Dzisiaj jest

sobota,
25 stycznia 2020

(25. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
9885775

Wyszukiwanie

3 niedziela zwykła, 26 stycznia 2020 – komentarz do Ewangelii

Odwagi!
Rozważa: Lucyna Montusiewicz

Trzecia niedziela zwykła, 26 stycznia 2020
Perykopa ewangeliczna: Mt 4,12-23

Zaraz po tym, jak Jezus skończył swój czterdziestodniowy post na pustyni, powrócił do Nazaretu, w którym przebywał w ostatnich latach przygotowania do misji. Słowo dzisiejszej Ewangelii opisuje ten początek jednoznacznie. Oto: „gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei”. Uwięzienie proroka z pustyni, który niedawno ochrzcił Jezusa, stało się znakiem rozpoczęcia wyznaczonego przez Ojca zadania.

Natychmiast wyruszył do Kafarnaum, miejscowości położonej na północnym brzegu jeziora Galilejskiego. Miejscowości ważnej w tamtym czasie, przez nią bowiem wiodła rzymska droga Via Maris, znajdowały się tam koszary wojsk okupacyjnych, komora celna i władze północnej części Galilei, sprawowane przez setnika rzymskiego. Wioskę zamieszkiwali prości ludzie trudniący się zwykle połowem ryb i ich obróbką. W sensie biblijnym te części ziem należały do pokoleń Zabulona i Neftalego. Były przedstawiane jako kraina pogan, zamieszkałe przez ludzi nieuczonych, ubogich i prostych. Podobnie opisał ich kilka wieków wcześniej prorok Izajasz.

Wszystko, co robi Jezus, a mieliśmy okazję prześledzić to już wiele razy, odbywa się w miejscach symbolicznych, które uobecniają historię zbawienia. Bowiem Bóg jest Bogiem konkretnych faktów i czynów. Poprzez sytuacyjne podobieństwa pozwala nam, współczesnym, rozpoznać swoje życie. Ciemność jest symbolem ograniczenia, niewiedzy, zatrzymaniem lub brakiem ruchu, jest przeciwieństwem wolności. Właśnie dlatego w Kafarnaum Jezus woła: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”. W Jego głoszeniu pojawia się światło nowego życia, otwartego, Jezus zaczyna nauczać i wskazuje drogę, którą mamy pójść.

Ujrzał dwóch braci i ich powołał. Ujrzał, bo w Psalmie 139 jest napisane: „Panie, Ty mnie badasz i przenikasz…”. Czy dzisiaj w to wierzysz? Pan ujrzał ciebie, to znaczy zna twoje życie, twoją historię, twoje udręki, twoje smutki i pragnienia; wie, co sprawia ci radość, wie, co lubisz. Przechodzi, wśród ludzi bardzo zwyczajnych i prostych, przechodzi i powołuje, czyli wybiera. Tak jak powołuje ciebie i mnie, abyśmy w tym życiu byli Jego uczniami. „Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim”.

Bo to wielkie wyróżnienie i zaszczyt być wtajemniczonymi w Boską miłość, być tymi, którzy są przez Niego wybrani, rozumieją to i ruszają za Nim.

Sieci są symbolem ich codziennej pracy, czyli zabezpieczenia, więc porzucając je, powołani zdają się zupełnie na wiarę w Ewangelię. Zrobili to natychmiast. Słowo „natychmiast” posiada w sobie dynamikę Nocy Paschalnej. Teraz właśnie Bóg przechodzi w twoim życiu, teraz zbawia, a kto odpowie na Jego wybranie-powołanie wyruszy za Mesjaszem do światła, do wolności. Odwagi! Teraz i natychmiast, to wielkie szczęście, że w tym pokoleniu spotkasz Jezusa, a tak niewielu ludziom się to przydarzy.

 

Baranek Boży
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Chrystus-Dobry-PasterzDruga Niedziela zwykła (19 stycznia 2020)
Czytania: Iz 49, 3. 5-6, 1 Kor 1, 1-3
Ewangelia: J 1, 29-34

Jan Chrzciciel, ostatni prorok dawnego Prawa, przedstawia ludowi Tego, który przyniósł ze sobą koniec Prawa i proroków: Chrystusa. Przedstawia Go, tytułując „barankiem”, słowem zaczerpniętym z dawnych objawień. Czy jego słuchacze zrozumieli to? Więź pomiędzy żydowskim barankiem paschalnym a Chrystusem stała się jasna dopiero po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.

Zastanawia fakt, iż Zbawiciel zostaje przedstawiony w ten sposób już przy swoim pierwszym publicznym pojawieniu się. Dzisiaj dla nas imiona są czynnikiem drugorzędnym, często przypadkowym, natomiast dla ludów semickich imię oznaczało powołanie i samą istotę osoby. Dlatego Bóg zmieniał imiona ludziom, których przeznaczał do wypełnienia wielkich misji.

