Szósta Niedziela Wielkanocna, 21 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0810)Nie zostawię was sierotami

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Szósta Niedziela Wielkanocna (21 maja 2017)

Czytania:Dz 8, 5-8. 14-171 P 3, 15-18

Ewangelia: J 14, 15-21

Dzisiejszy fragment zaczerpnięty z Ewangelii według Jana przywołuje słowa Chrystusa, który zapowiada przyjście Ducha Świętego. On będzie gwarantem zachowywania przez uczniów wszystkiego, co otrzymali od swojego Mistrza. Może uderzać, z jaką czułością Pan zwraca się do apostołów: „Nie zostawię was sierotami: Przyjdę do was”. Możemy wczuć się w stan uczniów, którzy wiedzą, iż Zbawiciel niedługo od nich odejdzie.

Ewangelia dzisiejszej niedzieli posiada dwa wymiary. Pierwszy to obietnica Ducha Świętego, który dopełni dzieła i sprawi, że Kościół rozpocznie dzieło głoszenia Ewangelii. Drugi motyw to odejście Chrystusa do Ojca. Możemy się zastanawiać, dlaczego musiał odejść? Czy nie mógł zostać z nami fizycznie, aby każdy mógł – być może – kupić bilet samolotowy i polecieć na spotkanie ze Zbawicielem? Kiedy patrzymy jednak na Eucharystię, to dochodzimy do wniosku, że Jezus Chrystus jest bliżej niż na wyciągnięcie ręki lub zakup biletu samolotowego. On pozostał w sakramentach, aby w każdej świątyni świata „być ze swymi uczniami”.

Kościół jednak nie żyje tylko sakramentami, ale także głoszeniem Słowa Bożego. To głoszenie nie jest jednak ewangelizacją „po omacku”. Posiadamy przewodnika – Ducha Prawdy. Pan, odchodząc do Ojca, obiecał Ducha, abyśmy mieli pewność, że wspólnota Kościoła zachowała całą doktrynę przekazaną przez Syna Bożego i rozwiniętą przez Jego uczniów. Możemy zatem być pewni: Pan jest z nami i wiemy, co nam przekazał.

Piąta Niedziela Wielkanocna, 14 V 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia-Klocek-DSC-0729Ojciec Niebieski

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Piąta Niedziela Wielkanocna (14 maja 2017)

Czytania: Dz 6, 1-7; 1P 2, 4-9

Ewangelia: J 14, 1-12

Ojciec Niebieski z wielkim upodobaniem spogląda na nas, ze względu na nasze zjednoczenie z Chrystusem, a nie dlatego, że jesteśmy bez zarzutu”.

o. Józef Kentenich

Wszystko, co mamy, dał nam Ojciec w niebie. Cudownie jest mieć z Nim relację, pięknie jest chwalić Go i błogosławić. W tym fragmencie Ewangelii Jezus aż 12 razy mówi o Ojcu!

Dom Ojca

Św. Ignacy z Antiochii, gdy szedł na śmierć męczeńską, dawał świadectwo, że słyszy w sercu głos Ducha Świętego, który niczym strumień «wody żywej» płynący w jego wnętrzu szepcze mu słowa wezwania: «Pójdź do Ojca». Wiara daje kierunek w życiu. My nie idziemy donikąd, nie jesteśmy sierotami i nie jesteśmy bezdomni. Mamy Ojca Niebieskiego i mamy Dom w Niebie! Jesteśmy dziećmi Boga i Jego domownikami. Kto ma wewnętrzną relację z Ojcem w niebie, ten ma tęsknotę nieba!

Droga do Ojca

Drogą do Ojca jest Jezus, Jego Słowo! Baal Szem Tow, mistyk żydowski, jest autorem pewnego opowiadania: ojciec z synem szli przez las. Kiedy syn zapragnął zbierać jagody, otrzymał od ojca zgodę pod warunkiem, że odpowie za każdym razem, kiedy będzie wzywany. Po pewnym czasie, kiedy ojciec zorientował się, że syn zbytnio się oddalił, zaczął wołać do niego, ale syn, zajęty zbieraniem jagód, nie odpowiadał. Gdy ojciec go odszukał, powiedział: „Jeśli nie będziesz zwracał uwagi na moje wołanie, stracisz życie”.

To krótkie opowiadanie przestrzega nas, aby nie zachowywać się jak ów syn. Jeśli nie będziemy słuchać głosu Pana i odpowiadać na Jego słowo, możemy zgubić drogę do Domu Ojca, możemy stracić życie.

Trwanie w Ojcu

Jezus obiecuje nam, że jeśli będziemy trwać w Ojcu i w Nim, wtedy będziemy czynić dzieła, jakie On czyni, a nawet większe!

Jestem w La Salette i posługuję pielgrzymom. Kilka dni temu przyjmowałem Włochów, którzy byli na świętej górze przez dwa dni. Przed wyjazdem podeszły do mnie dwie kobiety, które powiedziały, że w tym miejscu pojednały się po 50 latach. Coś, co wcześniej nie było możliwe, teraz stało się faktem. W mojej obecności rzuciły się sobie w ramiona i płakały. Co to były za piękne łzy!

Małżeństwo z Polski przyjechało do La Salette ponownie po dwóch latach, aby podziękować za pojednanie w ich małżeństwie. Już była sprawa rozwodowa… „Proszę księdza, my dziś jesteśmy w sobie tak zakochani, jak przed 30 laty”. To są te dzieła… Coś takiego się dzieje, gdy trwamy w Nim!

