Dzisiaj jest

sobota,
21 maja 2022

(141. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
18993812

Wyszukiwanie

V Niedziela Wielkanocna, rok C, 15.05.2022 – komentarz do Ewangelii

Po tym wszyscy poznają, że jesteś Mój
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

V Niedziela Wielkanocna, rok C (15.05.2022 r.)
Ewangelia: J 13,31-33a.34-35 ●

Słowo Boże ma wielką moc. Potrafi zmienić człowieka w sposób zaskakujący. Jezus chce jednak, aby mówieniu o Nim towarzyszyło coś jeszcze. Dzisiaj ludzie, może bardziej niż kiedykolwiek, dopominają się o to. Chodzi o przykład życia.

Starożytny pisarz chrześcijański Tertulian w swoim dziele Apologetyk napisał zdanie-maksymę, która przewija się w różnych homiliach i konferencjach: „Patrzcie, jak oni się miłują”! Poganie, którzy nigdy nie słyszeli o Chrystusie, mieli się Nim zachwycać, kiedy patrzyli, w jaki sposób żyją Jego uczniowie. O tym właśnie mówi Chrystus w niedzielnej Ewangelii: „Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.

Aby lepiej zrozumieć to nowe przykazanie Jezusa – przykazanie miłości wzajemnej – spójrzmy na kontekst tego fragmentu Ewangelii. Akcja rozgrywa się w Wieczerniku podczas Ostatniej Wieczerzy. Przed chwilą Jezus zrobił coś szokującego: przepasał się prześcieradłem, nalał wodę do misy i zaczął obmywać Apostołom nogi. W starożytnym Izraelu mycie nóg było zadaniem niewolników! Gość przychodzący w odwiedziny miał brudne stopy od kurzu i piasku, których w Ziemi Świętej nie brakowało. Do obowiązków wynikających z grzeczności należało usłużyć gościowi poprzez obmycie mu nóg. Tutaj jednak mamy coś o wiele większego – Bóg, Nauczyciel, Pan, potężny Stwórca wszystkiego, klęka przed człowiekiem i myje mu nogi jak niewolnik. Za kilka godzin tak bardzo się uniży, że dla tego człowieka pozwoli się zabić na krzyżu. Co to wszystko znaczy?

Jezus odwraca porządek ustalony przez wielkich tego świata, a właściwie naprawia nieporządek przez nich stworzony. Zamiast panować nad ludźmi przy użyciu siły i aparatów ucisku, Chrystus służy i kocha. Zamiast zmuszać, zdobywa serca. To jest coś, co wyróżnia naszą religię spośród innych – Bóg nie tylko oczekuje naszej uległości i służby Mu, ale On sam najpierw służy nam. Jeśli będziemy Go naśladować i nawzajem sobie służyć, nie patrząc tylko na swój interes – ludzie będą zadawać nam pytania. Kto wie, czy te pytania nie doprowadzą ich do wiary…

„Patrzcie, jak oni się miłują” – oby choć jedna osoba, patrząc na moje życie, zapragnęła pójść za Jezusem.

IV Niedziela Wielkanocna, rok C, 08.05.2022 – komentarz do Ewangelii

Najlepszy Pasterz

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

IV Niedziela Wielkanocna (08.05.2022)
Ewangelia: J 10, 27-30

dobry-pasterz

Wielkanocne teksty biblijne niosą ze sobą Boży pokój. Zapewniają nas, że jeżeli tylko wybierzemy Zmartwychwstałego – nic a nic nam nie grozi.

Ewangelia choć krótka, jest niezwykle poruszająca, zadziwia Bożym zaangażowaniem oraz Jego niezrozumiale potężną miłością. „Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”. „Idą one za Mną, a Ja daję im życie wieczne”. Choć pięknie to brzmi, to trudniej jest nam przyjąć te słowa z wiarą. Trudniej jest pozwolić się kochać taką miłością. Z kolei jeśli nie pozwolimy się kochać taką miłością to znaczy, że niewiele rozumiemy z naszej wiary. Jezus miłuje w taki sposób, który bardzo często może być dla nas zgorszeniem. Nawet sami mamy takie chwile, że myślimy sobie jak Bóg może mnie kochać, skoro popełniłem takie czy inne grzechy. Jak ja przed nim wyglądam? Prawda jest taka, że nie muszę zasługiwać na Jego miłość, na Jego pasterską troskę. Jeżeli zrobię to czy tamto, Bóg nie będzie mnie kochał bardziej niż aktualnie.