Chrystus podczas narodzin otrzymał imię Jezus, Emmanuel, „Bóg z nami”. Jego działalność publiczna zaczyna się wraz z nadaniem Mu tytułu „baranka”. W historii wielu bohaterom przypisywano przydomek „lwa” czy „lwiego serca”, co miało oznaczać, że ich przeznaczeniem było odniesienie zwycięstwa w wojnie czy założenie królestwa albo dynastii. Chrystus został posłany, aby stworzyć powszechne Królestwo Boga, ale nie tak, jak tworzy się królestwa tego świata. Prorok Izajasz przepowiada, iż zostanie On zaprowadzony na rzeź jak baranek i nawet ust nie otworzy. Ale właśnie w tym objawi się Jego moc. Dlatego też Apokalipsa nazywa błogosławionymi zaproszonych na ucztę Godów Baranka w Jego wiecznym królestwie.

Stworzenie nowego królestwa wiąże się z poddaniem i zniszczeniem nieprzyjaciół. Apokalipsa, która czci zwycięstwo Baranka poprzez obraz ludzkiej walki, w dramatyczny sposób odmalowuje upadek Babilonu i ukaranie tych, którzy adorowali „bestię”. Jest to wyrażenie symboliczne: jedynym prawdziwym nieprzyjacielem Królestwa Bożego jest grzech, który zostanie pokonany przez Baranka. Pokonany jednak w sposób całkowicie wyjątkowy: bez zniszczenia grzeszników i bez oddalania ich od osoby króla. Wręcz przeciwnie, On utożsami się z nimi.

Kościół idzie za Jego przykładem i przyjmuje grzeszników na swoje łono, aby ich uzdrowić. W dziejach Kościoła w różnych okresach pojawiały się nurty „purystyczne”, domagające się oddzielenia baranków od kozłów, co miało wykluczyć grzeszników, aby Kościół zachował swoją czystość i świętość. To trochę tak, jak gdyby szpital odrzucał chorych i przyjmował tylko zdrowych. Kościół jest organizmem żywym i stara się ożywiać chore członki, sprawiając, aby krążyła w nich jego krew. Jest jak matka, która przyjmuje swoje dzieci, nawet jeśli popełniły jakieś przestępstwo. Gdzież bowiem mogłyby się chronić, aby naprawić swoje błędy?

Gdy kapłan ukaże Hostię podczas Mszy Świętej, mówiąc: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”, spróbujmy poczuć, że Jezus jest z nami i wstawia się za nami u Boga Ojca.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, obdarz nas pokojem.

„Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?» Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. a oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie»” (Mt 3, 13-17).

Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca”.
(Rz 6, 4)

Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS •

Nad Jordanem

Okres Narodzenia Pańskiego jest pełen zadziwień, zachwytów i kontemplacji wobec objawienia Bożego. Idąc śladami czasu liturgicznego najpierw było narodzenie Jezusa w Betlejemskiej Grocie – objawienie Wcielonego Słowa! Później był pokłon Trzech Króli – objawienie boskości małego Dzieciątka. A dziś są wody Jordanu – objawienie Syna umiłowanego, obiecanego Mesjasza.

W Galilei

Galilea to peryferie w stosunku do Judei. Nazaret to przecież nie Jerozolima, podobnie jak wioska Zarzecze na Podkarpaciu to nie Gdańsk. A jednak przez prawie trzydzieści lat wiedzie Jezus życie ukryte, w milczeniu i ciszy. W Nazarecie Maryja pierwszy raz usłyszała o Nim i właśnie tam dorasta w mądrości, będąc posłuszny rodzicom.

Ewangelia zasadniczo milczy o tym okresie życia Jezusa, z wyjątkiem Jego bar micwy.

Czy to dziwi? Z pewnością nie tych, którzy chcąc nabrać ducha, usłyszeć Boży głos, cumują w takich małych Nazaretach, jak dla przykładu Krościenko nad Dunajcem.

Zbawiciel dojrzewa w Nazarecie. Do wielkich dzieł trzeba dojrzewać. Potrzeba czasu. Dlatego każdy z nas potrzebuje swojego Nazaretu, potrzebuje czasu. Potrzebujemy dorastać.

Chrzest Jezusa

Sposób życia, jaki wiódł Jezus, mogło zmylić tych, którzy, może jak w totka, obstawiali osobę Mesjasza. Nie jest tajemnicą, że niektórzy zaczęli upatrywać Zbawiciela w św. Janie Chrzcicielu. Jednak przyjście Jezusa nad Jordan, Jego prośba o chrzest i znaki, które temu towarzyszyły, rozwiały wszelkie wątpliwości. Oto stoi przed nimi umiłowany Syn Boga, Sługa, na którym spoczął Duch Święty.

Naturalnie rodzi się pytanie: dlaczego Jezus, który był bez grzechu, przyjmuje chrzest w wodach Jordanu? Piękną odpowiedź na to pytanie daje Hilary z Poitiers: „Przez chrzest Chrystusa dokonało się jednak uświęcenie wód, w których my przyjmiemy chrzest”.

Chrzest Jezusa zapowiada jego zbawczą misję. „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. Duch Święty objawia tożsamość Jezusa. Bóg wybrał Jezusa i posłał, aby zniszczył grzech każdego z nas i wyzwolił nas od śmierci. Wydarzenie z nad Jordanu już zapowiada Paschę.