Czwarta Niedziela Wielkanocna, 7 V 2017 – komentarz do Ewangelii

dobry pasterzTroskliwy Pasterz

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Czwarta Niedziela Wielkanocna (7 maja 2017)

Czytania: Dz 2, 14a. 36-411P 2, 20b-25

Ewangelia: J 10, 1-10

Istnieje zwyczaj nadawania imion zwierzętom domowym na znak, iż należą one do nas, do domu, do rodziny. Dla Żydów nadanie imienia komuś oznaczało podporządkowanie go sobie. W Księdze Rodzaju Bóg przyprowadził wszystkie zwierzęta przed Adama, aby mógł on wszyst­kim nadać imię; w ten sposób stał się ich panem i one miały mu słu­żyć. Bóg zmienia imię Abramowi na Abraham oraz Szymonowi na Piotr: imię wyraża bowiem powołanie, jakie oni otrzymali. Jeszcze dzisiaj niektórzy zakonnicy i zakonnice zmieniają imię, kiedy wstępują do klasztoru.

Kiedy Chrystus mówi, że woła owce po imieniu, oznacza to, iż każ­demu z nas nadaje naszą własną i niepowtarzalną misję. W Króle­stwie Bożym każdy stanowi mały kamyczek wielkiej mozaiki, a na­szym zadaniem jest nie niszczenie całego obrazu, ale nadanie mu niepowtarzalnego blasku.

W Ewangelii tej Chrystus ostrzega także przed złodziejem. Kto to jest? U Beduinów kradzieże zwierząt są rzeczą powszednią. Łatwo jest otruć psa, załadować owce na ciężarówkę i zniknąć na pustyni. W ży­ciu duchowym złodziejem jest zły duch. Diabeł bowiem nie posiada nic swojego: to wszystko, co istnieje, zostało stworzone przez Boga, on więc może jedynie przywłaszczyć to sobie poprzez kradzież. Kradnie Bogu dusze, a każdy z nas, jeśli spojrzy na własne doświadczenie, może zobaczyć, jak wiele pięknych chwil w życiu zostało zniszczonych przez złego. Mogliśmy uczynić tyle dobrego, natomiast straciliśmy nasz cen­ny czas, jak synowie marnotrawni. Mówi się, że czas to pieniądz, a nikt przecież nie chce, żeby mu ukradziono jego pienią­dze. Możemy sparafrazować powyższe zdanie twierdząc, że czas to moż­liwość czynienia dobra, dlatego nieustannie ktoś czyha na niego, aby nam go ukraść i kazać potem za niego płacić z procentem. Jedyne, co nam pozostaje, to czuwać, aby każdy wybór, każde działanie, każda myśl i każdy krok przechodziły tylko przez serce, przez prawdziwą bramę, jaką jest Chrystus.

III Niedziela Wielkanocna (A), 30 IV 2017 – komentarz do Ewangelii

Nadzieja dla duchowych ślepców
● Rozważa: Paweł Pomianek ●


Rembrandt, Emaus

Trzecia Niedziela Wielkanocna, rok A (30 kwietnia 2017)
Czytania: Dz 2,14.22b-32; 1 P 1,17-21
Ewangelia: Łk 24,13-35 ●

 

Wielu z nas doświadczyło w swoim życiu sytuacji, gdy w pewnym momencie otworzyły im się oczy i zrozumieli, co działo się wokół nich.

«Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» – z niedowierzaniem mówią do siebie uczniowie w Emaus, gdy w końcu, po dłuższym czasie, poznali Jezusa. Jak wielkie musiało być ich niedowierzanie, że mogli być tak ślepi, jak wielki szok, że mogli nie poznać Pana – tego, z którym tak wiele miesięcy przebywali.

My też nieraz widzimy różne sytuacje z perspektywy czasu i nie możemy się nadziwić: dlaczego byliśmy tacy nierozumni, dlaczego tak postępowaliśmy i nie widzieliśmy swoich błędów. Oczywiście najgorzej jest, gdy takie zaślepienie prowadzi do zła, do trwania w grzechu przez miesiące czy lata.

Dzisiejsze ewangelijne opowiadanie pokazuje jednak, że jest nadzieja także dla nas – duchowych ślepców. Jezus dołącza do Kleofasa i drugiego ucznia i cierpliwie, systematycznie wyjaśnia… I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. W ten sposób prowadząc do prawdy. A potem siada z nimi i łamie chleb.

Jest nadzieja dla duchowych ślepców, gdyż słyszymy w czytaniu z Pierwszego Listu św. Piotra: Wiecie bowiem, że z odziedziczonego po przodkach waszego złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy. Jezus odkupił nas z grzechów, otworzył nam drogę zbawienia, a gdy trwamy w ślepocie, pragnie – obecnością w swym Kościele, w swoim Słowie, w znakach, które możemy niekiedy odczytać jako przejawy Jego interwencji czy po prostu obecności w naszym życiu – nas leczyć. Otwierać nam oczy.

I jeszcze jedno spostrzeżenie. Ten, komu Pan otworzył oczy, kto doświadczył ślepoty niczym Kleofas i jego towarzysz, po pierwsze pokornieje, nie mogąc uwierzyć, do jak wielkiego zaślepienia jest zdolny, a po drugie na własnej skórze odczuwa, jak ogromna jest łaska Pana, jak wielka radość ze spotkania z Nim.

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Niedziela Miłosierdzia Bożego, 23 IV 2017 – komentarz do Ewangelii

tomasz niewiernyPan mój i Bóg mój!

