Dzisiaj jest

środa,
05 października 2022

(278. dzień roku)

Licznik

Liczba wyświetleń:
20593187

Wyszukiwanie

XXVII niedziela zwykła (C), 2 października 2022 – komentarz do Ewangelii

Nie rób wymówek!

● Rozważa: ks. Krzysztof Lampart ●

XXVII niedziela zwykła, rok C (2.10.2022)
Ewangelia: Łk 17,5–10 

Na pierwszy rzut oka przeciwieństwem miłości jest nienawiść. Kiedy kocham, pragnę dla drugiego dobra i staram mu się je podarować, a kiedy nienawidzę, wtedy pragnę dla drugiego zła. Jednak czy rzeczywiście nienawiść jest czymś przeciwnym miłości? Czy nie można nienawidzić grzechu, zła? Czy taka nienawiść jest zaprzeczeniem miłości? Bynajmniej. Podczas jednej konferencji kard. Konrad Krajewski stwierdził, że przeciwieństwem miłości jest obojętność. Niewątpliwie jest to prawda, choć można pójść o krok dalej i wskazać główną przyczynę obojętności, a jest nią strach, a właściwie uleganie mu.

Ewangelia przeznaczona na 27 niedzielę zwykłą roku C rozpoczyna się od prośby uczniów skierowanej do Jezusa o przymnożenie im wiary. Prośba ta następuje po tym, jak Jezus wzywa ich do tego, aby wystrzegali się wszelkiego grzechu, który mógłby być przyczyną zgorszenia bliźniego, oraz do przebaczania bliźniemu, który żałuje, aż siedmiokrotnie. Można powiedzieć, że owa prośba uczniów: „Dodaj nam wiary”, jest taką wymówką od realizacji wskazań Mistrza. Z jakiego powodu z ich ust padły takie słowa? Ponieważ się bali. Ogarnął ich strach, że nie podołają wymaganiom Jezusa, że postępując zgodnie z nimi, narażą się na straty, rozczarowania.

Uczniowie bali się, ponieważ nie uwierzyli miłości, nie uwierzyli, że Bóg jest Miłością, że kocha ich nieskończenie i pragnie dla nich jedynie dobra. Można powiedzieć, że wymawiali się od radykalnego pójścia za wskazaniami Jezusa, które sprowadzają się tak naprawdę do nakazu miłości Boga i bliźniego, ponieważ się bali, a poddali się strachowi, ponieważ nie zaufali jeszcze swemu Stwórcy.

Fragment Ewangelii wg św. Łukasza przeznaczony na dzień dzisiejszy zachęca nas do spojrzenia na nasze życie pod kątem strachu, który paraliżuje nas w działaniu. Czyż to nie strach, wynikający z braku ufności w Bożą opatrzność, powstrzymuje nas przed przebaczeniem drugiej osobie, która nas zraniła, a która żałuje tego, co nam uczyniła? Czyż nie bywa tak, że nie upominamy jakiejś bliskiej nam osoby, ponieważ boimy się, że ona się od nas odwróci, obrazi się na nas, a może nawet odejdzie? Czyż to nie lęk przed wyśmianiem powstrzymuje nas od złożenia świadectwa wierze przez wykonanie np. znaku krzyża przed posiłkiem?

Jezus mówi do nas dzisiaj: „Nie wymawiaj się! Wiesz w swoim sercu, co należy czynić, więc odważnie to czyń. Nie potrzebujesz mieć ogromnej wiary. Wystarczy ci wiara mała jak ziarnko gorczycy. Wystarczy, że powierzysz mi swoje życie, a wtedy nic nie będzie dla ciebie niemożliwe”.

Bądźmy jak ów sługa, który zmęczony po całym dniu pracy usługuje swemu Panu. Jeśli pojawia się na naszej drodze jakaś sprawa, być może bardzo trudna, nie udawajmy, że nic się nie dzieje, ale odważnie wyjdźmy jej naprzeciw. Zaufajmy Bogu, że naprawdę nic nie stracimy, jeśli z miłości do Boga i bliźniego pokonamy swój strach i uczynimy to, co podpowiada nam sumienie.

