Dzisiaj jest

środa,
16 stycznia 2019

(16. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
7281158

Wyszukiwanie

chrzest„Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem.Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3, 15-16. 21-22).

 

Jan chrzci, Chrystus zbliża się do niego; być może, aby i tego uświęcić, który Go chrzci, z pewnością zaś dlatego, by pogrzebać w wodzie cały ród starego Adama; przedtem jednak, i to ze względu na nas, aby uświęcić Jordan. Bo Chrystus, Duch i Ciało, i wodzie dał moc tajemną przez Ducha.”

św. Grzegorz z Nazjanzu

 

Chrzest Jezusa

Na początek rozważania nad chrztem Jezusa przytoczę znaną anegdotę o kobiecie odwiedzającej niebo, którą zatrzymuje św. Piotr. Oto ich rozmowa:

- Przepraszam, a pani dokąd?

- Do nieba – pada wyraźna odpowiedź.

- Zaraz, zaraz, to nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały test. By wejść do nieba, trzeba uzbierać cztery tysiące punktów. Proszę opowiedzieć coś o swym życiu.

- Często odmawiałam różaniec – po chwili zadumy pada odpowiedź.

- No dobrze, pół punktu…

- Ile??????????

- Pół punktu. Dobrze pani słyszy!

- Słuchałam Radia Maryja.

- Pół punktu…

- Chodziłam w tygodniu na msze…

- Jeden punkt.

Po godzinnej wyliczance kobieta zgro­madziła dwadzieścia pięć punktów.

- No cóż, przykro mi, nie zmieściła się pani w limicie – oznajmia św.  Piotr.

- Jezu, ratuj!!! – woła zrozpaczona kobieta.

- Brawo! Cztery tysiące punktów. Tędy proszę…

Jezu, ratuj!

To tylko anegdota, ale mówiąca dużo o naszym często błędnym myśleniu o zbawieniu. Wielu z nas zbawienie traktuje jako wynik naszych wysiłków, owoc dobrych uczynków, czy wręcz należną zapłatę za pobożne życie. Taka postawa to nic innego, jak tylko próba samo zbawienia. Prawdą jest, że pobożność, zmagania duchowe, wyrzeczenia ascetyczne i dobre uczynki są praktykami bardzo cennymi, ale nie one nas zbawiają… Tym, który nas zbawia jest Jezus Chrystus. Co więcej, On nie zbawia nas za coś… Jezus zbawia nas za darmo!!!

Zawołanie kobiety: «Jezu, ratuj!» stanowi sedno Święta Chrztu Pańskiego. Jezus, wchodzący w wody rzeki Jordan, przychodzi ratować każdego z nas. Tak jak zanurzył się w wodzie i z niej wyszedł, tak później wszedł w śmierć i też z niej wyszedł zwycięski. To właśnie Jego Śmierć i Zmartwychwstanie otwiera nam bramy nieba. Chrzest Jezusa jest świętem naszego ratunku, wyzwolenia.

Jordan stał się rzeką Chrystusa i rzeką chrześcijanina. W Jezusie zostaje objawione, że każdy człowiek jest umiłowanym dzieckiem Boga, bo „Bóg kocha grzeszących ludzi. Bóg kocha błądzących, beznadziejnie marnujących, gmatwających życie swoje i innych. Bóg kocha wszystkich”.

W czasie chrztu każdy zostaje wprowadzony „do wód Jordanu” i nad każdym z nas Bóg, tak jak do Jezusa, mówi: «Tyś jest mój syn umiłowany». Innymi słowy, Bóg jak do oblubienicy szepcze każdemu z nas: kocham cię! I tylko ta miłość nas zbawia! Dlatego nie szukajmy klucza do otwarcia bram nieba pokazując kupony dobrych uczynków, ale w miłości Jezusa. Nie lękajmy się wołać: Jezu, ratuj!!!