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

II Niedziela Wielkanocna, czyli Niedziela Miłosierdzia Bożego (23 kwietnia 2017)

Czytania: Dz 2, 42-471P 1, 3-9

Ewangelia: J 20, 19-31 ●

Pokój wam!” Chrześcijanin umiera na wiosnę, tak powiedział kiedyś Jan Paweł II w kontekście odradzania się do życia nieśmiertelnego z Jezusem Zmartwychwstałym. Ci, którzy przyjęli tchnienie Ducha Świętego, wiedzą o czym mówię.

W tych dniach, gdy obchodzimy Oktawę Wielkiej nocy i… powracamy rozczarowani do swojego Emaus, przychodzi do nas konkretne Słowo Ewangelii.

Bóg tak właśnie nas kocha, iż każdemu daje w obfitości tego, czego potrzebuje najbardziej, aby się nawrócił do Niego. Aby człowiek zapragnął związać się miłością ze swoim Stwórcą. A więc każde wydarzenie ma sens.

Ciągle jestem poruszona Orędziem Paschalnym: „Nie ma Go tu! Grób jest pusty!” A to znaczy, że każda moja śmierć, każda twoja śmierć została pokonana! Nie ma jej! A co było moją i twoją śmiercią? Niesprawiedliwe cierpienie, odrzucenie, choroba, zdrada, starość, samotność, krzywda, pomówienie itd., itd. To, co sprawiało, że cierpiałam, nie mając chwili wytchnienia, kiedy w wielkim bólu mówiłam: „nie ma człowieka” – jak sparaliżowany nad sadzawką Betesda. Nie ma kogoś, kto by pomógł, ulżył… Kiedy szukałam racjonalnego wytłumaczenia niezawinionych kar, kiedy z litości nad sobą płakałam i w udręce z powodu licznych cierpień zanurzyłam się w śmierci beznadziei, smutku i samotności – wtedy właśnie spotkałam miłość Boga. Jego jedynego Syna, który wycierpiał to wszystko co ja i jeszcze więcej i więcej! Aż umarł zabity na hańbiącym krzyżu, po to, abyśmy ja i ty dzisiaj już nie żyli w śmierci, lecz abyśmy otrzymali Życie wieczne w Nim.

Jak to się może stać  - pytasz Tomaszu – skoro nie mam wiary? Wystarczy, abyś słuchał, bo ona rodzi się ze słuchania Słowa. Ale są też tacy, którzy mówią :”jestem wierzący niepraktykujący”. To tak samo, jakbyś miał pole, ale nigdy go nie uprawiał, ugór dziki i nieprzewidywalny. Wiara stanie się tobą, ale tylko przy twoim świadomym udziale, bo Duch Święty krąży i szuka miejsca, gdzie mógłby spocząć. W czyim sercu jest dla Niego miejsce?

Czy przypominasz sobie formułę chrztu? Ostatniej Niedzieli Wielkanocnej słyszeliśmy kwilenie dzieci i poważne głosy dorosłych katechumenów podczas chrzcielnych obrzędów w kościołach. Kapłan mówił: „ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Po grecku chrzczę „babtistaj” dokładnie oznacza „zanurzać”. Zatem skup się i powtórz spokojnie formułę, którą wypowiedziano nad tobą: „ja cię zanurzam w miłości Boga Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Rozumiesz co się stało? Poprzez chrzest zostaliśmy niczym w wodach płodowych zanurzeni w Miłości i to na zawsze, do końca naszego ziemskiego życia . A potem odrodzimy się do życia nieśmiertelnego. Jakże ubogie i smutne jest życie tych, którzy są ochrzczeni, a nie żyją jak dzieci Boga. Teszuwa. Odwagi! Powróć, jest nadzieja.

Właśnie dzisiaj, gdy tak wiele dzieje się wokół nas, gdy rozbudzona przyroda (nadzwyczajnie hojna i rozrzutna) konfrontuje się z naszym rutynowym życiem, w Kościele Powszechnym jest czytana Ewangelia o św. Tomaszu, którego często nazywamy „niewiernym”. Był jednym z apostołów, ale zdarzało mu się często, że nie chodził ze wszystkimi. Może był indywidualistą? A może kontestatorem? Możemy dywagować i snuć domysły, dlaczego, gdy działy się wielkie wydarzenia, jego przy tym nie było? A Tomasz, jak się z tym czuł? Może jak wielu z nas wzruszał ramionami i mówił butnie:  ”ja tego nie widziałem i w to nie wierzę”, albo “mnie przy tym nie było, więc wątpię, aby to była prawda”. Tomasz i my zachowujemy się podobnie. Tymczasem Ciało Jezusa – Kościół, jest ogromne i rozległe. Sięga aż po krańce ziemi. Zmartwychwstały Pan przechodzi przez dusze swoich wiernych i działa wśród nich cuda, które jedni drugim potem opowiadają. Tak jak pielgrzymi powracający z Ziemi Świętej albo z Rzymu opowiadają, czego doświadczyli. Dlatego właśnie w tym kontekście Tomasz przychodzi nam z pomocą, kiedy wyznaje już bez swoich warunków, pokornie :”Pan mój i Bóg mój!” Niczego nam dzisiaj bardziej nie potrzeba, niż wyznać własnymi ustami, że Pan jest naszym Jedynym Bogiem. Amen

PS Apokryfy mówią o św. Tomaszu, że nie było go w Jerozolimie także wtedy, gdy zasnęła Matka Boża .W pismach jest, że był bardzo rozczarowany i przygnębiony, gdy przyjechał po kilku dniach. Usilnie prosił apostołów, aby pozwolili mu wejść do grobowca i pożegnać Ją. Gdy przystali na usilną prośbę Tomasza, odtoczono kamień i ujrzano pusty grób. Matki Jezusa już tam nie było, z ciałem i duszą została wzięta do nieba. Chciałabym dzisiaj razem z apostołem wołać: nie szukaj już swoich śmierci, nie pielęgnuj urazów, smutnych historii i niesprawiedliwości – one były, ale dzisiaj jest Zmartwychwstały Pan ze śladami ran i razów, to wszystko zostało już w Nim uleczone. „Pokój wam” .