XXVI niedziela zwykła (C), 25 września 2022 – komentarz do Ewangelii

Czy potrafię być hojny?
● Rozważa: ks. Piotr Wąsacz ●

sad-ostateczny-michal-aniol-kaplica-sykstynska-0-1

Michał Anioł, Sąd ostateczny (Kaplica Sykstyńska) – fragment

XXVI niedziela zwykła (C), 25.09.2022
Ewangelia: Łk 16, 19-31

Obraz, który Kościół przedstawia nam w dzisiejszej Ewangelii, jest – można powiedzieć – bardzo współczesny. W wielu miejscach świata występują niemal identyczne sytuacje. Biedni, ubodzy, opuszczeni ludzie żyją niemal u stóp bogaczy, którym niczego nie brakuje, którzy na wszystko mogą sobie pozwolić. Można pytać siebie, w jaki sposób to dzisiejsze Słowo Boże dotyczy nas. Pewnie większość z nas, jeśli nie wszyscy, nie posiada pałacu, nie nosi złotych ozdób na swojej szyi ani nie urządza przyjęć każdego dnia. Nikt z nas nie jest też żebrakiem, nie leży przy czyimś domu w oczekiwaniu na czyjąś pomoc. Co w takim razie Pan Bóg chce nam przez ten fragment powiedzieć?

Treść dzisiejszej Ewangelii jest w jakiś sposób wstrząsająca. Taki odbiór może być spowodowany obojętnością bogacza, jak również biedą i bezradnością żebraka, który leżał u bramy jego pałacu. Kiedy zastanawiamy się nad tym fragmentem, to pewnie duża część, jeśli nie większość z nas jest oburzona zachowaniem zamożnego mężczyzny. Z całą pewnością bylibyśmy gotowi potępić jego postawę i wskazać, jak powinien zachować się wobec potrzebującego. Jeżeli jednak zatrzymamy się nad tym tekstem trochę dłużej, to odkryjemy, że wielu z nas w ewangelicznym obrazie bogacza… mogłoby zobaczyć siebie.

Sposób funkcjonowania współczesnego świata podpowiada nam, żeby w codziennym życiu nie skupiać się na niczym innym, jak tylko na sobie: swoich sukcesach, swoich problemach, swoich sprawach. Taka postawa może spowodować, że do naszego serca wkradnie się zupełna obojętność, brak wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka. Ta obojętność może być posunięta tak daleko, że zupełnie przestaniemy dostrzegać potrzeby otaczających nas ludzi. Pewnie wszyscy widzimy, że problem takiej właśnie obojętności jest dzisiaj bardzo „popularny”. Wielu ludziom brakuje miłosiernego spojrzenia, takiego zwyczajnego dostrzeżenia wokół siebie człowieka, który potrzebuje pomocy. Za to bardzo łatwo przychodzi nam dostrzeganie swoich problemów, czasem może nawet użalanie się nad sobą.

W takich momentach jesteśmy jak ten ewangeliczny bogacz, który był skoncentrowany wyłącznie na sobie. Był tak zapatrzony w siebie, że nie okazał nawet odrobiny miłosierdzia drugiemu człowiekowi. Zastanówmy się teraz: Czy wiele musiałby poświęcić ten bogaty człowiek, aby dać żebrakowi kawałek chleba i kubek wody? Z całą pewnością nie. Dla żebraka natomiast kawałek chleba i wody byłby ogromną niespodzianką i radością.

Podobnie jest i w naszym życiu. Czasem wydaje nam się, że chcąc okazać bliźniemu dobro, musimy robić jakieś wielkie rzeczy. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, że jest zupełnie inaczej. Pomoc drugiemu człowiekowi powinna dokonywać się w prostych, codziennych czynnościach, które często uważamy za „nic wielkiego”. Możemy myśleć, że nasza drobna pomoc nie zmieni wiele w życiu tego, któremu pomagamy. Często jednak okazuje się, że ta pomoc znaczy dużo więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Dzisiejszy fragment bardzo przestrzega nas przed pokusą bezmyślnego korzystania z dóbr doczesnych. Musimy pamiętać, że niezależnie od tego, ile posiadamy, jaką funkcję w społeczeństwie pełnimy, po swej śmierci wszyscy staniemy przed tym samym Bogiem, podobnie jak to miało miejsce w przypadku bogacza i Łazarza. A wtedy nie będzie się liczyło nasze bogactwo materialne, ale nasze bogactwo duchowe – na ile okazywałem dobro drugiemu człowiekowi, szczególnie temu bezbronnemu, ubogiemu, opuszczonemu przez wszystkich.

