołanie składa się z dwóch członów: po i wołanie. Większe jest to drugie i bez niego nie byłoby pierwszego. Wołanie jest pierwsze. Słowo woła! Słowo wołania ma moc!

Każdy z nas jest powołany, aby iść za Nim. A Ty – czy idziesz dziś za Nim?

Słowo zmienia życie

Czym jest dla mnie Słowo?

Po czym poznać, że ktoś spotkał Boga? Po tym, że Słowo zmienia jego życie.

Dwa razy przeprowadziłem wywiad z Arcybiskupem Salzburga Franzem Lacknerem OFM, który przed nawróceniem był żołnierzem zawodowym i uważał się za ateistę. Kiedy siedział w barakach między Turcją a Grecją, zaczął czytać Pismo Święte. Od samego czytania zrodziła się w nim wiara – spotkał Jezusa. Im więcej czytał, tym bardziej napełniał się obecnością Boga i stał się wierzący.

Dzięki Słowu poznał Chrystusa. Ten przykład jest potwierdzeniem słów św. Hieronima: „Nieznajomość Pisma jest nieznajomością Chrystusa”.

ks. Bohdan Dutko MS

II niedziela zwykła (rok B), 17 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

II niedziela zwykła, rok B (17 stycznia 2021 r.)
Ewangelia: J 1,35-42 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jan stał wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem.

Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?»

Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.

Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» – to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa.

 

A Jezus, wejrzawszy na niego, powiedział: «Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazywał się Kefas» – to znaczy: Piotr.

Ewangelia najbliższej niedzieli zwraca uwagę na ucho. Ucho, które jest otwarte i nastawione na odbiór komunikatów Boga. Nabycie umiejętności wyłapywania wiadomości Boga z ogromu informacji, które nas bombardują, może spowodować, że staniemy się influencerami Boga, mającymi pozytywny wpływ na innych ludzi.

Skąd takie określenie „influencer”? Pochodzi ono z języka mediów społecznościowych
i oznacza osobę, która ma duże oddziaływanie na internautów poprzez umieszczane treści. Tego określenia użył również papież Franciszek w odniesieniu do Maryi zarówno w czasie ŚDM w Panamie, jak też w adhortacji apostolskiej Christus vivit (punkt 44). Chodziło o to, że Maryja poprzez swoją zgodę na Bożą wolę, wcześniej usłyszaną, oraz zaangażowanie stała się narzędziem, którym Bóg posłużył się w sposób wspaniały
w historii.

W jaki sposób stać się takim influencerem Boga? Na to pytanie odpowiada nam niedzielna Ewangelia. Możemy w niej zauważyć dwóch influencerów: Jana Chrzciciela oraz Andrzeja. Jan Chrzciciel, krewny Jezusa, od młodości przygotowywał się do wyjątkowej misji Poprzednika Chrystusa, który miał ogłosić Jego obecność oraz przygotować ludzi na Jego przyjęcie. W tym celu Jan spędził sporo czasu na pustyni, gdzie w samotności i trudnych warunkach uczył się wyłapywać komunikaty Boga. Dzięki temu później, gdy chrzcił nad Jordanem, dwukrotnie spotkał Jezusa i dwukrotnie powiedział o Nim: oto Baranek Boży. Zdanie składające się z trzech wyrazów, niepozorne, a właśnie dzięki niemu Jan stał się wielkim influencerem Boga, ponieważ pobudził zainteresowanie dwóch swoich uczniów: Andrzeja oraz drugiego, którego imienia nie znamy (możemy tylko przypuszczać, że był nim właśnie Jan Ewangelista). Tych dwóch uczniów poszło za Jezusem, ponieważ byli ciekawi, kim On jest, gdzie mieszka i jak żyje. Gdy spędzili dzień w towarzystwie Jezusa, słuchając Jego słów, tak się Nim zachwycili, że z kolei Andrzej stał się influencerem Jezusa i poszedł odszukać swojego brata, Szymona (później Piotra). Opowiedział mu to, co słyszał i widział,
a potem przyprowadził Szymona do Jezusa, żeby sam już mógł się przekonać o Jego wspaniałości.