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego, 16 IV 2017 – komentarz do Ewangelii

zmartwychwstanieB2.600pxDotrzymał i dotrzyma słowa

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego (16 kwietnia 2017)

Czytania:Dz 10, 34a.37-43Kol 3, 1-4

Ewangelia: J 20, 1-9

Z pewnością w naszych kościołach można spotkać jeszcze dekoracje, które służyły jako ołtarze tzw. Bożego Grobu. Mogłoby się wydawać, że brak monstrancji, wygaszone światła i zgaszone świece w nich stanowią tylko pozostałość po wielkopiątkowym użytkowaniu Bożego Grobu. Jednakże czy puste groby w naszych kościołach nie wyrażają lepiej prawdy dzisiejszej niedzieli niż nawet z monstrancją w środku?

Kościół w liturgii przewiduje kilka czytań na samą niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego, tak jakby chciał nam powiedzieć, iż nie można faktu rezurekcji Chrystusa zamknąć w jednym fragmencie Nowego Testamentu. Oczywiście, samego opisu zmartwychwstania nie posiadamy, ponieważ nikt nie był jego świadkiem. Posiadamy jednak relacje świadków pustego grobu, które przemawiają dobitniej niż brak ciała Chrystusa.

W czasie dzisiejszej liturgii staje przed nami postać Marii Magdaleny, która szuka ciała swojego Mistrza. A także postać Piotra oraz młodszego ucznia, biegnących do grobu. Weszli tam i uwierzyli. Ile pustych grobów w Wielkanoc widzieliśmy w naszych kościołach? Ile Wielkanocy, które nas nie zadziwiły? Ile razy spotykaliśmy Marię Magdalenę i nie pobiegliśmy sprawdzić, gdzie jest Pan, bo nas to mało obchodziło?

Wreszcie aspekt, który być może ucieka nam w kontekście świąt Paschy Chrystusa to fakt, iż również nasze groby będą kiedyś puste. Przynajmniej tak wierzymy, bo to obiecał nam Pan. W przypadku swojego zmartwychwstania dotrzymał słowa. Ufamy, że dotrzyma także w przypadku naszego. I to jest prawdziwa nadzieja wielkanocnego poranka.

Szósta Niedziela Wielkiego Postu (Niedziela Palmowa), 9 IV 2017 – komentarz do Ewangelii

Niedziela-PalmowaFinisterre

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Szósta Niedziela Wielkiego Postu, Niedziela Palmowa (9 kwietnia 2017)

Czytania: procesja z palmami – Mt 21, 1-11msza - Iz 50, 4-7; Flp 2. 6-11

Ewangelia: Mt 26, 14 – 27, 66 (Mt 27, 11-54)

Jezus dał mi poznać, ile cierpiał w tym triumfalnym pochodzie. Hosanna odbijało się w Sercu Jezusa echem – ukrzyżuj. Dał mi Jezus odczuć to w sposób szczególny”.

(św. Faustyna Dz. 1028).

 Przed nami dni, które wstrząsnęły światem! Dni, które stały się sercem historii zbawienia! Jest to tydzień, który zawsze pozostanie „niedoczytany”. Droga Wielkiego Tygodnia bardzo wciąga, oczekując w napięciu następnego dnia, aby przejść przez cudowną liturgię. Pamiętamy jedno ze „złotych zdań” św. Jana Pawła II: „Czeka was droga!” Powiedział je do młodych, ale w te dni możemy je uczynić naszymi: „Czeka nas droga!”

Pan przychodzi

Od dziś po Noc Paschalną, każdy dzień to kolejny krok prowadzący nas do radości Magdaleny w Poranek Wielkanocny w Ogrodach Jerozolimy! Bóg chce nas rozradować! On nie chce nas widzieć smutnymi. Radość chrześcijanina rodzi się ze zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. On, Pan Życia, przychodzi do każdego z nas, jak przyszedł do Magdaleny, jak kiedyś przyszedł do Zacheusza. On przychodzi z otchłani, aby wejść do naszego życia, jak kiedyś wszedł w życie Samarytanki! Możemy śpiewać w sercu: „Przyjdź, Panie, czekamy Ciebie!”

Jezusowa droga – ogołocenie

Jezus pielgrzymuje ku swojej nocy! Marek Kamiński, wielki podróżnik, po pielgrzymce do Santiago di Compostella powiedział, że „Pielgrzym tym się różni od podróżnika, że jego droga jest drogą duchową. (…) Pielgrzym staje się nikim, a podróżnik staje się kimś”.

Tak, Jezus wchodzi w ogołocenie. Ogołocony przez zdradę, a ona boli bardzo. Bicze od przyjaciół uderzają z podwójną mocą. Ogołocony… sługa wszystkich, tych z tamtego Wieczernika i wszystkich wieczerników świata, pochylający się z miednicą, aby obmyć to, co głęboko ukryte i spojrzeć w oczy Judaszom, aby rozbłysła w ich sercach Jego miłość… Karmiący sobą każdego! Ogołocony… przez ukrzyżowanie. Sam na sam ze złem, z ciemnościami. Opuszczony w miłości… Ogołocony z mocy, pozostawiony słabości… Sam w grobie i tylko śmierć Go nie odrzuciła. Ogołocony Pielgrzym Miłości i Cierpienia!