Stosunkowo niedawno rozważaliśmy scenę Ostatniej Wieczerzy. Warto do niej wrócić. Jezus klęka przed Piotrem, tak samo jak przed pozostałymi uczniami, schyla się, żeby umyć mu nogi. Piotr się wzbrania – Panie, jestem tego niegodny. Owszem jesteś niegodny, nigdy nie będziesz godny, ale ja cię kocham pomimo tej twojej niegodności i z całego serca chcę to zrobić. Chcę wziąć w swoje ręce twoje brudne nogi i je umyć. Ja, twój Bóg, tak cię kocham, że chcę ci w ten sposób służyć. Jestem twoim Pasterzem, dobrym Pasterzem.

Tego samego wieczoru Chrystus ustanowił sakrament kapłaństwa. Zadaniem kapłanów jest gromadzenie Ludu Bożego, budowanie chrześcijańskiej wspólnoty, a zwłaszcza szeroko pojęta służba, przede wszystkim sakramentalna – dotykanie Boga, przybliżanie boskich prawd i tajemnic. Kto jest godny tych zadań? Który człowiek na nie zasługuje? Absolutnie nikt. Kapłaństwo jest wciąż niezrozumiałym przez nas darem Bożej miłości, którego Chrystus udziela dokładnie tym, którym chce. Nie wybiera pasterzy według ludzkich kryteriów. Wystarczy spojrzeć na apostołów. Czy naprawdę w całej Palestynie nie znaleźliby się choć trochę odważniejsi czy mniej egoistyczni mężczyźni, bardziej wielkoduszni, wierni i oddani?

Z pewnością by się znaleźli. Jezus wybrał, nie wiedzieć czemu, akuratnie ich. I tak wybiera nie najpobożniejszych, najmądrzejszych, najzaradniejszych czy najbardziej kochających Boga i ludzi. Decyduje, jak chce. Ma w tym swój plan. To powołanie jest zupełnie darmowe i nie można sobie na nie zasłużyć dobrym sprawowaniem. Nikt go sobie nie wypracuje. To jest dar. Dlatego też nikt obdarzony tym powołaniem nie ma prawa czuć się lepszym od innych. Bycie pasterzem to nie prestiż, ale służba. To pochylanie się, nieraz klękanie przed człowiekiem, tak jak to robił Chrystus w Wieczerniku, po to, żeby przyjść mu z pomocą. To gotowość do niesienia bliźnim miłości i pokoju, a nie pretekst do tego, żeby ustawiać się na czele hierarchii społecznej i czerpać z tego korzyści. Pasterz wciąż poszukuje swoich owiec, nie ustaje. Nigdy nie zamyka drogi do zagrody, wręcz przeciwnie otwiera ją na oścież.

Nie każdy chrześcijanin jest powołany do kapłaństwa, ale wszyscy jesteśmy wezwani do naśladowania Jezusa – najlepszego Pasterza. W jaki sposób? Poprzez podprowadzanie bliźnich do Niego, dzielenie się z innymi wiadomością o zmartwychwstaniu i o potężnej miłości, która obejmuje wszystkich bez wyjątku i przekracza zdrowy rozsądek.

II Niedziela Wielkanocna, rok C, 24.04.2022 – komentarz do Ewangelii

Miłość silniejsza niż lęk

● Rozważa: dk. Piotr Wąsacz ●

II Niedziela Wielkanocna (C), 24.04.2022,
Ewangelia: J 20, 19-31●

540px-Duccio-di-Buoninsegna-014-Niewierny-TomaszFragment Ewangelii dnia dzisiejszego przedstawia nam dramatyczną sytuację uczniów, którzy są kompletnie rozbici; ich Mistrz umiera na krzyżu jak zbójca, tracą swoją ostoję, zostają sami, ich życie jest zagrożone, gdyż Żydzi tylko czyhają, aby ich znaleźć i postawić przed sądem. Bardzo wyraźnie można w tej perykopie wyczuć atmosferę lęku, rozczarowania, niepewności, beznadziei, zawodu.