Prośmy dla nas o miłosierne spojrzenie, byśmy potrafili dostrzegać tych, którzy znajdują się w potrzebie, i skutecznie im pomagać.

XXV niedziela zwykła, rok C, 18 września 2022 – komentarz do Ewangelii

Małymi krokami do wielkiego celu!
● Rozważa: ks. Jakub Dzierżak ●

XXV niedziela zwykła, rok C (18.09.2022 r.)
Ewangelia: Łk 16, 1–13 ●

Istnieje przysłowie, które mówi: finis coronat opus, co tłumaczymy jako ‘koniec wieńczy dzieło’. Poznając historię Świętych, zwłaszcza męczenników, zastanawiam się: jak oni byli w stanie dokonać tak bohaterskiego czynu? Odpowiedź daje Jezus w niedzielnej Ewangelii.

Liturgia Słowa dwudziestej piątej niedzieli zwykłej roku C jest bardzo skupiona wokół tematu uczciwości w gromadzeniu majątku oraz podejściu do potrzebujących. Z powodzeniem moglibyśmy snuć tu na jej podstawie refleksję na temat właściwego gospodarowania swoimi dobrami, tak aby nigdy nie zapominać o ludziach z marginesu, których możemy spotkać chociażby w sąsiednim domu. Nie na tym jednak chciałbym się skupić.

We fragmencie Łukaszowej Ewangelii znajdują się słowa Jezusa, które bardzo trafiają do mojego serca: „kto w bardzo małej sprawie jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w bardzo małej sprawie jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie”. Jakiś czas temu miałem okazję przeczytać pracę zbiorową na temat życia św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jeden z autorów zastanawiał się, jak do tego doszło, że Maksymilian był w stanie dobrowolnie podjąć się takiego czynu, aby jako ochotnik pójść na śmierć głodową zamiast ojca rodziny. Odpowiedź była taka: do bohaterskiego finału, jakim była męczeńska śmierć i – można powiedzieć – „świętość z automatu”, Maksymiliana doprowadziła codzienna wierność Chrystusowi w bardzo zwykłych sprawach. Męczeństwo nie było spontanicznym pomysłem, który zrodził się w jego głowie podczas apelu w obozie koncentracyjnym. Męczeństwo było naturalną konsekwencją jego codziennego spalania się dla Boga i ludzi.

Chrystus powiedział, że wierność w małych rzeczach doprowadza do wierności w wielkich rzeczach. Możemy zadać sobie pytanie: jak wygrać swoje życie? Jak to zrobić, aby w kluczowym momencie, kiedy trzeba będzie podjąć najważniejszą decyzję w życiu, dokonać właściwego wyboru? Odpowiedź jest taka: być codziennie wiernym swojemu powołaniu w prostych, zwykłych sprawach. Być wiernym Chrystusowi w modlitwie, nawet krótkiej i prostej. Być wiernym niedzielnej i świątecznej Eucharystii. Być wiernym swojemu małżeństwu, nawet jeśli wiele mnie to kosztuje. Być wiernym swoim dzieciom, nawet gdy nie zawsze z ich strony dostrzegam wdzięczność. Być wiernym swoim życiowym obowiązkom, nawet gdy nieraz – po prostu, po ludzku – nie będzie się chciało.

To jest droga do wygrania swojego życia i podjęcia właściwego wyboru w kluczowym momencie.

XXIV niedziela zwykła (C), 11 września 2022 – komentarz do Ewangelii

Skandal miłosierdzia
● Rozważa: ks. Marcin Murawski ●

XXIV niedziela zwykła, rok C (11.09.2022)
Ewangelia: Łk 15,1-32 ●

„Doświadczyłem Bożej miłości – teraz już na pewno przy Nim wytrwam”. Taka myśl może często pojawiać się w naszym codziennym życiu. Tym boleśniejsze będzie doświadczenie, po raz kolejny, własnej niemocy i grzechu.