Bóg sam wzywa

Dzisiejsze święto jest także okazją, aby zamyślić się nad własnym chrztem, aby zobaczyć, czy w sercu noszę prawdę o miłości Boga do mnie, miłości, która mnie wybrała. Miłości, która nie jest za zasługi.

Swietłana Allilujewa, córka Stalina, chrzest przyjęła w wieku 36 lat. Jakov Nemscweridze, jeden z jej przyjaciół kiedyś zapytał ją, jak to możliwe, że wychowana w takiej rodzinie, może być wierząca. Ona odpowiedziała: „To nie zależy od ciebie i od rodziny. Kiedy Bóg uzna cię za godnego bycia wierzącym, On sam Cię wezwie”.

Piękna odpowiedź! To żadna nasza zasługa! To łaska, to dar!

26 października 2006 roku, wczesnym rankiem, z grupą liczącą prawie pół tysiąca pielgrzymów udałem się nad Jordan od strony izraelskiej. Miałem szczęście, bo wtedy przejście było otwarte tylko jeden raz w roku, w czwarty czwartek października. Kiedy ujrzałem rzekę Jordan i zanurzyłem w niej dłoń, poczułem niezwykły dotyk wody, i uświadomiłem sobie, że właśnie w tym miejscu Jezus przyjął chrzest z rąk Jana Chrzciciela. Dotykając wody dziękowałem Bogu, że przez wodę chrztu zostałem włączony do ludu pielgrzymującego ku Jerozolimie Niebieskiej.

Tyś jest mój Syn umi­łowany

Pan Bóg przemawia do człowieka na różne sposoby, także przez geografię. Jordan przepływa przez największy teren depresyjny na świecie – ok. 400 m p.p.m. Chrzest Jezusa następuje w miejscu ujścia Jordanu do Morza Martwego, które z powodu dużego zasolenia nie ma w sobie życia. Jezus w czasie chrztu stawia stopy właśnie w tym miejscu i w sposób symboliczny objawia, że On jest tym, który ratuje człowieka przed śmiercią, której symbolem jest Morze Martwe.

Na potwierdzenie znaków zewnętrznych Bóg oznajmia: „Tyś jest mój Syn umiłowany!” Zawsze, kiedy celebrowany jest sakrament chrztu, powtarza się to samo wołanie „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. Jesteśmy zrodzeni nie tylko z łona matki, ale także z łona wody…

ks. Bohdan Dutko MS

Uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia 2019 – komentarz do Ewangelii

Bądź mędrcem!
● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

by-Arkadiusz-Pomianek-DSC-0044-1Uroczystość Objawienia Pańskiego (6 stycznia 2019)
Czytania: Iz 60, 1-6; Ef 3, 2-3a.5-6
Ewangelia: Mt 2, 1-12 

W dzisiejszej Ewangelii dostrzegamy zarysowujący się podział ludzi na trzy ugrupowania. Te grupy możemy zawsze wyodrębnić, gdy obserwujemy reakcję ludzi na zetknięcie się z Jezusem.

Przyjrzyjmy się im:

Reakcja Heroda: nienawiść i wrogośćHerod obawiał się, że to małe Dziecię, wtargnie w jego życie, zagrozi jego pozycji, władzy, prestiżowi. W pierwszym odruchu postanawia je zniszczyć. Zawsze znajdziemy ludzi, którzy chętnie zniszczyliby Jezusa Chrystusa. Widzą w Nim bowiem kogoś, kto integruje w ich życie. A przecież chcieliby czynić, co im się podoba. Chrystus natomiast przeszkadza im w realizacji tych planów. Człowiek, który chce czynić tylko to, co mu się podoba, nigdy nie będzie użyteczny dla Jezusa Chrystusa. Chrześcijanin jest bowiem człowiekiem, który przestał czynić własną wolę, a poświęcił życie postępowaniu na wzór Chrystusa.