Cytowany Marek Kamiński dodaje: „Człowiek potrzebuje oczyszczenia, ogołocenia się raz na jakiś czas po to, żeby móc dalej żyć uważniej, mądrzej. Nie po to, żeby tkwić w schematach, ale żeby się od nich uwolnić”.

Credo Setnika i jego ludzi!

Wyznanie wiary! Setnik i jego ludzie, kiedy zobaczyli wszystko, co się działo, wyznali: „Prawdziwie Ten był Synem Bożym”. W ciemności ich serc zajaśniało światło. Przeżyli wewnętrzną pielgrzymkę ku wierze! Taka śmierć jest objawieniem miłości! Tak umierać może tylko Bóg! To nie pusty grób dokonał cudu i zmienił ich serce, ale w ciemnościach nocy Wielkiego Piątku, widząc Go umierającego w ogołoceniu na drzewie hańby – jak złoczyńca, doznali wewnętrznego objawienia, które pozwoliło im obwieścić: „Prawdziwie Ten był Synem Bożym”.

Marek Kamiński o pielgrzymach z Santiago di Compostella, którzy szli jeszcze na Finisterre, tak pisał: „Ta droga tak wciąga, że chce się iść dalej. (…) Finisterre znaczy „koniec świata”. (…) tam przez wieki pielgrzymi palili buty, odzienie, by zrzucić z siebie symbolicznie wszystko, co było, kąpali się w oceanie, aby się oczyścić i móc przyodziać w białe szaty, zacząć nowe życie w Bogu. Są ludzie, którzy na Finisterre zostają tydzień, dwa, bo nie chcą wracać do rzeczywistości, która często naznaczona jest walką i brakiem harmonii”.

Nie każdy będzie pielgrzymował do Santiago di Compostella i wcale nie musimy iść na Finisterre, gdyż smaku pielgrzymowania zaznamy idąc przez te święte dni, aby w Chrystusie Zmartwychwstałym – naszym Finisterre – móc przyodziać białe szaty i zacząć nowe życie w Bogu!

Piąta Niedziela Wielkiego Postu, 2 IV 2017 – komentarz do Ewangelii

łazarzCiała zmartwychwstanie

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Piąta Niedziela Wielkiego Postu (kwietnia 2017)

Czytania: Ez 37, 12-14; Rz 8, 8-11

Ewangelia: J 11, 1-45

Mówimy, iż umarli śpią czy odpoczywają. Chodzi tu jednak o wyjątkowy sen. W życiu codziennym, kiedy śpimy, tracimy świadomość, jednak wszystkie życiowe funkcje organizmu są podtrzymywane: bicie serca, oddychanie, trawienie działają tak dobrze, że leczą nawet rany. Podczas śmiertelnego snu zachodzi coś przeciwnego: ciało przestaje funkcjonować, zaś budzi się dusza, która otwiera swoje oczy na wieczność.

Co widział Łazarz, kiedy był nieżywy? Nikt ze zmarłych, których Jezus wskrzesił, nie pozostawił nam przekazu na temat tego, co ujrzał. Prawdopodobnie nie byli nawet w stanie mówić o tym. Także mistycy, którzy przeżyli wizję Boga, mówią, iż brak im słów, aby to opisać. Brak słów, ponieważ brakuje pojęć; te, którymi zazwyczaj się posługujemy w myśleniu, nie mogą Go pojąć. Dlatego też święty Paweł pisze: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”.

Mówimy, iż dusze zmarłych, którzy ujrzeli Boga, znajdują się w niebie. Jednak niebo nie jest miejscem materialnym, jest stanem, w którym te dusze się znajdują. Umieszczamy w niebie to, co nie odnajduje miejsca na tej ziemi, a dusze, które oddzielają się od ciała, są dla nas błogosławione i czyste.

Człowiek pragnął przywłaszczyć sobie ziemię i cieszyć się rzeczami materialnymi. Jako kara nadeszła śmierć, wraz z którą tracimy władzę nad ciałem i nad rzeczywistością ziemską. Czy można jednak ją odzyskać? Teologowie odpowiadają odwołując się do fundamentalnej zasady zbawienia. Nie można utracić nic z tego, co Chrystus podarował. On wcielił się, a przychodząc na świat widzialny przyjął ludzkie ciało; jedynie On zatem może przywrócić życie ciałom umarłych.

On nie mówi: „Ja daję zmartwychwstanie i życie”. Stwierdza natomiast: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Jego ciało, nierozdzielnie zjednoczone z Bogiem, nie mogło pozostawać w grobie. Dlatego wniósł nieśmiertelność do królestwa śmierci.

Nasze ciała – jak dobrze wiemy – są śmiertelne, jednak żywimy nadzieję, że Bóg je wskrzesi w dniu Sądu Ostatecznego. Prawda ta, która jest jedną z prawd wiary, wyraża pewną tajemnicę.

Chrystus porównuje ciała swoich zmarłych wiernych do ziarna, które – zasiane w ziemi – nie obumiera, lecz wydaje życie. Pseudo-Makary, autor z VI wieku, zastanawia się nad faktem, iż Wielkanoc obchodzimy na wiosnę. Ziarno rozsypane w ziemi w miesiącach zimowych zaczyna kiełkować, wzrastać i zakwitać, kiedy czuje ciepło wiosennego słońca. Ci, którzy uwierzyli w Jezusa, spoczywają w ziemi aż do dnia, w którym pojawi się słońce nowego czasu. Chrystus zstąpi z nieba, obudzi ich i ich piękno zakwitnie na spotkanie z Nim.