Nie jesteśmy w tym sami. Uważna lektura Starego Testamentu ujawnia, że historia Narodu Wybranego też nie była tak święta i kolorowa, jak można by się tego spodziewać od ludzi wybranych przez Boga spośród wszystkich narodów. Dzieje potomków Abrahama, Izaaka i Jakuba były nieustannym przeplataniem się dwóch rzeczywistości: grzechu Izraela, który odwracał się od Jahwe, oraz działania Boga, który okazywał swoją cierpliwość i swoje miłosierdzie.

Dzisiaj pierwsze czytanie ukazuje nam początki historii zbawienia, zapisane na kartach Księgi Wyjścia. Po wielu latach niewoli i uciemiężenia w Egipcie, Izraelici przypomnieli sobie o Bogu, który działał w historii ich praojców: Abrahama, Izaaka i Jakuba. Ta nowo odzyskana tożsamość ludu Bożego pozwoliła im zacząć na nowo wołać do Boga. On wysłuchał ich prośby, objawił się jako żywy Jahwe. Bóg dokonał wielkich cudów. Wyrwał Izraela z niewoli egipskiej, przeprowadził przez Morze Czerwone, zatopił wojsko faraona. Bóg nakarmił swój lud cudownymi darami: manną oraz przepiórkami. Mogłoby się wydawać, że nikt i nic już nie zniszczy tej relacji, jaką Pan miał ze swoim ludem. Jednak natura ludzka zraniona grzechem pierworodnym jest bardziej skomplikowana. Wystarczyła krótka chwila, kiedy Mojżesz wyszedł na górę spotkać się z Jahwe, żeby Izrael znów powrócił do bałwochwalczych rytuałów. Doświadczenie tak wielu cudów nie sprawiło, że Naród Wybrany odwrócił się od swoich złych postępków.

Jednak ta historia grzechu jest zarazem opowieścią o ogromie Bożego przebaczenia. Bóg, cierpiący z powodu odstępstwa Jego ludu, na prośbę Mojżesza przebacza Izraelitom ich przewinienie. Czyżby Boga trzeba było przekonywać? Czy musiał zmienić zdanie? Dzisiejsze pierwsze czytanie pokazuje, że Bóg jest zawsze gotów do przebaczenia. Zawsze czeka z otwartym sercem, aby ulitować się nad swoimi dziećmi. On czeka. Czeka, aż Jego dzieci zwrócą się do Niego, aż Go poproszą o miłosierdzie. A On wtedy udziela tych darów. Tak jak gdy Mojżesz wołał do Jahwe – Ten okazał od razu swoją miłość.

Punktem kulminacyjnym dzisiejszej Liturgii Słowa jest Ewangelia o synu marnotrawnym, lub, jak ją też nazywano, o miłosiernym Ojcu. Jezus wykracza poza ludzką, zdroworozsądkową logikę. Ogrom Bożego miłosierdzia ukrywa w przypowieści pod postacią ojca, który całymi dniami wystaje przed swoim domem i wypatruje powrotu swojego syna. Boża pedagogia i Boża logika są szalone. Ojciec daje swojemu Synowi jeszcze więcej niż miał.

To Słowo jest Dobrą Nowiną dla każdego z nas. Boże miłosierdzie jest zawsze większe od naszego grzechu. Także w naszym życiu możemy doświadczyć miłości Ojca, który synowi marnotrawnemu daje więcej, niż ten miał, w myśl słów świętego Pawła: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej wylała się łaska”. Jesteśmy ludem Boga. Bóg nigdy nie wyparł się swojego ludu. I Bóg nigdy nie wypiera się nas. Do każdego z nas woła: wróć do mnie, zbawię Cię! Przystąpienie do sakramentu pokuty i Eucharystii, miejsc odnowienia się w naszym życiu łaski chrztu, jest skorzystaniem z dzieła odkupienia, owocu męki Jezusa. To jest właśnie nasze doświadczenie rzucenia się w otwarte ojcowskie ramiona i nasz okrzyk bolesnej prawdy: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem Ciebie!”.

Niech doświadczenie naszej małości i grzeszności nigdy nas nie gorszy, ale nieustannie prowadzi do otwartego serca Jezusa. Módlmy się słowami dzisiejszego Psalmu, abyśmy nie tylko my sami się nawracali, ale by to Bóg nas nawrócił, aby On „obmył mnie z mojej winy, oczyścił mnie z grzechu mojego, stworzył we mnie serce czyste i odnowił we mnie moc Ducha”.