Ustąpić

Prorok z pustyni znał stan bezgrzeszności Jezusa, dlatego na początku stawia opór: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?”. Jednak ustępuje Jezusowi. Ważniejsze od tego, co on myśli – nawet jeśli ma rację – jest to, aby wypełniło się dzieło Boga.

Jan ustępuje, nie walczy, nie opiera się. Tu zwycięża pokora… nie tylko Jana, ale przede wszystkim samego Jezusa! Wielki uniża się i prosi o chrzest.

Ta scena o ustąpieniu św. Jana Chrzciciela jest dla nas bardzo pouczająca. Bywają sytuacje, że trzeba ustąpić, nawet jeśli ma się rację. Przysłowiowa korona z głowy Janowi nie spadła! Z pewnością ustąpienie jest znakiem nawrócenia. Uparty i walczący o swoje racje nie potrafi ustąpić. Boi się przegrać. A jednak bywają takie porażki, które w finale stają się zwycięstwem. Czasem ustąpienie na milimetr nie zmienia świata, ale z pewnością zmienia serce przynajmniej tego, który ustępuje!

II niedziela po Bożym Narodzeniu, 5 I 2020 – komentarz do Ewangelii

Wiedz, że coś się dzieje!
● Rozważa: Paweł Pomianek ●

Druga niedziela po Narodzeniu Pańskim, rok A (5 stycznia 2020)
Czytania: Syr 24,1-2.8-12; Ef 1,3-6.15-18
Ewangelia: J 1,1-18 ●

Jeśli Kościół trzeci raz w ciągu jedenastu dni z uporem czyta nam tę samą perykopę ewangeliczną, to wiedz, że coś się dzieje!

Tę perykopę wszyscy, którzy po pasterce nie zrezygnowali z uczestnictwa także w Mszy w dzień – po raz pierwszy usłyszeli ten wyjątkowy fragment z Ewangelii Jana już w sam dzień Bożego Narodzenia. Kolejny raz czytaliśmy go w św. Sylwestra, żegnając stary rok. Kościół postanowił jednak, że w okresie Narodzenia Pańskiego jest to urywek tak ważny, że wyznaczył go do przeczytania także na II niedzielę po Bożym Narodzeniu.

To rzeczywiście absolutnie wyjątkowy fragment Ewangelii. Zarówno literacka, jak i teologiczna perełka. A dlaczego jest on tak ważny teraz, w okolicach Bożego Narodzenia? Bo nie ma w Piśmie Świętym innego tekstu, który tak wiele mówiłby nam o teologii Wcielenia Syna Bożego; który mówiłby nam tak wiele, kim jest Syn Boży; który wywarłby tak wielki wpływ na rozumienie Tego, kim w rzeczywistości był Jezus Chrystus – co wyraża Kościół w swojej teologii.

Powiedzmy sobie szczerze, że tego typu rozważanie czy nawet kilkunastominutowa homilia pozwala jedynie delikatnie dotknąć głębi tego słowa. Przywołam jednak choćby kilka krótkich fragmentów, kilka wątków, które warto sobie rozważyć, którymi warto się zachwycić:

  • Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało. Syn Boży był od zawsze. Uczestniczył w stworzeniu światu, współdziałał z Ojcem w całej historii zbawienia.
  • W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Syn Boży (jako Osoba Trójcy, wraz z Ojcem i Synem) jest dawcą życia i źródłem wszelkiego dobra – jeśli jest na świecie jakieś dobro, zawsze ostatecznie pochodzi z Jego inspiracji i powinniśmy mu za nie dziękować. On jest też Tym, który ostatecznie zwycięża.
  • Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Każdy człowiek, niezależnie od swojego pochodzenia, historii swojej rodziny, warunków, w jakich się rodzi, dostaje szansę, by wkroczyć na drogę zbawienia.
  • Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Tutaj wpływ na teologię Bożego Narodzenia, także na teksty śpiewanych kolęd, jest szczególnie widoczny. Syn Boży został przez świat odrzucony. Nie podejmuję się nawet próby wymieniania, w jak wielu aspektach. Każdy wybór zła w naszym życiu jest odrzuceniem Tego, którego świat jest własnością.
  • Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Dziecięctwo Boże jest z jednej strony darem, ale z drugiej wyborem – mamy moc, by je przyjąć, ale warunkiem jest przyjęciem Syna Bożego jako Syna Bożego; przyjęcie go do siebie – stanie się na Jego wzór, chęć naśladowania Go. Dziś często w Kościele używa się określenia „dziecka Bożego” obowiązującego rzekomo względem wszystkich ludzi w pewnym pomieszaniu. I druga rzecz: narodzenie z Boga (chrzest, przyjęcie wiary, życie wiarą) jest tożsamością nadrzędną względem każdej innej – jest tym, co nas definiuje.

Święta

Sobota, II Tydzień zwykły
Rok A, II
Święto Nawrócenia św. Pawła Apostoła

Sonda