Czwarta Niedziela Wielkiego Postu, 26 III 2017 – komentarz do Ewangelii

sadzawka siloeUzdrowienie niewidomego od urodzenia

● Rozważa: Lucyna Montusiewicz ●

IV Niedziela Wielkiego Postu (26 marca 2017)

Czytania: 1 Sm 16, 1b. 6-7. 10-13aEf 5, 8-14

Ewangelia: J 9, 1-41 ●

700 lat przed naszą erą król judzki wybudował w Jerozolimie Tunel Ezechiasza, aby ze źródła Gichon w Dolinie Cedronu sprowadzać wodę do Sadzawki Sziloach (Siloe) w Mieście Dawidowym. To miejsce znajduje się  tam do dzisiaj. Ważne dla naszego nawrócenia jest poznawanie tych historycznych miejsc i rozpoznawanie śladów pradawnej historii. Wielokrotnie w naszych niedzielnych rozważaniach podziwialiśmy nauczanie Jezusa, które odbywało się w konkretnej przestrzeni geograficznej. Jej symbolika pozwalała lepiej i głębiej rozumieć Ewangelię. Ma to miejsce także dzisiaj, w obfitej lekturze Ewangelii Janowej.

Oto na uliczkach Jerozolimy rozgrywają się sceny przypominające początek Księgi Hioba. Pada odwieczne pytanie człowieka, kto zawinił. Pytający oczekują, że zostanie potwierdzone ich rozumowanie, iż nieszczęście, które nas dotyka, jest odpowiedzią na grzech, jest naszą winą. To także nasze pytanie. W nim zawarty jest sąd, wartościowanie. Rodzice posiadający potomstwo z różnymi chorobami i ułomnościami mogą to potwierdzić. Ja także.

Nikt nie zawinił, odpowiada Jezus, stało się tak, aby objawiła się chwała Boża. Czymże jest ta „chwała”? Najprościej mówiąc, chwała to uwielbienie Ojca za to wszystko, co nas spotyka. To nasza wewnętrzna zgoda na to, co się dzieje z naszym życiem. A dzieje się wszystko dobrze, jeśli w ufności pozwalamy Bogu, aby nas leczył. Bo to są Jego sprawy

Niewidomy od urodzenia jest tylko pretekstem, aby ukazać dwa styczne światy: mistyczny i ziemski. Rozpoznajemy ludzi takich samych jak my, którzy chcą uzasadnić swoją rację prawem albo przyjętymi obyczajami. Zadufani w swojej wiedzy o drugim człowieku, tak samo ślepi jak ten niewidomy, lecz osądzający innych. Obrzucający kalumniami i wyzwiskami, gdy im coś nie pasuje. Zaś obok tej zadymki, którą czynią faryzeusze, toczy się spokojny los jakiegoś biedaka, który uwierzył w Syna Człowieczego. On zna swoje miejsce, bo do dzisiaj mógł żyć tylko z żebrania, był wykluczony ze świata widzących, a złość faryzeuszy chciała wykluczyć go także ze społeczeństwa. Jednak to długie „przygotowanie” w postawie zależności od innych, uzdolniło tego młodzieńca do przyjęcia wiary w Mesjasza . Uliczki Jerozolimy były świadkami, jak „wielkie dzieła Boże” działy się wtedy i dzisiaj.

Bardzo symboliczne jest „obmycie” oczu z błota nałożonego przez Jezusa w Sadzawce Siloe. Dla nas, współczesnych, to przypomnienie chrztu. Życie nakłada nam warstwy błota, tracimy rozeznanie, lecz potrzebne nam jest przypomnienie, że zostaliśmy obmyci wodami, aby narodził się w nas nowy człowiek, „żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci którzy widzą , stali się niewidomymi”. Odwagi, tak dzieje się w każdym pokoleniu.


Trzecia Niedziela Wielkiego Postu, 19 III 2017 – komentarz do Ewangelii

jezus i samarytankaPrawdziwy Bóg

▼ Rozważa: Paweł Beyga ▼

Trzecia Niedziela Wielkiego Postu (15 marca 2017)

Czytania:Wj 17, 3-7Rz 5,1-2, 5-8

Ewangelia: J 4, 5-42

Dzisiejszy fragment, zaczerpnięty z ewangelii według św. Jana, stanowi prawdziwą apologię bóstwa Jezusa Chrystusa. Cała ewangelia Jana przedstawia swoistą polemikę z Narodem Wybranym na temat tożsamości Mistrza z Nazaretu. Oto Jezus przy studni rozmawiający z Samarytanką. Już sama rozmowa stanowiła wyjątek z dwóch powodów – Jezus jako dorosły mężczyzna rozmawiał sam na sam z kobietą, a z drugiej strony jako Żyd nie powinien rozmawiać z Samarytanką.

Chrystus, prosząc o kubek wody, dał się poznać jako zwykły człowiek, który jednak podkreślił, iż nie jest jednym z wielu. Jak wielu, nawet chrześcijan, chciałoby zdegradować Jezusa z Nazaretu jedynie do roli mędrca, nauczyciela, filozofa czy po prostu dobrego człowieka? Ile zaoszczędzilibyśmy sobie nerwów, gdyby Jezus był tylko mądrym człowiekiem, którego można posłuchać, ale nieposłuszeństwo wobec którego nie skutkuje już potępieniem? Chrystus nie chce być postrzegany jedynie jako jeden z wielu myślicieli. Jego tożsamość to coś więcej niż zwykła mądrość. To Boża optyka, nie zawsze zrozumiała dla człowieka.