Wstańmy i wróćmy do naszego Ojca!

XXII niedziela zwykła (C), 28.08.2022 – komentarz do Ewangelii

Czy potrafię być zależny?
● Rozważa: ks. Piotr Wąsacz ●

XXII niedziela zwykła (C), 28.08.2022, Ewangelia: Łk 14,1.7-14 

W ostatnim czasie bardzo wiele słyszy się o przeróżnych deficytach, brakach, jakie dotykają nasze społeczeństwo. Benzyna, węgiel, cukier – to tylko niektóre z przykładów produktów, jakich nam brakuje, a które są nam niezbędne do dobrego funkcjonowania. Bardzo dużo się o tych brakach mówi w różnych miejscach i okolicznościach. Wielu z nas jest przerażonych tą trudną rzeczywistością, która nas otacza. Pochłonięci tymi trudnościami możemy nie dostrzec jeszcze jednego bardzo poważnego kryzysu, który już od wielu lat dotyka nas wszystkich. To kryzys wartości.

Jedną z podstawowych wartości w życiu człowieka jest pokora, która znajduje się w potężnym kryzysie i jest „towarem deficytowym” dla współczesnego człowieka.

Liturgia Słowa dzisiejszego dnia koncentruje się właśnie wokół pokory. W pierwszym czytaniu z Księgi Syracydesa słyszymy słowa: „Im większy jesteś, tym bardziej się uniżaj”. Dziwne, prawda? Przecież to nielogiczne. Trzeba pamiętać, że nie chodzi tutaj o pastwienie się nad sobą, jakiś masochizm. W czasach Jezusa pokora była rozumiana między innymi jako uznanie zależności człowieka od Boga. To rozumienie doskonale można wkomponować także w nasze czasy; staje się ona wówczas lekarstwem na dążenie do niezależności, absolutnej i wszechogarniającej samowystarczalności, które jest tak bardzo obecne w naszej codzienności. W tym kontekście warto siebie dzisiaj pytać: Czy potrafię być zależny od Boga i od drugiego człowieka i w ten sposób wzrastać w cnocie pokory, mimo że niejednokrotnie wiąże się to z wysiłkiem? Czy raczej dążę do spełniania swoich zachcianek, nie zważając na innych?

Dzisiejszy psalm przypomina nam, że Bóg szczególnie troszczy się o pokornych: sieroty, wdowy, czyli osoby bezbronne, zależne od innych, które mają świadomość, że nie są w stanie funkcjonować bez pomocy Boga i drugiego człowieka. Tutaj ukazuje się istota pokory. Nie chodzi o bezsensowną zależność, podporządkowanie się komuś. Ta postawa ma wynikać ze świadomości że bez Boga i drugiego człowieka nie poradzę sobie w życiu. Po prostu nie dam rady. Największym wyczynem jest uznać to, że nie jestem samowystarczalny.

Często pokorę postrzega się jako przejaw słabości, nieporadności, jako coś negatywnego, dlatego też trwanie w niej wiąże się z wysiłkiem, poświęceniem, zmaganiem. W Ewangelii Jezus, posługując się obrazem uczty, która symbolizuje Ucztę w Królestwie Niebieskim, przypomina nam, że nasza ofiara związana z praktykowaniem pokory nie pozostaje bezowocna. Pan mówi: „Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”. To obietnica, że wszelkie trudy, jakie podejmujemy tutaj na ziemi w celu wzrastania w pokorze: odrzucenie, szyderstwa, rezygnacja z pewnych planów, pasji – zostaną nam wynagrodzone w Królestwie Niebieskim.

Pamiętajmy! Nasz trud nie idzie na marne!

W dzisiejszej kolekcie (modlitwie, którą kapłan odczytuje bezpośrednio przed rozpoczęciem  Liturgii Słowa) słyszymy takie słowa:

 „Boże (…) umocnij w nas wszystko, co dobre, i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś”.

Naszą odpowiedzią na te słowa jest słowo: „Amen”, które wyraża naszą zgodę, nasze pragnienie, by treść tej modlitwy zrealizowała się w naszym życiu.