Reakcja arcykapłanów i uczonych w Piśmie: zupełna obojętność. Ustosunkowują się do tej sprawy tak, jakby ich zupełnie nie obchodziła. Zapatrzeni dumnie w rytuał świątynny, zajęci dyskusjami na temat Prawa i Proroków, po prostu nie zwracają uwagi na Jezusa. Nic dla nich nie znaczy. Do dziś są ludzie tak zainteresowani własnymi sprawami, że Jezus Chrystus nie ma dla nich żadnego znaczenia.

Reakcja mędrców: uwielbienie. Pragną złożyć u stóp Jezusa Chrystusa najcenniejsze dary, na jakie było ich stać. Gdy człowiek uświadamia sobie miłość Boga w Jezusie Chrystusie, wówczas opanowuje go tylko podziw, miłość i uwielbienie.

Do której grupy należę? Na to pytanie nie da się odpowiedzieć w tym rozważaniu. Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie w swoim sercu.

„W ubóstwie narodzenia Jezusa zarysowuje się coś wielkiego, w czym w sposób tajemny dokonuje się zbawienie ludzi” – pisał Benedykt XVI, odwołując się do refleksji św. Augustyna.

Augustyn objaśniał znaczenie żłobu, posługując się myślą, która w pierwszej chwili wydaje się niemal niestosowną, ale gdy się jej bliżej przyjrzeć, zawiera głęboką prawdę. Żłób jest miejscem, gdzie zwierzęta znajdują pokarm. Teraz zaś w żłobie leży Ten, który nazywa samego siebie chlebem danym z nieba – prawdziwym pokarmem, którego człowiek potrzebuje do podtrzymania swego człowieczeństwa. Jest to pokarm zapewniający człowiekowi właściwe, wieczne życie. Dlatego żłób wskazuje na stół Pański, do którego człowiek jest zaproszony, aby otrzymać chleb od Boga. W ubóstwie narodzenia Jezusa zarysowuje się coś wielkiego, w czym w sposób tajemny dokonuje się zbawienie ludzi.

Joseph Ratzinger – Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo, Kraków (Znak) 2012, s. 95.

Czwarta Niedziela Adwentu, 23 XII 2018 – komentarz do Ewangelii

Perykopa: Łk 1,39-45 •
Rozważa: Lucyna Montusiewicz •

Nawiedzenie-Świetej-ElzbietyTo już ostatnia Niedziela Adwentu 2018. Okazuje się, że każdy rok przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia znajduje nas w podobnej postawie oczekiwania, jakby od zawsze.

Zatem pewnym zaskoczeniem niech będzie dla nas dzisiejsza Ewangelia, która wręcz zaprasza nas do tego, abyśmy już przestali czekać!

Ludzie większość życia spędzają na czekaniu.

Dotyczy to wszystkich mieszkańców Ziemi bez względu na to, gdzie się urodzili czy w jakiej części świata mieszkają, jaką mają filozofię życia czy też, jakie praktykują wyznanie. Dokładnie tak jak my, którzy ciągle na coś czekamy.

Oto Elżbieta, żona Zachariasza, kapłana świątyni jerozolimskiej, jest brzemienna, mimo iż była „podeszła w latach”. Możliwe, że właśnie na ten znak łaski czekała całe swoje życie. Jednak dla nas jej sytuacja symbolizuje coś, co przemija, i zapowiada, że kończy się czas obietnic Boga!

Rozpoczyna się ich realizowanie!

Właśnie o tym mówi Słowo! Elżbieta w swoim ciele już realizuje tę obietnicę, jest czujna i gotowa na Spotkanie. Czas oczekiwań nie został stracony. Pobożna Elżbieta, widząc w drzwiach swoją krewną z Nazaretu, natychmiast rozpoznaje w Niej obecność swojego Stwórcy i po pierwszym zaskoczeniu zadaje pytanie: „Czemu zawdzięczam to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie?”.

Spotkanie.