Po drugie Jezus z dzisiejszej perykopy jawi się jako wszechwiedzącyPan: „Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem”. Ten fragment bywa pomijany w dyskusji nad udzielaniem Komunii Świętej dla osób rozwiedzionych w nowych związkach, ale przecież niezależnie od naszych ludzkich głosowań i domysłów Boga, nie można oszukać ani zmieniać ewangelii. Te dwie rzeczy: bosko-ludzka tożsamość Jezusa i Jego wszechwiedza, w okresie Wielkiego Postu powinny nas motywować do prawdziwego postu, który nie jest handlem wymiennym pomiędzy Bogiem a człowiekiem, lecz prawdziwą zmianą myślenia – nawróceniem.

Druga Niedziela Wielkiego Postu, 12 III 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0826)Będziemy przemienieni

● Rozważa: ks. Bohdan Dutko MS ●

Druga Niedziela Wielkiego Postu (12 marca 2017)

Czytania: Rdz 12, 1-4a; 2 Tm 1, 8b-10

Ewangelia: Mt 17, 1-9

W przemienieniu Chrystusa chodziło głównie o to, aby z serc uczniów usunąć zgorszenie krzyża i by uniżenie dobrowolnie przyjętej męki nie zakłóciło wiary tych, którym została objawiona wspaniałość ukrytej godności” (św. Leon Wielki)

Myślę, że jeśli ktoś prowadzi życie duchowe, to musi mieć doświadczenie Taboru. Pan czyni wszystko, aby nas umacniać, abyśmy nieśli w sobie taki dowód zwycięstwa Jezusa, którego żaden krzyż nie jest w stanie wytrącić. Więcej, właśnie wtedy krzyż rozbłyśnie swoją chwałą i stanie się znakiem wiary dla innych.

Być świadkiem

Mija prawie dwa lata od śmierci młodego księdza Salvatore Mellone z Bari. Zmarł na raka, którego wykryto, gdy był jeszcze seminarzystą. Otrzymał przyspieszone święcenia. Przeżył w kapłaństwie tylko trzy miesiące.

W głębokiej chorobie tak pisał do papieża Franciszka: „Ojcze Święty, ofiaruję moją chorobę i cierpienie Panu i dla dobra Kościoła oraz za Ciebie Ojcze św. Niech Bóg Ci błogosławi i zawsze będzie przy Tobie, niech Cię wspiera w twojej pracy w służbie miłości. Proszę Cię, byś modlił się za mnie, by Pan wypełnił w moim życiu swoją wolę do końca. Nie proszę Boga o uzdrowienie, ale o radość i siłę, by do końca być świadkiem Jego miłości i kapłanem w Jego sercu”.

Widać w nim całkowite zjednoczenie z Chrystusem… Jakby chciał powtórzyć za św. Piotrem: „Panie, dobrze mi tu!” Przebywał w swoim namiocie!

Po ludzku

Kiedy nie mamy doświadczenia Przemienienia Jezusa w naszym życiu, kiedy zakryta jest przed nami Jego chwała, wtedy pozostaje tylko ludzkie spojrzenie i ludzka mądrość. Właśnie w taki sposób na cierpienie i ukrzyżowanie patrzył Piotr. Nikt inny, a tylko on pouczał Mistrza i zarzekał się, że on na to nie pozwoli! Protestował, gdy Jezus nakreślał drogę, która Go czeka. Wtedy Jezus nie zawahał się powiedzieć do niego mocne słowa: „Idź precz szatanie!”

Dlatego nie dziwmy się, gdy ktoś zapiera się wiary, dokonuje aborcji, prosi o eutanazję… Dlaczego? Bo bywa krzyż, który jest nie do udźwignięcia, on przeraża, straszy, skandalizuje, gorszy! Nie można domagać się od człowieka rzeczy, które go przerastają. On po prostu sam nie może czynić inaczej.

Dlatego widzimy, czym jest krzyż bez wiary, gdy nie promienieje światłem Zmartwychwstania Chrystusa!

Będziemy przemienieni

W południowo-wschodniej części egipskiego Kairu jest dzielnica zwana Miastem śmieciarzy, zamieszkana przez 300 tys. najuboższych ludzi, głównie chrześcijan. Zajmują się zwożeniem z całej metropolii śmieci, a później je sortują. Znając nasze wysypiska śmieci, możemy sobie wyobrazić, jak wygląda to miejsce… Miasto śmieciarzy przylega do wysokiego wzgórza, na którego skałach polski artysta namalował sceny ukazujące Chrystusa w chwale. To miasto odwiedził o. Timothy Radcliffe OP i taką pozostawił refleksję: „Kiedy kairscy zbieracze śmieci wracają do swoich domostw z ciągniętymi przez osły wózkami wypełnionymi stertami śmierdzących worków, widzą na skałach obrazy przedstawiające przemienienie Chrystusa na górze, Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Te właśnie obrazy przypominają im, że nie są wyłącznie śmieciarzami, ale obywatelami Królestwa, przeznaczonymi do chwały. Te znaki utrzymują ich przy życiu”.

Jesteśmy przeznaczeni do chwały. Będziemy przemienieni na podobieństwo naszego Pana Jezusa Chrystusa! Jeśli tylko zapowiedź tak zachwycała uczniów na Górze Tabor, to jaka będzie rzeczywistość? Z pewnością przerasta naszą wyobraźnię!