Prośmy zatem, aby dobry Bóg umocnił w nas cnotę pokory i ustrzegł nas od pychy, która oddala nas od Uczty Niebieskiej.

XX Niedziela Zwykła, rok C, 14.08.2022 – komentarz do Ewangelii

Rozłam

● Rozważa: ks. Szymon Kłak ●

jezus-piotr

XX Niedziela Zwykła, rok C (14.08.2022)
Ewangelia: Łk 12, 49-53

Podział, rozdarcie, konflikt – to rzeczywistości nieuniknione na naszej drodze wiary. Jeśli tylko odpowiednio je przepracujemy, wyjdziemy z tych doświadczeń silniejsi.

Żeby był porządek, najpierw musi być bałagan, żeby doszło do zjednoczenia, wcześniej musi dojść do podziału, pokój zapanuje dopiero po zakończeniu konfliktu. Swoista „złowrogość” niedzielnego Słowa Bożego nie może nas zwieść. Nie chodzi w nim o to, żeby nas przygnębić bądź przestraszyć. Wręcz przeciwnie, chodzi o to, aby pokazać autentyczną drogę rozwoju w wierze, w relacji z Bogiem. Ona zawsze prowadzi przez trudne, konfliktowe doświadczenia, co doskonale pokazują nam omawiane czytania.

Pierwsze czytanie relacjonuje nam niezwykle dramatyczne wydarzenie z życia proroka Jeremiasza. W ogóle historia tego proroka, z ludzkiego punktu widzenia, nie należy do najszczęśliwszych. Można powiedzieć, że toczy się od tragedii do tragedii. Jeremiasz jest od samego początku prorokiem rozdartym. Wewnętrznie – między sobą a Bogiem, i zewnętrznie – między Bogiem a ludźmi. To pierwsze rozdarcie jest związane z jego samotnością w wierze. Zewsząd otaczają go osoby, które odeszły od Najwyższego. Nie widać wśród nich nadziei na prędki powrót do Boga.

Pewnego dnia Stwórca wzywa Jeremiasza do prorockiej misji. Ma być tym, który oderwie Izraela od pogaństwa. Mężczyzna próbuje się opierać, wymawiać wiekiem, nie dostrzega szans na powodzenie. Miota się między przekonaniem o własnej słabości a Bożym wezwaniem do wielkości. Ten konflikt Pan wygrywa z powodzeniem. Jeremiasz podejmuje Boże wezwanie, które z kolei sprowadza na niego kolejny rozłam. Tym razem między nim a jego rodakami. Ta konfrontacja prowadzi go do bycia powszechnie przez ludzi odrzuconym, uciszanym, wręcz skazanym na zagładę (wrzucenie do cysterny). Ale jak czytamy, wierność Jeremiasza, mimo tak trudnego doświadczenia, okazała się zbawienna. Bóg nie zostawia go samego, lecz spieszy mu na ratunek.

Bycie blisko Boga, realizacja Jego powołania zawsze skazuje nas na spór ze światem, nieraz niezwykle przykry, nader bolesny, ocierający nas nawet o śmierć. Ale pamiętajmy, jeżeli tylko z Nim jesteśmy, On nie pozwoli nam zginąć. Nasz Bóg jest Bogiem życia. On przeprowadzi nas przez ten konflikt w sposób absolutnie życiodajny i zwycięski. Liturgia Słowa woła do nas, żebyśmy się nie bali podobnej konfrontacji. Ona jest nieunikniona, jeśli poważnie myślimy o wierze, jeżeli na serio bierzemy słowa Jezusa i chcemy być Jego uczniami. Świat jest inny niż Bóg, ma inne cele, rządzi się innymi prawami. Tutaj nie może być zgody. On przyszedł ogień zesłać na ziemię, dokonać rozłamu, podziału, aby nas zjednoczyć; nabałaganić, żeby uporządkować, gwałtowną kłótnię zakończyć łagodnym pokojem. Zaufajmy Mu, trwajmy przy Nim, a nie zginiemy, nie umrzemy, z perspektywy wieczności nie stanie nam się krzywda.

Święta

Środa, XXVII Tydzień zwykły
Rok C, II
Wspomnienie św. Faustyny Kowalskiej, dziewicy

Sonda