Elżbieta rozpoznaje Jezusa w Maryi nie za pomocą znaków, jak w Starym Testamencie, lecz poprzez wiarę – i napełniona Duchem Świętym wypowiada proroctwo: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona”. Sprawia jej to wielką radość, bo zdaje sobie sprawę, że obietnica zaczęła być realizowana. To Bóg w osobie Maryi przychodzi indywidualnie do każdego człowieka, w każdym pokoleniu i wieku, a Ona zawsze przynosi ze sobą Jezusa-Mesjasza.

Spełnienie zapowiedzi proroków.

W tym sensie rodzi się wiara i Kościół. „Oto panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel”. To się staje na naszych oczach, o ile jesteśmy czuwający, o ile w różnych wydarzeniach i spotkaniach umiemy rozpoznać czas naszego Nawiedzenia przez Boga.

O ile też sami niesiemy jak Maryja Jezusa w nas innym ludziom. To jest zadanie apostołów i całego Kościoła. Istotne jednak, abyśmy byli tymi, którzy najpierw sami Go rozpoznają.

Czekający nieraz przysnęli i nie doczekali się na to, na co czekali, zatem bądźmy raczej czujni niż oczekujący, abyśmy już jutro umieli rozpoznać Maryję niosącą Pana.

Żyjemy w czasach spełniania się obietnic Boga.

III niedziela Adwentu, 16 XII 2018 – komentarz do Ewangelii

Gwiazdorzy

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

III niedziela adwentu, (16 grudnia 2018)
Czytania:
 So 3, 14-17Flp 4, 4-7
Ewangelia: 
Łk 3, 10-18

W dzisiejszej Ewangelii tłumy pytają Jana, co mają czynić, a on cierpliwie odpowiada. Można powiedzieć, że rady Jana Chrzciciela są ponadczasowe i uniwersalne. Jednakże tylko takie postrzeganie tego świętego, jako dobrego doradcy i mistrza, jest niepełną odpowiedzią na to, kim on był.

Czy był on Mesjaszem? „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem” – odpowiedział tłumowi. Czasami tak bywa, że w poszukiwaniu Chrystusa można zatrzymać się tylko na kimś, kto jest nośnikiem, przekazicielem Jego przesłania. Tak mogło być z Janem, tak może być i współcześnie.

Przykład z życia. Gdyby zapytać, czego oczekuje się dzisiaj od kapłanów, z pewnością spora część odpowie, że współczucia, empatii i życzliwości. Na pewno wszystkie te cechy są pożądane (niestety tak jest, że jeśli kapłan szanuje wiernych jak ludzi, to jest już gwiazdą duszpasterstwa – mawiał ks. Jan Kaczkowski), jednak nie stanowią o istocie kapłaństwa. Kapłan, tak jak Jan nad Jordanem, ma bardziej przypominać księżyc, czyli świecić nie swoim światłem, a Chrystusa. Oby kapłani byli jak księżyc, a nie słońce, bo od tego już niedaleko, aby stać się gwiazdą.

Pustynia Judzka

Pustynia ma wiele form. Istnieje pustynia nędzy, pustynia głodu i pragnienia, pustynia porzucenia, samotności i zniszczonej miłości. Istnieje pustynia ciemności Boga, wypalenia duszy, gdzie zanika świadomość godności i drogi człowieka. Ponieważ tak rozległe stały się pustynie wewnętrzne, na świecie mnożą się zewnętrzne pustynie.

Benedykt XVI

Mesjasz przychodzi!

W tę drugą niedzielę Adwentu każdy z nas może stanąć nad swoją rzeką Jordan, którą jest Chrzest. Byliśmy kiedyś zanurzeni w wodzie naszego Jordanu, ale możemy nieustannie powracać do tych wód, gdyż ciągle potrzebujemy Zbawiciela. Nie jestem samowystarczalny. To dobrze! Adwent, to czekanie na Mesjasza. Ale na jakiego Mesjasza czekamy?