Ewangelista Jan dwukrotnie podkreśla, że drzwi domu, w którym przebywają uczniowie, są zamknięte. Nie bez przyczyny autor mówi o tym aż dwa razy. Ta informacja jest bardzo ważna. Apostołowie są skupieni na sobie, wpatrzeni w swoje lęki, obawy, rozgoryczenie. Te zamknięte drzwi symbolizują ich wewnętrzną postawę – są oni bowiem zamknięci na inną rzeczywistość i niezdolni do szerszego spojrzenia na świat. I nagle w tym osamotnieniu doświadczają czegoś niesamowitego. Przychodzi do nich Jezus mimo zamkniętych drzwi. Jego zachowanie wobec przelęknionych uczniów ukazuje, jak wielką miłością ich darzy. Najpierw staje pośrodku. To już trzecia rzecz w tej Ewangelii, którą święty Jan podkreśla dwa razy. Dlaczego to takie ważne? Bo kiedy Jezus staje pośrodku, to w naturalny sposób lęk przestaje być w centrum. Uczniowie przestają się skupiać na lęku, a zaczynają na Jezusie. W kolejnym etapie Chrystus po raz kolejny robi coś niespodziewanego. Nie wypomina uczniom, że się zamknęli i przestraszyli, nie wytyka im słabości, ale ich obdarowuje – mówi „Pokój wam !”. A pokój to coś, czego uczniom w obecnym czasie najbardziej potrzeba. To zachowanie podkreśla fenomen miłości zmartwychwstałego Jezusa do człowieka. Pan nie odrzuca tego, który jest słaby, upada i sobie nie radzi, ale obdarowuje go tym, czego mu brakuje. Tak nie kocha nikt poza Bogiem. Mało tego! Jezus daje swoim przelęknionym uczniom władzę odpuszczania grzechów! Uczniowie otrzymują jeden z największych darów dla Kościoła w momencie niewypowiedzianego lęku i zamknięcia.

Kiedy spojrzymy na szerszy kontekst tego fragmentu, zobaczymy, jaki jest owoc przyjścia Jezusa do uczniów i obdarowania ich łaską pokoju. Kolejny fragment następujący po tym, który dziś rozważamy, mówi o objawieniu się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim. Autor zaznacza, że to wydarzenie ma miejsce po tym, jak Piotr wraz z kilkoma innymi uczniami poszedł łowić ryby. Ta informacja również nie jest przypadkowa. Jeżeli poszli łowić ryby, to oznacza, że oni wyszli z zamknięcia, zostawili swoje lęki, przestali się koncentrować na sobie.

Ta perykopa bardzo realnie odnosi się do naszego życia. My też często jesteśmy skupieni na swoich lękach, porażkach i rozczarowaniach. Zamykamy drzwi naszego życia i serca na innych ludzi. I w momencie, gdy wydaje się, że już nic nie ma sensu i nic nas nie uratuje, przychodzi Jezus mimo zamkniętych drzwi. Staje pośrodku i nie robi „wypominek”, nie wytyka błędów i słabości, ale nas obdarowuje, daje swój pokój. Jeśli przyjmiemy ten Chrystusowy pokój, jeśli przestaniemy się skupiać na sobie, a zaczniemy patrzeć na Jezusa, to prędzej czy później wyjdziemy z naszych wewnętrznych zamknięć, zaczniemy otwierać się na ludzi i jeszcze bardziej doświadczać miłości, jaką darzy nas Pan.

Prośmy dzisiaj Chrystusa Zmartwychwstałego, aby uczył nas przyjmować Jego pokój, bo tylko on pozwoli nam otworzyć drzwi naszych zamkniętych serc i wyjść do światła nowego życia.

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, 10.04.2022 – komentarz do Ewangelii

(Bez)Sens śmierci

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

Niedziela Palmowa, czyli Męki Pańskiej, rok C (10.04.2022)
Ewangelia: Łk 23, 1-49 ●

Niedziela-Palmowa

Śmierć – wydarzenie bezwzględne, nieuchronne, niemal zawsze zaskakujące i trudne do zaakceptowania, które często mocno zmienia, a nierzadko przewraca do góry nogami czyjeś życie.

Zostawia z pustką. Boimy się jej. Życzymy sobie, żeby spotkała nas możliwie jak najpóźniej.  Zależy nam na tym, żebyśmy byli zdrowi, żeby nic nam nie dolegało. Nie chcemy cierpieć, umierać, ale cieszyć się chwilą, łapać dzień, po prostu żyć. Odejście z tego świata, ból, to dla nas rzeczywistości cały czas niezrozumiałe, widzimy w tym jakąś niesprawiedliwość i okrucieństwo losu. I w sam środek tego cierpienia wchodzi Wszechmogący Bóg, który bez reszty się mu poddaje i zarazem wyjaśnia, o co w nim w ogóle chodzi. On nadaje umieraniu sens. Sprawia, że coś, co miało się kończyć, zaczyna żyć. Śmierć rodzi życie. To oczywiście jakiś paradoks, ale nasz Pan uwielbia paradoksy.