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu, 5 III 2017 – komentarz do Ewangelii

Natalia Klocek (DSC_0713_1)Kuszenie czy próba

● Rozważa: ks. Julian Wybraniec ●

Pierwsza Niedziela Wielkiego Postu (marca 2017)

Czytania: Rdz 2, 7-9. 3, 1-7Rz 5, 12-19

Ewangelia: Mt 4, 1-11

Na początku rozważań o kuszeniu Jezusa, zwróćmy uwagę na to, co znaczy tu słowo „kusić”W języku polskim ma ono na ogól znaczenie negatywne. Oznacza nakłanianie kogoś do popełnienia złej rzeczy. Greckie słowo posiada zupełnie inny element znaczeniowy. Oznacza raczejpoddawać próbie, niż kusić w naszym pojmowaniu.

Mamy, tu do czynienia z wielką i wspaniałą prawdą. To, co nazywamy pokusą, nie służy dla zwodzenia nas do grzechu; ma raczej uzdolnić nas do jego przezwyciężenia. Celem kuszenia jest uczynić z nas ludzi dobrych, a nie złych. Ma nas umocnić, ulepszyć, a nie osłabić. Kuszenie nie jest karą dla człowieka, lecz ma na celu jego wywyższenie. Jest próbą dla człowieka, którym Bóg chce się posłużyć.

Zwróćmy uwagę na to, gdzie odbywała się ta próba. Była to pustynia. Chodzi zapewne o pustynię, która rozciąga się pomiędzy Jerozolimą, znajdującą się na centralnym płaskowyżu, stanowiącym człon Palestyny, a Morzem Martwym. Na tej pustyni Jezus mógł znaleźć się w największej samotni w Palestynie. Przybył tu, by być sam. Już otrzymał zadanie. Bóg do Niego przemówił. Teraz miał się zastanowić nad tym, w jaki sposób wypełni zlecone zadanie.

Być może często popełniamy błędy dlatego, że nigdy nie usiłowalibyśmy być sami. A są pewne sprawy, które człowiek musi przeanalizować, wypracować samotnie. Są momenty, gdy nikt nie może udzielić nam dobrej rady. Istnieją chwile, kiedy człowiek musi przestać działać, a zacząć myśleć. Często błądzimy być może dlatego, że nie mamy czasu na spotkanie sam na sam z Bogiem.

Trzej Ewangeliści zgodnie podkreślają fakt, iż kuszenie nastąpiło natychmiast po chrzcie, gdzie głos Boga Ojca oznajmił, że to jest Jego Syn umiłowany. Moment próby przychodzi zawsze po wielkich chwilach i wydarzeniach. Kusiciel wybrał bardzo uważnie, subtelnie i zręcznie moment ataku na Jezusa. Lecz Jezus zwyciężył. Postąpimy rozsądnie, jeśli za każdym razem, gdy życie wyniesie nas na wyżyny, wykażemy szczególną ostrożność, ponieważ właśnie wtedy najbardziej zagraża nam upadek.

Nie sądźmy, że Jezus na pustyni pokonał raz na zawsze kusiciela w jednym starciu, że ten nie zjawił się przy Nim ponownie. Nie! Występował on przeciw Jezusowi również w Cezarei Filipowej, kiedy to Piotr usiłował odciągnąć Go od drogi krzyża. Wtedy Jezus wypowiedział pod adresem ucznia te same słowa, które wyrzekł do kusiciela na pustyni: „Idź precz ode mnie szatanie”. Nie było w dziejach takiej walki z pokusami jak ta, którą toczył Jezus w Getsemani. I tam kusiciel starał się Go odciągnąć od Krzyża. W chrześcijańskiej wojnie nie ma odpoczynku, przestoju. Ludzie nieraz przeżywali rozczarowanie, ponieważ sądzili, że osiągnęli taki poziom, że według ich zdania nie grozi im żadna pokusa, że moc kusiciela została na zawsze złamana. Jezus nigdy nie osiągnął tego stanu. Toczył walkę od początku do końca swoich dni. Dlatego może i nam pomóc w naszej walce.

Pamiętajmy zawsze o tym, że pokusy będą się wiązać z naszymi uzdolnieniami, talentami, waloramiMoże to być piękność i związana z nią pycha. Może to być wymowa i związana z nią chęć usprawiedliwienia każdego naszego postępowania. Człowieka obdarowanego bujną wyobraźnią, wrażliwego, będą ogarniały pokusy, o jakich człowiek przeciętny nawet nie śni. Człowiek o potężnym intelekcie będzie miał pokusę posłużenia się nim dla celów egoistycznych, nie dla dobra bliźnich. Będzie chciał być panem, a nie sługą bliźnich. Tak, niestety, bywa z pokusami. Przeto w chwili, gdy czujemy się najsilniejsi, winniśmy wykazać największą czujność.

Zwróćmy jeszcze uwagę na bardzo ważny fakt. Relację o kuszeniu musiał przekazać sam Jezus. Na pustyni był przecież samotny. Gdy toczył walkę, nie było przy Nim nikogo. O tym, co się działo, wiemy wyłącznie z tego, co opowiedział Pan Jezus. Przedstawia więc tu jakby własną duchową autobiografię. Winniśmy przeto traktować tę opowieść z wyjątkową i szczególną czcią. Jezus odsłania w niej najgłębsze tajniki serca i duszy. Opowiada o własnych przeżyciach. Jest to najświętsza ze wszystkich opowieści. To, co w niej Jezus mówi, może pomóc tym, którzy sami znajdują się w czasie próby. Ukazuje bowiem, jak trzeba się zachowywać w takiej sytuacji. Jezus odsłania zasłonę własnych zmagań, i w ten sposób chce pomóc nam w naszej walce.

Święta

Środa, VI Tydzień Wielkanocny Rok A, I Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Wspomożycielki Wiernych

Sonda