Pustynia

Jan był na pustyni. W życiu duchowym pustynię można przeżywać na dwa sposoby. Pierwszy to ten egzystencjalny, przeżywamy go tu i teraz. Gdy jest nam ciężko, dotknięci jesteśmy bezsilnością, bezsensem, wijemy się w jakimś ucisku, coś nas bardzo uwiera, dopadł nas kryzys, kiedy przechodzimy przez „ciemną noc”, gdy rozdziera nas cierpienie, kiedy wpadliśmy w pułapkę złego, gdy grzech nas trawi od środka, czujemy duchową „zgagę”, gdy otaczają nas tylko kamienie i skały… totalne bankructwo. Właśnie do kogoś z takim sercem Bóg chce mówić. Tak przemówił do Abrahama, który nie widział sensu życia, zupełny bankrut. Przemówił do Mojżesza – wyprowadzając go z jego drogi donikąd, nadając jego życiu misję.

Pamiętam chwile spędzone na Pustyni Judzkiej, szczególnie te, kiedy byłem sam. Skały i kamienie, żadnego hałasu, i tylko cisza… Otwierałem Biblię i słuchałem, co Bóg do mnie mówi. Bóg mówi do serca. Nie do ucha, aby nas połechtać, aby się przymilić. Wtedy świetnie zrozumiałem wezwanie Boże przekazane przez proroka Ozeasza: „Dlatego zwabię ją i zaprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” (Oz 2, 16). Adwent to dobry czas, aby pozwolić się zwabić. To jest drugi sposób przeżywania pustyni – pozwolić się zwabić. Mieć swój duchowy kąt, swój „kawałek podłogi” – o świcie czy w nocy. Wyłączyć telefon, telewizor,  Internet – i słuchać! Sam na sam z Nim! I podobnie jak na Pustyni Judzkiej można usłyszeć każdy odgłos, szept i szmer, tak w naszej adwentowej pustyni, w samotności i wyciszeniu usłyszymy to, co Pan będzie mówił do nas.

Bóg chce nam mówić o swoim miłosierdziu dla nas. Tradycja mówi, że kiedy król Saul był wściekły i wzburzony, Dawid grał na harfie i śpiewał o miłosierdziu. Saul się uspokajał.

Bóg wie, co może nas uciszyć wewnętrznie, co przyniesie nam pokój, dlatego chce nam mówić o swoim miłosierdziu, o tym, że nas kocha, że wciąż podchodzi do okna i jak ojciec syna marnotrawnego… I że wypatruje nas, że ma niespokojne serce.

 „Prostujcie drogi dla Pana”

To jest słowo, które dzisiaj rozlega się nad pustynią mojego serca, które ma nas przygotować na przyjście Jezusa Chrystusa.

Kayah w jednej z piosenek śpiewa: „Moje góry i doliny, widziałyście może dziś, dokąd odszedł mój jedyny…” Każdy z nas ma w sobie takie góry i doliny, które mogą ujrzeć JEDYNEGO. Mogą być w nas doliny depresji, desperacji, rozpaczy duchowej… oraz pagórki pychy, zarozumialstwa, wynoszenia się. Jak bardzo potrzebujemy spotkać naszego JEDYNEGO, aby wypełnił nasze doliny Swoim miłosierdziem, pokorą i cichością, a pagórki obniżył przez upokorzenia i doświadczenia – jak czytamy w Ewangelii: „Każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, wywyższony będzie (Łk 14, 11). Muszę pytać siebie: na ile jestem gotowy przyjmować jedno i drugie?

Drogi kręte i wyboiste

Kiedy odwiedzałem moich współbraci na zachodniej Ukrainie, to poruszałem się samochodem przez drogi kręte, ale przede wszystkim wyboiste (świadomie nie piszę, że jechałem, bo byłoby to dużym nadużyciem). Dziura na dziurze, brak asfaltu, kałuże pełne wody, kamienie… Widziałem samochody z urwanym kołem i stojących kierowców z bezradnie rozłożonymi rękoma. Co za upokorzenie! Współczułem im. Ile jeszcze czasu upłynie, kiedy drogi będą wyprostowane i wyrównane i będzie można jechać naprawdę?