Rzeczywistość w ostatnim czasie radykalnie się zmieniła. Co tu dużo mówić, przykra jest, mało optymistyczna, wolelibyśmy się od niej uwolnić. Długi czas przygnębiała epidemia, teraz wojna. Wciąż słyszymy o kolejnych cierpieniach. Wiele osób zmaga się ze strachem czy depresją. Z pewnością na naszych oczach umiera także postać świata, jaką znamy. Już nic nie będzie takie, jak dawniej – ani Kościół, ani relacje międzyludzkie, ani niektóre zwyczaje czy tradycje, które też gdzieś poupadają, poginą. Szkoła, nauka, praca – można wymieniać. Wszystko jest inaczej. Ubolewamy, płaczemy, tęsknimy za tym, co było i pytamy dlaczego? Po co te śmierci? Na co komu te ofiary? Co nam mają przynieść?

Nic nie dzieje się bez przyczyny, bez przyzwolenia Boga. To On, nie człowiek, jest Panem historii. Nie zrozumiemy tego, co się dzieje, nie rozumiejąc, nie znając Chrystusa. Nie byłoby Niedzieli Wielkanocnej, Niedzieli Zmartwychwstania, gdyby nie Męka i Śmierć Chrystusa. Aby dokonało się największe wydarzenie naszej wiary – powstanie Jezusa z martwych – najpierw nasz Mistrz musiał umrzeć. Te śmierci, które teraz przeżywamy, nie są, nie mogą być na darmo.

Jeśli zaglądniemy do Biblii, szczególnie do Starego Testamentu, to zwrócimy uwagę na to, że każda katastrofa i kataklizm, które dotknęły ludzi, czy bezpośrednio Naród Wybrany, zapowiadały wielkie odrodzenie, głęboką odnowę. Zazwyczaj ludzkość cierpiała niedostatek z powodu odwrócenia się od Boga, zrezygnowania z Jego opieki. Oczywiście ani starotestamentalny potop, ani niewola babilońska nie wynikały z mściwości Stwórcy, ale z prostego powodu – ludzie nie byli zainteresowani Jego pomocą i wsparciem. Byli przekonani, że sami są jaśnie oświeceni i dadzą sobie radę bez Niego.

Jeżeli przyjrzymy się, jak wyglądał świat przed epidemią, to trudno nie zobaczyć podobieństw. Europa praktycznie wyparła Boga ze swojego terytorium, próbując na zgliszczach chrześcijaństwa tworzyć jakąś swoją interpretację prawd wiary i wierzyć po swojemu. W ostatnich latach, nawet można powiedzieć dekadach, mieliśmy do czynienia z zacieraniem się prawdy i kłamstwa, obniżaniem znaczenia autorytetów, nastawieniem przede wszystkim na branie, konsumpcję i realizowanie siebie kosztem innych. Ale przede wszystkim na naszym kontynencie w miejsce, które powinien zajmować Bóg, z całym impetem wkroczył człowiek. Jakby nawet nie spychając Boga na jakiś dalszy plan, lecz zupełnie Go eliminując, zabijając. I nagle pojawia się problem ogólnoświatowy, wobec którego czujemy się bezsilni, z którym sobie nie radzimy, bo przemeblowuje nam rzeczywistość. To, w czym człowiek widział swoją moc siłę – witalność, majątki itd., okazało się bardzo kruche. W jednym momencie można to wszystko stracić. To, co dawało człowiekowi poczucie bezpieczeństwa, jak pokazuje życie, jest zawodne.

„Jeśli ziarno pszenicy wrzucone do ziemi nie obumrze, a zostaje pojedynczym ziarnem; lecz jeśli obumrze, wydaje obfity plon”. To, czego doświadczamy, ma nas odrodzić, zarówno w wierze, jak i w relacji do bliźniego. Mamy otrzeźwieć i przestać zabiegać o to, co kruche i zmienne, a zwrócić się w stronę tego, co mocne i stałe. Uświadomić sobie, że największym dramatem człowieka nie jest taka czy inna choroba ciała, ale choroba duszy – odejście od Boga – grzech, a także od bliźniego – samotność, obojętność. Żadna istota ludzka na dłuższą metę nie poradzi sobie, będąc w oderwaniu od swojego Stwórcy, bo wtedy właśnie skazuje się na śmierć, która nie ma sensu, nie rodzi życia, nic nie zaczyna, tylko kończy. Miejmy nadzieję, że tak pomnożone doświadczenie braku wywoła pragnienia i tęsknoty, które zwrócą nas ku Bogu i ku sobie. Prośmy Pana, żeby wlewał w nasze serca wiarę i optymizm, abyśmy uwierzyli, że sytuacja, którą teraz przeżywamy, ma swój głęboki sens, który On wkrótce zechce nam objawić.

Święta

Sobota, V Tydzień Wielkanocny
Rok C, II
Dzień Powszedni albo wsp. św. męcz. Krzysztofa Magallanesa, prezb. i Towarzyszy

Sonda