Jak widzimy, wszystko zaczyna się od otwartego i nastawionego ucha. Bóg cały czas sieje swoje słowo, ciągle je wypowiada i czeka, aż trafi na dobry grunt. Jeśli usłyszymy Ewangelię, przyjmiemy ją i przekonamy się, jak bardzo jest piękna, staniemy się influencerami Boga, czyli osobami, które będą miały pozytywny wpływ na ludzi
z naszego otoczenia. Takie narzędzia pragnie mieć Bóg w swoim warsztacie. Obyśmy mogli dostąpić tego zaszczytu!

Niedziela Chrztu Pańskiego (rok B), 10 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Niedziela Chrztu Pańskiego, rok B (10.01.2021)Niedziela Chrztu Pańskiego (rok B), 10 stycznia 2021 – komentarz do Ewangelii

Ewangelia: Mk 1, 7-11 ●

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jan Chrzciciel tak głosił: «idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby schyliwszy się, rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».

W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na Niego. A z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

Woda (nie)zwykła

 

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Siła i moc tkwi w prostocie!

Woda – mamy jej aż nadto. Bardzo pospolita „rzecz”. Leje się ciurkiem z każdego kranu, widać ją, jak nieraz wylewa się z mórz, rzek, jezior. Nic szczególnego, nic specjalnego – bezbarwna, przezroczysta, bez specjalnego smaku. Jest dla nas czymś tak oczywistym, tak naturalnym, że rzadko ją doceniamy. Ale to właśnie ją wybrał Pan i sprawił, że stała się nośnikiem wielkiego bogactwa, niepomiernej łaski.

Woda jest materią chrztu, bez niej ten sakrament się nie odbędzie (wyjątkiem jest „chrzest krwi”). Można powiedzieć, że jest także materią życia, bez niej nie jesteśmy w stanie przetrwać zarówno fizycznie, na tym świecie, jak również narodzić się do życia, które już się nie skończy. Aż trudno uwierzyć, że wody chrztu obleją nas tak ogromnym błogosławieństwem, że dzięki nim staniemy się dziećmi samego Boga – ukochanymi, w których będzie miał upodobanie; że otrzymamy Ducha Świętego, który pomoże nam wypełniać przykazania Pana i poprowadzi nas Jego ścieżkami; że otrzymamy przyjaźń Najwyższego, Jego wierność i lojalność. Tyle otrzymamy i to zupełnie za darmo. Uwaga, nikt nam tego nie odbierze. Jedyne niebezpieczeństwo, jeśli chodzi o korzystanie z tych wspaniałych darów, pochodzi od nas samych – możemy w to wszystko nie uwierzyć. Wody chrzcielne, podobnie jak wody pitne, rzeczne, jeziorne, morskie, mogą się okazać dla nas jakąś przeciętnością, pospolitością, czymś, o czym się nie pamięta, czego się nie rozważa, na czym się nie skupia. I to jest dla nas wierzących, ochrzczonych największe zagrożenie.

Niewiara kradnie łaskę. Brak zaufania ją zabiera. Teksty liturgii słowa bardzo dosadnie dziś podkreślają: zaufaj. Bóg jest niepojęty, działa w sposób dla nas niezrozumiały, tajemny, ale słuchaj, zaufaj, a „żyć będziesz”. Pan działa w prostocie, uwierz w to. My niestety często silimy się na skomplikowanie. Sami próbujemy być wyrafinowani i w podobny sposób postrzegamy naszego Stwórcę. Niemniej jednak Słowo mówi wprost: „myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami”.On zawsze jest przed człowiekiem, myśli i wybiera inaczej. Do nas należy to zaakceptować i poddać się Jego intuicji.

Dobrze, że mamy takąniedzielę, która przypomina nam o chrzcie orazpomaga jeszcze raz pochylić się nad tym wyjątkowym faktem. Przywołuje to najważniejsze wydarzenie życia, kiedy umarliśmy dla świata, a urodziliśmy się dla Boga. Kiedy zanurzyliśmy się w Jego miłości, dobroci, miłosierdziu oraz przyjaźni. Podziękujmy jeszcze raz za ten wielki i niezasłużony zupełnie dar. Otrzymaliśmy go bezpłatnie, za darmo, ale żeby w nas trwał i się rozwijał, musimy ufać oraz wierzyć. A przez zaufanie i wiarę zacieśniać naszą wieź z Najwyższym Panem.

Święta

Piątek, I Tydzień Wielkiego Postu
Rok B, I
Dzień Powszedni

Sonda