Stan tych dróg jest obrazem tego, co bywa w nas! Sami mówimy albo słyszymy od innych: „pokręciło mi się w życiu!”, i stoimy bezradni wobec życiowych wybojów. My bezradni, ale dla Boga wygładzić i wyprostować nasze życie to jest pestka!

Adwent to czas, aby wołać do Mesjasza! Wołajmy z naszych „dołów” i „szczytów”, kiedy zbłądziliśmy i wpadliśmy w życiową dziurę… bo było wyboiście! Wołajmy, bo nie ma sytuacji beznadziejnych – Mesjasz przychodzi!

A po co to wszystko? – zapytasz. Aby inni, patrząc na ciebie, ujrzeli zbawienie Boże (por. Łk 3,1-6).

Lekkość serca

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

I Niedziela Adwentu (2 grudnia 2018)
Czytania: Jer, 33,14-16; 1 Tes 3, 12 – 4,2
Ewangelia: Łk, 21,25-28.34-36 ●

Wiemy, jak trudno jest wysłuchać nawet dobrego koncertu, jeśli trapi nas jakiś problem. Spacerowanie po kwiecistych łąkach wcale nie jest przyjemne, jeśli dzień później czeka nas jakiś egzamin. Mamy wolny czas, ale nie wolne serce, gdyż ciążą na nim troski, niepozwalające nam cieszyć się muzyką ani też podziwiać piękna łąk. Jak zatem możemy postrzegać niewidzialną rzeczywistość duchową i słuchać tajemniczej symfonii boskich głosów?

Liturgia woła: wznieście wasze serca. Nasze serce natomiast przykute jest do ziemi. Jak je uwolnić? Syryjski autor Opat Izajasz mówi, iż serce staje się lekkie jak puch wraz z podmuchem Ducha Świętego. Jednak puch nie może być mokry od deszczu ani wilgotny od chmur, które nie pozwalają przeniknąć promieniom słonecznym. Słońce osusza puch i pozwoli mu pofrunąć. Naszym słońcem jest Chrystus, a promienie to Jego słowa.

Pijacy chwieją się i upadają, chociaż pili po to, aby poczuć się lżej. Jakaś osoba czuje się nieszczęśliwa, niezadowolona, czuje się nieprzystosowana, niezdolna, niepotrzebna. Zatrzymuje się w barze i pije, aby zapomnieć. Wydaje się, że to pomaga, ale na jak długo? Pijany nie zastanawia się nad tą kwestią: biedny człowiek, on nie może już żyć bez picia. W głębi serca wszyscy jesteśmy do niego w jakimś stopniu podobni. My też się boimy i zatrzymujemy w barze świata, aby pić wszystko to, co nam oferuje jako środek na zapomnienie o śmierci.

Pierwszą oznaką na to, iż jesteśmy pijani, jest niezdolność utrzymania się na własnych nogach, przechodzenie od jednego zainteresowania do drugiego, nieposiadanie stabilności. Zaczynamy poszukiwać jedynie rozrywki i nie tracimy żadnej okazji, aby tylko śmiać się i cieszyć.

Smutne jest życie tego, kto zapomina, iż najważniejszą sprawą jest to, co nas czeka w przyszłości.

Kto się upija, czyni to, aby zapomnieć. Człowiek niespokojny natomiast pamięta o wszystkim, ciągle przejmuje się każdą drobnostką, traci właściwe spojrzenie na sprawy, aż w końcu z igieł robi widły i zapomina o rzeczach najważniejszych.

Niezwykle ważny jest niedzielny odpoczynek. Po sześciu dniach trudów musimy mieć możliwość zatrzymania się i pomyślenia o przyszłym życiu. Pierwszy dzień tygodnia, jak mówią autorzy wschodni, powinien nam przypominać o ósmym dniu, o życiu po zmartwychwstaniu, o wieczności.

Święta

Środa, I Tydzień zwykły
Rok C, I
Dzień Powszedni

Sonda